RSS
czwartek, 20 marca 2008
Życzenia powysyłane

Dziwne te święta w tym roku- pogoda bardziej zimowa niż wiosenna, katar i grypa zbierają żniwo, ogólne spowolnienie życia zamiast świeżej energii. Umyłam tylko jedno okno, bo potem znowu zrobiło się zimno, resztę zostawiłam na po-świętach, aż się nieco ociepli. Z jedzeniem też nie wpadliśmy w szaleństwo- z domowych potraw tylko pasztet. Wyjeżdżamy do dzieci na święta! Może dlatego tak wyraziście odbieram inność tych świąt, bo dotychczas zawsze dzieci ciągnęły do gniazda, po raz pierwszy kierunek jazdy się zmienił.

Kartki w tym roku wysłałam dopiero przedwczoraj i nie mam wielkich złudzeń, że nawet przy pełnej mobilizacji naszej kochanej poczty istnieje obawa, że mogą dotrzeć do odbiorców nawet z dwutygodniowym opóźnieniem. No, cóż? Co ma być, to będzie! 

13:14, babciabezmohera
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 marca 2008
Szła teściowa przez las...

N-ta zaburzona noc i przypadkiem namierzone rozmowy ze słuchaczami pod hasłem- teściowa. Temat niewątpliwie frapujący, więc słucham uważnie, bo zawsze warto skonfrontować własne doznania z tym, co mówią inni ludzie.

Pełny wachlarz postaw, spośród których wyodrębniłabym 4 zasadnicze grupy: 1) tak; 2) tak, ale; 3) nie; i 4) nie, ale. 

Postawa pierwsza jest przesłodzona aż do mdłości: moja teściowa /synowa, zięć/ jest super, dogaduję się lepiej niż z własną matką/ kocha mnie bardziej niż własną córkę. Mam spory dystans do takiej postawy, bo tak jak nie ma idealnych ludzi, tak nie da się wejść w nową sytuację bez mniejszych czy większych zgrzytów i tarć, zakładając nawet jak najlepszą wolę obu stron.  Postawa trzecia jest równie skrajna, tyle że w drugą stronę- najbardziej złośliwych dowcipów, których jest mnogość nieprzeliczona a każdy z lubością wyciąga na wierzch najgorsze wady teściowej, na zasadzie oswoić  i zneutralizować przez obśmianie to, co nieznane i niepokojące.

Myślę, że w rzeczywistości najwięcej jest postaw z grupy drugiej i czwartej, gdy to - ogólna akceptacja przesłania budzące wątpliwość drobiazgi, lub też gdy chłód i niechęć nie są w stanie do końca przekreślić pozytywów drugiej strony.

Z pewnym rozbawieniem słuchałam "politycznie poprawnych" komentarzy pani psycholog i pani redaktor prowadzącej audycję, które robiły co mogły, żeby i wilk był syty, i owca cała, choć aż się czasem chciało trzasnąć pięścią w stół i wywalić:- I o co masz, babo, pretensje? Po prostu zbierasz owoce!

Jaką ja miałam teściową? Nigdy i nikomu nie pozwolę na Nią złego słowa powiedzieć. Szanowałam Ją niebywale i wiem, że mnie lubiła i doceniała wszystkie moje starania a jednak przed każdą zapowiadaną wizytą lodowaciałam w środku, tak bardzo bałam się oceny, zdając sobie przecież sprawę, w jak wielu momentach na krytykę rzeczywiście zasługuję. Czy mnie samej- jako teściowej- udało się błędów uniknąć? Jednych tak, innych nie. Wiem jedno: nowa konfiguracja rodzinna jest trudnym sprawdzianem dla wszystkich i to wcale nieprawda, że tylko jedna strona zbiera i liczy psychiczne siniaki, tyle tylko, że prawdziwie silna więź tworzy się i krystalizuje w normalnym trudnym życiu a nie w cieplarnianym puchu.  

09:15, babciabezmohera
Link Komentarze (2) »
sobota, 08 marca 2008
Ewka, jesteś twarda baba! Dasz sobie radę, na pewno!

Coś mi wlazło w bark? ramię? rękę?- nieważne. Jak ból się rozmości na dobre, trudno zdefiniować, co tak naprawdę czlowieka boli, bo zaczyna boleć wszędzie.

Pierwsza myśl- spróbuj to wyleczyć samodzielnie, nie ma co się pętać po lekarzach! Tak też i zrobiłam. Wygrzebałam w zapasach stare prochy dwa w jednym /przeciwzapalne i przeciwbólowe/, które w swoim czasie pomogły mi rewelacyjnie. Tym razem zero! No to do lekarki. Jedna seria prochów, druga- efekt ten sam, czyli jak bolało, tak boli.Trzeba prześwietlić. Kości całe, żadnych urazów, żadnych zmian. Cieszyć się czy martwić, że prześwietlenie niczego nie wykazało... Karuzeli ciąg dalszy- neurolog. Oczywiście zapisy, oczywiście trzeba czekać. Jednocześnie mam skierowanie na fizykoterapię - i tu tak naprawdę rozpoczynają się schody, bo jaki sposób leczenia zaordynować, skoro na dobrą sprawę dalej nie bardzo wiadomo, co rehabilitować. Może neurolog da jakieś wskazówki?

I teraz zaczyna się poemat. Wizytę mam zarezerwowaną na konkretny dzień, w godzinach od-do, co wcale nie oznacza, że mam już zaklepane jakieś miejsce w kolejce. Swoje trzeba i tak odstać a potem odsiedzieć. Zebrało się tego ok. 3 i pół godziny, po czym okazało się, że p. doktor chyba każdemu pacjentowi wyżalała się, jak bardzo jest zmęczona, bo właśnie po dyżurze... Nie powiem, była bardzo miła i nawet mocno przejęta swoją pracą, tyle że sprawiała wrażenie, jakby w tym zmęczeniu nie umiała się odnaleźć. -Mam skierowanie na fizykoterapię, czy mogę zacząć zabiegi? - Tak, na pewno nie zaszkodzą. -A jakie zabiegi p. doktor by proponowała?- Niczego nie będę proponować, bo się na tym nie znam. /Niby uczciwe postawienie sprawy, ale odpowiedź nieco mnie zmroziła./ - Neurologicznie wszystko jest w porządku, dam pani skierowanie na prześwietlenie szyjnego odcinka kręgosłupa, ze zdjęciem proszę do mnie, wypiszę skierowanie do ortopedy.
 Czuję się lekko wystraszona, nawet nie tym, że znowu nie ma diagnozy, ile tym, że nie wolno zbyt często się prześwietlać, o czym zostałam wcześniej uprzedzona przez lekarza pierwszego kontaktu. Zaczynam oponować, że prześwietlałam bark zaledwie tydzień temu. -Nie szkodzi.-wręczyła mi skierowanie p. neurolog.

No i co miałam zrobić?- prześwietliłam. Zapisałam się na kolejną wizytę do p. neurolog /tym razem za dwa tygodnie/. Czuję się trochę tak, jakbym trzymała w garści mgłę i trochę jak filozof, bo... wiem, że nic nie wiem.

Ukoronowaniem była wizyta w WC /w końcu to nic niezwykłego po tylu godzinach czekania/: brak ręcznika jednorazówki, woda spuszczona wajchą ze zwisającym smętnie sznurkiem/sic!/, cieknący kran.

Z niekłamaną sympatią pomyślałam o pani Kopacz jej własnymi słowami: - Ewka, jesteś twarda baba! Dasz sobie radę, na pewno! - i już od siebie dodałam:- Szczerze Ci tego życzę, Pani Minister! 

18:55, babciabezmohera
Link Komentarze (1) »
sobota, 01 marca 2008
Szaro, niepokojąco, groźnie...

No to, jak powiadała babcia Karolcia, koniec świata blisko!

Rzeczywiście, zmiany klimatyczne pociągnęły za sobą cały szereg przyrodniczych katastrof. Kto ileś tam lat temu słyszał o białym szkwale na Mazurach czy gdziekolwiek indziej, kto pamięta takie wściekłe cykliczne powodzie jak teraz, burze i nawałnice o niespotykanej sile, wichury kładące na ziemię całe połacie lasów, zamieniające w rumowiska całe wsie?... Teraz nawet trzęsienia ziemi się zdarzają, wcale niekoniecznie na Śląsku... Natura bierze odwet na człowieku i mocno potrząsa go za klapy, żeby oprzytomniał- zresztą z mizernym rezultatem, bo nonszalancja i lekkomyślność ludzka nie zna granic: wycinane drzewa, wyjałowiana ziemia, zaściełana tonami odpadków i śmieci. Nie należę do Zielonych, ale mnie też przestaje się to wszystko podobać!

Nadchodzi Emma. Jest szaro i niepokojąco. Jeszcze nie gwiżdże, ale już są pierwsze podmuchy wiatru- wycisza się i znowu pojawia. Podobno w epicentrum nawałnicy będziemy wieczorem. Najgorsze jest czekanie. Boję się! Zawsze grozą napawała mnie gwałtowna burza i silny wiatr.

Babcia Karolcia powiedziałaby:- Ale wiejba!

Babciu! Wiejba z twoich czasów to zefirek w porównaniu z tym czymś groźnym i nieprzewidywalnym, co nieuchronnie się do nas zbliża. Oby jak najmniej spustoszeń się dokonało! 

16:53, babciabezmohera
Link Komentarze (2) »
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm