RSS
niedziela, 24 lutego 2008
Ciemna strona duszy

Ja, może tak przekornie, zamiast podsumowywać 100 dni rządu premiera Tuska, których jako żywo sensownie podsumować się jeszcze nie da, skupię się na tym, co uświadomiły mi poprzednie 2 lata rządów byłego- na szczęście- premiera Kaczyńskiego.

1. Naocznie przekonałam się, jak łatwo można manipulować ludźmi i odwołując się do ciemnej strony duszy wyciągnąć do wierzchu to, co dotąd było skrzętnie skrywane: nieufność i podejrzliwość, zawiść, poczucie satysfakcji z możliwości dokopania bliźniemu bez dania racji, ot, dla samej przyjemności zrobienia komuś krzywdy.

2. Zobaczyłam, jak rodzą się dyktatury i przeraziłam się, że w naszych czasach też jest to jeszcze możliwe. Zobaczyłam, jak władza bez kontroli szybko deprawuje, jak pociąga za sobą zachłanność na więcej, jak potrafi zaczadzić człowieka i zaburzyć jego widzenie świata.

3. Ale wyostrzyłam też własny zmysł obserwacyjny, uruchomiłam krytycyzm i umiejętność racjonalej oceny sytuacji i to zapisuję po stronie plusów.

Cieszę się, że tamtą dwuletnią lekcję mamy już za sobą. Dzisiejsze notowania nowego rządu pokazują, że lekcja została dobrze odrobiona. I na koniec cytat /Matka_Kurka 2008.02.22;20:31/ :

"Tajemnica 58% popularności PO tkwi w inteligencji Polaków/.../.Polacy nauczyli się wybierać optymalnie /.../, elektorat nie domaga się cudu, elektorat jest zadowolony, że nie rządzi PiS i elektorat wie, że w tej chwili dla PO nie ma alternatywy./.../ Nie ma wielkiej biedy z tym rządem, nie ma złodziei, przestępców i gwałcicieli u władzy, nie ma wstydu na świecie, powoli wraca normalność, to wystarcza za wszelkie cuda".

Nie wiem, ile dobrego uda się dokonać rządowi premiera Tuska w okresie jego trwania, ile pozytywnych reform przeprowadzić, ale jeśli powoli, krok po kroku zniweluje wyrwy po rządach PiS-u, jeśli przywróci Polakom poczucie dumy z faktu bycia Polakiem - będę zadowolona!

15:02, babciabezmohera
Link Komentarze (2) »
piątek, 22 lutego 2008
Bezsenność w S...

Jasne, że tytuł tego wpisu nie ma nic wspólnego z tytułem romantycznego filmu z Tomem Hanksem, ot, takie skojarzenie z powietrza wzięte. Moje bezsenne noce nie mają w sobie za grosz romantyzmu.

Prawie potrafię je przewidzieć: a) kiedy jestem spracowana po uszy; b) kiedy buzuje adrenalina podkręcona politycznymi zawirowaniami; c) kiedy martwię się o jakieś aktualne sprawy domowe i robię wieczorny remanent trosk i niepokojów; d) bez wyraźnego powodu- najbardziej bez sensu i zupełnie nie do przewidzenia bezsenność- nadchodzi i trzyma  dwie godziny, trzy, czasem całą noc...

Mądrzy ludzie twierdzą, że nie wolno zmagać się z bezsennością na leżąco, należy wstać, wziąć się do roboty i położyć dopiero wtedy, gdy zachce się spać. Teoretycznie rada jak malowanie, ale wolę swój sposób: słuchawki w uszy i po cichutku słucham radia - i kształcące, i bezwysiłkowe, i bezpieczne /choć czasem ucho mi się odgniata od słuchaweczki, gdy nie zdążę jej wyjąć przed zaśnięciem/.  No i człowiek nie pleśnieje intelektualnie. Iluż ja się już mądrych rzeczy nasłuchałam, w ilu światłych dyskusjach uczestniczyłam /słuchając innych/, w spotkaniach z ciekawymi ludźmi, w wykładach... ile pięknej muzyki kołysało mnie do snu- ale szczęściara!

Narzekam trochę na zalew wściekłej, tłuczonej muzyki, bo tej jest niestety najwięcej prawie na wszystkich kanałach, choć nocą marzyłaby się jakaś spokojna, wyciszająca, relaksacyjna - no i narzekam też na powtórki audycji sprzed miesiąca czy dwóch, emitowane -bywa- kilkakrotnie.  

Podobno Polska powoli staje się krajem starych ludzi. Może i nas ktoś kiedyś zauważy i potraktuje jako docelowego odbiorcę. Zadba, byśmy interesująco spędzali w towarzystwie radia swoje bezsenne noce.

 

17:09, babciabezmohera
Link Komentarze (3) »
piątek, 15 lutego 2008
Kochajmy się!

Miałam wtrącić swoje 3 grosze na temat Walentynek, Walentynki szczęśliwie minęły i, szczerze mówiąc, trochę mi się odechciało. Ale chociaż dwa słowa. Jest jakaś prawidłowość, że jak się komuś nie chce w taki czy inny sposób uaktywnić, to nie uznaje święta, mało: wykpiwa je i wyszydza na wszelkie możliwe sposoby, żeby usprawiedliwić własne lenistwo i olewactwo a dodatkowo zniechęcić do świętowania innych. W ten sposób 8 marca stał się świętem komuchów- a więc niegodnym świętowania /cały rok żonę tłucze a w Dniu Kobiet kupi zdechłego tulipana i cały szczęśliwy, że się wywiązał!/ a Walentynki w zbliżonej interpretacji to po prostu święto supermarketów, dzień tłuczenia szmalu i szmiry na potęgę!

Pewnie w takim myśleniu też jest coś sensownego, ale czy to na pewno jedyna opcja?! Czy to taki wysiłek uczcić ten dzień bezgotówkowo a sympatycznie- pójść razem na spacer, zanurzyć się w przeszłośc, pooglądać wspólnie zdjęcia... - w końcu ile ludzi tyle pomysłów. Chodzi mi o to, że przy tej brutalnej młócce, która dopada nas ze wszystkich stron, liczy się każdy sympatyczny gest i każdy jest pożądany. I nigdy ich za wiele! Bodajże jesienią Wrocław ogłosił Dzień Życzliwości- jakże mi się to podobało! Nie wiem, ile miast podchwyciło, ale głównie chodzi chyba o to, żeby docenić i przyklasnąć zamiast krytykować. Może wtedy wszystkim nam byłoby trochę milej i przyjaźniej na świecie.

16:24, babciabezmohera
Link Komentarze (2) »
wtorek, 12 lutego 2008
Blada furia

Są takie dni, kiedy mnie nosi, złe emocje buzują jak krupnik w garnku i tylko czekam, kiedy nie utrzymam ciśnienia i eksploduję! Jakieś małe niechęci i drobne złości nakładają się na siebie, by potem spęcznieć i szukać sobie ujścia albo zdarzy się, co prawda jeden za to ostry, incydent i gotowe- budzi się blada furia!

Tak powstał ten blog- ze złości i sprzeciwu. Zakwestionowano i ocenzurowano moją wypowiedź przed wyborami. Musiałam się gdzieś rozładować, chciałam mieć świadomość, że istnieje miejsce, w którym będę pisała dokładnie to, co chcę napisać. No i w ten sposób przy technicznej pomocy syna pojawiła się w internecie "babcia bez mohera" pełna optymizmu i zapału do pisania. Stara a taka naiwna!! W swoich rozbuchanych planach zupełnie nie wzięłam pod uwagę, że poza cenzurą istnieje coś o wiele groźniejszego- autocenzura. Dostałam na dzień dobry dwa szalenie sympatyczne wpisy, wzmacniające, podtrzymujące na duchu. No to hulaj dusza- kochajmy się! Można mnie akceptować, ależ ja fajna jestem!... Po czym się okazało, że ciągle coś mi się nie podoba, ciągle mi coś przeszkadza- jak tym wstrętnym babom przekupom z lat mojej młodości, z gębami pełnymi sarkastycznych uwag typu:- No, wie pani, pani kochana, ta dzisiejsza młodzież!... Niezłe lustro przed sobą postawiłam! Ale pomogło mi ono sprawdzić, do czego właściwie ten blog jest mi potrzebny, jaką ma dla mnie wartość.

Otóż ma wartość ogromną, wartość terapeutyczną- pozwoli bezpiecznie lub względnie bezpiecznie pozbyć się złych emocji, przede wszystkim w obrębie polityki, która mnie permanentnie wkurza. Zbyt wiele we mnie samokrytycyzmu i pokory, żeby włączać się w nurt dyskusji na blogu J.Paradowskiej a tu mi wolno- każda moja uwaga może być spokojnie wzięta w nawias- w końcu nie jestem żadnym politycznym komentatorem, po prostu  babcia bez mohera wyrzuca z siebie różne wkurzenia!

Wkurzenie nr 1 dotyczy wczorajszej wypowiedzi posłanki Szczypińskiej w sprawie utrzymania ochrony dla Jarosława Kaczyńskiego, kiedy to stwierdziła lekceważąco:- A cóż to za pieniądze?! /czy wydatek- coś w tym rodzaju/. Otóż, pani Jolanto, dość szybko zatraciła pani właściwy wymiar wartości pieniądza. Moja Babcia powiadała- "zapomniał wół jak cielęciem był". Dość szybko zapomniała pani, ile miesięcznie zarabia pielęgniarka, prawda? Dla pani ochrona finansowana z pieniędzy podatnika to drobiazg, dla mnie nie, więc skoro pan Kaczyński tak bardzo boi się rodaków a pani tak zależy na jego bezpieczeństwie, to proszę sfinansować jego ochronę z własnej poselskiej pensji a nie sięgać do mojej dziadowskiej emerytury.

Wkurzenie nr 2 dotyczy zaniechania podjęcia śledztwa w sprawie zniszczonych laptopów, komórek,etc. I nie chodzi o wartość przedmiotów a o ich zawartość, bo tylko dziecko może uwierzyć w przypadek a nie celowe zacieranie śladów, choć szczerze mówiąc wątpię, by nawet dziecko uwierzyło w taką bzdurę! Być może nie udałoby się niczego udowodnić, co przecież nie oznacza, że należy rezygnować nawet z próby wyjaśnienia całej sytuacji! Grzech zaniechania odbije się gorzką czkawką, bo świętego spokoju i tak się nie kupi, nie ma na co liczyć.

Ale sobie ulżyłam, starczy na dziś! 

15:20, babciabezmohera
Link Komentarze (4) »
niedziela, 03 lutego 2008
Wiadomości

To mógł być błąd pilota... Zaginął 7-letni chłopiec... W pożarze... materiały pirotechniczne... Jak teraz będzie żyła rodzina młodego Polaka po wyroku za... Strajk w...

I tak w każdych kolejnych wiadomościach, kilka razy dziennie?... co godzinę?... I zawsze z tym modulowanym napięciem w głosie, z wypiekami na twarzy- sensacja goni sensację, różnej wagi, wartości i miary, ale- jest!! Czy jesteśmy pierwsi?! Czy da się raz jeszcze przenicować ból rodziny po stracie, pokazać, zapytać o uczucia? Ależ zeszliśmy na psy! Tragedia za tragedią, horror za horrorem, ciągłe budowanie napięcia, wzmaganie niepokoju. Nic pozytywnego, optymistycznego... tak się przecież nie da normalnie żyć! Nasze społeczeństwo staje się chore, anormalne... albo media chcą je takim pokazać!

A potem zdziwienie i oburzenie, że znieczulica społeczna, że przemoc w rodzinie, że rozwydrzenie i zdziczenie młodzieżowych obyczajów, że narkotyki i seks, że strach wyjść na ulicę. Kochani, sami to sobie fundujemy: filmy- albo takie, gdzie krew się wiadrami leje a przeżyje wyłącznie reżyser, albo upiory, wilkołaki, wampiry czy odpowiednie wymieszanie tego wszystkiego po trochu, bo pojedynczo przestaje już działać, albo dla odmiany kretyńskie kabarety, gdzie należy śmiać się z tego, że aktor sepleni albo przydeptuje sobie nogawkę obszarpanych i brudnych portek. Co się z nami stało?! Naprawdę tacy jesteśmy?!! Bo przecież ktoś to wszystko, do cholery, ogląda! Oglądalność jest bogiem- widz chce oglądać, to niech ma- wszystko dla widza! Nie umiem się z tym pogodzić. Pora umierać!/podobno świetny film, jeszcze nie widziałam./  

10:01, babciabezmohera
Link Komentarze (2) »
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm