Blog > Komentarze do wpisu
Wróciła do życia

Ależ wczoraj miałam koszmarny dzień!

Kura została pod moją opieką. Wieczorem zgubiła gdzieś zabezpieczający ceratowy but. Przepatrzyliśmy każdy skrawek ogródka- jak kamień w wodę! Ani śladu! Albo zjadła, albo zakopała... W nocy zerwała opatrunek. Nie ma buta, nie ma opatrunku- nie wiadomo, co robić. Na krótkie poranne siusiu zabezpieczyłam jej łapę plastikową torbą, ale to nie jest wyjście na dłuższą metę. Telefoniczne narady z młodymi i zapada decyzja- rana jest zbyt głęboka, by jej nie osłonić, więc weterynarz ma przyjechać do domu i założyć jej nowy opatrunek. W tak zwanym międzyczasie kupiłam inny but- dużo gorszy od zgubionego ale jedyny tego rozmiaru, jaki w ogóle był w sklepie.

Przyjechał weterynarz i Kura normalnie dostała świra- skakała i szarpała się, nawet mowy nie było o założeniu opatrunku. Lekarz zaordynował jej "głupiego jasia" i suka padła. Opatrunek został zmieniony, weterynarz pojechał a psi zewłok został na podłodze. No, musi dojść do siebie. Godzina, dwie, bez zmian. Potem usiłowała wstać, przewracała się. Dostała wody i jakby nowe życie w nią wstąpiło- stanęła na cztery łapy. Wyprowadziłam ją na dwór, żeby dostała świeżego powietrza. Znowu padła i ani ją ruszyć. Głowa na boku, łapy wyprostowane- no, pies nieboszczyk. Znowu minęło kilka godzin. Jakoś przywlokłam ją do domu. Padła na swoje legowisko i tak przebyła całą noc. Rano nie chce wstać a ja mam wrażenie, że jest gorzej niż poprzedniego dnia, bo nawet głowy nie podnosiła i oczy miała takie dziwne, mętne.

Wolę nie pisać, co myślałam i jak się czułam- byłam zdruzgotana.

Szczęśliwie za jakiś czas Kurze powolutku zaczęło się poprawiać, a gdy po raz pierwszy potruchtała do furtki- odetchnęłam z ulgą: wreszcie byłam pewna, że Kura wróciła do życia!

Teraz wychodzimy na krótkie spacerki, wracamy do domu, Kura poleguje to tu, to tam, oddech ma nieciekawy, ale już widać, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Jestem taka szczęśliwa, ze chce mi się śpiewać!

Na noc muszę jej założyć materiałowy kaganiec, żeby znowu nie poszarpała zabezpieczenia na łapie.

Zastanawia mnie, skąd wzięła się taka silna reakcja i myślę, że albo dawka leku była zbyt duża, albo za krótka przerwa między znieczuleniem szyciowym a tym przy zmianie opatrunku. Jeszcze jedno psie doświadczenie. JAK DLA MNIE- BARDZO TRUDNE DOŚWIADCZENIE.

sobota, 06 października 2012, babciabezmohera
Komentarze
2012/10/06 17:26:52
Współczuję, dużo zdrowia dla Kury.
-
2012/10/06 19:11:12
Widać, że Kura jest wojowniczką.
Mój pies też zrywał wszelkie opatrunki, wyrywał sobie weflon, kiedy miał kroplówkę.
Całe nocy przy nim czuwałam. Niestety, psinki nie udało się uratować...
Dużo zdrowia dla Kury.
-
2012/10/06 20:08:22
Mylślę, ze była za krótka przewrwa i lekarstwo się skumulowało.
Kiedyś po podaniu znieczulenia stomatologicznego trzy razy pod rząd w odstępie kilkudniowym też dentystka wzywała do mnie pogotowie.
Psica przyjdzie do siebie szybciej niż myslisz, chociaż taka otumaniona to nie ściaga przynajmniej opatrunku;))).
-
2012/10/06 21:33:15
Chory pies to największe nieszczęście.
Kaca giganta miała biedusia po znieczuleniu.
Gdyby jej dali drugi zastrzyk wybudzający, szybciej by otrzeźwiała, a tak musiała przejść kaca na żywca. Nie harcowała za to.
-
2012/10/07 11:34:22
no to przeżyłaś... nie dziwię sie twoim duzym literom....
myślę że weterynarz zastpsował końską dawkę.
-
2012/10/07 12:45:34
Ja również jestem zdania że dawka była zbyt duża:/.No ale wszystko dobre,co się dobrze kończy:)
-
2012/10/07 14:40:16
Wyobrażam ile stresu przeżyliście. Najważniejsze, ze już lepiej.
-
2012/10/07 15:28:48
Mam nadzieję, że Kura szybko dojdzie do zdrowia. Pozdrawiam.
-
2012/10/07 15:37:02
Agnieszka_spod_szczytna:
Dzięki. Już jest lepiej, nieporównywalnie lepiej, aż boję się powiedzieć, że zupełnie dobrze! ;)

Hanula1950:
Jakbyś wiedziała. W nocy miała materiałowy kaganiec na pysku, więc teoretycznie nie miała prawa nic zrobić a jednak opatrunek poszarpała. Łapą?? Chyba łapą, bo jak inaczej?
-
2012/10/07 15:42:30
Veanka:
Też tak myślę. A Kura już wróciła do formy. Młodzi przyjechali i normalnie małpiego rozumu dostała z radości, zupełnie zapominając o skaleczonej łapie.

Weisefrau:
Teraz sobie z harcami odbija zaległości. Prawowici gospodarze wrócili, więc jest cała szczęśliwa! :))
-
2012/10/07 15:52:10
Nicka1:
Wiesz, pomyślałam, ze chyba jednak nie każdy ma predyspozycje, by być weterynarzem. Syn po raz kolejny zakładał jej opatrunek i nawet nie pisnęła, leżała spokojniutko i grzecznie, wszystko pozwoliła sobie zrobić, łącznie z zakładaniem buta, na co mnie pozwolić nie chciała.

Manonegraa:
Szczęśliwie wszystko już jest w porządku. Mam nadzieję, że między jednym opatrunkiem a drugim nie zabrudziła tego skaleczenia. Zresztą teraz niech młodzi już z nią wojują. ;)
-
2012/10/07 15:55:00
Madanka:
Oj, było, było! Nie dość, że nie nasz pies, to jeszcze prawie zdychający. Masakra! :(

Hanula1950:
Myślę, ze każdego dnia będzie coraz lepiej! Dzięki! :)
-
2012/10/07 19:03:43
Współczuję. Pamietam gdy mój śp. kot był kastrowany i po narkozie i zabiegu przyniosłam go do domu. On z trudem dochodził do siebie, a ja siedziałam obok i płakałam, ze jestem taka sadystka i ze to z mojej winy... Szczęśliwie wszystko dobrze się skończyło, ale pamięć została. Gdy człowiek siedzi przy źle czujacym się zwierzaku, to po prostu serce się kraje.
-
2012/10/08 09:15:43
Ilenka50:
O! Jesteś wreszcie! Cieszę się! Jak było? :)