RSS
piątek, 31 stycznia 2014
Kiedyś musi być ten pierwszy raz!- czyli czarny PR

Na ogół wydaję się być osobą dość spokojną i zrównoważoną, ale tym razem się we mnie zagotowało. Ale po kolei.

Ilenka50: http://pytam.blox.pl/html przystąpiła do konkursu Blog Roku i chwała jej za to! Blog jest ciekawy, Autorka ma wiele do powiedzenia i robi to taktownie i z umiarem, tekst krasząc dodatkowo sporą dawką poczucia humoru, więc lubię tam zaglądać. Przecież nie pożałuję paru groszy na smsa- niech blog idzie do przodu! Ale ponieważ jest możliwość sprawdzenia, na którym miejscu obecnie się plasuje, to zajrzałam. Źle nie jest- 11. miejsce, chociaż mogłoby być lepiej. Ciekawe, czyj blog na 1. miejscu?... Patrzę, patrzę- no, proszę, kogo ja widzę? Matka Kurka.

To teraz uderz się w piersi BBM, bo kilka lat wcześniej też ci się zdarzyło głosować na Blog Roku i komu wtedy kibicowałaś?? Matce Kurce właśnie!!! No, dobrze, kto z Was jest bez winy, niech pierwszy rzuci we mnie kamieniem! :((

Skąd taka zamiana białego PR-u w czarny??!

Już wyjaśniam. Tych kilka lat do tyłu Matka Kurka walił w braci Kaczyńskich jak w bęben, co zgadzało się z moim widzeniem rzeczywistości, stąd też byłam pełna uznania i aprobaty dla działalności blogowej MK. Co mnie zatrzymało w bezkrytycznym entuzjazmie? Już nie pamiętam a sprawdzać mi się nie chce, czy MK wygrał konkurs. Jeśli nawet nie, to z całą pewnością zajął miejsce na podium, bo został zaproszony na rozdanie blogowych trofeów, o czym na swoim blogu napisał.

Na tymże rozdaniu między innymi była J. Paradowska i z opisu wynikało, że totalnie zignorowała MK, wdając się w rozmowę z kimś innym również wyróżnionym. MK rzygał taką złością, tak usiłował zdyskredytować dziennikarkę, że zrobiło mi się nieswojo, szczególnie że p. Paradowska jest moim niekwestionowanym autorytetem od wielu już lat i ogromnie sobie cenię zarówno jej pracowitość i obiektywizm, jak też  przystępny sposób dzielenia się swoją wiedzą i przemyśleniami z szarym czytelnikiem.

Po tym incydencie zaczęłam się bardziej krytycznie przyglądać tekstom MK i coraz rzadziej zaglądałam na jego blog, by wkrótce już całkowicie i z ulgą go opuścić.

Niby nie jest to wystarczający powód, by teraz MK robić koło pióra. W końcu każdy z nas jest po trosze egotykiem, jedni mniej, inni bardziej- to jeszcze nie przekreśla wartości pisania w ogóle. Dla ciekawości i ewentualnego zweryfikowania własnej opinii postanowiłam więc raz jeszcze spotkać się z MK na jego blogu. Oto, jak się przedstawia, cytuję: "Z zawodu antysemita, Prawdziwy Polak..." . W zasadzie ten początek początku mi wystarczył, ale dla pewności zagłębiłam się w kilka ostatnich wpisów i komentarzy pod nimi. I wiem z całą pewnością, że nie jest to osoba z mojej bajki, że choć opluskwianie wszystkiego i wycieczki osobiste to w ostatnim czasie bardzo skuteczny sposób zdobywania popularności, ale z prawdziwymi wartościami- uczciwością i obiektywizmem niewiele mają wspólnego.

To może tyle na dziś. Chociaż nie! Jest jeszcze coś.

W którejś notce Ilenki padła nazwa Kominka- kto zacz, bo nie znam. I zachciało mi się jeszcze jednej weryfikacji.  Kiedyś lata temu zajrzałam i zdumiało mnie, ile pogardy dla ludzi i ile łaciny im posyłanej może pomieścić krótki tekst. I po wielekroć mnie zdumiało, jak wielkim trzeba być masochistą, by sprawić własnymi regularnymi odwiedzinami, by tenże blog wzbił się na szczyty popularności... Nic się nie zmieniło! Jeden z ostatnich tytułów brzmiał: "Który baran wchodzi tu przez google?" No to odpowiadam:- Ja jestem jednym z tych baranów i niech mi ręka do klawiatury przyrośnie, jeśli kiedykolwiek jeszcze powtórzę ten błąd!!

***

Kochani Czytelnicy mojego bloga!

Polska chamieje nam w oczach i my na to pozwalamy. Spróbujmy zmobilizować się i gremialnie głosować tylko na te blogi, które nie tylko są pisane z pazurem, ale jednocześnie krzewią jakieś wartości, promują wiedzę i kulturę, są wartościowe w treści i formie.

Bo jeszcze trochę, jeszcze trochę  i będzie po nas. I tylko będziemy mogli smętnie powtórzyć za mistrzem z Czarnolasu:

"Cieszy mię ten rym: "Polak mądr po szkodzie"; Lecz jesli prawda i z tego nas zbodzie,
Nową przypowieść Polak sobie kupi, Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi." /PIEŚNI- PIEŚŃ 5/

18:03, babciabezmohera
Link Komentarze (32) »
wtorek, 28 stycznia 2014
Wreszcie

Wreszcie się zmobilizowałam i siadłam do roboty. Trochę podgoniłam. Muszę wreszcie skończyć i uwolnić się od zobowiązania.

Jestem wolnym ptakiem i jak robię to, co chcę robić, to frunę na skrzydłach a robota ucieka nie wiadomo kiedy; kiedy robię coś bez wielkiej chęci a bardziej z obowiązku, to idzie mi jak z kamienia! Ale nie ma to jak bolesna ale mądra nauka- nigdy więcej nie dać się wkręcić w coś, do czego nie mam 100% przekonania. No!! I zakończę tym oto optymistycznym akcentem! ;))

17:38, babciabezmohera
Link Komentarze (23) »
poniedziałek, 27 stycznia 2014
O gustach się nie dyskutuje.

Toteż i ja dyskutować nie zamierzam. Lubię muzykę spokojną, wyciszoną, przemawiającą bardziej do duszy niż do uszu. Ballady, piosenkę literacką, te klimaty.

Moją niezmienną wielką muzyczną miłością jest pewien starszy pan. I nie ma znaczenia, że ma już lekko matowy, jakby przyrdzewiały głos; nie ma znaczenia, że śpiewa cicho- wydaje się, że wyłącznie dla siebie, ze zwykłej potrzeby śpiewania; nie ma wreszcie znaczenia, że niewiele ocalało śladów dawnej urody... ON jest muzyką, muzyka jest NIM! Uwielbiam go słuchać!

***

Do tego wpisu zainspirowała mnie Kobieta, ujawniając swoje muzyczne preferencje. Dziękuję! :))

20:00, babciabezmohera
Link Komentarze (18) »
niedziela, 26 stycznia 2014
Z kogo się śmiejecie?

Mam! Zamówiłam. Dotarła. Przeczytałam.

Przypuszczam, że dość rzadko poluje się na książkę ze względu na jej ilustratora a ze mną tak właśnie było. Nazwisko Remka Dąbrowskiego stało się dla mnie rękojmią ironicznej zawartości książkowych treści, choćby z tego powodu, że styl jego satyrycznych rysunków nie do każdych treści by pasował, czyli mniej więcej wiedziałam, czego mogę się spodziewać.

Chciałam mieć tę książkę już pod choinką, ale wtedy nie udało mi się jej kupić. Teraz kupiłam i pochłonęłam w dwa dni. Czy się śmiałam? Na początku- tak! Potem przestało mi być do śmiechu. Czy żałowałam zakupu, rozczarowałam się? Ależ skądże!! Wręcz przeciwnie- będę tę książkę polecać każdemu z czystym sumieniem. Uważam, że Wąsowicz- Dąbrowski to znakomicie uzupełniający się tandem z podobnym poczuciem humoru i ironicznym dystansem w spojrzeniu na rodaka. Może nie tylko, bo i inne nacje są tykane, ale przede wszystkim pod lupą jest rodak.

Obaj bezbłędnie wychwytują to wszystko, na co i my niejednokrotnie zwracamy uwagę na swoich blogach. Niewątpliwie są pewne przerysowania, ale to niezbywalne prawo satyry. Jakieś minusy?  W wybranych stu tekstach są znakomite, świetne, dobre i nieco słabsze. Tych słabszych /z mojego punktu widzenia/ jest naprawdę niewiele.  Czego mi zabrakło? Odnośników przy niektórych tematach. Pamięć ludzka jest zawodna i warto byłoby przypominać, jakiego wydarzenia komentarz odautorski dotyczy. To taka uwaga na zaś, bo nie przypuszczam, by na tych "100 kijach..." współpraca się zakończyła.

A to, że humor jest gorzki a rodak pokazany w krzywym zwierciadle? Nie da się zaprzeczyć!

Myślę, że takie było założenie tej książki. Nie opluć Polaka, nie oczernić, ale pokazać, że tacy, niezbyt fajni- niestety- też jesteśmy albo przynajmniej bywamy! Książek o naszej wielkości, bohaterstwie, odwadze i czym tam jeszcze jest całe mnóstwo, takich o naszych przywarach i ułomnościach mentalnych- baaardzo niewiele. Dobrze, że ta książka się ukazała. Jak dla mnie- lektura obowiązkowa! A kto się ze mną nie zgodzi- na udeptaną ziemię pozywam! ;))

***

Reklama całkowicie za frajer, wynikająca wyłącznie z przekonania. To uwaga tak na wszelki wypadek, gdyby co poniektórzy podejrzliwi rodacy chcieli się do czegokolwiek przyczepić! ;)

16:05, babciabezmohera
Link Komentarze (20) »
piątek, 24 stycznia 2014
Ukraina

Boję się, współczuję, podziwiam... mieszanina uczuć. To trwa już tyle czasu i wcale nie wiadomo, jak długo jeszcze i w dodatku z jakim skutkiem. Redakcyjni analitycy nie stawiają optymistycznych prognoz, niektórzy wręcz mówią, że sprawa jest przegrana... Robi się coraz bardziej groźnie.

My mieliśmy więcej szczęścia.

A gdy słyszę, że krwi zabrakło u nas przy zmianie systemu, to wszystkich tych pyskujących "bohaterów" wysłałabym chętnie na pierwszą linię wszędzie tam, gdzie swoje bohaterstwo mogliby sprawdzić!

17:18, babciabezmohera
Link Komentarze (20) »
wtorek, 21 stycznia 2014
Kiedy byłem dziełem sztuki

Eric Emmanuel Schmitt- chyba jeden z najbardziej poczytnych współczesnych pisarzy.

Spotkałam się z nim przypadkiem, przy "Oskarze". Byłam u H. Chwilowo była zajęta: -Przejrzyj coś sobie przez moment. Biblioteczka ogromniasta a ja trafiłam właśnie na to-  "Oskar i pani Róża". Książeczka- drobiażdżek jak 5 minut. Zaczęłam czytać i wsiąkłam. A kiedy skończyłam, byłam już innym człowiekiem. Niewiele lektur zrobiło na mnie tak wielkie wrażenie.

Od tej chwili zaprzyjaźniłam się z panem Schmittem i starałam się czytać różne jego książki.  Jedne bardziej do mnie przemawiały, inne niekoniecznie, ale w gruncie rzeczy w każdej z nich znajdowałam ideę bliską sobie.

Ostatnio wypożyczyłam w bibliotece "Kiedy byłem dziełem sztuki". Dość ciężko mi się to czytało, przynajmniej na początku, bo odbierałam to jako czysty surrealizm, wytwór zwichrowanej wyobraźni, jakaś totalna bzdura! W dwóch słowach treść:

Facet nie widzi sensu życia, chce popełnić samobójstwo.Odwodzi go od tego dziwny jegomość, któremu podpisuje rodzaj cyrografu w zamian za sławę. Tamten traktuje jego ciało jako materiał rzeźbiarski- tworzy "dzieło sztuki" a de facto kalekę. Nic więcej nie napiszę, bo być może ktoś zechce przeczytać, więc nie będę mu odbierała przyjemności obcowania z lekturą, natomiast pozwolę sobie na garść własnych refleksji.

Rodzimy się jako szczęśliwe, ciekawe świata maleństwa, w pełni pogodzeni z własną fizycznością, z własnym ja. I tu zaczyna się rola różnych zwariowanych życiowych rzeźbiarzy, którzy chcieliby to maleństwo ukształtować wedle własnych wizji, nie bacząc, czy mu będzie z tym dobrze,  czy nie wyrządzą mu krzywdy.

Pół biedy, jeśli jest to motywacja... a może byś..., gorzej jeśli wzrastaniu towarzyszy negacja: to źle, tamto nie, a taki jesteś do niczego! I nawet nie mówię o rodzicach. Takich domorosłych rzeźbiarzy jest wszędzie na pęczki: koleżanka, sąsiadka, nauczyciel, kierowca autobusu- każdy!

Wrażliwa jednostka poddaje się tej obróbce i stara się sprostać oczekiwaniom innych, bo chyba wiedzą lepiej, są mądrzejsi, bardziej doświadczeni. I wciąż powiększa się zastęp ludzi niepewnych siebie, niepewnych własnej wartości, pełnych niezgody na popełniane przez siebie błędy, których nie sposób przecież w życiu uniknąć! Smutne, straszne i takie niepotrzebne!

...

Czasem myślę, jak wielu życiowych dramatów dałoby się uniknąć, gdyby mniej było ludzi zakompleksionych, akceptujących siebie takich, jacy są, gotowych do rozwoju i pielęgnowania w sobie tych rzeczy, które są dobre a starania się niwelowania tych, które są złe. Utopia? Może nie?... W końcu chyba każdy człowiek tęskni do dobra i akceptacji i nieszczęśliwy jest, gdy mu się to z rąk wymyka...

11:55, babciabezmohera
Link Komentarze (24) »
poniedziałek, 20 stycznia 2014
Blue electric czyli ultramaryna

Ani myślę upierać się przy swoim. Powstała nowa nazwa, to powstała- niech jej będzie! Zaniepokoiło mnie coś innego.

Było 20 komentarzy do wpisu Vintage, więc nie tak znów wiele. Chciałam odpowiedzieć Moonfairy i w żaden sposób nie mogłam a próbowałam ładnych kilka razy... Zupełnie nie wiem, o co chodzi? Poprzednie komentarze były zbyt rozbudowane i miejsca zabrakło?? Chyba mało prawdopodobne!

W każdym razie Moon, chciałam ale nie wyszło! ;(

11:19, babciabezmohera
Link Komentarze (7) »
niedziela, 19 stycznia 2014
Całkiem przypadkiem

Całkiem przypadkiem zrobiłam sobie dziś niebywałą frajdę! Przyszło mi do głowy, żeby z dawnych blogowych wpisów posłuchać jakichś wybranych wtedy piosenek. I tak zrobiłam, ale... po zakończeniu z reguły pokazuje się cały zestaw innych piosenek czy melodii, niekoniecznie w tym samym wykonaniu...

Aktualnie słucham Pożegnalnego walca Engelberta Humperdincka a przede mną jeszcze ho,ho!... bo składanka ma blisko godzinę. O, Jezuniu, ale się rozmarzyłam!... Właśnie płynę po balowej sali! Babciu, obudź się- całkiem ci odbiło! ;)))

22:20, babciabezmohera
Link Komentarze (6) »
sobota, 18 stycznia 2014
Vintage

Cena gazet znowu poszła w górę. Wyborczą kupuję już tylko 3 x w tygodniu: czwartek, piątek, sobota, bo: Duży Format, telewizyjna i Wysokie Obcasy. Tego akurat nie umiem sobie odmówić a aktualności mam w TV i w internecie i to mi w zupełności wystarcza. Tym samym mam to, co chcę a cenowo wychodzę na swoje.

Czemu o tym piszę? Bo czasem mam wrażenie, że szanowni redaktorzy a wcześniej styliści i projektanci mody jakby zatracili proporcje i poczucie rzeczywistości, codzienności życia tu i teraz. Że każdego zawsze i na wszystko stać- a to nieprawda!

Dzisiejsze WO mocno mnie sieknęły.

Dział MODA, tytuł- RULETKA, temat- polowanie na okazyjne wyprzedaże, przeceny. Wypowiadają się różne osoby, w taki czy inny sposób związane z modą. I czytam np.: "Niedawno w jednym z warszawskich butików kupiłam też piękne szpilki Acne w kolorze blue electric /może mi ktoś uprzejmie powie, co to jest, do cholery , za kolor, bo gdy  trzy akapity dalej przeczytałam o legginsach w kolorze neon yellow, zaczęłam się zastanawiać, czy ja mam szmergla, czy świat zwariował??!- przyp. mój- BBM/ za dużo mniej niż połowę ich oryginalnej ceny 2,4 tys. zł i bladoróżową bluzkę Jil Sander za 450 zł."

No, przyznam, że szczęki mi w zawiasach mocno zaczęły chodzić. Nawet nie dlatego, że porównałam cenę rzeczonych szpilek z wysokością mojej emerytury. Jest niewysoka, ale mi wystarcza. Zresztą nie mam zbyt wygórowanych potrzeb i nie o to chodzi. Pomyślałam o rodzinach, często kilkuosobowych, które za równowartość szpilek i bluzki czasem przetrwać muszą cały miesiąc, opłacając w dodatku czynsz i media. I pomyślałam, że jest coś obrzydliwego w tym nonszalanckim szafowaniu wysokimi cenami złotówki lub euro za byle szmatę czy but w zestawieniu z nader skromnym życiem wielu polskich rodzin.

Mam świadomość, że sprawiedliwość społeczna to utopia i nigdy jej nie będzie w żadnym systemie, mam też świadomość, że nasz młodziutki kapitalizm jest jeszcze bardzo drapieżny, zachłanny jak dzieciak jedynak, który chciałby mieć wszystko i już, natychmiast! Ale mam też świadomość, że takie nierówności, jakie są w tej chwili do niczego dobrego doprowadzić nie mogą!

I jeszcze jedna wypowiedź, która przelała czarę goryczy. Ale to już prywata w czystej postaci! Otóż jedna z blogerek stylizuje kobiety 50+ i skromnie opowiada:  "Często chodzę po sklepach z paniami, którym pomagam budować szafę, tak żeby mimo wieku 50+ wyglądały nowocześnie, kolorowo. Uczę  je, jakich fasonów powinny unikać a jakie są dla nich korzystne i jak robić zakupy, żeby wszystko do siebie pasowało. /.../ Chciałabym, żeby z szaf kobiet w moim wieku raz na zawsze zniknęły spodnie trzy czwarte, szarobure swetry i byle jakie tenisówki."

Otóż Szanowna Blogerko 50+! To, że podobają Ci się jaskrawe ubrania wcale nie oznacza, że innym paniom nie mogą podobać się ciemne tonacje nawet w spodniach trzy czwarte i że koniecznie muszą w tym źle wyglądać. Kobieta wtedy wygląda dobrze, jeśli się w swym ubiorze dobrze i swobodnie czuje, jeśli jest zadowolona i pewna siebie. Produkowanie zakompleksionych kobiet, niepewnych własnych wyborów, ufających obcym ludziom, którzy "zbudują im szafę" nie wedle ich gustu a wedle własnego, według mnie nie jest niczym pozytywnym. Świat to cała paleta barw - od szaroburych po "blue electric" i niech nam samym wolno będzie decydować, co zechcemy na siebie przywdziać! Amen!

p.s. Nie czuję się feministką i chyba nią nie jestem, czasem jednak mam wrażenie, że kobiety same sobie kłody pod nogi rzucają a i innym kobietom też niezłe kuku potrafią zrobić!

20:10, babciabezmohera
Link Komentarze (26) »
piątek, 17 stycznia 2014
Trzy telefony

Miałam dziś trzy rozmowy telefoniczne. Jedna smutniejsza od drugiej.Tyle jest biedy wokół nas, tyle zmartwień... Jak zaradzić? Nie wiem i  ta bezsilność jest bardzo przygnębiająca.

Przesyłam dobre myśli. Tylko tyle. Wiem, że to niewiele...

Trzymajcie się, Dziewczyny! Spróbujcie odnaleźć w sobie takie miejsca. Będę tam czekała z naręczem dobrej energii...

20:12, babciabezmohera
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm