RSS
czwartek, 25 czerwca 2009
Kilka dni przerwy

W gruncie rzeczy mogłabym na tytule zakończyć. Może nawet znajdę kilka chwil, żeby wdepnąć na znajome blogi, ale boję się, że zabraknie mi już czasu, by pozostawić jakiś ślad swojej obecności.

W najgorszym układzie odezwę się pod koniec przyszłego tygodnia.

Wszystkim życzę ZDECYDOWANIE LEPSZEJ POGODY a gdy przekorny los zdarzy inaczej, to po prostu POGODY DUCHA! ;)))

21:52, babciabezmohera
Link Komentarze (17) »
wtorek, 23 czerwca 2009
Siła złego na jednego, czyli...

Siła złego na jednego, czyli... syndrom Pollyanny.

Odrobiłam zadaną mi na sąsiedzkim blogu pracę domową i przeczytałam skrupulatnie od początku do końca książkę  Eleanor Hodgeman Porter "Pollyanna dorasta" /pierwszej części w bibliotece akurat nie było/ i wiem na pewno, że czego nie przeczytałam /i czym nie zachwyciłam się/ we wczesnym dzieciństwie czy młodości, tego raczej nie będę uwielbiać na starość. A "Pollyanny" dotąd nie znałam.

Książka jest urocza, ciepła, ocieka strumieniami słodyczy, dobra i altruizmu we wszelakiej możliwej postaci, a jednak wpieniła mnie do białego. Jest to o tyle niezwykłe i wręcz niewiarygodne, że może niezdarnie- ale już od lat- gram w grę Pollyanny pt. jestem dobra dla wszystkich, przyjaźnię się z całym światem, kochajcie mnie, bo jestem fajna, umiem szukać we wszystkim dobra i piękna- i zawsze będzie wam ze mną dobrze!...

Mnie samą zdumiała własna reakcja- absurdalna, nieoczekiwana, nieracjonalna- dziwna! Zaczęłam się temu przyglądać i sprawdzać, co za tym stoi. Wcale nie słownictwo i język z przełomu XIX/ XXw., nawet nie kontrasty społeczne i założenie, że bogaty powinien być zimnym draniem bez serca i kompletnym egoistą a biedny- dobry i szlachetny bez miary. Poruszyła mnie do żywego sama istota i filozofia książki: żyj tak, żeby innym było z tobą dobrze NAWET JEŚLI TOBIE BĘDZIE Z TYM ŹLE, NAWET ZA CENĘ TWOJEGO SAMOUNICESTWIENIA!!!

Postawiłam lustro ... i zobaczyłam karykaturalnie wykrzywioną własną twarz. Cholera!!! I ja tę idiotyczną ideę przeszczepiłam na następne pokolenie! Zaszczepiłam ugodowość i spolegliwość zamiast umiejętności dbania o własne interesy / przy czym ta ostatnia umiejętność wcale nie wymusza przy okazji krzywdzenia innych ludzi!/.

Jest takie nie pozbawione sensu powiedzenie, że kto ma miękkie serce, musi mieć twardą d... Fakt! Zebrałam w życiu dość kopniaków, sama też ich trochę rozdałam, choć pewnie nie do końca tym, komu naprawdę się należały. I nawet nie o to chodzi. Zadysponowałam moim życiem, jak umiałam najlepiej, a że niespecjalnie umiałam- to już inna sprawa. Rozwaliło mnie stwierdzenie oczywistości, że jeśli moje dzieci nie dojdą do tej prostej prawdy, że pewne formy egoizmu też mogą być zdrowym objawem, to już mogą d... smarować, żeby kopniaki od życia choć trochę mniej bolały... :(

17:30, babciabezmohera
Link Komentarze (17) »
wtorek, 16 czerwca 2009
Odkryte skarby

"Rok akademicki" /w cudzysłowie, żeby zbyt dostojnie nie zabrzmiało!/ zakończyłam na początku czerwca, ale skrzętnie pospisywałam z tablicy ogłoszeń, na co jeszcze warto byłoby się wybrać i w ten sposób  uczestniczyłam  w pięknym koncercie muzyki poważnej już w połowie miesiąca.

Piękny koncert- porywająca muzyka, śpiew!

Młodzi ludzie- zaangażowani, przejęci, skupieni. Koncert trwał blisko 3 godziny, z krótką tylko 15-minutową przerwą. Uczniowie /może studenci/ szkól muzycznych z pięciu krajów europejskich dali z siebie wszystko! Bardzo się cieszę, że mogłam uczestniczyć w tym koncercie, dziwiło mnie tylko, że tak niewielu warszawiaków chciało z tej możliwości skorzystać- wolnych miejsc na sali było całkiem sporo! :(

p.s. Nie udało mi się zlikwidować prześwietlonej plamy- trudno, musi być, jak jest!

 

 

 

16:43, babciabezmohera
Link Komentarze (31) »
sobota, 13 czerwca 2009
Madonna, biskup i Boże Ciało

Znowu czuję się religijnie poszatkowana. Zaczęło się od luźno rzuconej informacji, że biskup będzie wizytował szkołę. Teoretycznie ani mnie to ziębi, ani grzeje; ani z biskupem nie mam nic wspólnego, ani ze szkołą. Teoretycznie- bo telepnęło i to zdrowo! Odebrałam to jak zamach na moją wolność. Głupia baba! Bliżej jej do trumny niż do kołyski, tu już się trzeba Panu Bogu zacząć podlizywać /choćby i przez pośredników!/, a tej się buntów zachciewa!

Doszła informacja o protestach przeciwko koncertowi Madonny. Fanką Madonny nie byłam i nic nie wskazuje na to, żebym była w przyszłości. Na koncert się nie wybierałam, więc niczego nie stracę, niezależnie od tego jak się akcja rozwinie, a jednak... znowu mnie ta sytuacja uwiera, znowu mi przeszkadza!

I wreszcie Boże Ciało, cały ten przepych, baldachimy, plotkujący z tyłu bliźni - i pytanie telewizyjnego prezentera: - Od jak dawna obchodzone jest to święto? Zważywszy na tysiąclecia- stosunkowo niedawno. Więc to wymysł człowieka- nie Boga?

APAGE SATANAS! Nic nie poradzę- złe myśli chodzą mi po głowie. Czy Bogu podobają się takie uroczystości, czy zwiększają one bożą chwałę? Czy ci, którzy nakazami i zakazami chcą krzewić wiarę, oby od niej nie odstraszają? Czy jest lepsza ewangelizacja od przykładu własnego życia?

Bóg dał człowiekowi wolną wolę, czy zadowolony jest z działań tę wolę ograniczających? Czy można zadekretować wiarę? A moralność? Nawet jeśli się to duchowieństwu podoba, Jemu wcale się podobać nie musi... A jak się do tego wszystkiego ma wrażliwość sumienia?...

Jest mi źle, duszno- brak mi powietrza. Chciałabym żyć w idealnym kraju, w którym wszystkim jest ze sobą dobrze, w którym nikt nikogo na siłę nie ciągnie do Pana Boga na dywanik, nie narzuca przekonań, uznając je za jedynie słuszne! Dlaczego jest nam ze sobą źle, skoro to taki religijny kraj, skąd tyle nienawiści i wrogości między ludźmi?!!

12:53, babciabezmohera
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 08 czerwca 2009
Upiorne ślimaki

Ślimaki, już od dzieciństwa, nieodmiennie budziły ciepłe uczucia. Lazło toto powolutku, cierpliwie taszcząc na sobie skorupowy domek, lekko poruszając czułkami, jakby w poszukiwaniu prawidłowej trasy .- Ślimak, ślimak, pokaż rogi...- wierszyk znany chyba każdemu, niezależnie od wieku i płci. I to delikatne dotknięcie dla sprawdzenia, jak szybko skurczą się, cofną przed intruzem.

Tak było- do czasu!

Pojawił się jakiś nowy rodzaj ślimaka, który ślimakiem jest głównie z nazwy a z wyglądu przypomina skrzyżowanie nażartej dżdżownicy z kluchowatym, rozgotowanym makaronem. Bez chitynowej skorupy, może mają coś szczątkowego blisko głowy, ale to raczej symboliczne okrycie. Rdzawe, brunatne, ścierowate, oślizgłe- są obrzydliwe! Pewnie byłyby do zaakceptowania, gdyby nie ich ilość- to już chyba jakaś kosmiczna inwazja! A już po deszczu nie sposób przejść po ulicy, po chodniku, żeby się na którymś nie przejechać, szczególnie po zmroku, kiedy są praktycznie prawie niewidoczne.

Walka z nimi z góry skazana jest na przegraną. Wymiatam je sprzed domu / bo trudno, żebym odślimakowiała całą ulicę!/, wyrzucam w odległe krzaki, a za jakiś czas operację można powtarzać od początku. Nawet byłam zdziwiona, że taki pokarm na asfalcie jak na talerzu podany- a ptaki nic! kompletnie się nie interesują! Dopiero koleżanka powiedziała mi, że te ślimaki-dziwaki są mocno toksyczne. Skąd się to diabelstwo wzięło?! Kiedyś nikt o czymś takim nie słyszał...

Szczęśliwie w tym roku krety odpuściły.  ;)

17:11, babciabezmohera
Link Komentarze (21) »
piątek, 05 czerwca 2009
Najtrudniej

Tak łatwo niszczyć, tak trudno budować! A najtrudniejsza jest zmiana mentalności... pokoleń trzeba! Ale i na to zawsze jest nadzieja.

Do zobaczenia przy urnach wyborczych! :)

11:36, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
czwartek, 04 czerwca 2009
Zdążyłam :)

Szanowni zarządzający internetowymi mądrościami po raz kolejny- ulepszając i udoskonalając- kompletnie zbili mnie z pantałyku i  przyjdzie mi jeszcze na stare lata zacząć się angielskiego uczyć, żeby po raz kolejny opanować wiedzę, jak wstawić  coś /zdjęcie, gifa/ z komputera na blog. Tym razem jakoś się udało! Na szczęście jestem już nieco odważniejsza w eksperymentowaniu, więc metodą prób i błędów z czasem dojdę do poprzedniego stanu wiedzy- tym razem w nowym, angielskim opakowaniu. Wiwat, młodzi!- tak trzymać! Nie pozwólcie starym zmurszeć- niech ćwiczą bez przerwy szare komórki!

Ale ja w gruncie rzeczy nie o tym!

Czekałam na ten dzisiejszy dzień z nadzieją, ale i niepokojem- dużym niepokojem! Już szczęśliwie minął! Nie udało się nikomu przekreślić i zniszczyść naszego wspólnego święta, naszej radości i dumy- było pięknie i uroczyście, i mądrze!

Minęło 20 lat. Gdy słyszę, że "Nic się nie zmieniło!"- nie wiem, czy śmiać się, czy płakać i zastanawiam się, czy to ślepota, głupota czy zwyczajnie zła wola.

Przeskakują mi w wyobraźni obrazki z przeszłości: pełnia szczęścia, gdy w prezencie imieninowym dostałam worek szarego papieru toaletowego, gdy z biciem serca czekałam, czy tym razem dadzą mi paszport, bym mogła ciężką pracą w truskawkowych redlinach szwedzkich pól dorobić do naszych ubożuchnych polskich pensji. Pamiętam strach na granicy, upychanie po kieszeniach nadwyżek papierosów, bo tam były drogie a wszyscy palili, pamiętam własne upokorzenie, poczucie biedy i bycia człowiekiem drugiej kategorii. Pamiętam, jak się serdecznie uśmialiśmy, gdy dzieci kolegi spytały go, czy tam /w Szwecji/ są PEWEXY a on im odpowiedział:- Wyłącznie! Pamiętam powroty i nagły- szczęśliwy ale i bolesny- przeskok do naszej szarej, brudnej i biednej Polski...

Jest tych obrazków tysiące! Zabawne i dramatyczne, różne- okruchy życia, których nie jest w stanie pojąć młody człowiek, mówiący z dezaprobatą- nic się nie zmieniło!... Jakież on ma prawo do tak kategorycznych a fałszywych sądów??!!!

I następne sceny: Komitety Obywatelskie, niepokój i nadzieja- i wybory, i wybuch entuzjazmu!!

I te 20 lat zmagań, trudu i wyrzeczeń. I rosnacej dumy, że Polska zmienia się na lepsze, pięknieje i rozkwita, że coś nam się wspólnie wreszcie naprawdę udało!! Znowu niepokój, żeby tego nie zaprzepaścić i nie zmarnować, bo to jeszcze takie delikatne, kruchutkie i świeże- jeszcze nie jest dość silne, jeszcze nie całkiem okrzepło. Potrzeba nam bycia w Unii jak powietrza. I nie jest tak, że "nam się należy jak psu zupa!" jak raczyła to określić pani, mieniąca się być politykiem pierwszej linii. To nie jest tak, proszę pani! Wiele jeszcze da się zepsuć, niestety...

Tyle już za nami, tyle doświadczyliśmy... Jeszcze jeden krok, jeszcze jedne wybory, jeszcze jedne, jeszcze jedne- i może wreszcie znajdziemy się na prostej! Nie jest łatwo, nigdy nie było, ale to od nas zależy, czy szanse są po naszej stronie, czy niechętnie odrzucimy je od siebie...

Patriotyzm to nie dęte akademie, IPN-y i skłócanie narodu; patriotyzm dziś to zwykłe wrzucenie kartki do urny wyborczej, pokazanie, że los naszego kraju nadal jest dla nas ważny. Postarajmy się zagłosować na ludzi mądrych i odpowiedzialnych, którzy coś dobrego dla nas zrobią; nie tylko dla nas- Polski, dla nas -Europy!; ludzi, których nie będziemy musieli się wstydzić! A jest ich na listach wystarczająco dużo!

W zasadzie jestem przeciwnikiem wszelkiego rodzaju łańcuszków- tym razem działam jakby wbrew sobie: spróbujmy porozmawiać z bliskimi, przyjaciółmi, znajomymi. Jeśli każdy z nas przekona do głosowania w niedzielnych wyborach 2-3 osoby, a one przekonają kolejne ... marzycielka? Przecież zawsze wszystko zaczyna się od marzeń!!  :))

22:02, babciabezmohera
Link Komentarze (8) »
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm