RSS
niedziela, 19 listopada 2017
Wybacz, Azalio!

Po notce dotyczącej nauki języka angielskiego męczy mnie drobna czkawka. Odpowiadając na komentarz Azalii chyba ją podpuściłam do pokuszenia się o zdobycie certyfikatu na tę część przyswojonej wiedzy. Sama byłam mocno rozchwiana w tej materii i nie do końca zdecydowana, czym zakończyć kurs. I mam wrażenie, że ostatecznie podjęłam decyzję- nie podejdę do egzaminu na certyfikat. Dlatego ten tytuł notki.

Azalio, uzupełnię.

Przypuszczam, na pograniczu pewności, że jesteś ode mnie znacznie młodsza. Być może znajdziesz w sobie chęć kontynuowania nauki, może Ci się ten certyfikat do czegoś przyda, może warto?...

Ja dalszego ciągu już nie planuję. To znaczy- owszem, podoba mi się poznawanie języka, ale na moich własnych warunkach- tyle, ile chcę i tyle, ile dam radę. Przy tej dawce wiedzy, którą już mam, lekcje w internecie są jak znalazł! Odkryłam dla siebie Duolingo /nota bene reklama jest z dobrego serca i niekłamanego podziwu dla zdolności motywacyjnych twórców strony/. Bawię się angielskim niejako równolegle.

Bawię się. Przypuszczam, że kurs przeznaczony jest dla dzieci, ale zupełnie mi to nie przeszkadza a wręcz przeciwnie. Udaje mi się poprawnie wykonać ileś działań i nagle wyskakuje z boku zielona sowa z tekstem: "Dobra robota!" albo coś w tym rodzaju. Gdy po raz kolejny zawalę to samo tłumaczenie, zielona sowa pociesza, że dobrze się uczyć na błędach... Infantylne? Być może. Ale skuteczne. A ponadto na starość podobno człowiek dziecinnieje, więc taki rodzaj wsparcia w nauce jest całkiem sympatyczny.

A takich i podobnych stron można trochę znaleźć, nie widzę więc powodu na własne życzenie fundować sobie potężnej dawki stresu i dodatkowo wpędzać się w kompleksy, bo nie da się zagwarantować, że egzaminu- pisemnego czy ustnego- nie obleję.

Zostały mi jeszcze 3 zajęcia i GOOD BYE! Wytrwałam - i to jest już sukces!! :))

19:02, babciabezmohera
Link Komentarze (5) »
piątek, 17 listopada 2017
Zapadał zmrok...

Jeszcze nie zapalono ulicznych latarni. Na ulicy, przed zakrętem zobaczyłam coś dziwnego- jakieś duże ptaszysko trzepotało się na jezdni, by za chwilę znieruchomieć, jakby dla odpoczynku. I sytuacja znowu się powtórzyła, i znowu, i znowu...

Przyznam, że zrobiło mi się nieswojo. W pierwszej chwili pomyślałam, że to jakiś spory ptak może ranny w skrzydło i usiłuje bez powodzenia wzbić się do lotu. Ale niczego nie byłam pewna, trzeba to było po prostu sprawdzić. Szłam powoli a kotłowanina na jezdni trwała w najlepsze. Prawie dochodziłam, gdy kłębowisko w moment rozdzieliło się i dwa średniej wielkości ptaki odfrunęły w dwie różne strony a na jezdni zostało dużo jasnych piór.

Podniosłam jedno z ziemi. Nie było okrwawione.

I teraz zachodzę w głowę, co właściwie przerwałam: czy była to bijatyka, czy wręcz przeciwnie- ogniste amory?... No, nie będzie mi już dane rozsupłać tej zagadki. ;))

19:13, babciabezmohera
Link Komentarze (6) »
sobota, 04 listopada 2017
Po co mi to było?!...

Nie miała baba kłopotu, kupiła se prosię!- jak powiada porzekadło.

Czuję się zmęczona. Wygląda na to, że porwałam się z motyką na słońce. Były chwile szalonej satysfakcji ale i wiele chwil pełnych zwątpienia. Mówię oczywiście o swoim kursie języka angielskiego. Jeszcze tylko miesiąc, więc na pewno dotrwam do końca, ale koszt tego jest wysoki- emocjonalny koszt. Całymi dniami siedzę z nosem w książkach i notatkach i wcale nie jestem z siebie zadowolona.

Coraz częściej zastanawiam się, czemu się na to porwałam? Udowodnić sobie, że dam radę? Bo ostatecznie szare komórki da się trenować także w inny sposób.

Niewątpliwie sporo się nauczyłam, tylko... do czego mi się tak naprawdę ta wiedza przyda?...

Niewątpliwym "plusem dodatnim" jest fakt, że poleciało mi dół ok. 4 kg i to już jest coś! No, dobrze- trochę pobiadoliłam. Za jakiś czas napiszę o internetowym angielskim, bo pomysłowość ludzka nie zna granic i to jest coś, co baaardzo mi się podoba! :)

20:33, babciabezmohera
Link Komentarze (21) »
niedziela, 29 października 2017
W ramach rekompensaty

Miałam już bilety na koncert piosenek Młynarskiego w wykonaniu Machalicy. Miałam i nie wyszło! Córcia się rozchorowała a ja nie miałam w sobie tyle pary, żeby wieczorny wyjazd zgrać organizacyjnie i jeszcze ocalić poczucie, że nikt nie robi mi łaski. No szlag trafił bilety- trudno! Ale widać córci siedziało to na wątrobie, bo któregoś dnia dzwoni do mnie z pytaniem, czy chcę iść na film dokumentalny o Młynarskim.Też pytanie- oczywiście że chcę!

I w piątek byłyśmy na premierowym pokazie filmu.

Początek był lekko niepokojący i nieco mi przypominał teledyski- niewyraźne teksty, szybko zmieniające się obrazy, urywane krótkie scenki... ale to był tylko początek. Za to potem- uczta dla ducha! Rozmowy z mnóstwem ludzi kultury, rozmowy z rodziną, przerywane archiwaliami, fragmentami koncertów, piosenek- a wszystko to tak ciekawe, tak wyważone, że siedziałam jak zaczarowana. 

Znakomity film- prawdziwy, uczciwy. Nie na kolanach, ale podkreślający wielkość Młynarskiego. Rezygnujący z tabu trudnej dla rodziny - i nie tylko- choroby poety ale nie epatujący nią. Podkreślający geniusz intelektualno literacki poety ale i cenę, którą przyszło jemu i jego rodzinie zapłacić za niezwykłość jego talentu.

Świetny film! Długi, ale nie czuje się mijającego czasu. Pochłania uwagę bez reszty.

Wiem, że będzie grany w kinach. Już jest w repertuarze bodaj dwóch warszawskich kin. Serdecznie polecam. Naprawdę warto!

09:38, babciabezmohera
Link Komentarze (15) »
wtorek, 24 października 2017
Odnajdują, kogo chcą odnaleźć

Ostatnio trochę pomyślałam o naszej policji /może milicji, bo skoro na każdym polu dobra zmiana, to możliwe, że i tu odpowiednia cofka jest przewidziana za jakiś czas?.../ i-przyznam- żal mi się jej zrobiło. Wydawało się, że policjantom udało się już oderwać od czarnego wizerunku z lat słusznie minionych a tu- wtopa za wtopą!

A to Owsiaka za- pierdolić polityków!- do sądu podali /nie oni? prokuratura?- toż oni od jednego ojca! nie ma znaczenia!/, a to młodego chłopaka zakatowali w komisariacie na śmierć, a to ochraniają marsze ONR, żeby kilku Obywateli RP krzywdy im przypadkiem nie zrobiło...

Przyznam, że gdyby to nie było tak dramatycznie ponure, to można by się było zdrowo pośmiać. Ostatnio zastanawiałam się, jak ta nasza policja jest skuteczna i -dalibóg- nie umiem sobie odpowiedzieć na to pytanie. Bo tak: wzywają obywateli do współpracy, żeby odnaleźć bandziorów, którzy zaatakowali w komunikacji miejskiej dwoje obcokrajowców, co dokładnie zarejestrowała wewnętrzna kamera- zresztą łącznie z wyraźnymi wizerunkami łobuzów. Mało tego- wzywają na komendę tychże obcokrajowców, jakby bez tego nie dało się odszukać i ukarać napastników.

Jednocześnie bez większych problemów i w dość krótkim czasie identyfikują kobietę, która zostawiła dwoje swoich dzieci w tzw."oknie życia" a okno to z założenia miało być anonimowe, by dać poczucie bezpieczeństwa matce w dramatycznej sytuacji, która decyduje się na ten rozpaczliwy krok.

Czyli- odnajdują, kogo chcą odnaleźć a nie tego, kogo odnaleźć należy.

10:25, babciabezmohera
Link Komentarze (13) »
wtorek, 17 października 2017
Taka jest Fusilka!

Moi kochani!

Mieliście kiedyś tak, że spotykacie kogoś po raz pierwszy w życiu i nagle olśnienie- przecież ja tę osobę znam od zawsze?! Mnie się to czasem zdarza. Rzadko, ale się zdarza. Tak było z Fusilką. Tak fantastyczni ludzie winni się rodzić na kamieniu!

Nie będę wypisywać laurek, bo mi się dziewczyna spali z zażenowania. Powiem tylko, że uważam się za szczęściarę, iż udało mi się poznać ją także w realu, nie tylko poprzez blogerskie kontakty. Skarb nie kobieta! Zbiór cnót, umiejętności i talentów wszelakich. Mogłabym nimi obdzielić mieszkańców mojej mieściny i jeszcze by trochę zostało!

To tyle tytułem wstępu. A teraz przedstawiam jeden z talentów: Fusilka w monologu i- cicho, sza! Po prostu posłuchajcie a potem- GŁOSUJCIE NA FUSILKĘ! Od razu pierwsza etiuda.

 http://www.gokchojnice.pl/?

Fusilko! Gratuluję! Świetny występ!                                                                    

A kwiaty dla Ciebie. W podziękowaniu za występ.:))

11:42, babciabezmohera
Link Komentarze (20) »
niedziela, 15 października 2017
Odszedł Biały Anioł...

Zmarła Anna Szałapak - Biały Anioł Piwnicy Pod Baranami. Tak bardzo za wcześnie- miała zaledwie 65 lat...

Jeśli ktoś choć raz słyszał jej wołanie do Boga- Grajmy Panu- nie zapomni jej interpretacji. To najpiękniejszy i najprawdziwszy religijny hymn, jaki kiedykolwiek słyszałam... za każdym razem czuję dreszcze...

Dziękuję Biały Aniele. Bądź szczęśliwa TAM. [*] [*] [*] 

 

 

 

 

10:23, babciabezmohera
Link Komentarze (8) »
sobota, 14 października 2017
Mieć a nie mieć.

Szlag trafił lodówkę! Coś się wykruszyło, coś się ułamało- drzwiczki za cholerę nie dały się zamknąć. Cudowaliśmy, cudowaliśmy i ostatecznie znaleźliśmy sposób, ale tak skomplikowany /z podnoszeniem drzwiczek do góry i silnym dociskaniem!/, że do wielokrotnego codziennego stosowania zupełnie się nie nadawał. Awaryjnie-tak! Ale tylko awaryjnie.

No to komputer w robocie, szukamy ofert nowych lodówek. Jest tego towaru zatrzęsienie, na każdą kieszeń, ale najtańsze są w granicach 1000- 1300 zł, więc niestety trzeba będzie naruszyć oszczędności ścibolone na tzw. czarną godzinę. Trzeba to trzeba, choć trochę żal, bo chociaż lodówka stara /10- może 15 lat/, to działa całkiem dobrze, jest pojemna i wygodna, tylko te fatalne zepsute drzwi. A wymienić same drzwi- skórka za wyprawkę!

No więc wybraliśmy model i do syna, żeby zamówił przez internet. A on pomyślał, dopytał w czym rzecz i mówi: - No, to przerzucimy drzwiczki z lewej na prawą i znowu będzie dobrze. To tylko uszkodzone po tej stronie zawiasy, po drugiej są w porządku ! A nową można będzie kupić przecież w każdej chwili- warto spróbować, bo stare egzemplarze były lepsze niż te produkowane obecnie!

Napracował się bardzo, bo zmiana w starej mocno zużytej lodówce wcale prosta nie była. Ale dał radę!!

No i mamy starą nową lodówkę a ja jestem bardzo zadowolona!:)))

11:01, babciabezmohera
Link Komentarze (16) »
niedziela, 08 października 2017
Niby nic się nie zmieniło...

I jeszcze to:

Oba przedruki z Soku z buraka.

Bo niby nic się nie zmienia. Dzieci chodzą do szkoły, dorośli do pracy, sklepy otwarte /jeszcze/, samochody jeżdżą... telewizji w końcu można przecież nie oglądać albo przerzucić na sport... I tylko jak w oczy wpadnie taki tekst, to mróz zaczyna chodzić po plecach, choć do zimy- zdawałoby się- daleko!:(((

19:07, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
wtorek, 03 października 2017
Kanie na masełku

Ostatnio w zbiorach pojawiły się kanie.

Do tej pory przyrządzałam je jak schabowego- w jajku i w bułce, ale ile da się zjeść schabowych??!;)) No to tym razem usłyszałam podpowiedź, że bardzo smaczne są na masełku z łyżką oleju- jako że masło dość szybko się przypala.

Rzeczywiście były pyszne, w smaku trochę przypominały rydze smażone na kuchennej blasze. Ale jednak trochę boję się polecać, bo miałam przemarsz wosk i tak do końca nie wiem, co mi zaszkodziło: zbyt krótko smażyłam kanie czy przyczyną był zupełnie inny posiłek.

Ale co pojadłam- to moje! ;)))

18:27, babciabezmohera
Link Komentarze (11) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 141
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm