RSS
wtorek, 30 listopada 2010
Nie wstyd przyznać się do błędu...

...wstyd go nie naprawić, jeśli tylko jest taka możliwość.

Tym samym moje poparcie dla posła Palikota jest nieaktualne.

Przyznam, że początkowo byłam zafascynowana. Podziwiałam odwagę, bezkompromisowość i pewien rodzaj fantazji- ot, taki zawadiaka Andrzej Kmicic polskiej polityki: szalone działania i szczera dusza. Czyste intencje i śmiałość poczynań.

Co prawda miałam drobne wątpliwości co do sposobu wyrażania przez niego swoich przekonań, ale że rzecz dotyczyła przeciwnika politycznego, to jakby łatwiej mi było różne  jego działania usprawiedliwiać, tym bardziej że istota polemiki wydawała się bezsporna. Kibicowałam mu nawet wtedy, gdy usiłował zgromadzić internetowych sojuszników. Szczęśliwie intuicja w porę się do mnie dostukała i nie byłam uczestnikiem zjazdu w PKiN /pewnie teraz byłoby mi dużo bardziej gorzko! :(/

Czemu zraziłam się do działalności pana posła? To proste- rzecz zasadza się na lojalności, a raczej jej braku. Jeżeli pan Palikot obraca się przeciwko swojemu dawnemu ugrupowaniu i usiłuje je niszczyć, to to już przestaje być w porządku. Mało tego- pozwala sobie na ataki personalne /marszałek Schetyna, prezydent Komorowski/ i o ile dałoby się pewnie jakoś zaakceptować wytykanie błędów Platformie, to już szarpanie za nogawki konkretnych osób wygląda na osobiste porachunki. I to już jest dla mnie zupełnie nie do zaakceptowania.

Może miałam przerost oczekiwań, bo spodziewałam się, że ruch Palikota będzie przyjazny Platformie, że będzie artykułował te niedopowiedzenia, na które Platforma z różnych przyczyn pozwolić sobie teraz nie może, tymczasem wyszło na to, że stał się jej przeciwnikiem /wrogiem?/ zaraz po PiS-ie. A to już jest dla mnie zbyt wiele.

Cofam swoje poparcie dla działań pana posła i wyrażam dla nich swoją dezaprobatę!

 

19:18, babciabezmohera
Link Komentarze (19) »
poniedziałek, 29 listopada 2010
A Stefan się cieszy!

I po co robić nowe zdjęcia, jak w ciągu jednego dnia jest wypisz-wymaluj dubel z ubiegłorocznej zimy...

Zasypało dokładnie wszystko! Stefan się cieszy, bo parę groszy zarobi przy odśnieżaniu, ale mnie wcale nie jest do śmiechu. Stare kości kruche- trzeba uważać. Brama może przymarznąć i będzie problem z wjazdem. Eeee! Do bani taka robota! :(

16:07, babciabezmohera
Link Komentarze (12) »
sobota, 27 listopada 2010
Znowu mam za złe!

Wyborcza co pewien czas inicjuje mądre i dobre akcje. Ostatnio usiłuje nagłośnić problem DDA /Dorosłych Dzieci Alkoholików/. Wypowiadają się anonimowe osoby, ale też te znane- powiedziałabym z najwyższej półki. I tak Agata Passent opowiadała o trudnych relacjach z matką-Agnieszką Osiecką.

I wszystko byłoby cacy, gdyby nie poranna rozmowa pana Wróbla w TOK FM /strasznie rozchwytywany się teraz z niego dziennikarz zrobił, no, no!/ z trojgiem dziennikarzy o mało znanych /w każdym razie mnie mało znanych/ nazwiskach.

Otóż pan Wróbel pozwolił sobie wyrazić własne zniesmaczenie nagłaśnianiem takich prywatnych, ba! intymnych spraw problemu z alkoholem i zaburzonych relacji rodzinnych. Zaproszeni dziennikarze w zasadzie podzielili jego stanowisko za wyjątkiem jednej osoby, która odważyła się przeciwstawić wszystkim. Proszę Pani! Chylę czoła! Mam dla Pani masę ogromnego szacunku- i za wiedzę, i za odwagę! A pana Wróbla odsyłam do specjalistycznych lektur, bo - dalibóg- nie wypada wymądrzać się przed mikrofonem o czymś, o czym nie ma się zielonego pojęcia!

Pozwoliłam sobie przytoczyć podebranego z internetu współczesnego Chełmońskiego i wyrazić zdziwienie, że alkoholizm dotąd nie został uznany za chorobę społeczną, zważywszy jak ogromne kręgi ludzi ta straszna choroba obejmuje- i niszczy!

A zważywszy, że tak wiele nieprawdziwych mitów krąży na jej temat, wypowiedzi takie jak pana Wróbla są po prostu szkodliwe a zdjęcie tabu z dramatu rodzin alkoholików /bądź alkoholiczek/ to krok w bardzo dobrym kierunku i chwała Gazecie Wyborczej za podjęcie tej kolejnej mądrej inicjatywy.

A skoro różowa wstążeczka ma propagować dbałość o zdrowie odnośnie raka piersi, to może przyjmiemy jakiś kolor dla akceptacji leczenia alkoholizmu?... A może już jest a ja nie wiem?... Gdyby nie było, to sugeruję fiolet!

19:10, babciabezmohera
Link Komentarze (27) »
czwartek, 25 listopada 2010
Musiałam ochłonąć!

Nie zwaliło mnie z nóg utworzenie klubu PJN ani jego dalsze losy, nawet zaproszenie gen. Jaruzelskiego nie wydało mi się zbyt szokujące. Zakręcił mi w głowie artykuł Bianki Mikołajewskiej "Rachunki krzywd" z ostatniej Polityki/Nr 48(2784) z 27 listopada 2010/. Może nawet nie cały artykuł, ile pewna wypowiedź pewnego pana, która ewidentnie domaga się mojego skomentowania.

Artykuł dotyczy wydatków państwa związanych z katastrofą smoleńską. Dotyczy również roszczeniowych postaw i pazerności rodzin /pewnie tylko niektórych- żeby nie było, że wożę się po całości!/.

Nie jestem pierwszą naiwną, żeby nie zdawać sobie sprawy, że oprawa pogrzebowa ofiar wypadku i nadzwyczajny blichtr pochówku prezydenckiej pary oraz różnych zapomóg i zasiłków musiały sporo kosztować, ale dodatkowe usługi i dodatkowe wciąż rosnące wymagania rodzin muszą jednak zadziwiać, tym bardziej że wszystko idzie na koszt podatnika. I gdy się czyta taką oto wypowiedź, pojawia się gula w gardle, rośnie i nie daje swobodnie oddychać. Cytuję:

"...Ale nie ukrywam, dzięki żonie, która zarabiała znacznie więcej niż ja, bardzo przyjemnie mi się żyło. Zbudowaliśmy współnie duży dom. Koszty jego utrzymania są znaczne. Pytanie: czy mam go sprzedać i przeprowadzić się do małego mieszkania, czy mogę dożyć w spokoju i w JAKIM TAKIM LUKSUSIE /wyróżnienie moje- BBM/ resztkę swojego czasu?"

Podtekst odpowiedzi jest oczywisty- należy się panu jak psu micha JAKI TAKI LUKSUS- naturalnie od państwa, czyli od nas, podatników z uwagi na to, że miał pan "szczęście" być mężem pasażerki feralnego lotu. A już wyłącznie od pańskiej wrażliwości i empatii będzie zależało, czy w swoim pięknym dużym domu będzie pan mógł spokojnie popatrzeć w telewizor na społeczną reklamę przedstawiającą smutną buzię dziecka i jego ciche: ... podziel się posiłkiem... Czy będzie pan umiał spokojnie oglądać migawki z ostatnich powodzi i ludzi, którzy potracili wszystko?...Czy pomyśli pan przez chwilę chociaż o osieroconych dzieciach tych ludzi, którzy zginęli w zatłoczonym samochodzie, ściśnięci jak śledzie, jadąc do pracy na czarno przy zbiorze jabłek?...

Inne rodziny ofiar wypadku są przekonane, że darmowe wycieczki / przepraszam: pielgrzymki!/ do Smoleńska będą już co roku a  pani Gosiewska jasno wyraża swoje niezadowolenie:" Mamy jako rodziny dosyć upokorzenia i mówienia, ile to rząd zapłacił za pogrzeby naszych bliskich."  Dziwię się, proszę pani, że zgodziła się pani zostać tak upokorzona! Wystarczyło zapłacić z własnej prywatnej kieszeni i mogłaby pani teraz z godnością nieść swoją żałobę. Ja w każdym razie na pewno nie miałabym do pani o to najmniejszych pretensji, zapewniam panią!

Artykuł czytałam wczoraj, ale nie mogłam pisać- musiałam ochłonąć! Zresztą... jeszcze mnie telepie!

p.s. Swoją drogą ciekawe, jaką pomoc od państwa dostały rodziny ofiar wypadku lotniczego sprzed lat- w Lesie Kabackim? Po mojemu- raczej rolkę papy, ale nie wykluczam, że mogę się mylić.;(

17:04, babciabezmohera
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 22 listopada 2010
Z lotu ptaka

I cóż taki ptak może widzieć z pewnej wysokości? Na co patrzy? Co obserwuje?...

Ruch, szum, pośpiech, mrówcze wędrówki wiecznie zabieganych ludzików...

Popatrzyłam i ja z wysokości gołębich oczu. Dziwny ten ludzki świat, trudny do ogarnięcia, do zrozumienia... Tu święcą Chrystusa Króla, jakby święconą wodą dało się ożywić betonowego kolosa, tam i tam, i tutaj zachodzą do punktów wyborczych z nadzieją, że następni będą lepsi od poprzednich albo z mściwą chęcią dołożenia przeciwnikowi politycznemu- a wszystko aż kipi od emocji: entuzjazmu i radości ale i zawodu, i stłumionego gniewu...

Jak w kalejdoskopie przesuwają się przed oczami obrazy.

Odpryskowa grupa z Prawa i Sprawiedliwości to zbuntowani dysydenci czy lojalni wobec prezesa ludzie bez szemrania realizujący jego przebiegły plan, mający za zadanie uszczknąć Platformie głosów, ile się tylko da?...

Kościelna zgoda na dopuszczalność prezerwatyw to wyraz otwarcia na problemy współczesności czy też wyraz bezradności kościoła?...

A Świebodzin to wyraz pokory wobec Boga czy raczej pychy człowieka i jego potrzeby pozostawienia po sobie śladu za wszelką cenę- także kiczu i ścigania się w biegu do Księgi Rekordów?...

Czasy Komuny były trudniejsze ale i łatwiejsze jednocześnie- nie było takiego rozdarcia, takich dylematów. Świat był stosunkowo prosty w czarno- białych kolorach i z mlekiem matki wysysało się wiedzę, kogo kochać a kogo nienawidzieć. Teraz niby nie trzeba się już zabijać o wyrób czekoladopodobny albo krowie ogony na zupę , ale i trudniej się po świecie poruszać, bo między czarnym i białym pojawiła się cała masa szarości tak trudnej do oceny i wewnętrznego zaakceptowania. I w całym tym zawirowaniu jest jeszcze człowiek- z jego godnością, poczuciem przyzwoitości i uczciwości, człowiek właściwie permanentnie narażony na obryzganie błotem światowych czy krajowych zmagań, ciągle niepewny, ciągle poszukujący... Dziwny jest ten świat.

Ale mi się zebrało na filozofowanie, no, no, no... A weź się, babo, za obieranie kartofli do obiadu- większy będzie pożytek! ;)

13:01, babciabezmohera
Link Komentarze (22) »
piątek, 19 listopada 2010
Hej, Elżbietki, Ele, Elki...!

Wszystkim Wam, noszącym piękne imię Elżbieta, życzę serdecznie zapachu fiołków w jesiennym dniu, słońca w kapeluszu i promiennego humoru! A także miłego spotkania w gronie bliskich sobie ludzi.

Wszystkiego najlepszego! :)) BBM

14:57, babciabezmohera
Link Komentarze (7) »
czwartek, 18 listopada 2010
Zjazd egzorcystów

Jakoś ucichło, sensacja na jeden wieczór a ja dojść do siebie nie mogę. Zapachniało mi siarką, stosami, polowaniem na czarownice...

I jak słuchałam wypowiedzi Wielebnego i patrzyłam w kolorowo rozjarzony ekran płaskiego telewizora a na stoliku rozdzwoniła się akurat komórka, doznałam poczucia rozdwojenia jaźni...

Że niby będzie /może było?- przegapiłam termin.../ to sympozjum na temat, która modlitwa jest bardziej skuteczna, która szybciej wypędzi diabła z człowieka?...

A co to/kto to właściwie jest diabeł?! Zło, nieprawdaż? To w gruncie rzeczy każdy człowiek powinien mieć własnego egzorcystę, bo nikt przecież nie jest uodporniony i całkowicie zaimpregnowany na zło- nawet święci nie byli chodzącymi ideałami. A kto w takim razie może być egzorcystą dla egzorcysty?... I ile diabłów zmieści się na łebku szpilki?...

Przepraszam, jeśli uraziłam czyjeś uczucia religijne, ale czasem mam wrażenie, że filozofia Kościoła cały czas uparcie tkwi jedną nogą w zamierzchłej przeszłości i wcale nie zamierza zrobić następnego kroku.

16:59, babciabezmohera
Link Komentarze (15) »
wtorek, 16 listopada 2010
Ciut przed wyborami

Wesoło jest! Słupy ogłoszeniowe oklejone plakatami, ulotki reklamowe ścielą sie po ulicach i tylko wiatr je podrywa jak na starych westernach. Kiełbasa wyborcza przybiera momentami wręcz groteskowe formy a obietnice przedwyborcze świadczą o nieograniczonej wręcz wyobraźni, bo uznać, że wybuduje się obwodnicę obwodnicy- to już jest coś! ;))

Skrzętnie gromadzę i czytam a także analizuję wszystkie oferty. Niewątpliwie sporo jest osób młodych i wykształconych - i to bardzo dobrze! Slogany wyborcze pewnie nie do uniknięcia, ale trafiają się i sensowne propozycje.

Co było nieudane? Zdecydowanie zbyt późno dano nam możliwość zapoznania się z kandydatami. I do tej pory nie wiem, ile osób wybieram np. do Sejmiku. Naprawdę nie pamiętam zasad sprzed 4 lat a nikt tego nie nagłaśnia. Niby nie problem uzbroić się w cierpliwość albo - w ostateczności- dopytać o zasady w dniu głosowania, ale tyle się trąbi o naszych obywatelskich obowiązkach i potrzebie oddania swojego głosu na... kogoś tam, że można by się było spodziewać, że wszystkie podstawowe informacje będą podane jak na talerzu- a nie są!

Czy pójdę głosować? Też pytanie- no pewnie! W końcu mam przecież prawo do wyboru kandydata, który będzie mnie reprezentował i dbał o moje interesy- i zdecydowanie z tego prawa skorzystam! Niezależnie od tego, czy będę zadowolona z wyników głosowania, czy też nie, mój głos będzie musiał być wzięty pod uwagę- jako aprobata bądź przestroga. I to właśnie jest dla mnie ważne!

17:39, babciabezmohera
Link Komentarze (15) »
niedziela, 14 listopada 2010
Sprawdziłyśmy się obie!

Koniec dyżuru. Młodzi wrócili. Trzeba było widzieć powitanie Kury: skakała, szalała, wręcz tańczyła- szczęśliwa do obłędu!

A ja mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku a jednocześnie uzyskania wielu korzyści, bo: 1) ja oswoiłam się z Kurą a Kura ze mną, 2) chciał nie chciał wychodziłam wielokrotnie na spacery- niezależnie od pogody, 3) chyba przestałam bać się psów, w każdym razie na pewno pozbyłam się tego obsesyjnego, paraliżującego lęku przed najmniejszym nawet Fafikiem, 4) bycie z Kurą dostarczyło mi wielu wiadomości o psich zachowaniach a wreszcie- psia ufność jest najpiękniejszym podziękowaniem za opiekę i największą moją korzyścią! :)

A początek był mało zachęcający. Poszłyśmy z moją kijkową koleżanką /chwała jej, że dzielnie mi towarzyszyła w głównych spacerach!/ i oczywiście z Kurą na regularnie odwiedzaną górkę, żeby się suka wybiegała, bo uwielbia zabawy z rzucanym grubym sznurem. Próba generalna była wcześniej i wtedy wszystko było w porządku, więc byłyśmy dobrej myśli. I rzeczywiście było super, dopóki było bieganie, ale gdy zbierałyśmy się do powrotu i chciałam zapiąć smycz, Kura odskoczyła i podreptała do przodu. - Kura! Stój!- wydałam komendę i suka się zatrzymała. Ale wystarczyło, że trochę sie zbliżyłyśmy, by niespiesznym truchtem znowu się od nas oddaliła i ostatecznie zignorowała kolejne komendy. Na szczęście ruszyła w stronę domu. Zadzwoniłam do męża, żeby otworzył furtkę i wpuścił ją do środka, żeby się przypadkiem nie rozmyśliła i nie zafundowała sobie dłuższej wycieczki na nieznany teren. Skończyło się szczęśliwie, ale Kura przekombinowała i od tamtej pory miała już, niestety, przechlapane! Koniec z luzem i z wolnością- na każdy spacer, nawet najkrótszy, wychodziła wyłącznie na smyczy a o bieganiu na górce mogła zapomnieć!

Ten początek był dosyć stresujący, ale potem już z każdą godziną było coraz lepiej. Bardzo tęskniła za właścicielami, znowu przestała szczekać- bałam się, żeby nie wróciła tamta leśna trauma. Chciałam jej wynagrodzić nieobecność gospodarzy i tyle się jej nagłaskałam i natarmosiłam, tyle do niej mówiłam, że zaakceptowała mnie jako "rodzinę zastępczą" i w gruncie rzeczy nie było z nią żadnych problemów.

Muszę przyznać, że jestem z siebie dumna! Sprawdziłam się! Zresztą Kura, jako podopieczna, też się sprawdziła! I takie jesteśmy teraz kumpele, że szkoda gadać!! ;))

17:39, babciabezmohera
Link Komentarze (23) »
czwartek, 11 listopada 2010
Trudny weekend.

Czeka mnie trudny weekend!

Młodzi wyjeżdżają, Kura zostaje z nami!

Co prawda pies inny niż na zdjęciu, osoba towarzysząca w rzeczywistości też ociupinkę starsza, ale wyzwanie równie wielkie! Czekam na przypływ dobrych myśli! ;)

09:09, babciabezmohera
Link Komentarze (20) »
 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm