RSS
niedziela, 31 stycznia 2010
Trudne pytania

Co prawda brat nie upoważnil mnie do wstawienia jego zdjęcia na blog, ale że mnie chyba lubi, to może mi głowy nie urwie?...

Więcej teraz pogrzebów niż wesel, zachwiały się proporcje... znowu odeszła koleżanka. Kruche to życie! I ciągle na śmierć za wcześnie... Ostatnio zadano pytanie:- Co chciałabyś usłyszeć "po tamtej stronie"? - Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Obraz "tamtej strony" cały czas jest nieostry, płynny, mglisty, niejasny, migotliwy... Nie umiem stawiać sobie takich pytań, nie ma na niej dobrej odpowiedzi.

Postawiłam inne pytanie:- Co chciałabyś usłyszeć jeszcze tu, po tej stronie? I tu wiem!

Chciałabym usłyszeć, że moja bytność na ziemi miała sens, że nie zmarnowałam życia, że coś dobrego ze mnie w ludziach pozostanie, że komuś będzie mnie brakowało /przynajmniej przez jakiś czas!/...

JA... MNIE...MOJE... ciągły egocentryzm! Przecież ten blog to też jakieś narzędzie do wymuszenia pamięci! A może to typowe ludzkie pragnienie- zostawić po sobie ślad? Jedni piszą, inni malują, jeszcze inni pchają świat do przodu siłą swoich umysłów... Każdy oorze jak może, panie dyrektorze!

11:23, babciabezmohera
Link Komentarze (18) »
piątek, 22 stycznia 2010
Świętowanie BiD

Co prawda skrót Babć i Dziadków zabrzmiał trochę dwuznacznie, trochę realistycznie, ale w nawiązaniu do poprzedniej notki- może być! ;))

Żeby to piękne acz nieco depresyjne czarne zdjęcie z poprzedniego wpisu zbyt długo nie straszyło moich internetowych przyjaciół, to dziś rzucę nieco koloru.

Wiadomo, co to? Pytanie! Bukiet przedszkolaczka dla dziadków!

Swoją drogą, podziwiam Panie z przedszkola, bo ile trzeba pracy włożyć, żeby przygotować dzieci do występu+ upominki bukiecikowe, wie tylko ten, kto z takimi maluchami miał kiedykolwiek do czynienia!

Impreza przedszkolna była urocza: dzieci swobodne, występy interakcyjne- dziadkowie wedle słów wnusiowej piosenki mieli klaskać, tupać, podskakiwać / babcie oczywiście też!!/, co też ochoczo i ze śmiechem czynili.  Fajnie było! A papierowy bukiecik stanął w domu na honorowym miejscu! :))

18:04, babciabezmohera
Link Komentarze (19) »
czwartek, 21 stycznia 2010
Symptomy średniego wieku

Wszystko da się opisać, zdiagnozować, oswoić uśmiechem. No to do dzieła- kilka wybranych obserwacji:

" Są trzy okresy w życiu: dzieciństwo, młodość i "wyglądasz wyśmienicie".

Młodość: okres życia, w którym robimy brzydkie miny do lustra. Wiek średni: okres, kiedy lustro zaczyna się za to mścić.

Jesteś w średnim wieku, kiedy Ojciec Czas zaczyna zabierać wszystko to, co dała ci Matka Natura.

Jeśli twoje lata uwidaczniają się w talii... a talia zanika- to znaczy, że jesteś już w średnim wieku.

Kiedy zaczynasz gasić światło ze zwykłej oszczędności a nie po to, by przeżyć romantyczne chwile z ukochaną osobą...

Kiedy kolacja przy świecach przestaje być romantyczna, gdyż nie jesteś w stanie przeczytać menu.

Kiedy zamiast uczesać się, zaczynasz układać włosy, które ci jeszcze pozostały.

Kiedy nie możesz już nikomu dać złego przykładu, ale możesz dać za to... dobre rady / a wszyscy wtedy zdychają ze śmiechu!/.

Kiedy przestajesz już krytykować starą generację i zaczynasz krytykować młodą.

Kiedy na wszystkie pytania znasz odpowiedź, ale nikt cię o nią nie prosi.

 

Jesteś w średnim wieku?... GŁOWA DO GÓRY!!  Najgorsze jeszcze przed tobą!"

Wiem coś na ten temat! ;)))

Jutro jadę do przedszkola na imprezkę. Oczywiście z okazji Dnia Babci i Dziadka. Jak to dobrze mieć wnuki w różnym wieku! ;) Najstarszy już zapomniał, że kiedykolwiek występował dla dziadków, średniak okres przedszkolny też już ma za sobą... ale najmłodszy dopiero rozpoczyna terminowanie przy recytacji wierszyków i śpiewaniu piosenek, więc jeszcze trzy lata świętowania przede mną... chyba że któremuś dziecku zechce się rodzinę powiększyć, to i dłużej!... ;)))

16:58, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
środa, 20 stycznia 2010
Jeżeli w ten sposób...

Jeżeli w ten sposób też jakoś mogę pomóc, to czemu nie?...

Wszystkie dodatkowe informacje na blogu  Lalutkowej Mamy-  http://lalutek.blox.pl/html

 

15:25, babciabezmohera
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 18 stycznia 2010
Jakże nam się skurczył świat!!

Szybko przyzwyczajamy się do dobrego, niewiarygodnie szybko!!

W prezencie mikołajowym dostaliśmy od synów telefon internetowy- cacucho, taniocha w użytkowaniu, no- same plusy! Gdy dziś z całkowitym luzem słuchałam towarzyskiej pogawędki, którą mój mąż prowadził z kolegą od lat osiadłym w Australii, w którymś momencie ogarnęła mnie fala zdumienia tak wielkiego, że graniczącego z szokiem: BIEDNY POLSKI EMERYT rozmawia z Australią, nie trzęsąc się ze strachu, ile będzie musiał za tę rozmowę zapłacić!... Niewiarygodne!!!

I skok w przeszłość, nie tak znów odległą- zaledwie drobne 30 lat!

Na założenie telefonu stacjonarnego czekaliśmy- bagatela! - 15 lat. To jak się wtedy dzwoniło? Nijak! Po prostu się nie dzwoniło. A jeśli była sprawa niezwykle pilna, wymagająca szybkiego kontaktu? Wyjścia były dwa: albo umawiało się ze szczęśliwcem, który miał w domu zainstalowany telefon, albo szło się na pocztę, tam zamawiało rozmowę i czekało na połączenie, co było średnio zabawne, bo połączenie można było uzyskać po kilku minutach- ale też równie dobrze po kilku czy kilkunastu godzinach. A zdarzało się też połączenia nie uzyskać... I trudno było nawet o jakąś przewidywalność, bo choć z zasady dłużej czekało się na połączenia zagraniczne, to i przy międzymiastowych wielokrotnie ćwiczyło się cierpliwość i pokorę, by wreszcie z ulgą usłyszeć:- Proszę! Kabina nr 2! Będzie rozmowa!

Potem pojawiły się komórki- zabawka i szpan dla bogatych- widoczny symbol zasobności ich portfeli.

Wtedy mieliśmy już telefon stacjonarny i komórka nie pojawiała się nam nawet w najśmielszych marzeniach. Bo i do czego nam potrzebna?

Pierwszy, po latach, ugiął się mój mąż. Przydatność komórki /już nie aparatury noszonej w walizeczce, ale takiej małej komórki, na smyczy!/ okazała się bezdyskusyjna. Ja uparcie byłam przeciw do czasu, aż któryś z synów wymieniał aparat i komórkę dostałam "w spadku"-  no, trudno odrzucić darmochę!

Teraz oboje mamy komórki, telefon przez internet- inne życie, inny świat! A minęło przecież tak niewiele czasu!!

Myślę, że w naszej kochanej ojczyźnie jest ogromnie dużo różnych ważnych i mniej ważnych muzeów a brakuje Muzeum PRL-u, w którym obrazowano by tamte czasy, bo pamięć ludzka jest zawodna i lubi idealizować przeszłość... a młodzi słuchają takich historyjek jak bajdurzenia niesprawnej umysłowo babci i zupełnie nie chce im się wierzyć, że tak wyglądała codzienność większości Polaków. Jeden Bareja nie załatwi sprawy!! O tym ciagle trzeba przypominać i jest to zadanie nas, starych dziadków i babć, którzy jeszcze żyjemy i ciągle pamiętamy, jak było naprawdę!

p.s. Nie byłam w Kozłówce i nie bardzo wiem, jakie są tamtejsze eksponaty, ale- niezależnie od wszystkiego- w Warszawie też by się coś przydało... A może by tak wygospodarować kilka pomieszczeń w IPN-ie?... ;))) Służę kroniką rodzinną- kopalnia wiedzy!

15:55, babciabezmohera
Link Komentarze (15) »
piątek, 15 stycznia 2010
To trudne!

Zabrakło mi napędu. Jest mi trudno napisać cokolwiek, wszystko wydaje się miałkie, małe nieważne w obliczu tego, co wydarzyło się na Haiti. Siedzę przy stole, jem kanapkę, telewizor-niestety- włączony... Kanapka zaczyna rosnąć mi w ustach.Sama nie wiem czemu, zaczynam czuć się winna. Dobrze się czuję, jest mi wygodnie, bezpiecznie...

Nie jestem nadwrażliwcem. Różne straszne rzeczy w życiu widziałam, różnych doświadczyłam. Myślałam, że jestem z żelaza, twarda jak kamień. Nie jestem.

18:44, babciabezmohera
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 11 stycznia 2010
Rodzicielska troska /?!.../

Przeglądałam dziś Gazetę- Praca. Nawet nie to, żebym na gwałt zajęcia poszukiwała, ale- kto wie, kto wie?... Czasem lubię poprzeglądać. No i trafiłam na dwa ogłoszenia- jedno pod drugim, które zawierały tę samą treść i ten sam telefon kontaktowy a różniły się jedynie drobnym szczegółem. Otóż Pan/ Pani- umówmy się: Troskliwy Rodzic- chętnie zatrudni, najlepiej studenta, do nauki języka angielskiego dla dwójki swoich dzieci- 11 i 12 lat. A przy okazji drobna pomoc dla pracodawcy przy tłumaczeniach z tego języka. Oferta poniżej była kropka w kropkę taka sama, zmienił się tylko język- już nie angielski a niemiecki!

Rozjarzyły mi się pod kopułą iskierki złośliwości i gdybym umiała zeskanować /mam nadzieję, że użyłam dobrego słowa/ te dwie notki i umieścić je na blogu, to pod spodem skopiowałabym pewnie jeszcze ze dwa razy ten sam tekst, w miejsce języków wpisując naukę tenisa  i pewnie tańca towarzyskiego a może jeszcze ze dwa języki- włoski i hiszpański na przykład?... No, niech się dzieciaki rozwijają po całości! ;))

I jeszcze taka poranna scenka:

Stoi w dość długim korku, bo duży dostawczy samochód przyblokował ruch, między innymi autokar szkolny, dowożący z pobliskich wiosek dzieci do szkoły. Śnieg sypie, wysokie zaspy na poboczach, ledwo przetarte koleiny na jezdni, dzieciaki w autokarze z nosami przy szybie... Szarpnął mną ten obrazek!

Jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki pojawiło mi się opowiadanko z okresu błędów i wypaczeń- podejrzewam, że czasy stalinowskie albo zaraz postalinowskie:

Rzecz się dzieje w mroźnej Syberii /chyba!/. Zawieja, śnieżyca, w szkole pusto, dzieci nie dotarły na lekcje, tylko nauczycielka stoi w oknie i  patrzy w dal... Nagle zauważyła pochyloną malutką postać, która - uginając się pod ciężarem i z trudem łapiąc równowagę, brnęła przez śnieżycę w stronę szkoły! Wybiegła do niej i pomogła dotrzeć na miejsce, przy czym dziewczynka nie pozwoliła jej odebrać sobie niesionego ciężaru. Okazało się, że dziewczynka niosła ze sobą wielki kamień, żeby jej wicher nie porwał, żeby mogła dojść do szkoły!!

Wtedy sama byłam małą dziewczynką i bezkrytycznie łykałam jak kaczka kluchy prymitywną ideologię. I podziwiałam małą bohaterkę tak uparcie łaknącą wiedzy...

Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego moja pamięć wypluła ze swego wnętrza właśnie to a nie jakiekolwiek inne opowiadanie?... I pomyślało mi się, że i w dzisiejszych czasach Troskliwi Rodzice, nie bacząc na żadne okoliczności, potrafią wsadzić dzieciakowi w ręce taki sam idiotyczny i bezsensowny kamień! :( I robią to z własnej inicjatywy! :((

14:40, babciabezmohera
Link Komentarze (15) »
niedziela, 10 stycznia 2010
Nostalgicznie...

... Skończyłby 75 lat i pewnie nadal czarowałby swoim głosem starsze panie a śmieszył małolaty... Powiadają, że ulubieńcy Bogów umierają młodo... Elvis Presley- Amazing Grace.

Może i są lepsze wykonania, może są... ale nic nie zastąpi świeżości wspomnień, powrotu do przeszłości, tęsknoty za wzruszeniami młodych lat.

17:23, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
sobota, 09 stycznia 2010
* * * * *

Udało mi się wyłuskać z e-maila piękne zdjęcia. Oto jedno z nich:

I właściwie nie ma po co więcej pisać. Nieważne, skąd jest to zdjęcie ani nawet kto je wykonał. Po prostu- taką właśnie mamy zimę tego roku! :)

19:06, babciabezmohera
Link Komentarze (12) »
czwartek, 07 stycznia 2010
Odwaga kreatywnego myślenia- w poprzek stereotypom- cd.

W Polsce / zresztą pewnie nie tylko w Polsce!.../ stereotypy działają bez zarzutu i mało kto ma odwagę wypowiedzieć im posłuszeństwo.

Jak Słowacki- to "wielkim poetą był!" i bez mrugnięcia okiem powie to każdy na jednym oddechu, niezależnie od tego, czy mu się poezja Słowackiego podoba, czy też nie! Jak Chopin- to najwybitniejszy polski kompozytor i - na kolana, proszę!- i ani mi się ważyć eksperymentować z jego muzyką / vide: Ivo Pogorelic i jak go potraktowano na Konkursie Chopinowskim! /.

Jedynie na drobne przejawy buntu przeciw stereotypom mogli sobie pozwolić drobni pijaczkowie w toaście:- Gdyby Szo-o-open żył, to by pił- no, to cyk!

Innym to w żadnym wypadku nie uchodziło! Dlatego rozczuliła mnie kompozytorka i odtwórczyni muzyki, która- zakochana w Chopinie i w muzyce poważnej- ośmieliła się puścić wodze fantazji i wyobraźni i postawiła sobie pytanie:- Jaką muzykę tworzyłby Chopin, gdyby żył współcześnie i miał możliwość przemieszczania się po świecie i poznawania różnych kultur i muzyki etnicznej?... Mówię o Marii Pomianowskiej i jej przyjaciołach, którzy wspólnie stworzyli coś zupełnie niezwykłego- przenieśli muzykę Chopina w różne miejsca na świecie i wpletli ją w egzotykę tamtejszej kultury i ludowej tradycji muzycznej. Tak powstała płyta "Chopin na pięciu kontynentach"- niesamowita płyta: fascynująca, wzruszająca, świeża! Majstersztyk! Połączenie talentu, wrażliwości, poczucia humoru i refleksyjności z wirtuozerią wykonania przy użyciu najrozmaitszych instrumentów muzycznych- także tych zupełnie u nas nieznanych. Skąd to wiem? Bezsenne noce też się czasem do czegoś przydają! ;)

Zawsze miałam przekonanie, że trudno jest słuchać muzyki poważnej przez radio, bo nie ma tej akustyki i specyficznego nastroju sali koncertowej... Audycja radiowa, w której najpierw popłynęła oryginalna muzyka Chopina w wykonaniu Rafała Blechacza a potem ta sama muzyka "ubrana" w rytmy flamenco na przykład- całkiem mocno to przekonanie naruszyła!

Płyta ma się ukazać za jakieś dwa tygodnie. Mam nadzieję, że uda mi się ją kupić! A przy okazji i Blechacza... :)

15:49, babciabezmohera
Link Komentarze (18) »
 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm