RSS
poniedziałek, 31 marca 2014
To nie jest Prima Aprilis!

Idę do Stodoły!! Idę do Stodoły!!! Co prawda dopiero w połowie maja, ale cieszę się już dziś!

Córcia kupiła bilety na koncert Nohavicy! I jak tu nie oszaleć z radości??! :)))

17:33, babciabezmohera
Link Komentarze (12) »
niedziela, 30 marca 2014
Lektury z myszką

Chyba nie mam zadatków na bibliofila. Nigdy nie miałam, choć książki lubiłam i nadal lubię czytać. Paradoks? Niekoniecznie.

Otóż tak jak niektóre książki są wieczne, tak bywają i takie, które starzeją się w katastrofalny sposób i w tekstach, które kiedyś czytało się z wypiekami na twarzy, po latach znajduję jedynie śmiesznowate infantylne czytadła.  Przepraszam, jeśli kogoś uraziłam moją bezkompromisową opinią.

Zaczęło się od tego, że trafiłam na "Małą księżniczkę" /audiobooka/ a że czytała książkę Kinga Preis a ja we własnym dzieciństwie zachwycałam się "Tajemniczym ogrodem", to więcej zachęt nie potrzebowałam. Kupiłam, wysłuchałam i- zgrzeszyłabym, gdybym napisała, że źle mi się słuchało- słuchało się całkiem dobrze, ale- z dużą dozą krytycyzmu i nutką irytacji przy kolejnych stópkach, paluszkach i oczętach. Ot, taka bajeczka dla dziewczynek z dobrego domu na pewno nie z XXI w. Dzisiejsze nastolatki już by chyba tego jednak nie łyknęły...Treść naiwna do bólu, dobro kontra zło ustawione tak czytelnie i jednoznacznie jak dzisiejsze partie polityczne, język pieszczotliwy i przesłodzony... No ale słuchać się dało, chyba głównie dzięki pani Preis! ;)

Powiadają, że jedna jaskółka nie czyni wiosny, więc i ja musiałam połknąć kolejną kluchę, która długo mi w gardle stała.

W naszej bibliotece jest wydzielona półka dla książek, które można sobie wziąć do domu- po prostu wziąć i tyle. Jasne, że trudno tam się spodziewać nowości czy arcydzieł literatury światowej, ale czasem trafi się perełeczka. Tak więc i ja, gdy zauważyłam "Rzeczy wesołe" Kornela Makuszyńskiego, rzuciłam się na tę książeczkę natychmiast. Mało tego, były i "Bezgrzeszne lata", czego w dzieciństwie jakoś nie udało mi się zdobyć.

Kornel Makuszyński- ukochany pisarz od "świętych młodzianków", roztargnionego profesora czy małej Basi rozpuszczonej jak dziadowski bicz a przecież kochanej przez wszystkich.

Skarby do torby i pędem do domu. I tu ta właśnie klucha. "Rzeczy wesołe" rzuciłam w kąt po dwóch kolejnych opowiadankach- jak notka na obwolucie powiadała- humoreskach. Jedno było o aniele, którego ludzie na amen uziemili żywcem wyrywając mu wszystkie pióra ze skrzydeł. Drugie było relacją z Raju, kiedy to Bogu zachciało się stworzyć Ewę z bezkształtnej bryły śmierdzącego błota i szlamu, po czym po wyschnięciu Ewa natychmiast przyprawiła rogi Adamowi z szympansem czy inna małpą.

Zrobiło mi się gorzko. Pielęgnowałam w sobie obraz Makuszyńskiego jak dobrego wujaszka i do głowy by mi nie przyszło, że tak lekko traktuje okrucieństwo i jednocześnie, że to taki wściekły mizogin. Poczułam się rozczarowana i zażenowana, poczułam się, jakbym ukochanego pisarza zobaczyła nagle w ufajdanych od góry do dołu spodniach...

Niby wiem, że "Bezgrzeszne lata" to wspomnienia z dzieciństwa a mam jakiś opór przed otwarciem tej książki, jakbym broniła się przed kolejnym zawodem.

.....

To może te stare książki zostawię z wdzięcznością literaturoznawcom a sama pozostanę jednak przy współczesności... Chyba tak właśnie zrobię.

12:05, babciabezmohera
Link Komentarze (27) »
środa, 26 marca 2014
Stracone pokolenie?...

Dziś nie tylko przeczytałam o okularach, które robią zdjęcia, ale nawet te zdjęcia zobaczyłam / o ile nie zrobiono mnie w bambuko, ale na prima aprilis jeszcze jakby ciut przy wcześnie!/.

No się dzieje!

Siedmioletnie srajdy grają w gry na smartfonach, poobiednie dyskusje argumentowane są najnowszymi wieściami z facebooka, wszystko da się sprawdzić w minutę, przyjaźnie i kontakty z całym światem i w każdej chwili...

Zadyszki dostaję, żeby nadgonić własne zapóźnienia względem współczesności a już jak uda mi się poznać i wypróbować coś nowego, to cieszę się jak dziecko i pęcznieję z dumy co najmniej jak Półpanek z Bajki o sierotce Marysi... A wszystko to jakby w zbuntowanym krzyku, że wcale nie jesteśmy straconym pokoleniem, że powoli, koślawo, ale jeszcze człapiemy za szpicą!

I nagle- STOP! Może to właśnie młodzi mogą nam jeszcze czegoś pozazdrościć? Może to oni tak zatracili się we współczesności, że zawieruszyli gdzieś swoje tu i teraz?...

Może to właśnie my- starzy przez pryzmat  życiowych doświadczeń dostrzegamy więcej i wyraźniej, choć wzrok już słabszy?...

Tak czy owak warto starać się zgodnie współistnieć, bo jeszcze sporo mamy sobie nawzajem do zaoferowania... taką przynajmniej mam nadzieję! ;)

16:42, babciabezmohera
Link Komentarze (23) »
niedziela, 23 marca 2014
Zawsze sobie ceniłam

Zawsze sobie ceniłam odwagę cywilną, więc nie mogę teraz zwyczajnie pójść w krzaki, gdy mi tej odwagi brakuje. A brakuje mi jej, bo jestem rozdarta jak sosna i nie umiem się określić, bo jedna wartość jest dla mnie ważna, ale i druga też- a wybór wcale nie jest jednoznaczny!

Strajk rodziców dzieci niepełnosprawnych w sprawie podniesienia świadczeń finansowych do najniższej krajowej płacy i zakwalifikowanie opieki nad takim dzieckiem jako etatu. Jeżeli masz wątpliwości, po której stronie stanąć- stań po stronie słabszego. I tu nie ma dylematu- najsłabsze jest dziecko i o jego względnie normalny rozwój trzeba zabiegać wszelkimi możliwymi sposobami, koniec- kropka!

Czy na pewno każda metoda jest równie dobra?

Tu już zaczynają się schody, bo np. ja na strajk okupacyjny  z uczestniczeniem dzieci niepełnosprawnych nie mam zgody- z kilku powodów:

-nie uważam, aby kilkudniowe egzystowanie niepełnosprawnego dziecka na korytarzu sejmowym czy nawet w odrębnej sali było czymś korzystnym dla jego zdrowia fizycznego czy psychicznego,

- formę kontaktów z przedstawicielami władz uważam za niedopuszczalną /obelgi, pomówienia, oskarżenia ze strony strajkujących pań nie mogą być usprawiedliwiane ich zdenerwowaniem/,

- wymuszenie spotkania z premierem i ministrem w obecności dziennikarzy sprawiało wrażenie, jakby w istocie chodziło o sponiewieranie i przeczołganie władz a nie próbę dogadania się w konkretnej sprawie,

- zgoda  na "zatrudnienie" w charakterze pośrednika między stronami posła za-Mularczyka z punktu zwiastowało magiel a nie rzeczową rozmowę,

- wykorzystanie chorych dzieci jako elementu przetargowego  dla nabicia kilku punktów wyborczych opozycyjnej partii-  popatrzcie, jacy to my jesteśmy szlachetni i wrażliwi społecznie - uważam za cyniczne i oburzające.

To tak naprędce! Ponadto jest w Polsce cały szereg fundacji wspomagających chore dzieci i ich rodziny i choć to wszystko jest kroplą w morzu potrzeb, to nie można tego tak zupełnie nie zauważać.

Nie byłam w stanie śledzić całości sejmowych wydarzeń, bo pretensje i oczekiwania rozsierdzonych mam a także ich niektóre prymitywne argumenty mocno podnosiły mi ciśnienie. Całkiem serio zastanawiałam się, czy lepsza społecznie jest tzw. arogancja władzy, czy też pozwolenie, by każdy, kto tylko ma na to ochotę, woził się po tejże władzy jak po łysej kobyle. Władza blisko "ludu", to nie władza, która każdemu pozwoli się opluć. Władza musi być szanowana, bo gdy kończy się szacunek, kończy się też władza a zaczyna sobiepaństwo i anarchia. Szczerze mówiąc dziwię się, że Tusk wyraził zgodę na transmitowanie spotkania, bo nic przez to nie uzyskał a - moim zdaniem- wiele stracił. Nie wykluczam, że w oczach opinii publicznej na długo pozostanie obraz milczącego premiera /przez długi czas nie dano mu dojść do głosu/ i wzajemne przekrzykiwanie się agresywnych kobiet.

Coraz bardziej brudna robi się ta nasza polityka, coraz bardziej przykra...

20:00, babciabezmohera
Link Komentarze (16) »
piątek, 21 marca 2014
Osaczona

Czuję się osaczona złymi wiadomościami. Spływają z różnych stron. Czuję potrzebę psychicznego resetu- urlopu od komputera, internetu, wiadomości złych i jeszcze gorszych. Czuję się stara, zmęczona i przygnębiona bardzo.

Wsiąść do pociągu byle jakiego...

20:30, babciabezmohera
Link Komentarze (21) »
wtorek, 18 marca 2014
Polemicznie

Od jakiegoś czasu lawinowo przyrasta ludzi obrażonych na Platformę Obywatelską i zarzekających się, że w tych wyborach to już na pewno nie będą na nią głosować.Gratuluję politycznego rozeznania i obywatelskiej odpowiedzialności. Widać czarno na białym, że czarna propaganda Wielkiego Wodza Kaczyńskiego przynosi oczekiwane rezultaty. Jeżeli xxx razy powtórzy się, że rząd nic nie robi i że jest to najgorszy z dotychczasowych rządów, to coraz więcej ludzi przestanie zauważać to, co zadziało się dobrego a nadmiernie wyolbrzymi zauważone błędy i niedociągnięcia.

Nieoceniony mistrz propagandy Goebbels wiedział, co mówi: "Im większe kłamstwo, tym ludzie łatwiej w nie uwierzą" albo "Kłamstwo powtórzone tysiąc razy  staje się prawdą." /Wikicytaty/

Nieoceniony Wielki Wódz i Mistrz Propagandy Prezes Kaczyński wiedział doskonale od kogo warto nauki pobierać. I jest w krzewieniu swojej "wiedzy" nader skuteczny! To dzięki jego sprawdzonej metodzie wielu Polakom jakimś cudem udało się uwierzyć w zamach smoleński i w to, że aktualnie mamy najgorszy z rządów, choć cała Europa zdaje się twierdzić coś wręcz przeciwnego.

Wiem, że każdy ma własny rozum i stara się go używać zgodnie ze swym przekonaniem i najlepszą wiarą, że jego decyzja jest najlepsza z możliwych. W porządku. Proszę tylko pamiętać, że każda moja, twoja, nasza, wasza określona decyzja niesie za sobą pewne konsekwencje.

Nie wiem i nie chcę wiedzieć, kto ma zamiar jak głosować, bo to suwerenna decyzja każdego obywatela. Powiem o sobie. W najbliższych wyborach do PE zagłosuję na Platformę. I we wszystkich kolejnych czekających nas wyborach także, chyba że pojawi się taka partia, która będzie bliższa moim oczekiwaniom, na co chwilowo jakby się nie zanosi. Dlaczego złożyłam taką deklarację? Bo nie tylko staram się oceniać to, co jest, ale także uruchomić wyobraźnię i myśleć przyszłościowo. Staram się zauważać zarówno plusy jak i minusy, ustawiać je na szali. I jakbym nie psioczyła na najrozmaitsze potknięcia i błędy Platformy, to i tak zawsze nieodmiennie mi wychodzi, że jest to partia najbardziej odpowiedzialna, zrównoważona i przewidywalna a cała reszta jawi mi się jako gromada kiepskich uczniaków, którzy dopiero w praktyce uczyć się będą odpowiedzialności za państwo i to kto wie, z jakim skutkiem...

Szanownym Czytelnikom mojego bloga proponuję teraz ćwiczenie z wyobraźni: jest już po wyborach do PE. Najwięcej miejsc zdobył PiS... PSL.... Solidarna Polska /ona jeszcze istnieje?/... partia Gowina, kogo tam jeszcze- no można sobie dopisać resztę partii. I jak wyobrażacie sobie naszą przyszłość w Unii Europejskiej? Jeśli chodzi o mnie, to czarno! /A nawiasem mówiąc PO celowo nie wpisałam na tę listę, żeby wybór był łatwiejszy!

I jeszcze jedno- nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie wziąć udziału w wyborach. Myślę, że ten właśnie udział jest najlepszym sprawdzianem mojej obywatelskiej postawy, jakkolwiek patetycznie by to nie zabrzmiało! Przyszedł czas na odpowiedzialność: za siebie, za rodzinę, za państwo i zdecydowanie nie jest to czas na dziecinne dąsy!

................

Przepraszam, że ta notka jest trochę jak dawny referat pierwszomajowy, ale emocje mnie poniosły i musiałam sobie ulżyć. Nie musiałam- chciałam!

15:09, babciabezmohera
Link Komentarze (25) »
niedziela, 16 marca 2014
Zrób sobie raj

Może trochę o czytelnictwie.

W młodości byłam tzw. pożeraczem książek i czytałam niemal wszystko, co mi wpadło w ręce: Zachwycałam się opowieściami Historynki /L.M.Montgomery/, płakałam rzewnymi łzami nad losem szlachetnego Kocia- bohatera książki "Dom urwisów" /nie pamiętam autora/-ki, ale nie mylić z Niziurskim!/ , z "Księżniczki Dżawachy" zapamiętałam tylko tytuł...

Potem przyszedł czas "Małego Bizona" , "Winnetou", książek Curwooda, itd, itd...

A potem już pooooszło! Byłam już tylko ja i książki.

Dorosłam. Problemy rodzinne zabrały mi czas na czytanie książek, co nie oznacza, że całkowicie z nich zrezygnowałam, po prostu czytałam mniej, za to polecanych z takich czy innych powodów.

Gdy ponownie stałam się dysponentem swojego czasu, wróciłam do książek, ale nie pochłaniam ich tomami. Zrobiłam się wybredna i swoje lektury mocno selekcjonuję- szkoda mi czasu na czytanie, byle czytać. Książka wybrana przez mnie musi mieć to "coś", co nie pozwala odłożyć jej na bok /przy czym- w razie pomyłki w wyborze- nie mam najmniejszych oporów, by nieprzeczytaną książkę zwrócić do biblioteki/. Mam takie książki, które kocham i do których wracam. Mam takie, które zostawiły we mnie przeorany ślad, choć wiem, że nigdy już do nich nie wrócę.

Ostatnio wypożyczyłam książkę Mariusza Szczygła "Zrób sobie raj". Podobnie jak autor mam wiele sympatii do Czechów, do ich ciepłego poczucia humoru, do braku nadęcia i tromtadracji. Lubię ich bezceremonialność i bezpośredniość. Ale jako że jestem nieodrodną Polką i niejako poprzez urodzenie mam już w jednym oku etos a w drugim patos /cudne określenie p. Szczygła/ i tendencję do tzw. dumy narodowej, to nie wszystko przełknęłam bez czkawki. Ale to dobrze! Bo jest się nad czym zastanowić. A książkę czyta się świetnie, w każdym razie mnie się tak czytało. ;)

Dla uzupełnienia:

 

17:30, babciabezmohera
Link Komentarze (26) »
sobota, 15 marca 2014
Wściekły przeskok pogodowy

Jakieś szaleństwo!! Wczoraj można było niemal w krótkich rękawach paradować i cieszyć się słońcem, dziś: deszcz, grad i wichura, że strach nos na zewnątrz wyściubić.

Rano wyszłam po zakupy z parasolką i wróciłam bez, bo powyginało ją na wszystkie możliwe strony, że się już zupełnie do niczego nie nadawała- ani ją złożyć, ani rozłożyć- kupa koślawych drutów wylądowała w koszu. O tyle dopisało mi szczęście, że deszcz chodził falami i zdążyłam wrócić do domu nie do końca przemoczona. ;)

Wyglądam przez okno. Z dużych drzew po różnych trąbach, wiatrach i przeciągach ocalał orzech i miłorzęby. Tfu, tfu! Może tym razem oprą się porywom- w końcu to silne drzewa... Starczy już tych wywrotek na moim podwórku.

13:41, babciabezmohera
Link Komentarze (20) »
piątek, 14 marca 2014
Analiza porównawcza

Trzeba przyznać, że okulistom nie naprzykrzałam się w życiu zbytnio, choć wadę wzroku pielęgnuję w zasadzie od dzieciństwa.

W ogóle cała moja optyczna przygoda rozpoczęła się dość zabawnie. Moja najstarsza siostra nosiła okulary, średnia też wyraziła taką potrzebę, po czym po kupnie okularów całkowicie zmieniła zdanie- okulary poszły w kąt i więcej ich nie założyła. Mniej więcej w zbliżonym czasie w naszym domu pojawił się domokrążca-optyk, bo ojciec /chyba... może babcia- nie pamiętam!/ chciał sprawdzić, czy nie potrzebuje wymiany szkieł. Czy to był optyk z prawdziwego zdarzenia, trudno mi po latach stwierdzić, w każdym razie miał ze sobą  niby-okulary do wsuwania w nie różnych szkieł i cały zestaw soczewek.

Bardzo mi się to podobało i uparłam się, że też chcę wzrok przebadać. Matka- po doświadczeniu z niepotrzebnym wydatkiem okularowym dla średniej córki- nastawiona była dość sceptycznie, ale ostatecznie dopięłam swego. Metodą prób i błędów dobraliśmy odpowiednie szkła. Matka przyglądała się tym zabiegom z dużą rezerwą, ale gdy uparcie twierdziłam, że okulary są mi bardzo, ale to bardzo potrzebne, matka skapitulowała i - choć nadal z dużą dozą nieufności- ostatecznie mi je kupiła.

Byłam im wierna przez wiele lat i wymieniałam tylko w razie konieczności, przy czym w prawdziwym okulistycznym gabinecie byłam może dwa, trzy razy- i to też głównie w młodości. Później nie było czasu na odwiedzanie żadnych lekarzy, także lekarzy okulistów, zresztą jakoś szczęśliwie nic złego się nie działo.

Ze dwa lata temu mąż wybrał się do okulisty a ja z głupia frant zagadałam, że może i mnie na stare lata wypadałoby skontrolować wzrok. No to mnie zapisał. No to byłam. No to po wizycie natychmiast zaczęłam gorzej widzieć... ;)) Oczywiście żartuję. Nie od wizyty mi się pogorszyło,  tylko moja wcześniejsza autodiagnoza okazała się całkowicie fałszywa.

Ale ja nie o tym!

Moje pierwsze dziecinne badanie wzroku a to ostatnie- to dwa różne światy! Przepaść i kosmos jednocześnie. Przechodziłam z gabinetu do gabinetu. W każdym jakaś aparatura. Patrzysz w jakiś punkt, nie mrugać, latają różne migotki.Tu coś strzela, tam coś dmuchnie... W innym aparacie jakiś maleńki domek z dróżką zamiast kropeczki... Źrenice po atropinie mam tak wielkie, że całe światło dnia się w nich mieści... Kurczę, wszystko zobaczą, zmierzą ciśnienie w oku, sprawdzą, czy się siatkówka nie odkleja... normalnie Europa! I pomyśleć, że będę jeszcze całkiem dobrze widziała- naturalnie po wszystkim nie omieszkam się pochwalić! /Tymczasem w kwietniu jeden zabieg, w czerwcu drugi- trzymajcie kciuki! :)/ A kiedyś skazana byłabym na powolne ślepnięcie. A my furt tylko narzekamy i narzekamy...Lubimy to narzekactwo, czy co?... ;)

10:57, babciabezmohera
Link Komentarze (16) »
niedziela, 09 marca 2014
Wszystkim Paniom!

Nieco spóźniony prezent z okazji wczorajszego święta, ale dopiero dziś dostałam również. Obraz nie jest może zbyt wyrafinowany, ale ogląda się bez większego obrzydzenia- szczególnie, że chłopaki młode i sympatyczne! ;)) Miłej zabawy:

 http://vitaminl.tv/video/2962?ref=fpfv

09:30, babciabezmohera
Link Komentarze (11) »
 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm