RSS
poniedziałek, 20 lutego 2017
Żal

 

Moja ukochana aktorka.

Ukochana, bo tyle w Niej dobra, uśmiechu, ciepła, piękna... Świat już nie będzie taki sam...

 

Tak niewiele mogę...Żal, Pani Danusiu,ogromny żal...

Niech te światełka pamięci oświetlą i ogrzeją drogę do lepszego świata. Niech odpoczywa w pokoju. Żegnaj, Wielka Aktorko! Żegnaj Wspaniały, Dobry Człowieku!

12:11, babciabezmohera
Link Komentarze (4) »
niedziela, 19 lutego 2017
Pierwsze wrażenie może być fałszywe

Mówi się, że pierwsze wrażenie na ogół jest trafne.

Moje pierwsze wrażenie było fatalne. 'Pierwsze śniadanie mistrzów' oglądam bardzo rzadko, raczej przypadkiem niż celowo. I takim oto przypadkiem trafiłam kiedyś na spotkanie "mistrzów", wśród których był facet wyjątkowo działający mi na nerwy- jakiś napuszony, rzadko się odzywał a jeśli już to bez szczególnej błyskotliwości. - Co za pacana zaprosili???- pomyślałam.

Moja ciekawość została zaspokojona. Owym facetem był pisarz- Szczepan Twardoch. Przyjęłam to do wiadomości bez większych emocji, chociaż- jak mi się wydaje- przyznano mu "Paszport Polityki", więc pacanem zdecydowanie nie był. Przyznam, że nie przejęłam się specjalnie swoją pierwszą, mocno krzywdzącą opinią. I nie miałam specjalnych ciągot, żeby poznać się z nim jako pisarzem.

Ale los postanowił nauczyć mnie rozumu. Dostałam jego książkę "Król" i po zapoznaniu się z nią zrobiło mi się zwyczajnie wstyd.  Książka jest niesamowita- trzyma w napięciu od początku do końca, pełna jest nieoczekiwanych zwrotów. Przedstawia gangsterski świat polsko-żydowski w okresie przed II wojną światową.

Pomyślałam nawet, że warto byłoby spojrzeć na inne powieści tego autora, bo całkiem sporo ich napisał. W bibliotece były dwie, ale recenzja na obwolucie nie skłoniła mnie do wypożyczenia- tematyka równie ciężka jak "Króla". Dałam sobie spokój.

Ale nauczka jak się należy- nie oceniaj na pierwszy rzut oka. To może być bardzo mylące!!

15:43, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
sobota, 18 lutego 2017
Przeczytałam, przekazuję dalej!

Wołanie o pomoc

 

DZIECKO POTRZEBUJE POMOCY!

Oto adres osoby, która sprawę nagłośniła:

http://ptr17.blogspot.com/

Bardzo proszę, przeczytajcie!  

18:13, babciabezmohera
Link Komentarze (2) »
piątek, 17 lutego 2017
Podobno

Podobno dziś Światowy Dzień Kota...

To niech im się wiedzie! Szczególnie dachowcom, bo te najbardziej sprzyjającej aury potrzebują...

15:16, babciabezmohera
Link Komentarze (8) »
środa, 15 lutego 2017
Topnieje

Co prawda wiele tych sopli nie ma a i ściekające krople wody niezbyt są widoczne, ale jednak są! Już czuć w powietrzu drobne oznaki ocieplenia. Jak dobrze! :))

21:30, babciabezmohera
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 13 lutego 2017
Na razie bez zastrzeżeń

Tfu, tfu- nie zapeszyć, ale- jak dotąd- realizuję wszystkie swoje lutowe plany. Oglądałam film dokumentalny o kobiecej /głównie/ aktywności w wieku mocno dojrzałym w trakcie spotkania z paniami, które taką aktywnością właśnie się cieszą. Baaardzo sympatyczny wieczór!

Byłam też na pierwszym brydżowym spotkaniu. Poszłam z duszą na ramieniu, bo w brydża nie grałam ...dzieści lat, a i wtedy, kiedy grałam nie byłam zbyt dobrym graczem i grałam głównie intuicyjnie. Do niepokoju można jeszcze dołączyć  starcze zapominanie- i będzie komplet!

Okazuje się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują, że całkiem sporo jeszcze pamiętam i radzę sobie z rozgrywką zupełnie przyzwoicie. Z wrażenia ręce latały mi jak przy Parkinsonie- i po co?... wcale nie było powodu! ;)

Chyba zaczęłam wierzyć, że dam sobie radę i mogę całkiem przyjemnie spędzać czas raz czy dwa razy w tygodniu.

P.s.

W sobotę obejrzałam film "Moje córki krowy". Z nóg mnie nie zwalił, ale obejrzałam z zainteresowaniem. Zdziwiło mnie tylko, że zaanonsowany został jako komediodramat, bo jako żywo nie zauważyłam ani jednej komediowej sceny.

I rzecz, której się konsekwentnie czepiam w polskich filmach to niechlujna dykcja. Może równoległe napisy sprawiłyby, że odbiór byłby lepszy? Tak tylko plotę- przecież wiem, że to nierealne!

21:44, babciabezmohera
Link Komentarze (8) »
niedziela, 12 lutego 2017
Wypić do dna dany nam czas, czyli: MOCAK

Trzecia i ostatnia relacja z pobytu w Krakowie. Proszę uzbroić się w cierpliwość, bo będzie sporo zdjęć. ;)

Już jadąc do Krakowa planowałyśmy, że co jak co ale MOCAK trzeba zobaczyć i powrót do Warszawy zaplanowałyśmy na godziny popołudniowe.

Architektura przyciągająca spojrzenie. Nie tylko ta zewnętrzna. Wnętrzem rządzi przestrzeń.

Po raz pierwszy zobaczyłam podłogę ze szklanych tafli.Powiedziałam - zobaczyłam, bo choć wydawała się całkowicie bezpieczna, nie miałam odwagi na nią wejść.

A tak widać z dołu.

Przymierzałam się, żeby oprowadzić po wystawach, pomądrzyć się trochę ale- zrezygnowałam. Ani nie mam tyle wiedzy, ani tyle umiejętności przekazu, żeby to zrobić w interesujący sposób, toteż ograniczę się do tego, co na mnie zrobiło duże wrażenie- i nawet nie będzie to kącik 'Warhol by Lupa'. Z góry przepraszam za chaos, bo wyrywam dzieła z różnych wystaw różnych autorów, bardziej skupiając się na tematyce ekspozycji.

Różnorodność kompozycji:

Odniosłam wrażenie, że wiele dzieł przesyconych jest drapieżnością ludzkich postaw, bezgłośnym krzykiem przeciw okrucieństwu i obojętności wobec tego okrucieństwa.

Ta część wystawy z dodatkową pryzmą butów w kącie, podobnie zresztą jak przepiękny dywan utkany z ludzkich włosów- jako żywo skojarzył mi się z Oświęcimiem.

Ta ekspozycja wydaje się neutralna i niewinna, ale... W miseczkach są kolory farb z miejsc masowych morderstw, zagłady ludzi- Srebrnica...Rwanda...Grozny... Byliśmy tam, obtarliśmy ręce jak Piłat, ubrudzeni tym kolorem a udajemy, że nas nie było. Ludzkość zamknęła oczy na cierpienia, ale zostały w gablotach ślady na szmatach z tamtych miejsc, więc nie odwracajcie się tyłem i nie  mówcie, że was przy tym nie było...

To jakby kwintesencja ludzkiego dualizmu: agresja i łagodność... która część bardziej do mnie pasuje?... jednak groźnego psa. Nie wiem, czy odczytałam wymowę dzieła zgodnie z intencją twórcy. A może przybieramy różne twarze wobec różnych sytuacji?...

***

Nie sposób przedstawić wszystkich wystawionych dzieł, nie sposób podzielić się doznaniami, w każdym razie muzeum zostanie ze mną na długo i niewątpliwie zechcę je kiedyś jeszcze odwiedzić.

Na ulicy szereg zmotoryzowanych "dorożek" do zwiedzania Krakowa. Pewnie warto, bo jest co zwiedzać a mieszkańcy Krakowa to kulturalni, otwarci ludzie.

Nam już, niestety, na takie zwiedzanie czasu zabrakło. Może kiedyś?...

16:12, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
sobota, 11 lutego 2017
Koncert

Cd relacji:

Żeby płynnie przejść od kosmicznych doznań do koncertu, powiem o formie poruszania się po mieście. Oczywiście aplikacja internetowa, firma UBER. Usiłowałam zrozumieć, jak możliwe jest znalezienie się nawzajem kierowcy i zamawiającego pasażera, w dodatku w ogromnym tłumie innych ludzi, przy czym nie zauważyłam żadnego wyraźnego oznakowania samochodu. Córka usiłowała mi przybliżyć, jak to działa. Z bólem stwierdzam, że jednak nie dotarło i nadal pozostaje dla mnie głęboką tajemnicą. ;(

Samochód podjechał, wsiadłyśmy i jedziemy. Poczułam niepokój:- Nie mówisz panu, dokąd? -Pan już wie.-odpowiedziała córka. Rzeczywiście wiedział. Wysadził nas przy dogodnym dojściu do TAURON ARENA. Zapłaty też nie było- wszystko drogą elektroniczną! /Ja już na co dzień nie odnalazłabym się w tym świecie!/

Miejsca mamy na płycie stadionu.

Po wejściu wrażenie ogromne- jak rzut oka w studnię. Przyznam, że zakręciło mi się w głowie. Zeszłyśmy w dół, odszukałyśmy swoje miejsca i był jeszcze czas na rozejrzenie się po wnętrzu. Widzowie powoli się schodzili.

Po bokach sceny, u góry, dwa telebimy, na których będą pojawiać się napisy- tytuły utworów i filmy, z których pochodzą. Będą też rzuty oka na fragmenty orkiestry, solistkę no i oczywiście kompozytora i dyrygenta w jednej osobie- bo sam Ennio Morricone dyryguje orkiestrą i chórem.

Jest już starym człowiekiem- to 60-lecie jego pracy twórczej!- zmęczony i schorowany. Taki koncert to dla niego ogromny wysiłek a przecież daje radę. Jedyne ustępstwo, na które sobie pozwala, to dyrygowanie na siedząco. Jestem pełna bezbrzeżnego podziwu, że ogarnia ten ogrom ludzi na scenie, że panuje nad każdą nutą...

Już za chwilę rozpocznie się koncert. Na scenie przygotowania- chór i orkiestra. Już. Wchodzi dyrygent. Brawa.

Nie jestem mocna w pisemnym przekazywaniu emocji. Nie odważę się ich odtwarzać. Powiem jedynie, że kiedy kątem oka  zauważyłam łzy na twarzy córki, ja miałam w gardle potężną gulę a ciarki chodziły mi po plecach. Muzyka to niesamowita moc! To coś , co porywa, unosi, dodaje skrzydeł, sprawia, że my znikamy a jest, króluje tylko ona- muzyka! I w takiej niebywałej przestrzeni ona zagarnia wszystko!

Piękny koncert! I tak niewiele tych znanych i lubianych melodii /ja znałam tylko muzykę do Misji, Kino Paradiso i któregoś filmu Sergio Leone, reszta- dla mnie całkowita nowość!/ a przecież każda kolejna porywała, brała słuchaczy we władanie, niosła w przestworza...

Ale wszystko musi się kiedyś skończyć. Owacje na stojąco, potrójne bisy i ciągle jeszcze poczucie niedosytu, żal, że to już...

Stadion pustoszeje. Potężna fala ludzi wylewa się na zewnątrz. UBER jakimś nadzmysłem wyszukuje nas w tym mrowiu ludzkim, wracamy do hotelu.

I bardziej nawet dla siebie, dla powspominania- trochę tej niebywałej muzyki.

12:30, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
piątek, 10 lutego 2017
Przerzucona w inny świat...

Żeby nie było, że mam pretensje do bycia światowcem, powiem, że uważam się za dość skromną i niewiele oczekującą od życia osobę, toteż prezent, który otrzymałam, był dla mnie szokiem niemal kosmicznym.

Dla jasności: był to prezent dla mnie i dla męża od trojga naszych dzieci dla zaakcentowania wagi wydarzenia, tj. okrągłej i dość wyraźnej rocznicy ślubu. Nie powiem której, bo i tak wiadomo, że skoro babcia, to rocznica nie może być 15-ta ani nawet dwudziesta. ;)))

Otóż dzieci szarpnęły się niebagatelnie, bo zafundowały nam przejazd Pendolino do Krakowa na koncert Ennio Morricone, z noclegiem w przyzwoitym hotelu.

Dodam jeszcze tylko, że z racji zdrowotnych mój małżonek zrezygnował z wyjazdu na rzecz córci, co obie przyjęłyśmy bez szczególnego protestowania.;) I tyle byłoby tytułem wstępu. Dodam jeszcze tylko, że relację podzielę na 3 części: podróż i zakwaterowanie, koncert i krakowski MOCAK.

Zapraszam.

Pociągu z zewnątrz nie fotografowałam, bo sylwetka jest znana. Pierwsze wrażenie ze środka- trochę jak w samolocie, może tylko więcej udogodnień: rozkładane stoliczki do laptopa czy posiłków, lampka między fotelami, dająca światło z góry, nisko między fotelami gniazdka do ładowania telefonów czy laptopów. Na górnych monitorach powtarzające się informacje, reklamy.

Pociąg płynie. Jest tak cichy, że można nie zauważyć, kiedy rusza ze stacji. 2 godziny 17 minut i jesteśmy na miejscu. Już Kraków.

Niemal naprzeciwko stacji mamy hotel. Wygląda całkiem okazale.

Pokój mamy na V piętrze.

I tu po raz pierwszy doświadczyłam błogosławieństwa bycia z córką, która we współczesności czuje się jak ryba w wodzie! Ja, chociaż całkowicie niekumata nie jestem, najprawdopodobniej siadłabym na podłodze i rozpłakała się w głos! Bo - żadnych kluczy z drewnianą gruszką na kółku; karta magnetyczna, bez której jesteś bezradny jak niemowlak. Z nią pojedziesz windą, ona będzie kluczem szczęścia do wszystkiego.

I tak: otwierasz kartą drzwi pokoju i... zapala się światło! A ciąg dalszy już na tablecie. Dotknięcie takiej czy innej ikony powoduje, że zmieniasz rodzaj oświetlenia, włączasz telewizor /na pół ściany/ etc.

-Pukaj w tablet, bo woda nie leci!- wołam do córki. Okazało się, że pudło i tylko nie pod takim kątem ustawiłam kran. To nie jest hotel dla starych ludzi!- że pozwolę sobie strawestować tytuł filmu. ;) Ale lokum do spania- owszem, owszem!

Mimo pełnego komfortu nie najlepiej spałam. Nie masz to jednak jak we własnych domowych pieleszach.

Motyw na ścianie jest motywem przewodnim tego hotelu. Jest w restauracji, na wykładzinie dywanowej w pokojach i na korytarzach. Zmienna może być tylko kolorystyka, ale jest stonowana i przyjazna dla oczu. Powtarzający się motyw nie męczy a wręcz działa wyciszająco.

Jeszcze rzut oka na hotelową restaurację:

I hotelowy restauracyjny kącik z podusiami, chyba pozostałościami po minionych świętach. Ale psiaki - przesympatyczne!! :)

I tyle na dziś! :))

CDN.

13:23, babciabezmohera
Link Komentarze (12) »
niedziela, 05 lutego 2017
Judy

Punkt pierwszy kulturalnego planu zrealizowany!

Byłam na spektaklu "Judy". W gruncie rzeczy określiłabym go jako monodram, bo chociaż na scenie pojawiają się trzy osoby, to ostatecznie jest to monolog aktorki wcielającej się w postać Judy Garland. Zniszczona, pijana, przygotowuje się do występu i snuje opowieść o swoim tragicznym życiu, przerywając tę opowieść co jakiś czas  piosenką.

Niesamowity wstrząsający przekaz i piękne  sugestywnie śpiewane piosenki /druga osoba prowadzi akompaniament na pianinie/.

Trochę przeszkadzały mi śmiechy na sali w początkowej fazie dramatu, kiedy publiczność nie do końca załapała, że tak naprawdę nie ma się z czego śmiać... Generalnie- mocne wrażenie i bardzo udany wieczór.

21:12, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 136
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm