RSS
poniedziałek, 29 lutego 2016
Drobne podsumowanie

Dopiero dziś, bo odparowywałam po sobotnich trudach. ;))

Daruję sobie zdjęcia tłumów, bo jest ich wszędzie całe mnóstwo! To był najliczniejszy marsz z dotychczasowych. I mam wrażenie, że zajadły atak na Wałęsę bardzo się przyczynił do zwiększenia liczebności. I czy się to komuś podoba czy nie- Lech Wałęsa jest symbolem pierwszej Solidarności a dla zagranicy- symbolem ogromnych pozytywnych zmian w Polsce.

Stając w obronie Wałęsy, stanęłam nie tylko w obronie zaszczuwanego i opluwanego człowieka, stanęłam w obronie praworządności i godności mojego kraju, prawa do dumy narodowej! I osobiste prowałęsowskie czy antywałęsowskie sympatie nie mają tu kompletnie nic do rzeczy, bo nie ma znaczenia czy lubię Wałęsę, czy mnie drażni, czy jest taki czy śmaki. Jest reprezentantem nowoczesnej Polski, zrobił dla niej ogromnie wiele dobrego- i to się przede wszystkim liczy w ogólnym rozrachunku. Sama zainicjowałam zbiórkę podpisów, żeby nie czuł się osamotniony, żeby miał świadomość, że naród stoi za nim murem- nie tylko w jego rodzinnym Gdańsku, WSZĘDZIE!

A marsz- jak zwykle same plusy.

Przede wszystkim zostałam zmotywowana do jazdy /w ogóle po raz pierwszy, choć wielekroć sobie obiecywałam!/ drugą linią metra. Już na stacji Świętokrzyska, na której miałam spotkać się z H.  obserwowałam oflagowane grupki. Zaintrygowała mnie jedna z pań. Poprosiłam o możliwość zrobienia zdjęcia. Nie dość, że otrzymałam zgodę, to jeszcze dodatkowy plakat do ręki, bo pani je pracowicie pół nocy drukowała i niech idą "w ludzi".

Przyznam, że wzruszyło mnie godło polskie w cieple ludzkich dłoni. Znowu czuje się jakąś więź, dobrą energię, która idzie od człowieka do człowieka... jak wtedy, jak w 80-tym...

Obejrzałam, choć tylko z okien wagonu, kolejne stacje metra. Zachwyciłam się stacją Stadion- rewelacja! Przestrzeń, światło i szkło.

Tam z kolei pani rozdawała znaczki z Wałęsą. Informacja- bez zastrzeżeń. Widać osoby zaKODowane, chętnie służące pomocą. I tłum ludzi wędrujących w stronę mostu. Dziewczyny z przyklejonymi kolorowymi wąsami, maski i hasła, i chorągiewki wsuwane w czapki, i flagi, flagi, flagi...

Chyba zaraz za mostem grupa anty- ze świńskim łbem, jakimś hasłem... oddzielona od demonstrantów policyjnym szpalerem. Powitaliśmy ją zmasowanym dźwiękiem stadionowych trąbek- a jakże, też kupiłam, i też buczałam! ;)))

I cudne hasło na jednym z balkonów.

Taka porcja optymizmu i nadziei, że oddechu brakuje. Znowu jesteśmy razem!

To był długi marsz, męczący, ale nie żałuję, że pojechałam- wręcz przeciwnie: jestem bardzo zadowolona. Tym bardziej, że dzięki nowoczesnym środkom komunikacji międzyludzkiej spotkałam się najpierw z córką- do dziś zachodzę w głowę, jak ona nas znalazła w tym gigantycznym tłumie przy trudnych do zlokalizowania punktach orientacyjnych?? A potem jeszcze z synem- zupełnie niewiarygodne! Ale to już zasługa córci, bo ja przy tym hałasie nie wyławiałam sygnału telefonu. ;)

Potem już rodzinnie poszliśmy razem. Po marszu chwila oddechu w przesympatycznej kawiarence, po czym syn ostatecznie nas dopieścił, odwożąc samochodem do domu.

Czy marsze mają sens? Cały czas mam w uszach hasło jednego z pierwszych: "Jest nas dużo! Będzie więcej!". Jak dotąd się sprawdza! :))

12:04, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
sobota, 27 lutego 2016
Miało nie być

Miało nie być przypominajki, ale będzie:

A wszystko przez to, że po siedmiu latach pisania bloga odkryłam NAGLE, że skoro zapiszę coś jako szkic, to mogę to spokojnie puścić na blogu równie dobrze tego samego dnia jak i następnego albo nawet po tygodniu.

Tym samym, skoro jutro /sobota/ na pisanie nie będzie czasu a  dziś /piątek/ mam wolną chwilę, to czemu nie?

No to hej, hej Wam! Do spotkania koło Stadionu! Zabieram dobre myśli, energię, duszki, ciepły sweter, ciepłe buty i fru! Krótka relacja będzie już po powrocie. Do zobaczyska! :))

10:11, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
piątek, 26 lutego 2016
Jak to dobrze czasem zepsuć telefon!

Najpierw przypominajka -ostatnia. A w sobotę już niczego przypominać nie będę, bo kto będzie chciał, to przyjdzie a kto nie, to przecież wołami nie zaciągnę! ;)

---------------------------------------------------------------------------------

Przypomnienie zostało poczynione, czyli można przystąpić do wpisu na temat: nie miała baba kłopotu.

Mój telefon od paru dni się buntował i nie dawał mi sygnału, że ktoś dzwoni, choć potem informacje się pokazywały, że "rozmowa nieodebrana". Przy drugiej próbie połączenia sygnał był. Uprzedziłam kogo się da, jak się dodzwonić i zaakceptowałam stan faktyczny, jako że darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda i przecież wiedziałam, że telefon jest po przejściach. Zresztą, naprawiony, dotąd spisywał się znakomicie i miał prawo w końcu się zbuntować. I tak to trwało.

Dziś zachciało mi się nim pobawić. Przycisnęłam tu, tam i ówdzie i... wszystkie kontakty wywiało! No-ż, kurczę! Niezłego bigosu sobie narobiłam.Wklepywanie tego wszystkiego od nowa sporo czasu zajmie! Wcale mi się to nie uśmiechało!

Wiadomo, że jak potrzebny internetowo- telefoniczny ratunek, to do syna. Może wie jak to odkręcić? Wiedział. I po chwili wszystko było na swoim miejscu a on spojrzał na malutki księżyc i spytał: - Po co włączyłaś tryb nocny? - Ja??- zdziwiłam się. Przestawił na opcję dzienną i słyszę sygnał za pierwszym razem. Okazuje się, że tryb nocny najpierw zaprasza do sekretarki, żeby właściciela na byle pogaduchy nie budzić a łączy za drugim razem, bo może ważna wiadomość. Mądry ten mój telefon, czasem aż za mądry! ;)

Jak przestawiłam na tryb nocny? Przycisnęłam o parę milimetrów dalej niż trzeba- i już.

Niby prosty w obsłudze, ale jednak nie dla mojego pokolenia. Co i rusz nadziewam się na jakąś niespodziankę!;))

12:10, babciabezmohera
Link Komentarze (8) »
czwartek, 25 lutego 2016
...

Zmarł Natan Tenenbaum. Te słowa sprawią, że zawsze będzie żył w ludzkiej pamięci.

Niech odpoczywa w pokoju. [*]

19:23, babciabezmohera
Link Komentarze (9) »
Radość o poranku.

Dzisiejszy marsz po pieczywo zaowocował zdjęciem:

Na jednym z zaparkowanych przy ulicy samochodów wiosna zimą: i kwiatuszek, i listki, i motylki. Nawet słoneczko na szybie! Ależ fantazja! Na cały dzień otrzymałam porcję dobrego humoru!

No to jeszcze przypominajka i na dziś starczy!

15:42, babciabezmohera
Link Komentarze (7) »
środa, 24 lutego 2016
Jeśli nie my, no to kto?...

Przypominajka nr 2:

Przeżyłam dziś chwilę euforii, kiedy to idąc rano po świeże pieczywo, zauważyłam na słupie ogłoszeniowym plakat informacyjny KOD-u na temat sobotniego marszu. Ciepło mi się zrobiło koło serca, bo skoro w takiej spisiałej mieścinie dumnie w oczy bije kodowski plakat, to nie jest źle! :)))

---------------------------------------------

Generalnie dobry dzień mam: była koleżanka, fajnie pogadałyśmy, odprowadziłam ją kawałek i zahaczyłyśmy o sklep. Kupiłam zimową czapkę, robioną na drutach, z ocieplaczem "barankowym" w środku. Nówka sztuka!! Że zimy już nie ma? Nie szkodzi- za rok będzie i wtedy jak znalazł.

Mój zakup nie spotkał się ze zrozumieniem:- Młode dziewczyny mogą takie czapki zakładać!- usłyszałam. /typ uszanka norweska tylko ze spokojnym wzorem/ Uśmiechnęłam się z wyrozumiałością. Drugi komentarz nie ustępował pierwszemu:- Mam nadzieję, że przez rok mole ją zeżrą! - Eee! tam!- wzruszyłam ramionami.

Nawet gdyby ją mole zeżarły, nawet, gdybym jej miała ani razu nie założyć- warto było! Która baba oparłaby się dobrze dopasowanej czapeczce o stonowanej kolorystyce za 3,50???! /słownie: trzy złote i pięćdziesiąt groszy!!/ Więc włożyłam ją na półkę do szafy - i nadal się cieszę z zakupu! ;)))

16:15, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
wtorek, 23 lutego 2016
Od dziś

Od dziś każdego dnia będę przypominała:

Spotykamy się przed Stadionem! :)

16:09, babciabezmohera
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 22 lutego 2016
A po powrocie z koncertu...

Kiedyś już reklamowałam na swoim blogu pozycje emitowane przez BBC Earth. A wczoraj bardzo uważałam, żeby nie przegapić filmu dokumentalnego, bo zapowiedź w GT była ogromnie zachęcająca.

"Warszawa: zmartwychwstałe miasto"- to bardzo osobista wypowiedź brytyjczyka Dana Qruickshanka z dwóch pozycji niejako: małego chłopca, który mieszkał w Warszawie z rodzicami w latach 50-tych i starszego pana, który przyjeżdża tu po wielu latach w poszukiwaniu śladów dzieciństwa i wspomnień.

Niesamowity film, który oglądałam ze ściśniętym gardłem, ogromnym wzruszeniem i narastającą dumą. Bo, wbrew pozorom, bohaterem nie jest chłopiec/dojrzały mężczyzna, który jako dziecko  biega po zrujnowanych ulicach a później oprowadza z kamerą widza i pokazuje te same miejsca tu i teraz, zwraca uwagę na detale, szczególiki, które pewnie umknęłyby uwadze przeciętnego turysty. Bohaterem jest miasto i bohaterem zbiorowym są Polacy. I w tej relacji jest tak dużo ciepła, podziwu dla heroicznej pracy przy odbudowie miasta, że widz czuje niejako fizycznie tę falę serdeczności i ogromnego uznania.

I jeszcze jedno: odniosłam wrażenie, że film jest tak mocny i tak prawdziwy, i szczery, bo powstał z potrzeby serca, bo jego przesłanie to miłość Polaków do Warszawy.

--------------

Niektóre filmy są powtarzane, może i ten powtórzą.  Z przyjemnością obejrzałabym go jeszcze raz.

19:48, babciabezmohera
Link Komentarze (8) »
Dobry koniec tygodnia.

Byłam wczoraj na koncercie zespołu Wołosi.

Wiedziałam, że to zespół instrumentów smyczkowych. Spodziewałam się dobrej muzyki. I nie zawiodłam się.

Właściwie trudno tę muzykę jednoznacznie zdefiniować. Jest w niej wszystko: elementy muzyki ludowej, elementy muzyki tradycyjnej, wreszcie eksperymenty muzyczne.

Z przyjemnością patrzyłam na pięciu facetów, którzy ewidentnie zakochani byli w dźwiękach i całą duszę wkładali w to, co robią. Wyglądało, że sami doskonale się bawią. Świetny koncert!

Zachęcam do poszukania na youtube. Jest kilka ich utworów. Niewątpliwie to nie to samo, co muzyka na żywo, ale drobna namiastka jest! :)

17:32, babciabezmohera
Link Komentarze (15) »
piątek, 19 lutego 2016
Dowiedziałam się, co to mezuza.

Umówiłam się z H. przy kinie Muranów. Oczywiście byłam wcześniej. Moją uwagę przykuła dość dziwna budka.

Co to jest?? Nie lęgowa dla ptaków, bo nie ma otworu i jest za nisko. W pniu pod daszkiem ileś tam otworków. Kartka wyjaśniła, że jest to hotel dla owadów. Projekt kogoś tam. Nawet specjalnie się nie zainteresowałam, kto jest autorem pomysłu, bo chociaż mało co mnie już szokuje to jednak...Przez jakiś czas uparcie wślepiałam się w różnorodne rozmieszczenie dziurek, dociekając, jakie owady miałyby szansę dostać się do środka. I czy w ogóle kiedykolwiek miałyby taki zamiar?...

Ktoś wpadł na genialny pomysł! Ciekawe, jakie owady były przewidywane na gości hotelowych- otworki tak malutkie, że może mrówka by wlazła, ale przecież mrówki mają swoje mrowiska...Przypuszczalnie moje zdumienie jest bezzasadne, bo to na przykład jakiś naukowy cykl doświadczalny, niemniej wyraźnie zapachniało mi zachodnim dziwaczeniem.

No, dobrze, ale do kina się nie umawiałam. Muranów był tylko punktem orientacyjnym spotkania.

Byłyśmy w dwóch muzeach w pobliżu Placu Bankowego, niemal przy samym Placu. Na pierwszy ogień poszedł Żydowski Instytut Historyczny z wystawą "Świat utracony". Wystawa fotograficzna. Duże wrażenie. Miejsca i ludzie- ich zawody, życie społeczne, portrety wreszcie.

W ciemnym zakamarku- mezuzy a właściwie ich ślady odlane w brązie. Mezuza to rodzaj pudełeczka przytwierdzanego do futryny drzwi wejściowych. W środku pudełeczka znajdował się zrolowany zwitek z zapisem fragmentów Tory. Ciekawy religijny obyczaj.

Z balkonu można obejrzeć wnętrze świątyni.

Wreszcie piętro wyżej prace artystyczne żydowskich twórców. Nazwiska mi nieznane, ale prace godne uwagi i zatrzymania. Szczególnie zachwycił mnie jeden obraz:

Długo przy nim stałam. Urzekł mnie nastrój, koloryt, rodzaj poezji przekazanej pędzlem...

Wypiłyśmy jeszcze po kawie i H. dopytała o Park Miniatur, o którym przypadkiem dowiedziała się od znajomej. Okazało się, że to przy Senatorskiej, też bliziutko. No to poszłyśmy.

Przedwojenna Warszawa w skali mikro. Właściwie trudno mówić o mikro, bo modele zajmują całkiem pokaźną przestrzeń. Wykonane są z niezwykłą pieczołowitością, dbałością o każdy drobiazg.

Albo ulica:

Ten pierwszy warszawski tramwaj konny jest też na bilecie.

W ramach odskoczni od polityki zrobiłyśmy skok w historię, w świat, który nie istnieje a o którym przecież trzeba pamiętać, dbać, ocalić dla kolejnych pokoleń. Wyjazd do Warszawy to był doskonały wybór.

21:06, babciabezmohera
Link Komentarze (15) »
 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm