RSS
czwartek, 20 grudnia 2007
Przedświąteczna krzątanina

Coraz bliżej do świąt i czas jakby nabrał przyspieszenia. Czuję lekki niepokój, czy uda się ze wszystkim zdążyć i choć wiem, że to bez sensu, bo do tej pory jeszcze się tak nie zdarzyło i wszystko zawsze było na czas,  to niepokój wcale nie myśli mnie opuszczać. A przede mną najbardziej pracochłonne zajęcie kulinarne - pierogi o trzech smakach: z kapustą i grzybami- wiadomo, bez nich chyba nie byłoby Wigilii; z soczewicą- ostatnio posmakowały wnuczkowi, więc chcę mu zrobić przyjemność; wreszcie- na słodko, z bakaliami- te najbardziej smakują córci. Wszystkich trzeba zrobić sporawo, bo rodzina ciągnie do gniazda a pierogi każdy lubi.

A ja tak lubię świąteczny biało nakryty stół, zapalone świece i kocham tę moją, pałaszującą z apetytem wigilijne potrawy, rodzinę. Cieszę się, że jesteśmy razem, że to jeszcze jedne nasze wspólne dobre Święta. Oby przyniosły nam wiele ciepłych wzruszeń. 

19:22, babciabezmohera
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 grudnia 2007
Człowiek o głębokiej wewnętrznej uczciwości...

Co jakiś czas wpada mi w ucho coś, co stawia mnie w ostrej opozycji do mówiącego. Ostatnio do białej gorączki doprowadził mnie gościnny występ księdza z sąsiedniej parafii i gdyby nie "długie nocne Polaków rozmowy", to nie wiem, czy do dziś udałoby mi się wrócić do równowagi po tamtych traumatycznych przeżyciach! Otóż duchowny stworzył wcale zgrabny wywód, z którego wynikało jednoznacznie, że katastrofa Titanica,  tsunami, Katriny, tudzież wielu innych straszliwych tragedii, które dotknęły ludzi, to kara boska za zgniliznę moralną i rozpasanie współczesnego świata. Ot, tak- po prostu i już! Do dziś mam do siebie pretensję, że już po pierwszym przykładzie, czując pismo nosem, nie wyszłam, dokładnie zamykając za sobą drzwi. Bo nie ma we mnie zgody na krzewienie wizji Boga-Mściciela, który dla przykładu wali na oślep po grzesznikach i niewinnych, krwawo i z wyrafinowanym okrucieństwem, im dotkliwiej- tym lepiej, byle tylko iluzorycznej sprawiedliwości stało się zadość!!! Jak to się ma do idei  Nieskończonego Dobra i Miłości... no, jak?!! Bójże się Boga, księże prefekcie! Co ty gadasz za duby smalone?!!

I myśli z cokolwiek innej półki.  

Lubię słuchać posła Niesiołowskiego, bo mówi, co myśli, nie owijając niczego w bawełnę. A jednak ostatnio zdumiał mnie niebywale, oceniając p. Kamińskiego /tego od prowokacji kontrolowanej/ jako człowieka o głębokiej wewnętrznej uczciwości. Czegoś tu nie rozumiem: albo uczciwość tego pana jest schowana tak głęboko wewnątrz, że w ogóle jej nie widać, albo traktowana jest jako nie-złodziejstwo, albo moje rozumienie pojęcia "uczciwość" jest zbyt szerokie! To psu na budę taka uczciwość, w wyniku której więcej powstaje zła niż dobra.

Kiedyś rozmawiałam ze znajomym i z potrzeby dowartościowania się zaczęłam się chwalić, jaka to jestem porządna, prawdomówna, uczciwa- no, nieskazitelna, sam ideał! Popatrzył na mnie uważnie i mruknął pod nosem:...współczuję twojej rodzinie... Usłyszałam. Pierwszy odruch- jak on śmie?!! Odwinąć czy się obrazić? Nie odwinęłam, nie obraziłam się, przemilczałam- ale bardzo dało mi to do myślenia. Fundamentalizm- czy to religijny, czy polityczny, czy moralny- każdy jest złem i rodzi zło! Więcej skromności i pokory w rozumieniu świata i ludzi- ich wad i słabości, bo- przykro mi- nikt nie jest i nigdy nie będzie idealny. 

20:50, babciabezmohera
Link Komentarze (1) »
czwartek, 06 grudnia 2007
Chcę, muszę, powinnam.

Uff! co za ulga! Znowu jestem panią siebie i swojego czasu. Siedzę spokojnie przy klawiaturce i stukam a  w  tle muzyka Voo Voo. Lubię ten zespół, choć trudno powiedzieć, żebym dobrze znała całą jego twórczość. Do tej pory słuchałam wyrywkowo i okazjonalnie- Polskie Radio preferuje raczej muzykę z zupełnie innej półki. W każdym razie teraz kupiłam 2 płytki i słucham ich namiętnie.

Na blisko 2 tygodnie na własne życzenie wyeliminowałam się z normalnego życia. Chciałam wykonać konkretną pracę na ściśle określony termin. Doskonale wiem, że nic złego by się nie stało, gdybym ją zawaliła lub chociażby termin przesunęła o kilka dni, ale zawzięłam się. Ostatnio bardzo nośne określenie: "ten typ tak ma!" jest, między innymi, także o mnie. Jak coś postanowię- umarł w butach!- tak ma być i koniec. Mąż mówi, że jestem uparta i niewątpliwie ma słuszność, tyle tylko, że mój upór ma i swoje dobre strony i w gruncie rzeczy częściej używam go na "+" niż na "-". I nawet go lubię.

Jakiś czas temu zagłębiłam się w rozważania nad istotą trzech tytułowych wyrazów: chcę, muszę, powinnam. I wyszło mi czarno na białym, że o ile nie mam żadnych problemów z określeniem, co muszę lub powinnam, to stwierdzenie, czego właściwie chcę, staje się dość trudne- obowiązki, w które mnie wsadzono lub które dobrowolnie przyjęłam na swój grzbiet, kompletnie przesłoniły moje zainteresowania i pasje, unieważniły je, wyrzuciły poza nawias codziennego życia. Czułam się ważna o tyle, o ile byłam dla innych. Szczęśliwie w porę się opamiętałam: JA NAPRAWDĘ NICZEGO NIE MUSZĘ!!! A powinnam to tylko, do czego się dobrowolnie zobowiążę- przy mojej całkowitej wewnętrznej akceptacji. I to też nie na wieki wieków... I oto moje "chcę" wreszcie się odblokowało, zaczęłam poznawać swoje potrzeby, szanować je i realizować. Od czasu, kiedy zdjęłam z siebie duszący gorset sztywnych obowiązków, życie nabrało barw a ja poznaję ciągle coś nowego i ciekawego. I cieszę się każdym dniem! Czy żałuję tamtego "muszanego" czasu? Nie, niewątpliwie też był mi potrzebny, choć na pewno nie był konieczny- wystarczyło chceniu i powinnościom dać odpowiednie proporcje a wszyscy byliby szczęśliwsi- a już ja na pewno! Ale tak to już jest, że wszystkiego trzeba samemu doświadczyć i do wszystkiego dojrzeć. I dopiero wtedy ceni się to, co naprawdę ważne!

18:11, babciabezmohera
Link Komentarze (1) »
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm