RSS
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Młoda i piękna inaczej

Bardzo mi się podoba to dodawanie słowa "inaczej". Jest politycznie bardzo poprawne, ogromnie pojemne treściowo a jednocześnie tak wyraziste, że natychmiast wiadomo, o co chodzi! ;) I tak jak w tytule napiszę "młoda i piękna inaczej" to jasne jest, że starocie- to raz, o mocno poszarzałej urodzie- to dwa, ale coś w niej mimo wszystko jest na tyle zaczepne, że prawdopodobnie da się z nią pogadać. Bo to "inaczej" daje dystans, mrugnięcie okiem, sygnał, że być może nie będzie nudno.

Ostatnio dużo słyszę o wchodzeniu kobiet w wiek średni i że wtedy to już tylko - młoda duchem. Przepraszam- a to jakoś gorzej??! Znam dziewczyny młode ciałem o zniszczonym duchu: naburmuszone, skapcaniałe, depresyjne, z wiecznym żalem do siebie, bliskich i całego świata. To z dwojga złego wolę swoje stare ciało, które przez lata całkiem nieźle mi służyło i dodatek w postaci młodego ducha, który ciągle jeszcze nie rezygnuje i czerpie życie po swojemu. ;))

Mariusz Szczygieł to dziennikarz /pisarz już też/ zakochany w Czechach a Czesi to taka nacja, która tak długo dłubie w trudnej sytuacji aż ją oswoi, znajdzie w niej pozytywy, umości się i zaczyna się w niej czuć zupełnie znośnie, żeby nie rzec całkiem wygodnie.

I tak sobie pomyślałam, że wśród moich przodków musieli być jacyś Czesi, bo ich filozofia życia jest mi bardzo bliska. Krotko mówiąc -carpe diem, kochani, carpe diem! :)

11:22, babciabezmohera
Link Komentarze (26) »
piątek, 27 stycznia 2012
Na złość babci, czyli chybiona lekcja dobrych obyczajów

W porównaniu z poprzednimi temperaturami tej zimy dzisiejszy dzień był dość mroźny. Uwaga o tyle ma znaczenie, że wyostrzy spojrzenie na zaistniałą sytuację.

Autobus już był przepełniony, ale ostatnie wolne miejsca jeszcze były. Niby małe dziecko spokojnie mogłoby usiąść na kolanach mamy, ale nie miałam odwagi o to poprosić /mimo, że minęło sporo czasu, doskonale pamiętam, jaka to udręka wybierać się dokądkolwiek z maluchem środkami państwowej komunikacji/. Podeszłam do młodziana rozpartego leniwie na siedzeniu, zatopionego w muzyce. Na siedzeniu obok leżał jego plecak i kurtka.- Można?- zapytałam grzecznie acz stanowczo. Spojrzał na mnie z takim zdziwieniem, jakbym co najmniej chciała mu usiąść na kolanach, ale jednak po pewnym namyśle zwolnił mi miejsce koło siebie. Po chwili wszystkie miejsca były już zajęte, tak że gdy do autobusu wsiadła młoda kobieta z może 4-letnim chłopczykiem, mogła jedynie liczyć na grzeczność i życzliwość współpasażerów.

W tym miejscu dygresja.

Całe życie zrywałam się na równe nogi, gdy wsiadała ciężarna, inwalida, matka z dzieckiem itp., powiedziałabym, że to był odruch. Od dłuższego czasu ustępuję miejsca w zupełnie sporadycznych wypadkach, gdy wsiada kompletnie siwiuteńki staruszeczek bądź staruszeczka a nikt młodszy ode mnie nie kwapi się do zaproponowania swojego miejsca siedzącego. I nie jest to wynik mojej znieczulicy, po prostu w którymś momencie dotarło do mnie, że znalazłam się w takim przedziale wiekowym, że nie ja ustępuję a mnie można ustąpić, tak więc jeśli jest coś wolnego, to siadam i nie zawracam sobie głowy, że obok mnie stoi ktoś starszy /niewykluczone, że może być młodszy ode mnie, w końcu w dowód nie zaglądam!/. Tak więc, wracając do poprzedniego wątku, siedziałam i spokojnie obserwowałam rozgrywającą się scenę.

Kobieta, z widocznym niezadowoleniem, omiotła wzrokiem pozajmowane miejsca i zatrzymała się, jakby na coś czekając. Chętnych chwilowo nie było.- Ja chcę usiąść!- zgłosił zapotrzebowanie chłopczyk. -Siadaj na schodkach!- zarządziła i posadziła go na podłodze  naprzeciwko środkowych drzwi autobusu. Zrobiło się z lekka niezręcznie, więc młoda dziewczyna wstała:- Proszę, niech pani siądzie z tym dzieckiem!- Bez odzewu. Kobieta kompletnie zignorowała propozycję, po czym ostentacyjnie usadowiła się na tych schodkach koło synka. Sytuacja zrobiła się groteskowa: matka z dzieckiem  siedziała na podłodze, dziewczyna stała w przejściu, nie bardzo wiedziała, jak się ma zachować, fotel był wolny! Ktoś nie wytrzymał:- Niech pani siada, skoro ta pani nie chce.- Nie wiem, może ta pani się zdecyduje.- odpowiedziała dziewczyna. Pani zareagowała dłuższym monologiem, że są młodzi mężczyźni, którzy z pewnością mają żony i dzieci i że to od nich należy pewnych rzeczy wymagać! Następnie zgłosiła pretensję do kierowcy, że nie poinformował o braku wolnych miejsc, żeby człowiek mógł dokonać wyboru, czy chce jechać w TAKICH warunkach, czy woli poczekać na następny autobus /w tym miejscu przypominam, że był spory mróz!!/. Następnie wzięła dziecko na kolana. Chłopczyk usnął. Dziewczyna po jakimś czasie z powrotem zajęła wolne miejsce.

Przyznam, że rozbawił mnie ten incydent i to tym bardziej, że czterokrotnie była możliwość zajęcia normalnego wygodnego miejsca a uparte babsko wciąż siedziało na schodkach autobusu  demonstrując oburzone niezadowolenie. Co osiągnęła? Nic - poza brakiem zrozumienia u pasażerów, ewidentną niewygodą i ewentualnym przeziębieniem dziecka, bo od drzwi ciągnęło chłodem. I o co jej właściwie chodziło: że miejsca ustąpiła jej młoda dziewczyna a nie młody mężczyzna??

Po raz pierwszy spotkałam się z tak absurdalną i kompletnie dla mnie niezrozumiałą sytuacją.

17:44, babciabezmohera
Link Komentarze (41) »
środa, 25 stycznia 2012
Porozmawiajmy o Modiglianim

Było to w 2004, pewnie gdzieś w połowie roku. W jakiejś gazecie trafiłam na sensacyjny tytuł "Modigliani za 27 mln"

No, nie ma co mówić- wyobraźnia zaczęła pracować. Mieć taki obraz, sprzedać go za połowę wylicytowanej ceny a potem bić się piętami po tyłku do końca życia! Pomarzyć można przez chwilę, ale do realiów tak czy owak trzeba wrócić. Takiego obrazu to ja, niestety, mieć nie będę...

Jak to nie będę?!! Mogę go mieć! Sama go zrobię!

Byłam wtedy na etapie niemal nieustannego tkania różnych różności. Obraz wydał mi się względnie prosty do wełnianego odtworzenia, więc postanowiłam go zrobić, właściwie jakby w ramach przekory, bo kobitka jakoś szczególnie mnie nie zachwyciła. Powiem nawet, że to wielkie różowe dupsko z lekka mnie zniechęcało, ale- słowo się rzekło! Ponadto byłam ciekawa, jak się czuje człowiek wieszający na ścianie Modiglianiego. To prawda, że nie oryginał, ale zawsze...

No i do roboty. I wyszło, co wyszło- oto efekt:

Co różowe, to jeszcze bardziej różowe, co jasne, to u mnie ciemniejsze- daleko mi było do zachwytu. Wyszło tak sobie i nawet nie wieszałam na ścianie. Zadowolona byłam jedynie z tego, że pracę jednak dokończyłam.

Całkiem niedawno trafiłam w internecie na galerię obrazów Modiglianiego i dopiero wtedy dotarło do mnie, jak bardzo udało mi się skrzywdzić leżącą różową madonnę. Szkoda gadać! Ale było już po wszystkim!

No to przechodzę do meritum: pomóżcie mi wycenić moją pracę. Jak widać z całości wpisu nie darzę jej najmniejszym sentymentem i chętnie się jej pozbędę za psi pieniądz a być może komuś w sypialni nad łożem małżeńskim by to pasowało. Przy okazji mam ochotę zrobić drobny a dobry uczynek i nawet zainwestuję w przesyłkę, przy czym wcale nie oczekuję pieniędzy za wysłany gobelin. Wyobrażam sobie, że osoba, która otrzyma przesyłkę wpłaci darowiznę na rzecz Karoliny Buczmy /młoda matka chora na raka, wcześniej o niej pisałam/. Drobiazgi można dogadać e-mailowo. Myślę, że w mojej propozycji nie ma nic nielegalnego...

Przypuszczam, że sam sznurek na osnowę wart jest z 10 złotych, więc od tej kwoty zacznijmy. Co Wy na to? ;)

16:34, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
wtorek, 24 stycznia 2012
Brawo, Danka!

Do przeczytania książki Danuty Wałęsowej przede wszystkim zmotywowały mnie krytyczne blogowe notki i komentarze. Ciekawa byłam, na ile się potwierdzą w moim odbiorze. Rewelacji literackich się nie spodziewałam, spodziewałam się raczej konfrontacji z własnymi wspomnieniami z okresu lat 80-tych z pozycji zapracowanej żony i matki.

Zaczęłam czytać i... wsiąkłam z uszami! Książka dosłownie mnie zauroczyła!

Nie będę omawiać treści, bo być może są jeszcze chętni do czytania, więc nie chciałabym im odbierać przyjemności indywidualnego zapoznawania się z książką. Wymienię tylko to, co według mnie jest pozytywem:

-odnoszę wrażenie, że książka jest szczera i prawdziwa, że nie ma w niej koloryzowania i przekłamań,

-przybliża sytuacje i problemy z życia rodziny Wałęsów, z których nie zdawałam sobie sprawy, choć teoretycznie powinnam mieć ich świadomość,

-nie unika tematów trudnych,

-zawiera przemyślane oceny osób, sytuacji i wydarzeń- w moim odbiorze odważne i dojrzałe, choć nie wszystkie z nich podzielam,

-przekaz jest barwny i plastyczny.

Reasumując: książka potwierdziła mi mało ciekawy obraz Wodza, choć jestem przekonana, że nie taka była jej intencja. Pokazała mi też w nowym świetle Wałęsową, o której zawsze myślałam z dużą sympatią, choć ze wstydem przyznaję, stereotypowo i dość krytycznie.

Jestem pełna uznania dla pani Danusi. Podziwiam jej odwagę i bezkompromisowość, przy jednoczesnej wielkiej skromności. Wałęsie cała suma życiowych doświadczeń niewiele dała, pozostał taki sam jak zawsze był- egotyczny i zapatrzony w siebie. Jest prosty a zadufany i - całkowicie niereformowalny. Jego żona nieprawdopodobnie się rozwinęła i bardzo dojrzała intelektualnie i emocjonalnie, czego najlepszym dowodem jest jej książka. Przeczytałam z dużym zainteresowaniem i niniejszym wyrażam duży szacunek za całokształt! Wielkie brawo, pani Danuto!

18:35, babciabezmohera
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Internetowe zawiłości

Przyznam, że bez większego zaangażowania słuchałam o nowych przepisach dotyczących internetu i miałam wrażenie, że mają sens, o ile ukrócą piractwo internetowe i zlikwidują, bądź w znacznej mierze ograniczą brutalność i ordynarność wpisów na internetowych forach, bo dobrze jest za frajer obejrzeć najnowszy film, ale niby dlaczego mają w ten sposób tracić ci wszyscy, którzy nad nim pracowali? Niby zła strona ludzkiej natury ma frajdę, gdy internauci ostro dołożą naszemu przeciwnikowi, ale punkt widzenia zmienia się diametralnie, gdy obelgi dotyczą właśnie mnie lub kogoś, kogo lubię i cenię. Krótko mówiąc kij ma dwa końce.

Serio zaczęłam myśleć o internetowych blokadach, gdy zajrzałam dziś na blog Remka a niemal zaraz żartobliwy rysunek przesłoniła czarna plansza z krwistymi literami.

Dotarło do mnie, że taka blokada może dotyczyć banku, z którego nie wypłacę złamanego grosza a nie zwykłam trzymać w domu zbyt wiele zaskórniaków- i przestraszyłam się. Zagrożenie okazało się całkiem realne! I teraz sama już nie wiem, co o tym wszystkim myśleć...

18:19, babciabezmohera
Link Komentarze (6) »
wtorek, 17 stycznia 2012
Granice absurdu

Absurd ma jakieś granice a w każdym razie powinien je mieć! Smoleńsk znowu wrócił na tapetę! Ile razy jeszcze da się odgrzewać te same kluchy??? Przeprosić generała Błasika i jego rodzinę, sprostować we wszystkich gazetach świata, niezależnie od tego, ile by to miało kosztować /sic! niebywale łatwo jest rozrzucać nie swoje pieniądze!!/, że... że co? że wszedł do pilotów? że stał? że mówił a może nie mówił? miał promile czy ich nie miał? A jakie to w końcu ma znaczenie?? W końcu mogłaby być realna także i taka opcja, że generał przypięty pasami spokojnie siedzi w fotelu, a feralny lot i tak kończy się tragicznie, bo postać generała i jego zachowanie bynajmniej nie warunkuje szczęśliwego lądowania lub jego braku w gęstej jak mleko mgle na byle jakim i byle jak wyposażonym lotnisku! Decyzja próby lądowania, niezależnie od tego kto ją podjął, jak po sznurku prowadziła do katastrofy i jedynie cud mógł ocalić pasażerów tego lotu a cudu, niestety,  nie było!

I to wszystko, co warto być może przypominać, tyle, że do niektórych to nie trafia i najprawdopodobniej nigdy nie trafi!

A więc może utwórzmy Wydział Specjalny do Zadań Analizowania i Rozpamiętywania Przyczyn i Przebiegu Katastrofy Smoleńskiej i niech to trwa na wieki wieków. Niech siedzą, grzebią i analizują do końca świata i jeden dzień dłużej, z jednym wszakże zastrzeżeniem- niech finansują ogłoszenia, ekshumacje i badania wyłącznie z pieniędzy tych podatników, którym nie wystarcza wiedza zawarta w raporcie Millera. Mnie wystarcza całkowicie!

13:06, babciabezmohera
Link Komentarze (22) »
czwartek, 12 stycznia 2012
Głosuję na Blog Roku

Raz zaangażowałam się w promowanie-moim zdaniem- bardzo interesujących blogów, ale aktywność nie na wiele się zdała i na ostatniej prostej blogi odpadły. Pociecha jedynie taka, że "moje" blogi zaszły dość wysoko. Od tamtego czasu dałam sobie spokój...aż do dziś! ;) Bo jak tu skwitować wzruszeniem ramion fakt, że jeden z ukochanych blogów wystartował w konkursie na Blog Roku- po prostu się nie da!

Właściwie mogłabym tu zamieścić same superlatywy, ochy i achy- ale po co? Nikt chyba nie lubi kupowania kota w worku i wcale nie musi sugerować się moją opinią. Najlepiej sprawdzić samemu. Lojalnie tylko uprzedzam, że można wpaść z uszami, bo każdy, kto się dobrze czuje, obcując z inteligentnym dowcipem, celnymi obserwacjami życiowymi i ciekawą dyskusją w komentarzach, zakocha się w tym blogu jak ja!

Miłego czytania!

 

 http://50urodziny.blox.pl/html

16:59, babciabezmohera
Link Komentarze (8) »
środa, 11 stycznia 2012
I co ja bym bez Was zrobiła?

Wdzięczność to piękne uczucie! Dzięki, George_eliot, stokrotne dzięki!!!

Zdjęcia odzyskałam /choć dalej nie wiem, gdzie były!/ i natychmiast wpycham na blog, żeby mi ich znowu gdzieś nie wywiało! ;)

Zaczniemy od Centrum Sztuki Współczesnej. Podłoga jednej z sal. Aż dziwnie się po tym chodzi. Interpretacja? Nie wiem, każdy ma swoją... Wszystko z czasem nadaje się na przemiał? A może: ratujmy ludzką myśl przed zadeptaniem?...

Niesamowita kompozycja z przedmiotów i fotel z odpadów. Godzinami można stać i podziwiać!

A teraz baśniowa choinka dziecięcej wyobraźni. Wszystkie pomysły i materiały dozwolone, żadnych ograniczeń! No, po prostu cudo! :)

Z boku widać przyklejoną czerwoną choinkę z informacjami, kto i kiedy stworzył to niepowtarzalne dzieło.

Moje zdjęcia Krakowskiego Przedmieścia w mikrym stopniu nie dorównają tym zrobionym przez profesjonalistów, ale byłam, cieszyłam się, "grałam" razem z Orkiestrą Owsiaka- i to jest moje!! :)))

Raz jeszcze bardzo, baaaaaaaaaardzo Ci dziękuję, George! :))

19:49, babciabezmohera
Link Komentarze (8) »
wtorek, 10 stycznia 2012
Trolle medialne

Do dzisiejszej notki zmotywowała mnie "pani Anna z Warszawy". Znam tę panią wyłącznie z jej wypowiedzi radiowych i całkiem sporo dałoby mi się o niej powiedzieć, jako że jest niewiarygodnie aktywna.

Myślę, że jest to pani w przedziale wiekowym 65-75, o ultrakonserwatywnych poglądach, pewna własnych racji i głosząca je tonem nie znoszącym sprzeciwu, z pełną przejęcia i oburzenia zadyszką. Jest tak charakterystyczna w swoich wypowiedziach, że wystarczy 2-3 razy jej posłuchać, by rozpoznać ją zawsze i wszędzie. Wykształcenie? Tu mam wątpliwości. Po słownictwie i elokwencji sądząc- wyższe magisterskie, natomiast zawartość treściowa wypowiedzi i nieczytelna argumentacja typu "tak bo tak" raczej na to nie wskazuje. Kipi nienawiścią do wszystkiego, co w jakikolwiek sposób mija się z jej sposobem myślenia. Pozwala sobie nie tylko na skrajne oceny ale i na inwektywy.

Dlaczego skojarzyłam ją z trollem medialnym? Bo słyszę ją w różnych audycjach. Wchodzi ze swoimi mądrościami wszędzie, niezależnie od poruszanego tematu. Ważne jest tylko to, żeby upuścić żółci. Ostatnio, gdy słuchałam audycji o lęku, zadzwoniła, by swoim oburzonym głosem spytać, czy państwo prowadzący słyszeli, że w Europie fobia jest karalna??!! Państwa prowadzących normalnie zatkało a pani Anna z przekonaniem ciągnęła swój wywód, że w europejskich krajach ksenofobia jest karalna. Ludzie!!! Litości! /chociaż tu przynajmniej jako tako mieściła się w temacie a potrafi zupełnie bez sensu i związku z audycją np. seks a kradzież cementu przy budowie autostrad ;)))/

No, patrzcie, i dowartościowałam trolla! ;) Poświęciłam pani Annie całą notkę!

A w internecie?

Jak dotąd mojego bloga trolle szczęśliwie omijają a na forum rzadko zaglądam, więc nie mam z nimi zbyt wiele styczności. Kiedyś, co prawda, grasował jakiś religijny z pytaniem- czy wiesz, że umrzesz?- ale ponieważ wiedziałam i pytającego zignorowałam, spasował. To i tyle w temacie trollowania. ;)

15:48, babciabezmohera
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 09 stycznia 2012
Bezradność wobec techniki

Zrobiłam kilka zdjęć. Cieszyłam się nimi. Niektóre wydawały mi się dość ciekawe. I nie ma- siwy dym! Najśmieszniejsze, że nawet nie wiem, co się z nimi faktycznie stało- może są a ja ich nie umiem znaleźć? Tamten poprzedni mój komputer był krowiaście wolny i co rusz coś w nim nawalało, ale był zdecydowanie prostszy w obsłudze; z tym tańcuję już dłuższy czas a i tak jestem zielona niemal tak jak w początkach poznawania go. Nieważne!

W niedzielę miałam dzień dla siebie. Dogadałam się z córką na wspólne pobuszowanie po Warszawie- i tak zrobiłyśmy. Ruszyłyśmy zaraz po obiedzie i zaczęłyśmy od Centrum Sztuki Współczesnej /nota bene: zdjęć stamtąd szkoda mi najbardziej!/

Bardzo ciekawa wystawa fotografii Macieja Pisuka, dotycząca życia na głębokiej Pradze /ul. Brzeska/. Przyznam, że początkowo myślałam, że prace dotyczą przedwojennej Warszawy...

  

Otóż nie... to współczesność. Smutna, przygnębiająca. I nie jest to kwestia czarnobiałej fotografii, ile nastroju apatii i beznadziei, rezygnacji, pogodzenia się z losem...Bohaterowie tych zdjęć są smutni, ich miejsce do życia jest smutne... /zdjęcia ściągnęłam z internetu/

Dużo sal, dużo różnorodności. Cudowna sztuka użytkowa, o ile w ogóle ma się prawo tak te prace zakwalifikować, bo była i kompozycja przestrzenna z różnych przedmiotów i kompozycja z samych szufladek, i krzesła kinowe zdobione w fantazyjne wzory z naklejek- dekoracyjek na paznokcie, i fotel ze starych materiałów/szmat. Coś nieprawdopodobnego! Warto odwiedzić- warszawiaków bardzo zachęcam.

Nie będę relacjonować wrażeń z pobytu, bo było ich mnóstwo,dodam jeszcze tylko, że w holu stoi choinka przystrojona przez dzieci ozdobami wedle ich pomysłu i wykonana pod hasłem - choinka moich marzeń. Opiekunką była Katarzyna Kozyra. Wyobraźnia bez granic- tak w temacie jak i w wykorzystaniu najprzeróżniejszych materiałów. Zdolne plastycznie mamy dzieciaki- bez dwóch zdań!

Potem ruszyłyśmy na Krakowskie Przedmieście podziwiać świąteczne dekoracje. Chwila odpoczynku w stylowej kafejce- piekarence Vincent i marsz na "Światełko do nieba". Ogromne tłumy, trochę zmęczenia, ale bardzo się cieszę, że byłam. To był piękny dzień! Raz jeszcze dziękuję Ci, córeńko! :))

23:21, babciabezmohera
Link Komentarze (11) »
 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm