Blog > Komentarze do wpisu
Przedobrzyłam.

Mam w domu sporo kwiatów. Jakaś okazja - buch kolejna doniczka na parapet.   To i się trochę nazbierało przez lata.

Dogaduję się ze swoimi kwiatami w bardzo prosty sposób: informuję je, że jestem, jaka jestem a pamięć mam, jaką mam i albo zaakceptują nieregularne podlewanie, albo wylądują na kompoście. Ponieważ jest to tzw. propozycja nie do odrzucenia, to kwiaty przyjęły ją bez szemrania i jakoś się wspólnie do siebie przyzwyczailiśmy.

Przyznam, że mam  trzy kwiaty, na których mi szczególnie zależy, bo wiążą się z pamięcią bliskich mi a już nieobecnych osób i są ze mną od wielu, wielu lat. Jednym z tych kwiatów jest choja.

Miałam z nią trochę nieporozumień, ale ostatecznie się dogadałyśmy, wylądowała w miejscu, które jej pasowało i rosła jak szalona- nawet zaczęła kwitnąć. Do czasu. W tym roku zaczęła gubić liście i zrobiła się już mocno przejrzysta. Zachodziłam w głowę, co mogło jej zaszkodzić. Wykluczyłam wszystkie możliwości i wyszło mi, że może należałoby podkarmić ją jakimś naturalnym nawozem. Kupiłam bio-humus i przy okazji pogadkowałam z panią w kwiaciarni. Wypytała o objawy, wyciągnęła książkę o pielęgnacji kwiatów i wyszło, że mogłam tę moją choję po prostu przelać. Czyli - dobrymi chęciami... Zbytnia dbałość o kwiat też może mu zaszkodzić. ;(

No, cóż, zobaczymy. Ograniczę znacznie podlewanie i może uda mi się choję uratować przed nadopiekuńczą właścicielką... ;(

piątek, 02 marca 2018, babciabezmohera
Komentarze
2018/03/02 18:15:43
Sam nigdy nie miałem tyle samozaparcia, by ozdobić dom kwiatami, ale zawsze podziwiałem efekt, jaki dają pielęgnowane kwiaty. To działa. Szczególnie w skromnych mieszkaniach.
-
2018/03/02 19:37:32
Ja też swoją choję przelałam. A właściwie nie ja, tylko Ed. Ona stała wysoko na półce i to on ją podlewał.
-
2018/03/02 20:41:46
Jak jeszcz ebyly inne czasy, w oknie szpitalnego korytarza stala nam choja. Podlewana raz na jakis czas, jak ktos uwazal, ze nalezy. Pod parapetem byl grzejnik... i nic jej sie nie robilo. Kwitla tez mniej wiecej raz na rok, to bylo nie do przegapienia, bo wydziela taki specyficzny, slodki zapach, nie kazdemu on podchodzi do gustu, niektórzy kojarza go ze zmarlymi. Dziwny zaiscie kwiat, jak nikt w sumie sie nie troszczyl, zyl jak na biede. Zycze powodzenia w dalszej hodowli, a w razie czego "olej", moze wtedy wezmie sie choja w garsc ;)
-
2018/03/02 21:04:29
Na wszelki wypadek zrób sobie rozsadę, obcinasz gałązkę z dwoma węzłami liści, do wody albo piasku, jak puści korzonki to sadzisz. Nawet jak ta głwóna obrazi się na amen, to będziesz miała "dziecko" pamiątki po kimś bliskim....
-
2018/03/03 10:42:09
Baluwolanda:
Trudno powiedzieć, że zabiegam o posiadanie kwiatów, same trafiają a skoro już są, to trzeba je czasem podlewać. I tak trwa ta wspólnota. ;)

Hanula1950:
Szkoda, bo choja to wyjątkowo dekoracyjna zieleń. Mam nadzieję, że moją da się jeszcze uratować... ;(
-
2018/03/03 10:48:21
Spirit_of:
No, trzeba próbować różnych metod. A jeśli nie zadziałają?... Są większe dramaty na świecie, prawda?... ;(

Agra1:
Dzięki za podpowiedź. Spróbuję, choć nie mam w tej materii zbyt wiele doświadczenia. ;)
-
2018/03/03 11:39:46
Ja też jestem z tych " ratujących kwiatki" i jednocześnie z tych" które o nich czasem " zapominają". Obecnie mam problem z oliwką, która nie może doczekać się wiosny...
Hoję moi rodzice mają że 20 lat. Nie pamietam, by mama ją przesadzała. Jest ogromna. Może poczytaj tu: niepodlewam.blogspot.com/2013/04/aby-hoja-zakwita.html?m=1
-
2018/03/03 12:20:35
Salmiaki:
Bardzo pomocny adres- dzięki piękne! :))
p.s. Byłam tak przekonana, że hoja pisana jest przez "CH", że nawet nie sprawdziłam pisowni... ALE MI WSTYD!!! :((
-
2018/03/04 14:31:21
Ciekawa jestem dalszych losów tej rośliny, bo moja, na dwumetrowej drabince, też zmarniała.
-
2018/03/04 18:38:56
Iwona_k123:
Mam w planie, zgodnie z sugestią, przestawić ją do ciemniejszego kąta i trochę przesuszyć. Zobaczymy, jaki będzie efekt.
-
2018/03/05 20:41:24
Ja nie do wszystkich kwiatów mam rękę. Są takie, które nie lubią mojej opieki.
-
2018/03/06 09:30:55
Kobietawbarwachjesieni:
Moja "opieka" pozostawia wiele do życzenia...;(