RSS
sobota, 27 lutego 2010
Skłonność do panikowania

Niby jestem dość pogodną osobą, taką, co to szklanka u niej do połowy pełna a tu raptem samokrytycznie ujawniona- skłonność do panikowania! Cokolwiek by się nie wydarzyło a nie do końca wszystko wiadome, to w pierwszym odruchu łomotanie serca i pisanie czarnych scenariuszy.

Wygląda to na zaklinanie rzeczywistości, próbę przymierzenia się do tego co najgorsze, bo wszystko , co później będzie odbiegało od przewidywanych lęków, może być już tylko lepsze. To jakby iluzja uzyskania władzy nad niepewnością losu i próba wmówienia sobie, że mogę mieć wpływ na to, co się wokół mnie dzieje... Tylko próba, świadome samooszukiwanie, bo przecież wiem, że w gruncie rzeczy tak niewiele zależy wyłącznie ode mnie...

Nie najmądrzejsza ta strategia i bardzo kosztowna emocjonalnie- a przecież uparcie się jej trzymam, jakby niosła ze sobą coś dobrego... Skąd się to bierze- nie wiem!

Przekonałam się wielokrotnie, że większość moich lęków jest "na wyrost" i nie mają żadnego odbicia w rzeczywistości, czyli martwię się wytworami mojej wyobraźni! Czy może być coś bardziej bezsensownego?!

Muszę zacząć się przyglądać każdej takiej sytuacji i na czas ją rozbrajać, bo skoro diagnoza została postawiona, to czas zacząć leczenie. Wystarczająco dużo jest realnych powodów do zmartwienia, żeby jeszcze dodatkowo zamartwiać się tym, co nie istnieje i najprawdopodobniej nigdy nie będzie istniało!

19:56, babciabezmohera
Link Komentarze (15) »
czwartek, 25 lutego 2010
Aby do "Świtu"...

Byłam wczoraj na koncercie Marcina Wyrostka. Luuudzieeee! Tego się nie da opowiedzieć!!! To jakieś szaleństwo, ekstaza miłości do muzyki, zabawa dźwiękiem, rytmem i pozytywnymi wibracjami...

 

Zachwyt, wzruszenie, bezbrzeżny podziw! I to nie tylko Marcin Wyrostek- cały zespół jest re-we-la-cyj-ny!! Mamy nieprawdopodobnie zdolnych ludzi! Uczestniczenie w takim koncercie to święto dla duszy!

Wybrałam takie właśnie nagranie, ponieważ i członkowie zespołu i rodzaj muzyki były najbardziej chyba zbliżone do wczorajszego koncertu. Z tego, co się zorientowałam, zespól występuje w różnym składzie. Wczoraj był akordeon /Marcin Wyrostek/, skrzypce /Mateusz Adamczyk/, instrumenty perkusyjne /Krzysztof Nowakowski/ i gitara basowa /niestety, nie udało mi się ustalić wykonawcy/.

Chcę jeszcze dodać, że takiego luzu, sympatycznej atmosfery, niekłamanego wdzięku przy jednoczesnej prostocie i skromności chciałoby się zawsze, na każdym koncercie.

A skąd taki tytuł notki? Bo koncert odbył się w Domu Kultury "Świt". Dyrektora tegoż należałoby ozłocić i dodatkowo oprawić w ramki, bo takich autentycznych, zaangażowanych i operatywnych miłośników kultury, którzy robią absolutnie wszystko, by kultura kwitła i wciąż była na najwyższym poziomie, nie ma w nadmiarze.

Miałam masę szczęścia, że na UTW trafiłam właśnie tam! :))

13:47, babciabezmohera
Link Komentarze (11) »
wtorek, 23 lutego 2010
Szczyt hipokryzji

Szczyt hipokryzji-niezaspokojonymi ambicjami narobić zamieszania w międzynarodowej dyplomacji w związku z uroczystościami katyńskimi a następnie wyrazić swą troskę o zachowanie godnej i podniosłej atmosfery tychże uroczystości.

10:02, babciabezmohera
Link Komentarze (9) »
niedziela, 21 lutego 2010
Oczyszczania wątroby ciąg dalszy...

... choć politykę tym razem zostawię na boku!

Jakiś czas temu wspomniałam o łańcuszkowym zwyczaju, ale nie zgłębiałam szczególnie tematu. Tym razem mnie poniosło i to ostro!

Łańcuszki podzieliłabym na trzy kategorie / choć być może jest ich więcej!/:

1) Sympatyczne, przyjacielskie, które znajomi nawzajem do siebie przesyłają, aby sprawić sobie przyjemność. Te generalnie krążą w dość ograniczonym kręgu.

2) Informacje i apele- do zapoznania się, ewentualnie podpisania czegoś- przychodzą dość rzadko i są neutralne w treści.

3) W cudzysłowie- charytatywne, manipulacją usiłujące wymusić wysłanie listu- łańcuszka do jak największej ilości osób.

I taki to właśnie łańcuszek-list ostatnio dostałam i rozsierdził mnie do żywego. Ponieważ kalka jest taka jak zawsze, nie będę przytaczać go w całości a spróbuję rozprawić się z jego poszczególnymi sformułowaniami. Metoda kija i marchewki w całej rozciągłości. Zaczyna się od prośby o przeczytanie a zaraz potem emocjonalnego szantażu i graniu na uczuciach: "Jeśli usuniesz ten list... będzie to oznaczać, że naprawdę nie masz serca." No kto chciałby się przyznać, nawet przed sobą, że jest zimnym draniem bez serca?!!! No to ja się przyznaję, bo jakkolwiek łańcuszka do kosza jeszcze nie wyrzuciłam, to wyrzucę go lada moment a już z całą pewnością nikogo następnego tym śmieciem nie uszczęśliwię! Zaraz potem pojawia się cyniczne granie nieszczęściem rodziców i losem śmiertelnie chorego małego dziecka i sformułowania typu: " nasza dziesięciomiesięczna córka... rak mózgu... jedyna droga...operacja... nie mamy dość pieniędzy..."

Szanowny Panie Wysyłający! Tak się nieszczęśliwie składa, że w mojej rodzinie oraz wśród znajomych rak jest dobrze znany i nie znam przypadku, by pacjenta- niezależnie od tego, co obecnie usiłuje się przykleić służbie zdrowia- pozostawiono bez pomocy. ZAWSZE, nawet w sytuacji terminalnej, otaczano moich bliskich pełną opieką CAŁKOWICIE ZA DARMO!!! Zapewniam Pana, że za żadną operację nie trzeba było płacić a koszty leczenia pokrywane były z NFOZ-u.

I przechodzimy do istoty listu. Pan Wysyłający wcale nie chce pieniędzy- pieniądze da mu "ONET" po 30 kilka centów od szuki, cytuję: "ONET"sprawdza, ile osób dostało ten list..."- i teraz miejsce na marchewke!- "Jeśli wyślesz tę wiadomość do 11 osób, na twoim profilu pojawi się fajny znaczek."

No to jesteśmy w domu! Nie tak dawno rozmawiałam o handlarzach adresami i metodach, które stosują do ich zdobycia!

Szanowny Panie Wysyłający! Uprzejmie informuję, że ode mnie nie dostanie Pan ani jednego adresu- ani za "fajny znaczek", ani z dobrego serca- bo go przecież nie mam! Jednocześnie chciałabym wyjaśnić, że jestem za stary wróbel na takie plewy a sposób pomocy innym ludziom pozwolę sobie zostawić własnej dobrej woli, wrażliwości i sumieniu, które- mam nadzieję- funkcjonują jeszcze całkiem zadowalająco!!

19:10, babciabezmohera
Link Komentarze (12) »
piątek, 19 lutego 2010
??????????.........

Czy dla "dobra" kampanii wyborczej i poprawienia "piaru" można wykorzystać pogrzeb policjanta?!... Jakoś mi nijak! Czuję się zniesmaczona... a może ja to źle odbieram? Może jestem przewrażliwiona?...

I wkurzają mnie znicze na przystanku. Pomóc nie było komu a do zapalania światełek wszyscy chętni. Chyba za dużo się we mnie goryczy zebrało i teraz się przelewa... :((

20:35, babciabezmohera
Link Komentarze (23) »
wtorek, 16 lutego 2010
Pożegnanie Królowej Zimy

To będzie coś takiego jak: apage satanas, a kysz! a kysz! albo coś w tym rodzaju. Trudna była ta zima, mroźna, śnieżna i upierdliwa, ale ponieważ tu i ówdzie przebąkują, że powoli ma zamiar zwijać manatki, to na pożegnanie zrobię jej prezent i pokażę całe jej piękno i niepowtarzalność baśniowych niemal pejzaży.

Po prostu ławeczka...

 

Trochę jakby zasypało...

 

Ładne, prawda?...

 

Zimowa kraina baśni.

 

Inne ujęcie baśniowej krainy.

 

Są dość okazałe, prawda?...

 

A ten się śmieje z zimy i kwitnie w najlepsze! Podobno to grudnik, bo w zasadzie kwitnie w grudniu... A jak ten zakwitł w lutym, to można go nazwać lutnikiem?!... ;)))

Żegnaj Zimo na rok!! W tym roku już żadnego wpisu o tobie!!! :))

20:51, babciabezmohera
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 15 lutego 2010
"Kierowca dla Wiery"

Jeżeli film mnie nie poruszy, nie przejmuję się specjalnie perypetiami bohaterów- oglądam, bo oglądam albo rezygnuję.

Ten film rozpłaszczył mnie tuż przy podłodze: ciśnienie mi skoczyło, ręce latały jak u paralityka, nocą- bezsenność, potem senne koszmary... Ale sobie obraz filmowy zafundowałam!

Myślę, że mój odbiór filmu Czuchraja był jaki był z dwóch powodów: po pierwsze- spodziewałam się luźnego filmu obyczajowego, trochę typu "Wożąc panią Daisy"; po drugie- nie dałam sobie marginesu rezerwy, weszłam całościowo w atmosferę zagrożenia, osaczenia, prowokacji, podsłuchów i szczucia, operacji KGB. Poczułam prawdopodobieństwo tego filmu, na to nałożyły mi się scenki z IV RP i szczurza twarzyczka Wielkiego Sprawiedliwego- zwyczajnie poczułam lęk!

Dopiero dziś odszukałam recenzję tego filmu i luźne wypowiedzi oglądających. Nie pokrywały się z moim odbiorem filmu w najmniejszym stopniu- były rzeczowe, krytyczne, zero emocji... Dlaczego? Film oglądałam z mężem. Też był wstrząśnięty! Więc dlaczego?! Może, żeby POCZUĆ film, nie wystarczy jedynie jakaś wiedza o tamtych czasach, ale trzeba odwołać się do własnych doświadczeń- absolutnie nieporównywalnych, zwyczajnych, codziennych i wygładzonych- a przecież z hurgotem otwierających jakąś klapkę w mózgu... Straszny film!!

18:11, babciabezmohera
Link Komentarze (14) »
niedziela, 14 lutego 2010
Dla zamknięcia dnia...

To jeszcze dla zamknięcia dnia najbardziej sentymentalna piosenka mojej młodości- Paul Anka- You are my destiny.

 

Miałam do wyboru trzy możliwości: z sali kocertowej, gif tańczącej pary i to co tutaj. Dokonałam wyboru drogą eliminacji. Gif tancerzy kiedyś już umieszczałam na blogu /chociaż bez muzyki/, więc nie będę się powtarzać. Kiedy spojrzałam na łysiejącego Ankę z sali koncertowej, zrobiło mi się smutno i zastanowiłam się, co się stało z tamtym pięknym chłopakiem?... I że tego podstarzałego pana chyba jednak nie chcę oglądać! Ostatecznie zostały mi więc pejzaże. Słodko-mdławe, ale w końcu takie właśnie są Walentynki!

Kochajcie się długo i zdrowo!- jak powiadają Ewa Wanat i doktor Depko. ;)))

16:27, babciabezmohera
Link Komentarze (3) »
Przyszła pora na zabawę!

Zgodnie z zapowiedzią- zemsta kosmosu: dziś rzucam serduszkami! Wszystko to dzięki zbiorom Aniagry, z których przezornie pościągałam niektóre do swojego kuferka z zapasami. Dziękuję, Aniu! I miłych Walentynek! Tobie i Wszystkim! ;)))

Okropnie majtczane różowości- ale tak ma być!! ;))) No to teraz bierzemy się za rozrzucanie serduszek. Niech lecą, niech fruną, niech wirują! Niech trafią do tych, którym sie spodobają!

I powtarzam eksperyment, bo raz już na blogu usiłowałam tego gifa umieścić, ale się złośliwiec zaparł i serduszka przestały wirować i calkiem straciły efekt! Zobaczymy, co będzie dziś! Z eksperymentu nici!!! Chciałaby dusza do raju, ale grzechy nie dają! Niestety, nie umiem sobie z tym poradzić! Za dużo "ważą" i nie dadzą się przepchnąć a jak zmniejszę- przestają wirować! A pies z nimi tańcował na Saskiej Kępie!- jak powiadała nieodżałowana babcia Karolcia. ;))) Znajdziemy coś zamiast!

Niech będzie serduszkowy miś! Też serduszka fruwają a i kolorystycznie może być! Jak się bawić to się bawić!- a co będę sobie żałowała! :)))

No, starczy na dzisiaj! Miło mi było! Życzę udanych Walentynek!! ;)))

 

Babcia :)

 

 

 

10:04, babciabezmohera
Link Komentarze (8) »
sobota, 13 lutego 2010
Lonesome traveller

Z walentynkami to nic wspólnego jeszcze nie ma, ale jak nigdy nie byłam fanką Anety Lipnickiej, tak całkowicie urzekła mnie ta melodia. Lonesome traveller.

 

11:35, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm