RSS
sobota, 28 lutego 2009
Wreszcie przyszła!!!
13:12, babciabezmohera
Link Komentarze (9) »
czwartek, 26 lutego 2009
Ciąg dalszy przydasiowych refleksji.

                                       Czemu starzy ludzie tak bardzo przywiązują się do różnych rzeczy, często brzydkich, zbędnych, nieprzydatnych do niczego... czemu się ich tak kurczowo trzymają?... Nie wiem, mogę jedynie pozwolić sobie na garść przypuszczeń.

Stare przedmioty obrastają wspomnieniami... w każdym znajduje się cząstka mnie, moich doświadczeń, moich przygód, mojego życia... Pewnie każdy człowiek, szczególnie u schyłku życia, zastanawia się nad jego sensem ale i nad jego kruchością, nad potrzebą pozostawienia po sobie czegoś, co przedłużyłoby własne życie bodaj na jedno, dwa pokolenia, by dziecko/ wnuk, biorąc coś do ręki, powiedziało:- Patrz, to był matki/babci ulubiony sweter, kochała te kolory...

Nie każdemu było w życiu dane błyszczeć talentami, stworzyć symfonię czy niepowtarzalną, wybitną kreację filmową, napisać książkę czy zaistnieć jako ważny polityk. I wtedy- nam szarym- z pomocą przychodzą przydasie- rupiecie gromadzone na strychu, w piwnicy, w komórce, gdzie się da... One zostaną po nas, wywołają pamięć.

Nie kpijcie z przydasiów, nie walczcie z nimi- ich rola terapeutyczna jest nie do przecenienia a wartość użytkowa nijak się ma do ogromnej wartości emocjonalnej. A wasze przydasie, kochani młodzi, gdzieś tam już na was czekają;))))

11:47, babciabezmohera
Link Komentarze (9) »
Jeszcze o przydasiach.

Cudna nazwa- do zachwycenia i rozpropagowania. Nie znałam jej. Poznałam już durnostojki i przedmioty dla miecia /nie, to nie błąd!/ w zasadzie równoważne z durnostojkami, ale przydasie biją tamte na głowę- pomysłowością i uniwersalnością przekazu. Dla porządku rozszyfrowuję:

-durnostojki, inaczej zbieraczki kurzu-elementy dekoracyjne na szafkach i półeczkach stojące nie wiadomo po co, głównie chyba dla irytacji płci przeciwnej;

-przedmioty dla miecia- bardzo często niepotrzebne i zupełnie nieprzydatne, kupione pod wpływem chwili, dla poprawienia nastroju, dla przyjemności- pojęcie szersze, obejmujące durnostojki, szmaty, bibeloty itp.;

- przydasie wreszcie, czyli to wszystko, z czym nie możemy się rozstać ze względów użytkowych lub emocjonalnych, czego w żaden sposób nie pozwolimy wyrzucić na śmietnik, bo ...przyda się!

Choroba przydasiowa dotyka niemal wszystkich starych ludzi, ale niezaprzeczalnie królują kobiety!

 

11:17, babciabezmohera
Link Komentarze (2) »
piątek, 20 lutego 2009
Ułatwienia Bloxa.

Nie idę na żaden spacer! Notka Aniagry przypomniała mi, że spokojnie mogę się rozładować tutaj, wieszając psy na administratorach, moderatorach czy innych -orach Bloxa.

Kilka dni temu wyczytałam o rewolucyjnym pomyśle, który przyszedł do głowy szanownym panom/paniom, zawiadującym blogami. Otóż, żeby niedouczonym użytkownikom blogowych poszukiwań ułatwić zadanie- pogryźć i podać już wstępnie przygotowaną papkę- zamontowali na każdym blogu nieusuwalnego kartelucha, który poleca "blogi podobne do twojego", ew. "szczególnie zasługujące na uwagę". Niby jest informacja, że karteluch bezproblemowo "się zwija", natomiast administratorom nie przyszło do głowy, że skoro blogerów traktują jak idiotów, to tymże idiotom należy podać informację, jak się tego niechcianego draństwa pozbyć raz na zawsze!

Dla wyjaśnienia panów admnistratorów:

Uprzejmie informuję, że po to mi Bozia dała rozum, język w gębie oraz umiejętność czytania i pisania, żebym umiała sobie poradzić nawet z rzeczą tak niewiarygodnie trudną jak wyszukanie bloga, który mnie zainteresuje!

Blogów podobnych do mojego nie ma, bo każdy blog jest inny i jeśli nawet dotyczy podobnych spraw, to można go pisać w sposób fascynujący lub nudny jak flaki z olejem.

Nie życzę sobie lekceważenia moich zainteresowań i narzucania własnych. To, co dla Was, szanowni Państwo jest rewelacyjnie, ja mogę odbierać jako totalną chałę- i odwrotnie zresztą.

Dobry obyczaj nakazuje, by- zanim się ktoś wpakuje do cudzej chałupy- zapytał wcześniej, czy można!

Przypomina mi się scenka z "Samych swoich":

-Pomóc ci?

-Nieee...

-Może ci pomóc?... 

-Nieee!

- No, to ci pomogę!!!

Na filmie śmiałam się z tej scenki do łez; teraz wcale nie jest mi do śmiechu! 

A jednak:

Szanownym administratorom najserdeczniej dziękuję. Po moim przedchwilowym wkurzeniu śladu już nie ma. Rozładowałam się idealnie dzięki Wam i Waszemu twórczemu pomysłowi karteluchów w prawym górnym rogu, który też jest potwornie wkurzający ale- na szczęście- zupełnie inaczej!

 

 

17:52, babciabezmohera
Link Komentarze (30) »
A taki był fajny początek dnia...

Dzień zapowiadał się bajecznie! Piękne słońce, cieplutko, robota w rękach się pali...

I wystarczy kilka zdań, żeby to wszystko w cholerę zburzyć, zaćmić umysł i wlać jadu w serce. Aż kipię wewnątrz i myślę, co zrobić, żeby choć trochę ochłonąć. Kiedyś pomagał mi spacer...

17:05, babciabezmohera
Link Komentarze (3) »
sobota, 14 lutego 2009
.......
Dawna dziewczyna...
11:59, babciabezmohera
Link Komentarze (20) »
piątek, 13 lutego 2009
Z żalem...

Z żalem stwierdzam, że u mnie serduszka przestały wirować i żadna siła nie może ich do tego zmusić. Kto z obdarowanych serduszkami czuje się zawiedziony, zapraszam na elementarz Aniagry, bo to z jej zasobów wzięte.

W ramach rekompensaty i przeprosin-kot z różą. Mam nadzieję, że nie będzie się wygłupiał...;))No, grzeczny był!  ;) I walentynkowo pozdrawia- wraz ze mną oczywiście!

21:05, babciabezmohera
Link Komentarze (9) »
Aaaaaaabsolutnie...

Absolutnie  W S Z Y S T K I M, którzy wierzą w magiczną moc Walentynek, którzy potrafią kochać różnymi odcieniami miłości, tęsknią z bliskością- także psychiczną i - o zgrozo!- nie boją się i nie wstydzą swoich uczuć- rzucam garść szalonych, kolorowych, wirujących serduszek,pełnych niezwykłości, tajemnicy, fantazji i magii!

 

                              

 

Chwytajcie je w dłonie, obsypcie nimi swoich bliskich, rozdawajcie je wszystkim dookoła, uśmiechajcie się i bądźcie szczęśliwi!!!

20:31, babciabezmohera
Link Komentarze (3) »
Pechowo?...

Gif skopiowany od Aniagry

 

Chwytam się prawą ręką za lewe ucho- albo odwrotnie; spluwam za siebie i okręcam dookoła, chodzę z półprzymkniętymi oczyma, żeby nie nadziać się na trzy zakonnice razem i obchodzę siedem ulic, żeby czarnemu kotu drogi nie przeciąć- a wszystko po to, żeby nie kusić losu i pecha na siebie nie ściągnąć!...;)))

Nie pamiętam, ile takich piątków 13-ego już w moim życiu było, ale jeden zakodował mi się szczególnie dotkliwie, gdy w średniej szkole dostałam dwie oceny niedostateczne. Jedna była z fizyki- to na bank! Pozdrawiam Pana, Panie Profesorze- serdecznie, bez najmniejszej złośliwości czy urazy; druga była z historii albo z biologii. Z historii byłam absolutnym lewusem i do dziś mi zostalo, z biologii byłam zupełnie niezła, ale jakoś babie / tu nie będzie profesorskich pozdrowień/ nie przypasowałam i tępiła mnie jak zarazę. Dziś patrzę na to lekko, z uśmiechem- a cóż to jest wobec wieczności?!- ale wtedy przepłakałam pozostałą część dnia , gromy ogniste na ciało bedagogiczne rzucając i zapominając po drodze, że wystarczyło się po prostu przygotować do lekcji... ;)))

12:39, babciabezmohera
Link Komentarze (5) »
czwartek, 12 lutego 2009
Zamienił stryjek...

Staram się nie dawać niepokojom, ale ostatnio przychodzi mi to z pewnym trudem.

Mam wrażenie, że Premier Tusk sam siebie zapędził w ślepy zaułek. Nie chcę się wymądrzać, bo choć interesuję się polityką, to więcej we mnie intuicji niż wiedzy- tyle, że czasem i intuicja bywa przydatna... Błąd nr 1- to dymisja ministra Ćwiąkalskiego. Emocjonalna, pod wpływem impulsu, zupełnie nieprzemyślana!  Być może po kolejnym samobójstwie czy "samobójstwie" ważnego więźnia jakieś głowy powinny polecieć, ale- na miły Bóg- nie tyle i nie wszystkie jednocześnie!! Błąd nr 2- komisja śledcza w sprawie Olewnika: ustępstwo, żeby opozycja gęby nie darła; ustępstwo ze świadomością, że będzie to kolejne bicie piany bez efektów dla sprawy. Błąd nr 3- powołanie Czumy na ministra sprawiedliwości. Błąd nr 4- nieodwołanie go ze stanowiska, gdy tylko zaśmierdziało amerykańskim lawirowaniem...

Nie mam zaufania do ministra Czumy nawet tyle, co brudu za paznokciem. Niewiele o nim wiem i brak wiedzy ale także to, czego jednak zdołałam się dowiedzieć, bardzo mi ten brak zaufania pogłębia. Co o nim wiem? Że był wieloletnim opozycjonistą, że z tego tytułu ładnych parę lat przesiedział w więzieniach, że w 86 r wyjechał do Stanów Zjednoczonych, że po 20 latach wrócił do Polski. Piękna karta opozycyjna tu i amerykańska czarna dziura- a przecież przez lata ludzie się zmieniają / vide: Gwiazda, Walentynowicz...etc./ . Czego się dowiedziałam tu i teraz? 1) Obecny pan minister sprawiedliwości najchętniej każdemu zezwoliłby na posiadanie broni; 2) wystąpił o gigantyczne odszkodowanie "za prześladowania w PRL-u" i zostało mu ono przyznane; 3) jest niechętny Wałęsie i nie kryje swoich uprzedzeń; 4) nie panuje nad językiem i brak mu umiejętności ważenia opinii; 5) jego unikanie spłat wierzytelności w Ameryce - a ciągnęło się to latami- nie czyni z niego wzoru człowieka praworządnego; 5) posiłkowanie się umiejętnościami syna w sprawach zawodowych w najlepszym razie nie wygląda zbyt poważnie; 6) chęć wymiany części podległych mu pracowników budzi niepokój- nowa miotła będzie wymiatała i posadzi na stołkach "swoich"?... Zdecydowanie za dużo tych wątpliwości! A i amerykańska mentalność niekoniecznie ma zbawienny wpływ na polskie mózgi- coś wiem na ten temat: moi znajomi, po wieloletnim pobycie tam, tu wrócili już zupełnie innymi ludźmi...

A teraz coś z innej beczki:

Megaloman Jan Maria został przywołany do porządku przez obsługę niemieckich linii lotniczych. Cała wredota ze mnie wyłazi, ale dawno się tak nie ubawiłam! :)))

17:33, babciabezmohera
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm