RSS
czwartek, 31 grudnia 2009
Z Nowym Rokiem

I znowu życzenia od przyjaciół- a tak ciepłe i serdeczne, że chce się nimi z innymi podzielić, aby też mieli swoją cząstkę radości!

Z Nowym Rokiem coś się zmienia-
Każdy nowe ma życzenia,
Nowy Rok nadzieje niesie
I w Rodzinie i w biznesie.

Wiem, że niczym nie zachwycę,
Więc po prostu SZCZERZE życzę:

Niech na co dzień, nie od święta
Buźka będzie uśmiechnięta,
Niech też zdrowie tęgie będzie,
Niech pieniążków też przybędzie,
Niechaj łaski spłyną z Nieba
Tyle ile Wam potrzeba...


Niech Nowy Rok przyniesie Wam radość, miłość, pomyślność i spełnienie
wszystkich, nawet najbardziej nierealnych, marzeń. A gdy się one
spełnią, niech dorzuci garść nowych marzeń, bo tylko one nadają życiu
SENS.

W NOWYM 2010 ROKU wiele tylko szczęśliwych chwil.

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU !!!
16:17, babciabezmohera
Link Komentarze (9) »
środa, 30 grudnia 2009
Jemioła- ostatni świąteczny akcent

Od jakiegoś czasu zakochałam się w jemiole i nie bardzo wyobrażam sobie Święta, żebym nie miała choć drobnej gałązeczki. Złośliwcy zapewne zaczną rechotać, że to o całowanie pod jemiołą idzie... eee! nie te czasy, nie te obyczaje! Lubię jemiołę, podoba mi się i już!!

Jest piękna i trwała; soczyście zielona, gdy tylko przywędruje do domu i oliwkowo zielona, gdy podeschnie w mieszkaniu. Czasem jest dodatkowo ozdobiona białymi koralikami owocków, ale i bez nich znakomicie się prezentuje!

Niejeden bój stoczyłam o prawo jej bytności i teraz jest już bezpieczna. Została zaakceptowana jako dodatkowy świąteczny element dekoracyjny. Tak naprawdę zostaje z nami dużo dłużej niż przez okręt Świąt a ja zyskałam prawo dowolnie długiego cieszenia się jej urodą, z czego jestem niezmiernie zadowolona! ;)))

15:44, babciabezmohera
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 28 grudnia 2009
Szukam pogodnej strony dnia

Podoba mi się to określenie- jest optymistyczne, pełne nadziei, że "pogodna strona dnia" na pewno jest, może jedynie mało widoczna, ale wystarczy jej tylko dobrze poszukać- a odnajdzie się na bank!

Tradycyjnie już, przy okresach mojej dość częstej nocnej bezsenności, nadziewam się na taką czy inną audycję radiową w takim czy innym programie i jeśli mnie czymś "kupi"- słucham. Święta i zbliżający się Nowy Rok  prowokują redaktorów prowadzących do podsumowań a słuchacze chętnie dzwonią do redakcji, by podzielić się własnymi przemyśleniami lub doświadczeniami. Ostatnio słuchana przeze mnie audycja była pod hasłem:- Twój największy sukces tego roku.

Dobrze mi się tego słuchało, choć redaktor prowadząca generalnie jest przesłodzona i przeraźliwie optymistyczna /wiem, że to absurdalne określenie, ale jakie inne da się znaleźć dla przedstawienia kogoś, kto jest jaśniejszy niż słońce, gorętszy niż piec martenowski i tryskający werwą i radością bardziej niż którykolwiek z najlepszych światowych komików! Mam wrażenie, że jestem dość pogodną osobą, ale przy tej pani redaktor jawię się smętnym ponurakiem.../

Ale do rzeczy! Audycji dobrze mi się słuchało: dzwoniący byli interesującymi ludźmi i mieli wiele ciekawych rzeczy do opowiedzenia, pani redaktor i towarzysząca jej pani psycholog komentowały krótko i treściwie, celnie trafiając w sedno wypowiedzi...a wszystko to do czasu, aż odezwał się młody człowiek, który stwierdził, że audycja jest bez sensu i zupełnie nieprawdziwa, bo on nie zna ludzi, którym byłoby dobrze, którzy byliby szczęśliwi i zadowoleni z życia!

Powiało czarnowidztwem, malkontenctwem i pesymizmem, czyli tym, co nasi kochani rodacy lubią najbardziej! I choć obie panie, prowadząc z nim rozmowę, w jego własnych wypowiedzach pokazały mu rzeczy i sprawy, z których mógłby być dumny i zadowolony, to twardo stał na swoim stanowisku:- jest źle, a w przyszłości może być jedynie jeszcze gorzej!!

Nie wiadomo: śmiać się, współczuć czy wzruszyć ramionami...

Przypomniał mi się e-mail, który kiedyś do mnie przywędrował i artykuł w "Charakterach", który nawiązywał do tej samej tematyki- wdzięczności... I niekoniecznie wdzięczności za, ale także wdzięczności bez powodu albo nawet wdzięczności mimo wszystko.

Bo można przecież być wdzięcznym... " Za podatki, które płacisz, bo to oznacza, że masz pracę. Za bałagan po przyjęciu, bo to oznacza, że masz przyjaciół./.../ Za stertę prania i prasowania, bo to oznacza, że masz co na siebie założyć. Za znalezienie najdalszego miejsca parkingowego, bo to oznacza, że masz siłę, by podejść na nogach do sklepu!" /www.jestemwdzieczny.pl - w "Charaktery" nr1, styczeń 2010,s.22/

Piotr przeżył wypadek i pozwolilo mu to przewartościować własne życie, dostrzec światlo tam, gdzie "normalny" człowiek zobaczyłby jedynie gorycz i zniechęcenie. Czy na pewno trzeba się znaleźć w ekstremalnej sytuacji, żeby nauczyć się szukać "pogodnej strony dnia" i dzielić się znaleziskiem z innymi?... :)

Jasiek Mela wie, co to jest radość życia a przecież i ja, i każdy z nas, może być sam dla siebie takim Jaśkiem, prawda?...

16:12, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
sobota, 19 grudnia 2009
Przywiało z Kanady

Pierogi polepione, śledzie zrobione, ryby kupione- można odetchnąć. Jeszcze rzut oka na listę przyjaciół do bożenarodzeniowego wyściskania /rodzina w wigilię lub dzień przed!/ i jako babcia całkiem współczesna robię szybko podział: do tych e-mail, do tych sms, do tych telefon; kartki wysłałam wcześniej!

MOI DRODZY! Zanim złożę Wam życzenia, takie z głębi serducha płynące, chcę zaprezentować Wam świąteczny filmik, który dziś właśnie dostałam od przyjaciół z Kanady. Dostałam go e-mailem, jako adres i nie miałam najmniejszych problemów z otworzeniem go i obejrzeniem, więc adres jest dobry. Chciałam, przed wstawieniem na blog, sprawdzić- a ten się zaparł i ani rusz!! A jednak go umieszczę, bo może już we właściwym miejscu zmieni zdanie?...;))

http://www.jacquielawson.com/preview.asp?cont=1&hdn=0&pv=3169996




A teraz wraz z gwiazdą betlejemską przyjmijcie, proszę, ode mnie kilka życzeń:
- Oby każdy dzień zaczynał się nadzieją a kończył uśmiechem!
- Oby ludzie, których spotkacie, byli Wam przychylni i życzliwi!
- Oby rodzinne spotkania przy wigilijnym stole umacniały miłość i wzajemne zrozumienie!
- Oby nie zabrakło Wam wytrwałości przy realizacji planów i zamierzeń!
- Niech Nowy Rok a.d. 2010 będzie dla Was szczęśliwy, niech obfituje w zdrowie i spokój!
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!! :))
21:04, babciabezmohera
Link Komentarze (18) »
czwartek, 17 grudnia 2009
Zasłużony odpoczynek

Pogoda nieco mi pokrzyżowała dzisiejsze plany. Z kijów zrezygnowałam, bo niby temperatura wściekła nie była, ale wiatr był tak nieprzyjemny i złośliwy- sypał śniegiem w twarz, wciskał się w każdą szczelinę, kłuł mroźnymi igiełkami ręce-że wędrowanie przy takiej aurze nie miałoby nic wspólnego ani ze zdrowiem, ani z relaksem. No i śniegu napadało a napadało!

Ale i w domu było co robić!

Przygotawałam farsz do pierogów /kapusta z grzybami; z soczewicą zrobię jutro/, przetarłam okna- bo tylko od środka i trudno to nazwać normalnym myciem okien, poprałam, poprasowałam i powiesiłam firanki... i  na dziś mam już dosyć!

Udałam się na zasłużony odpoczynek przed okienko komputera. W końcu muszę trochę roboty zostawić i na jutro, bo się na śmierć zanudzę! ;))

 

Na UTW przerwa międzysemestralna i dosyć uroczyste przedświąteczne spotkanie. Po wykładzie chór naszych seniorów wystąpił z koncertem mało znanych kolęd a potem dzielenie się opłatkiem i symboliczny poczęstunek- słodycze i owoce. Furda okres grypowy! Nieważne byłyby życzenia, gdyby ich nie przypieczętować tradycyjnym buziakiem! ;) Następne spotkanie dopiero w nowym roku.

19:02, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 14 grudnia 2009
Związek wypędzonych

Mam nadzieję, że pan Henryk Sawka- mój ukochany satyryk, całkiem bez podlizywania się!- będzie wielkoduszny i nie pociągnie mnie do odpowiedzialności za naruszenie jego praw autorskich. Na swoje usprawiedliwienie dodam tylko, że Politykę, w której zamieścił rysunek satyryczny, kupiłam legalnie, toteż czuję się niejako właścicielką wszystkiego tego, co się w środku znajduje. ;) A poza tym sprawa po raz kolejny stała się aktualna i po raz kolejny budzi złośliwą uciechę, więc czemu właściwie miałabym się nią nie podzielić?!...

Przykro mi, że jakość zdjęcia jest byle jaka, ale zawsze coś tam widać!

No i pan Jan Maria Rokita został boleśnie uświadomiony, że nie jest świętą krową i że przepisy prawa jego także- niestety- dotyczą i nawet wstawiennictwo uroczej żony Nelly nie na wiele się zdaje w obliczu procedur.

;)))

16:50, babciabezmohera
Link Komentarze (19) »
niedziela, 13 grudnia 2009
13 grudnia wtedy i dziś

- Wiesz, jak udzielić pierwszej pomocy zomowcowi?

- Nieee!

- I bardzo dobrze!

Taki to dowcip z serii czarnego humoru usłyszałam z samego rana w jednej ze stacji TV.

I drugi, który pamiętam sprzed lat:

Babuleńka, przed wigilią, objuczona ciężką siatą, drepcze po śniegu, rozgląda się nieco bezradnie, wreszcie zaczepia młodego umundurowanego człowieka:

- Panie! Pan jest z ZOMO?

- Tak, babciu, z ZOMO!

- Pan mi zabije karpia!...

Dowcipy mądre, głupie- nieważne! Ważne, że pozwalały oswoić niecodzienną sytuację, odreagować frustracje i stresy.

Wtedy była wściekłość i bunt, niepewność i lęk. Kontrole dokumentów w autobusach, żołnierze przy koksownikach, organizowanie dostaw żywności u rodzin na wsi... zresztą każdy ma swoje wspomnienia: jedni bardzo dramatyczne, inni mniej, jeszcze inni zabawne...- jak to w życiu!

Było, minęło! Spory o tamten czas będą miały silne emocjonalne zabarwienie tak długo, dopóki nie wymrze jedno czy dwa pokolenia i pewnie dopiero wtedy można będzie spokojnie debatować i analizować lata stanu wojennego.

Pewnie będę niepoprawna politycznie, ale nie umiem uznać patriotyzmu w postawach demonstrantów pod domem gen. Jaruzelskiego i nie ma we mnie zrozumienia dla sadystycznego pastwienia się rok w rok nad starym, nad grobem stojącym człowiekiem i to niezależnie od tego, jak się ocenia podejmowane przez niego decyzje. W katolickim kraju biblijne "oko za oko" nad podziw dobrze się trzyma!

Nie mnie dokonywać ocen tamtych lat ani postaw ludzi, ale myślę, że na każdego człowieka- także na generała- można a nawet należy patrzeć całościowo i widzieć nie tylko to, co było złe, ale dostrzec też dobro.  I widzę to dobro w dwu aspektach: 1) generał  w najmniejszym stopniu nie stanął na drodze polskich przemian; 2) niezależnie od tego, czy intencjonalnie, czy przypadkiem i przy okazji- skonsolidował naród, czego nie da się, niestety, powiedzieć o współczesnych nam politykach.

Niewątpliwie nie można zasypywać pamięci, ale- szanując ją i dbając o nią- lepiej się skupić na dniu dzisiejszym i tych dniach, które dopiero przyjdzie nam budować.

A współczesność jest żywa, barwna, nasza!

Dostałam pozwolenie /od Ikroopki w zastępstwie artystki- twórczyni prac/ na zaprezentowanie jednego z obrazów z wernisażu wystawy malarskiej Anny Lewińskiej, który to wernisaż jest w Gminnym Ośrodku Kultury w Lanckoronie /dziś- 13.XII, o godz. 13.00/.

Anioł mnie zaczarował, zachwycił, uwiódł!

Jest w nim nieprawdopodobna liryka a jednocześnie jakieś rozedrganie, optymizm podszyty niepokojem, chęć osłonięcia olbrzymimi skrzydłami ciemności świata. Jest urzekający!

A może to anioł pojednania?...

Ma w sobie coś, co pozwala dostrzegać piękno życia, mimo jego codziennych pułapek i zagrożeń. Dziękuję za wzruszenia- nie tylko estetyczne...

17:22, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
wtorek, 08 grudnia 2009
W obronie krzyża

Przez nasz piękny kraj przetacza się fala dyskusji na temat obecności krzyża w życiu społecznym. Jak zwykle wypowiedzi są dość agresywne a dyskutantów, którzy mają czelność mieć jakiekolwiek wątpliwości, odsądza się od czci i wiary i oczywiście traktuje jako bezwzględnych wrogów religii.

Odnoszę wrażenie, że prawdziwym wrogiem religii jest pozoranctwo, dwulicowość i fanatyzm, który nie dopuszcza możliwości uznania racji drugiej strony, ba! nie dopuszcza nawet próby jej zrozumienia!

Pamiętam, jak bardzo w dzieciństwie przeżywałam swoje uczestnictwo w I Komunii, jak bałam się, żeby nie zapomnieć i przed wyjściem do kościoła nie napić się wody- jakie to wszystko było święte i niepowtarzalne, jakie ważne i szanowane. Czemu to przypominam? Bo teraz im większe jest parcie na poszerzanie wpływów kościoła, tym więcej sacrum przenosi się do sfery profanum. Przestaje być ważne /a może to tylko tak wygląda!/, jak człowiek przeżywa swoją wiarę, jest ważne, jak ją deklaruje.

I przybywa powypadkowych krzyży na drogach, które mają świadczyć o ogromnej wierze- to raz- i ogromnej miłości do osoby, która zginęła- to dwa.

Absolutnie nie chcę deprecjonować rozpaczy osieroconej rodziny ani umniejszać wartości i prawdziwości jej wiary, ale gdy widzę zaniedbany pusty nagrobek przy drodze z brudnym, zasmogowanym spalinami bukietem sztucznych kwiatów i stojącym obok okopconym, wypalonym zniczem, złe myśli same przychodzą mi do głowy i nie umiem skutecznie ich przepędzić.

Miałka jest ta nasza religijność, w której bardziej liczy się ilość zawiązanych kokardek przy przydrożnej kapliczce czy krzyżu niż życzliwość okazana sąsiadowi czy cicha skupiona modlitwa w zaciszu własnego mieszkania...

Nie umiem wykrzesać w sobie szacunku dla tego typu pobożności i gdy widzę te fruwające poszarzałe i wystrzępione kawałki firanek, jest mi po prostu przykro i nie tylko- jest mi wstyd! Tego typu demonstracja wiary w żadnej mierze wierze nie sprzyja a wręcz przeciwnie.

Może zacznijmy od obrony krzyża w inny sposób- nie krzykiem, pieniactwem i szantażem - a poprzez  dbałość o jego godność i powagę. Nie oszpecajmy krzyża i nie ośmieszajmy, nie róbmy z niego jarmarcznej girlandy, nie pchajmy go na siłę tam, gdzie nie będzie należycie szanowany. Tak myślę!

18:03, babciabezmohera
Link Komentarze (22) »
poniedziałek, 07 grudnia 2009
Jak w niebie

Jeszcze jedna krótka recenzja.

Lubię dramaty obyczajowe, gdzie coś dzieje się między ludźmi, gdzie zawarte są społeczne obserwacje, gdzie pokazany jest fragment życia- jeśli nie prawdziwego, to prawdopodobnego.

I lubię czasem na filmie popłakać, bo dzieje się coś dobrego, co wzrusza i daje nadzieję, że ludzie to nie dzikie bestie, rzucające się sobie do gardeł z lada powodu i nawet, jeśli się w życiu pogubili, to odnajdują zarośnięte ścieżki.

Takim filmem jest  szwedzki film "Jak w niebie" . Ma bodajże 4 gwiazdki, ale to nie o ilość gwiazdek chodzi. W recenzji gazetowej potraktowano go jak świetnie zrobioną baśń dla dorosłych, ożywcze lekarstwo na jesienne depresje. Coś w tym jest, ale mnie ta recenzja nie przeszkadza i w żaden sposób nie obniża emocjonalnej wartości filmu.

Oglądałam go dwa razy i jeśli dotrwam do godziny emisji /jutro- program II, coś przed 11.00/, to z dużą przyjemnością obejrzę go po raz trzeci i... pewnie popłaczę się dokładnie w tym samym miejscu...

21:58, babciabezmohera
Link Komentarze (4) »
piątek, 04 grudnia 2009
Królik po berlińsku

Dostałam na kasecie film z dość treściwą recenzją: - Obejrzyj, bo warto!

Myślę, że czasem brak recenzji jest lepszy niż dokładna analiza treści i formy.  I w przypadku "Królika po berlińsku" taki typ recenzji sprawdził się idealnie. Obejrzałam. I po obejrzeniu dobre kilka minut siedziałam bez ruchu wbita w fotel, bo nie mogłam otrząsnąć się z wrażenia.

Tym samym tę samą recenzję przesyłam dalej:- Obejrzyjcie, bo warto!

17:11, babciabezmohera
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm