RSS
poniedziałek, 31 maja 2010
Retrospektywa

W gruncie rzeczy mocno się z tym wpisem spóźniłam. Zachowałam się, jak sobek i egoista najgorszy! Mogę się usprawiedliwić jedynie tym, że zwyczajnie nie pomyślałam a ponadto- kto jest zainteresowany, to pewnie i tak znajdzie.

W DK "Świt" dziś jest ostatni dzień retrospektywy filmów Nikity Michałkowa. O 17.30 film "Mama" /2003r./, o 19.00- "12" z 2007r, czyli całkiem współczesne filmy. Może ktoś się na nie wybierze- wstęp wolny. Przypuszczam, że nie będzie żałował!

Niestety, ja już nie pojadę. Pewna odległość od Warszawy stwarza konkretne ograniczenia- przede wszystkim czasowe i dojazdowe. Za to sobotę i niedzielę potraktowałam filmowo. W sobotę obejrzałam  "Oczy czarne", w niedzielę nadrabiałam zaległości - "Anna od 6 do 18" i "Spaleni słońcem".

Nie będę się silić na tworzenie recenzji, bo filmy stare i znane, powiem tylko, że bardzo byłam zadowolona, że je obejrzałam.

Przepiękne rosyjskie pejzaże i przestrzenie nie do ogarnięcia robią ogromne wrażenie, wbijają w fotel! A migawki z tamtych minionych upiornych lat stalinowskich każą pochylić się ze współczuciem nad losem zwykłego Rosjanina i docenić jednocześnie, że u nas paranoja nie wżarła się aż tak głęboko w ludzkie umysły.

Na "Spalonych" sala właściwie zapełniona, wolne tylko nieliczne, pojedyncze miejsca.

P.S.

Po wyjściu drobna przykrość. Grupka młodych dziewcząt  /na oko: 16-20/ zatrzymała się przy koszu do śmieci, komentowała coś z dużym rozbawieniem, robiła zdjęcia komórką. Usłyszałam: - Wstawisz na Demotywatory!  Zaintrygowana ich zachowaniem podeszłam i ja. Czytelnie ustawiona reklamówka wyborcza z hasłem "Twój prezydent" i niżej Bronisław Komorowski.

Nie mam jakiegoś nabożnego stosunku do świstka papieru- wiadomo, że wszystkie te materiały propagandowe prędzej czy później podarte lub zmięte i tak wylądują w koszu- i nie o to chodzi! Dotknęła mnie reakcja dziewcząt, ich szczere rozbawienie groteskową sytuacją. I moment refleksji: czy tak samo zrobiłoby mi się nieprzyjemnie, gdyby na tym miejscu był inny kandydat na prezydenta? I nie umiem sobie dać jednoznacznej a uczciwej odpowiedzi na to pytanie...

14:39, babciabezmohera
Link Komentarze (14) »
piątek, 28 maja 2010
Powiało optymizmem

Może się wszystko wreszcie powoli poukłada? Wygląda na to, że zaczyna się wielkie sprzątanie i to nie tylko po powodzi. Jest szansa na odpolitycznienie RTV, Komorowski zaproponował Belkę na stanowisko prezesa PKO- to też jest szansa, że finanse będą bezpieczniejsze. Ekonomiści pieją z zachwytu, słupki sondażowe pokazują, że ludzie też akceptują ten wybór, tylko politycy kręcą nosami. Trochę się niepokoję, żeby go w parlamencie nie ustrzelili dla zaspokojenia swoich rozbuchanych ambicji. Ale może dobro Polski okaże się jednak ważniejsze??!!

Czasem taka złość mnie na państwa posłów dopada, że rozgoniłabym to towarzystwo na cztery wiatry i jeszcze psami poszczuła, żeby się nie ociągali przy opuszczaniu ław poselskich. Pawlak doprowadza mnie do białej gorączki. Przymila się do PiS-u, jakby się czegoś dobrego od nich spodziewał- co za dwulicowość i jaki brak lojalności!! Pewnie jakaś partia chłopska powinna mieć w sejmie swoje przedstawicielstwo, ale PSL jest tak obrotowy, że z każdym się dogada za nic sobie mając programy i  barwy polityczne- tfu! obrzydlistwo! Nie wiem, Pawlak ma złudzenia, że kopiąc doły pod koalicjantem, prezydentem zostanie?!!! Czysta kpina!

Napieralski ze szczętem rozwalił lewicę i na dobrą sprawę nie bardzo jest już co sklejać. Przedtem wydawało mi się, że jego poprzednik jest mało dojrzały, ale to, co ten wyczynia, przerasta wszelką wyobraźnię! Powiem, że z przykrością patrzyłam, jak w początkach kampanii prezydenckiej rozdawał ulotki pod Centralnym i mizdrzył się do przechodniów a ci go mijali bez większego zainteresowania- jak ulotkowego /nowootwarty gabinet kosmetyczny, proszę!/ stacza! Czułam się upokorzona niejako w jego imieniu, choć mojego poparcia nie ma nawet tyle, co brudu za paznokciem! Mam nadzieję, że lewica pójdzie po rozum do głowy i wybierze bardziej sensownego lidera...

Patrzę z podziwem i uznaniem na Tuska, że przechodzi kolejne próby- i wytrzymuje! Chudnie tylko w zastraszającym tempie... Oby przetrwał w zdrowiu te największe zawirowania!

Komorowski nie jest moim bożyszczem, ale- w tym wachlarzu kandydatów na prezydenta- jedynym akceptowalnym wyborem. Ma swoje wady, potrafi strzelić gafę, ale jedynie on daje realną szansę na spokój w kraju, współpracę z rządem przy wprowadzaniu najważniejszych reform, na gospodarcze i polityczne pchanie Polski do przodu!

A to, że z tej samej partii premier i prezydent? Bliźniakami w końcu nie są i poglądy obaj mają bardziej centrowe... Myślę, że mieliby szansę wreszcie unormować życie w kraju, sprawić, byśmy nie czuli się obco w swojej własnej ojczyźnie.

14:00, babciabezmohera
Link Komentarze (14) »
środa, 26 maja 2010
Polityka nie zając!

Polityka nie zając- nie ucieknie! ;)

Dziś od mamuśki- wszystkim Mamuśkom naręcze kwiatów z mojego ogródka- i nie tylko /bo dwa zdjęcia zrobiłam gdzie indziej/.

Fotograf ze mnie marnej jakości, w dodatku wiał wiatr, ale delikatność maków  i fakt, że zaraz ich nie będzie, skusiły mnie do cyknięcia.

Czysta poezja!

Wiciokrzew. Zdjęcie z ubiegłego roku. Kwitnie nieco później niż ten poniżej. Ten jasny jest właśnie w pełni kwitnienia.

A jak pachnie! Tylko pszczoły się przy nim uwijają!

Wreszcie duma mojego ogródka. Irysy są tak wysokie, o tak wielkich kwiatach, że przy deszczu, bądź silniejszym wietrze, łamią się pod własnym ciężarem. Są tak okazałe, że któregoś roku żal mi było wyrzucić te złamane i ucięłam do wazonu. To był błąd- obrus do wyrzucenia, bo płakały atramentowymi łzami...

Na koniec najskromniejsze i najbardziej typowe, ale też bardzo je lubię! :)

Raz jeszcze dużo, dużo dobrego!!! :))

19:03, babciabezmohera
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 24 maja 2010
Dramatycznie wielka woda

/praca Igora Zenina/

 

Czuję rodzaj przygaszenia, psychicznego zmęczenia rozgrywanym niemal na oczach dramatem. Ile człowiek może wytrzymać?... Dlaczego to wszystko nas spotyka?...

I żal, i współczucie, i gniew, i bunt... i niepokój, i ciągłe napięcie... Wszystko się wali, jedna katastrofa przygniata następną i końca tego wszystkiego nie widać...

Najchętniej schowałabym się gdzieś w mysiej dziurze i przeczekała... ale tego nigdzie nie da się przeczekać. Żal mi ludzi dotkniętych powodzią... zwierząt... to zbyt okrutne- brak słów.

17:13, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
piątek, 21 maja 2010
Sprawdzam!

Można kłapać dziobem bez opamiętania, obiecywać gruchy na wierzbie i złotą świetlaną przyszłość, można nawet udawać zaniki pamięci- "co złego, to nie ja!". Można milczeć i łaskawie, od czasu do czasu cedzić złote myśli lub tworzyć obraz spokojnego, spolegliwego dziadunia. Wszystko można! Tak się jednak składa, że nadchodzi moment, że trzeba będzie usłyszeć: SPRAWDZAM i- niestety- pokazać karty!

Dla mnie "sprawdzam" w stosunku do PiS-u i prezesa Kaczyńskiego to cofnięcie się pamięcią w przeszłość, całkiem zresztą nieodległą a próba wmówienia mi, że nie ma co wracać do przeszłości, bo ważna jest przyszłość i teraz już wszystko będzie cacy jest dla mnie kompletnie nieprzekonująca.

Nie kwestionuję, że człowiek może się zmienić /choć w "Szkle kontaktowym" ktoś przytomnie zauważył, że z dnia na dzień to może się zmienić pogoda, nie człowiek/, ale żeby ocenić tę zmianę trzeba czasu! Sama tylko deklaracja może być wystarczająca dla niewinnych i zawsze ufnych dzieci, człowiekowi dojrzałemu i odpowiedzialnemu do oceny sytuacji potrzebne są konkrety. A konkrety- te z czasów IV RP a i obecna opozycyjna działalność - są dla prezesa mocno niewygodne! Nie wystarczy roztoczyć przyszłościowe  miraże. Tym bardziej nie wystarczy, że to, co obecnie prezentuje prezes i to, co prezentuje jego zaplecze polityczne, rozjeżdża się coraz bardziej i budzi uzasadnioną nieufność.

Czy moje "sprawdzam" obejmie też ekipę Komorowskiego i Tuska? NIE! Dlaczego? Bo sprawdzam ich od początku kadencji i uważam, że skoro poradzili sobie ze wszystkimi problemami i kataklizmami /których im los akurat nie oszczędzał/, nie mając przy tym nie tylko prezydenckiego wsparcia, ale wręcz usuwając kłody rzucane im pod nogi, to teraz może być tylko lepiej!

14:34, babciabezmohera
Link Komentarze (35) »
środa, 19 maja 2010
Siła złego na jednego!

Ale miałam tydzień!! Kontuzja nogi- jeszcze nie do końca zaleczona + kontuzja komputera i dziś pierwszy dzień po naprawie. Wiadomo, jak to jest: zanim komputer powróci do przyjaznych relacji z właścicielką, to trzeba go kolejny raz oswajać. Skype nie uruchomiony, bo mi synuś hasło zmienił i widocznie źle zapamiętałam. Jakiś inny program do filmów i otwiera mi się obraz nieco tylko większy niż widokówka. No i nie uaktualniony program do otwierania załączników mailowych a sama nie chcę tego ruszać, bo instrukcja po angielsku. Na logikę rzecz biorąc- skoro jest to to samo, co było przedtem, to wystarczy klikać "dalej" i "dalej"... ale strzeżonego... Muszę poczekać, aż syn będzie miał dla mnie trochę czasu.

W każdym razie mam cichą nadzieję, że po kolejnej renowacji komputer jakiś czas pochodzi, nie czyniąc mi większych wstrętów.

18:47, babciabezmohera
Link Komentarze (15) »
środa, 12 maja 2010
Wielka mistyfikacja

Chyba już każdy zapoznał się z odezwą prezesa pod hasłem "Do przyjaciół Moskali". Stylizacja pierwszoklaśna i imponująca ponad miarę. Prezes wcielony w rolę ojca narodu i dobrosąsiedzkiego, pełnego wdzięczności i oddania przyjaciela. Uładzony, wyciszony, melancholijny starszy pan w okularach, na tle stylowego pomieszczenia z otwartym pianinem i nutami. Dalibóg, budzący zaufanie obraz- brać i kupować w ciemno, z zamkniętymi oczmi- dobry towar, nie trefny!

Oj, lepiej poskrobać się w pamięć i przypomnieć z przeszłości to i owo, bo - w moim oglądzie - taki z prezesa ojciec narodu jak z jego kota pianista!

Spróbujmy na zimno i na spokojnie przeanalizować zaprezentowany obraz:

Hipoteza I: Pan prezes się zmienił, jego przemiana jest szczera, całościowa i długoterminowa.

Przyjmując prawdziwość tej hipotezy, jednocześnie musimy stwierdzić, że tym samym stracił władzę nad swoim zapleczem i zwolennikami, bo on z ramionami wyciągniętymi do bratnich uścisków i cały pełen dobrej woli a na ogonie jego wojska hufce niesubordynowanych żołnierzyków prześcigają się w podejrzliwościach, pomówieniach i oskarżeniach, i z rozkoszną satysfakcją kąsają "przyjaciół" po łydkach...

Dobry to będzie prezydent, który nie tylko całemu narodowi, ale nawet własnemu elektoratowi nie potrafi skutecznie zaszczepić własnych pozytywnych idei?! Pan prezes nie odciął się od natarczywego i agresywnego zaplecza, z czego jasno wynika, że nie do końca się z tym zapleczem nie zgadza, skoro milcząco akceptuje najbardziej nawet absurdalne jego poczynania!! I jakby mimochodem znaleźliśmy się przy hipotezie drugiej.

Hipoteza II: Pan prezes udaje, że się zmienił i stara się robić to tak, żeby nie stracić dotychczasowego własnego żelaznego elektoratu a jednocześnie zyskać nowy, centrowy.

Ta hipoteza wydaje się bardziej prawdopodobna, choć podobna postawa wydaje się być dość karkołomna a precyzyjnie przygotowany szpagat, przy jednym niezręcznym ruchu, grozić może bolesną kontuzją.

Każda przebieranka niesie ze sobą spore ryzyko dekonspiracji, panie prezesie, a elektorat, do którego usiłuje pan puścić oko, nie jest aż tak głupi i naiwny, jak się panu wydaje! I dobrze pamięta pańską naczelną zasadę, z całym przekonaniem wcielaną w życie w czasach IV RP, że cel uświęca środki!

Pozwolę sobie spuentować dzisiejszy wpis złotą myślą Babci Karolci, która- jak sądzę- nie tylko mojej Babci była znana:-Oooo! Diabeł się w ornat przebrał i ogonem na mszę dzwoni!!!

16:34, babciabezmohera
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 10 maja 2010
Miło było, ale się skończyło!

Miło było, ale się skończyło! Kampania wyborcza rozkręca się w najlepsze, PiS nie przebiera w środkach, Platforma spętana nadmiarem kultury i dobrego wychowania- do czego to podobne??!!! Dosyć tego!! Do roboty, babciu!  Nie ma co ronić krokodylich łez, że Kaczyńskiemu rośnie poparcie, tylko pisać bez ogródek to, co się widzi i słyszy a także dobrze pamięta.

Kto tu zagląda- przeczyta, kto przeczyta- pomyśli, kto pomyśli- mocno się zastanowi, czy chce powrotu IV RP, choćby tylko w wersji prezydenckiej- ta też może być bardzo groźna. Z trudem przetrzymaliśmy blisko 5 lat prezydentury w wersji soft, powtórka- ale tym razem w wersji hard- może być trudna do zniesienia!

Mała dygresja:

Szanowny Panie Sawka! Kocham Pana do szaleństwa, szanuję, podziwiam... a przecież świadomie naruszyłam prawa autorskie- i jeśli nie przywoła mnie Pan do porządku, będę to nadal robiła! Dla usprawiedliwienia- pro publico bono! Bo nikt, tak jak Pan, nie potrafi paroma kreskami przeanalizować i podsumować aktualnej sytuacji w kraju. Tak więc - przepraszam i z całego serca DZIĘKUJĘ!

W najczarniejszych scenariuszach nie przewidywałam, że w kampanii prezydenckiej można będzie zagrać katastrofą smoleńską i cynicznie wykorzystywać żałobę w różnych jej przejawach. A tu się da- i to jak!!!

Kiedy na początku patrzyłam na posłankę Jakubiak w czerni, wypowiadającą się omdlewającym pół-szeptem, osłaniającą prezesa przed wścibskimi mediami, nawet ją podziwiałam, że jest taka współczująca i pełna empatii. Nie minął miesiąc i pół-szept zamienił się w  natarczywy dyszkant, którym to posłanka przekazuje własne prawdy objawione bezceremonialnie nie dopuszczając do głosu, bądź przerywając wypowiedź ewentualnego interlokutora.

Prawdy objawione:

1) Pan prezes jest naturalnym kontynuatorem misji swego brata,

2) Pan prezes jest człowiekiem ciężko dotkniętym przez los, toteż trzeba to uszanować i godzić się na wszystko, także na jego nieobecność w mediach- jako kandydata na prezydenta,

3) I wreszcie: o zmarłych można mówić wyłącznie dobrze albo wcale!

Być może PiS-owskich prawd objawionych jest więcej, ale myślę, że te mają charakter kluczowy. Spróbuję przedstawić własne stanowisko, polemizujące z tymi "prawdami". I tak:

ad 1) Być może pan prezes chciałby się stać kontynuatorem misji swojego brata, tyle że w/wym misja wcale nie cieszyła się poparciem ogółu Polaków i gdyby nie katastrofa lotnicza, to pan prezydent, ubiegający się o reelekcję, przegrałby wybory z kretesem.

ad 2) Nie zamierzam kwestionować rodzinnego dramatu pana prezesa, ale jest to kwestia dla Polaków drugorzędna. Mamy wybierać prezydenta kraju a nie żałobnika, tym samym mamy prawo poznać jego przyszłe prezydenckie plany. Zresztą żałoba jakoś nie przeszkodziła panu prezesowi zatroszczyć się o wawelskie splendory dla brata, ani też ruszyć z kampanią po kraju, bo tam raczej nie będzie niewygodnych pytań, szczególnie jeśli się jest często w otoczeniu wysokich dostojników kościelnych. Pan prezes po raz pierwszy podporządkował się wszystkim tym, którzy przestrzegali go przed aktywnością w wypowiadaniu się, bo wiadomo: krew nie woda, temperament wiecowy weźmie górę i słupki sondażowe szlag trafi!

ad 3) Rzeczywiście tak jest w polskiej kulturze, chociaż ta konkretna sytuacja nie przystaje do dotychczasowego obyczaju. Z jednej prostej przyczyny: żeby wiedzieć, czego się można spodziewać po kontynuacji poprzedniej prezydentury, to niestety, tę poprzednią trzeba najpierw ocenić i podsumować, by ostatecznie zawyrokować, czy kontynuacji chcemy czy nie- a śmiem twierdzić, że wielu zwolenników prezydentury Lecha Kaczyńskiego- poza PiS-em, oczywiście- nie było!

Możemy wybierać przedenta lub wybierać z litości doświadczonego przez los człowieka, nie bacząc, jakim byłby prezydentem. Możemy, pewnie! Ale przynajmniej pozbądźmy się złudzeń- to współczucie jest w nas nieustannie podsycane. Chora mamusia- oby żyła wiecznie, bo aż się boję myśleć, co by się stało, gdyby... Wieńce i znicze pod pałacem prezydenckim. Po co taka ostentacja i patriotyzm na pokaz?! Przecież są już groby ze szczątkami Zmarłych- Im należna jest pamięć, nie budynkowi publicznemu, choćby i wysokiej rangi!

Nie dajmy się zwariować! Jeśli współczucie i litość wezmą górę nad rozumem  i staną się głównym motywem wyboru prezydenta, to potem już tylko nad sobą będziemy mogli się litować!! I pluć sobie w brodę!!

16:35, babciabezmohera
Link Komentarze (16) »
niedziela, 09 maja 2010
Cześć ich pamięci!

Myślałam o wirtualnym zapaleniu świecy na rosyjskich żołnierskich grobach, tymczasem udało mi się być tam osobiście, choć to dość daleko. Cieszę się, że mogłam pojechać.

Zastanawiałam się, czy umieszczenie zdjęć z cmentarza nie naruszy powagi tego miejsca, potem pomyślałam jednak, że to może też utrwala pamięć o tych, którzy zginęli...

Po lewej stronie wejścia napis na kamiennej tablicy w języku rosyjskim. Ponad 16 i pół tysiąca żolnierzy, młodych ludzi, chłopaków, niemal dzieci jeszcze...

Po przekroczeniu bramy widok monumentalnego pomnika pamięci.

Z lewej strony posąg lotnika...

w środku wieńce, kwiaty i znicze...

po prawej- żołnierz piechoty.

A dalej, po lewej, po prawej już tylko groby, groby, groby... Z tablicami, z nazwiskami i ilością przeżytych lat, i te najsmutniejsze- zapomniane, bezimienne...

Po drugiej stronie bramy wejściowej druga kamienna tablica- tym razem w języku polskim.

I za bramą, wśród drzew- smukła brzoza, szeleszcząca listkami na wietrze. Zawsze kojarzyła mi się z krajobrazami rosyjskich filmów wojennych...

Na cmentarzu żolnierzy radzieckich płoną także nasze światełka pamięci a ja chylę głowę przed tymi, którym nie dane było wrócić do rodzin, którzy zostali już u nas na zawsze... Cześć ich pamięci!

A jeśli ktoś będzie jechał z Warszawy w kierunku Augustowa i minie Pułtusk a po prawej stronie zobaczy tablicę Kleszewo, niech się na chwilkę zatrzyma, bo to właśnie tam spoczywają oni, tacy młodzi i tylu ich... blisko 17 tysięcy...

18:16, babciabezmohera
Link Komentarze (18) »
sobota, 01 maja 2010
DIETA-CUD!!!

Rano małżonek zażartował, żebym sobie małe chorągiewki do kijków przyczepiła, co by uświetnić robotnicze święto, ale tak się rozpadało, że o żadnym wędrowaniu mowy być nie może!

Co za pogoda! Zupełnie nie pierwszomajowa! Co roku było słońce! Mogło być zimno, mógł nawet poprószyć śnieg / bo i to pamiętam/, ale słońce było jak na zamówienie- aż wszyscy podkpiwali, że Pan Bóg sprzyja komunistom. ;)))

To dla rozsłonecznienia tego zapłakanego dnia przytoczę dietę cud, ilustrowaną zdjęciami ze slajdu "Co robią kucharze, jak się nudzą?".

No i do roboty!!!

TŁUMACZENIE WYWIADU, JAKIEGO DR PAULO UBIRATAN ZE SZPITALA W BRAZYLIJSKIM PORTO ALEGREON UDZIELIŁ LOKALNEJ TELEWIZJI.  WYWIAD OD WIELU MIESIĘCY JEST ROZSYŁANY, POWIELANY, KOMENTOWANY I CHWALONY PRZEZ MILIONY MIESZKAŃCÓW AMERYKI ŁACIŃSKIEJ.

- Doktorze, ćwiczenia aerobikowe przedłużają życie, prawda?

- Ludzkie serce jest tak zaprogramowane, aby uderzyć określoną ilość razy. Nie marnujmy więc tych uderzeń na ćwiczenia. Wszystko się przecież zużywa. Twierdzenie, że sport to zdrowie jest tak samo trafne jak sugestia, że szybka jazda samochodem przedłuży jego sprawność. Chcesz żyć dłużej? Zrób sobie sjestę!

-A co z mięsem? Czy rzeczywiście dla zdrowia należy jeść jak najwięcej owoców i warzyw?

- Zastanówmy się nad logistyką pokarmu. Co je krowa? Trawę i kukurydzę, prawda? To przecież rośliny. Zjedzenie befsztyka jest więc niczym więcej jak bardzo efektywnym wprowadzeniem warzyw do naszego organizmu. A że nasze trawienie wspomaga jedzenie produktów zbożowych, od czasu do czasu warto też posilić się drobiem.

- A czy należy ograniczyć spożycie alkoholu?

- W żadnym wypadku! Wino robi się przecież z owoców. Z kolei brandy czy koniak to przedestylowane wino, co oznacza nic więcej jak to, że z wyjściowych owoców zabiera się więcej wody, aby człowiek mógł je jeszcze lepiej wykorzystać. To po prostu skondensowane owoce. Z kolei piwo to produkt zbożowy. Trzeba je pić!

- Jakie są korzyści z regularnych ćwiczeń fizycznych?

- Tak jak już mówiłem: nie marnujmy serca. Nie należy naprawiać czegoś, co nie jest zepsute. Skoro się dobrze czujesz, to po co komplikować życie. 15 minut seksu dziennie jest więcej niż wystarczające do utrzymania formy.

- A co ze smażelinami? Ostatnio mówi się dużo o ich szkodliwości.

- Nie, jeśli używamy oleju roślinnego. Produkty pochodzenia roślinnego są podstawą zdrowego żywienia.

- No, ale ćwiczenia pomagają na pewno w odchudzaniu?

- Z tym trzeba uważać. Bowiem intensywnie ruszane mięśnie mają przecież tendencję do wzrostu. Zobaczmy na takie wieloryby. Żywią się tylko planktonem, piją tylko wodę, cały czas się ruszają i jakie są grube! Poza tym pamiętajmy: zając cały czas biega, skacze ale żyje maksymalnie 15 lat. Z kolei żółw nie skacze, nie biega, porusza się powolutku, nic nie robi i żyje nawet 450 lat. Gdyby dużo chodzenia było zdrowe, to listonosze żyliby wiecznie!

- A co z czekoladą?

- Toż to kolejna roślina! Kakao jest wspaniałym pokarmem powodującym uczucie szczęśliwości. Jedzmy go jak najwięcej!

I pamiętajmy. Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem:- Było warto! Cóż to była za wspaniała podróż!

Dieta dobra jak każda inna. Chcesz z nie skorzystać?- proszę! Nie?- to nie! Wybór należy do Ciebie!

POZDRAWIAM WSZYSTKICH SERDECZNIE I MAJOWO! :))) Babcia

 

13:18, babciabezmohera
Link Komentarze (17) »
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm