RSS
niedziela, 28 czerwca 2015
Dron

Kura siedziała na trawniku i z czymś się zmagała. Już trzymała w zębach. Haczyka w pobliżu nie było widać.  Trochę mnie podkręciło: znowu coś gdzieś wygrzebała i zapaskudzi cały trawnik.

-Kura! Zostaw to!- krzyknęłam. Spojrzała na mnie a wtedy "to" wysunęło się jej z pyska i powoli dostojnie unosiło się wyżej i wyżej... Nie do uwierzenia- dron! Skąd on się tu wziął i co obserwował? Byłam bardziej zdumiona niż przestraszona. I w tym zdumieniu się obudziłam.

No, tak. Nasłucha się człowiek o wojnach, zamachach i szpiegowaniu, to mu się potem głupoty nocami śnią.

Dobrze, że to tylko sen!

18:17, babciabezmohera
Link Komentarze (14) »
piątek, 26 czerwca 2015
Savoir vivre

W latach powojennych, kiedy chaos wdzierał się jeszcze do domów, zapanowała moda, trend zachowywania się zgodnie z ustalonymi zasadami, tak jak należy, tak jak wypada. Myślę, że ludzie tęsknili do jakiegoś uregulowania życia, uczynienia go przyjemniejszym, bardziej przewidywalnym, przyjaznym. Jan Kamyczek w "Przekroju" święcił triumfy, instruując Polaków, jak wygląda wspólny obiad i zachowanie przy nim, kto komu pierwszy podaje rękę, kto pierwszy w drzwiach a kto na schodach, jak się zwracać do kumpla a jak do przełożonego, jaki nagłówek w oficjalnym piśmie i temu podobne.

Dziś często mam wrażenie, że trend jest odwrotny- wszystko wolno, zero ograniczeń, hulaj dusza, aby prędzej do płytkiego kontaktu z innymi człekokształtnymi. Mam ochotę przerwać dorosłemu to przerwę, chcę kopnąć krzesło, to kopnę, chcę bluzgnąć rynsztokiem, to bluzgnę- grunt to ekspresja i samorealizacja w każdej dziedzinie życia. Wybaczcie, ale prowadzi to do zwykłego zdziczenia i nie ma nic wspólnego z tolerancją dla odmienności ani akceptacją indywidualizmu. K.... króluje w domach i na ulicy, słychać ją w kinie i w utworach muzycznych, wdarła się do masowej kultury, stanowi przecinek w gruchaniu zakochanych.

Wulgaryzacja życia przybrała katastrofalne rozmiary. Atakuje w różnych miejscach, odczytuję ją jako zapowiedź brutalnego zachowania i zwyczajnie się boję. Nikt się z nikim nie liczy, lekceważy się cudze potrzeby i cudzą wrażliwość.

Jechałam autobusem. Koło mnie stała para relacjonująca sobie nawzajem wydarzenia towarzyskie ostatnich dni. Kobieta była względnie stonowana, za to facet przecinkował bez umiaru, dodając też często gęsto inne równie krwiste określenia. Czułam się z tym fatalnie. Nie dlatego, że jestem taka mimoza, która bluzgnąć nie potrafi. To po prostu nie było miejsce na takie słownictwo! To było miejsce publiczne, dla wszystkich i czułam, że ktoś mi to miejsce zbrzydza do granic wytrzymałości. Czułam się jak obita po pysku, jakby wytarto sobie ubryzgane buty o moją starość, o moją kobiecość. Wiedziałam, że muszę zareagować, bo nikt inny się do tego nie kwapił. Muszę zareagować, żeby się później źle nie czuć z sobą samą. A przecież się bałam. Autentycznie się bałam, że po mojej uwadze zostanę oblana wiadrem pomyj i nie znajdzie się nikt, kto by mnie wsparł. Jak to rozegrać?

Wymyśliłam krótkie pytanie rodem z początków XIX w, tak żeby facet nie miał się do czego przyczepić. Pytanie brzmiało mniej więcej tak:- Czy byłby pan uprzejmy snuć swoją opowieść, nie używając aż tylu mocnych wyrazów? Spojrzał na mnie, jakbym się urwała z księżyca: - Postaram się!- powiedział krótko, po czym faktycznie się przyciszył a bluzgi niemal zniknęły.

Kamień spadł mi z serca. Tylko, czy tak to powinno wyglądać?...

***

Kiedy słyszę lekceważący szum rozmów w parlamencie, gdy prezentowana jest kandydatura Kidawy na marszałka sejmu, gdy posłowie nie reagują na uciszanie prowadzącego obrady, czuję się jak wtedy w autobusie- poniżona i zlekceważona. I co gorsza, nic z tym zrobić nie mogę.

***

Kiedyś w szkołach były tzw. godziny wychowawcze. Nie wiem, czy jeszcze są. Warto by na takich godzinach rozmawiać z dziećmi, młodzieżą o zasadach koegzystencji, wprowadzać savoir vivre i egzekwować jego znajomość. Może za ileś lat da to dobre owoce?...

***

I jeszcze p.s. w sprawie pogody:

16:29, babciabezmohera
Link Komentarze (21) »
środa, 24 czerwca 2015
Zaległości filmowe

Co pewien czas dopada mnie pokusa, żeby kupić gazetowy film i w domowym zaciszu obejrzeć. Kupować kupuję, ale nie zawsze oglądam od razu, więc gromadzą się zaległości do tzw. późniejszego obejrzenia.

Wczoraj obejrzałam "Carte blanche" z Chyrą.

O pierwowzorze czytałam w prasie, bo film jest oparty na faktach. Jest o nauczycielu, który nie zrezygnował z zawodu mimo postępującej ślepoty.

Pomyślałam, że każdy zmaga się z przeciwnościami losu na swój sposób, ale niektórzy ocierają się o granice heroizmu. Żyć pełnią życia to nie tylko czerpać garściami radość, szukać przygód, poznawać fantastycznych ludzi... Żyć pełnią życia to też zmagać się z własnymi deficytami, to wychodzić naprzeciw trudnościom, godzić się z tym, z czym pogodzić się jest tak trudno... A może plotę głupoty?... ;(

12:43, babciabezmohera
Link Komentarze (9) »
wtorek, 23 czerwca 2015
Tit Anik w TR

 

 

 

Nie odwołali. Byłam, obejrzałam i zaraz podzielę się wrażeniami.

Najpierw informacja z ulotki:

"Projekt graficzki Oli Cieślak to newage'owa baśń dla dorosłych, inspirowana japońskim teatrem Noh, komiksem i estetyką kawali. Jej tematem jest dojrzewanie kobiety, odkrywanie własnej tożsamości, walka z własnymi wyobrażeniami i demonami. Siedmioletnia Anik zostaje porwana przez falę różowej melasy podczas katastrofy elektrowni glukozowo-nuklearnej. Po dwudziestu latach wypływa jako przetrawiona przez nową rzeczywistość heroska. W bogu Hell'o'kitty widzi swojego ojca. Jaki mamy wpływ na to czym się stajemy, a na ile jesteśmy zdeterminowani przez otoczenie? Co czyni nas ludźmi? Jakich bogów i bohaterów potrzebujemy? Tym zajmuje się ta surrealistyczna przypowieść utrzymana w duchu nowej mitologii."

Więc jakby tu powiedzieć? Odlot całkowity w każdym wymiarze- wizualnym i słownym. Przed spektaklem przeczytałam ulotkę, żeby choć trochę wiedzieć, czego się mam spodziewać a sztuka i tak przerosła moje oczekiwanie. Teoretycznie znając treść, w praktyce kompletnie nie wiedziałam , o co chodzi. Podobnie jak O. /byłyśmy we dwie/ momentami miałam wrażenie, że łapię, po czym okazywało się, że jednak nie!

Z tego wynika, że się zawiodłam? Nic bardziej błędnego! O. była zadowolona, że ja jestem zadowolona; ja byłam zadowolona całkowicie i bez zastrzeżeń! Przez cały spektakl śledziłam to, co się dzieje na scenie z dużym skupieniem i dzielnie usiłowałam wiązać ze sobą sekwencje, co udawało mi się raczej z mizernym skutkiem. Pewne symbole były dość czytelne, inne stanowiły nierozwiązywalną /dla mnie/ zagadkę, co zresztą wcale nie przeszkadzało mi w odbiorze. Efekty wizualne /super przedziwne stroje, różnorodność oświetlenia, obrazy filmowe rzucane w tle/ + wyrazista gra aktorska trzymały uwagę w napięciu przez cały czas i były bardzo atrakcyjne dla oka!

Powiem tak: zawód aktorski zawsze był dla mnie godny podziwu. Zachwycałam się kunsztem gry, ale też niebywałą pamięcią, która pozwala aktorowi opanować ogromne ilości tekstu. Po wczorajszym spektaklu mój podziw wzrósł do potęgi n, bo dla mnie niewyobrażalne jest nauczenie się tekstu, który nijak nie jest ze sobą logicznie powiązany. Coś jak 'dużo marynarka siedem dlaczego tutaj' czy coś w tym rodzaju. Oczywiście przesadziłam, ale nie tak znów bardzo. Monologi i dialogi były równie udziwnione jak scenografia i kostiumy.

Z mojego punktu widzenia tekst mógł być a równie dobrze mogłoby go nie być i prawdopodobnie mój odbiór byłby zbliżony. Równie dobrze mogłam go potraktować jak oprawę muzyczną. I dobrze!

Bardzo się cieszę, że byłam na tym przedstawieniu. To ogromnie wzbogacające doświadczenie. Inne niż wszystko dotychczas i może przez to szczególnie intrygujące. Mówię wyłącznie o swoich doznaniach. Ale brawa na koniec były długotrwałe, więc chyba generalnie widzom się podobało. Jeszcze dziś grają ten spektakl i kto go obejrzy, na brak wrażeń nie będzie narzekał! ;))

12:30, babciabezmohera
Link Komentarze (5) »
sobota, 20 czerwca 2015
Prezes miał nosa!

Zmieniłam kanał, gdy p. Szydło już przemawiała na Konwencji PiS-u jako przymierzany premier przyszłego rządu. Ale to chyba był początek jej wystąpienia.

Najpierw mną telepnęło: a niby za jakie grzechy mam tego słuchać?! Po czym rozsądek wziął górę: dobrze wiedzieć, co przeciwnik polityczny ma do powiedzenia. I grzecznie i do końca wszystkiego wysłuchałam.

Oto moje luźne uwagi w kolejności przypadkowej:

1) Gigantyczne zaskoczenie. Do tej pory odbierałam tę kobietę jako osobnika chronicznie cierpiącego na wrzody żołądka, który w dodatku  przeżywa permanentną żałobę. Jej zbolała mina i ledwie słyszalny głos sprawiały wrażenie, że do trzech zliczyć nie potrafi.Dziś zrobiła na mnie niebywałe wrażenie. Mało, że długie wystąpienie było "z głowy", to miało logiczny ciąg, było spójne i wygłoszone z przekonaniem- dodatkowo: w sposób naturalny i odbiegający od wyuczonej lekcji, spokojnym głosem, bez zbędnej gestykulacji /poza jednym- taaaaaka ryba!- uniesieniem rąk/. Przyznam, że mi zaimponowała.

2)Właściwie można byłoby powiedzieć, że w obietnicach była Dudą-bis. Nie wiem nawet, czy nie pobiła rekordu, bo gdyby zrealizowano wszystko zapowiadane, to Polska z dnia na dzień stałaby się rajem na ziemi, krainą mlekiem i miodem płynącą, ze stoczniami i kopalniami, z krótkim stażem pracy i wysoką emeryturą, z idealnym szkolnictwem i troskliwą służbą zdrowia, świetnie opłacaną zresztą, nie wspominając już sprawiedliwej sprawiedliwości i wyrozumiałych pracowników podatkowych itd., itd., itd. Krótko mówiąc Polska stałaby się krainą szczęśliwości i marzeń każdego mieszkańca kuli ziemskiej, w dodatku  będącą pierwszoplanowym krajem w Europie...

3)Wystąpienie było tak sugestywne, że przyszły mi do głowy dwie możliwości: albo jest taka głupia, że wierzy w to, co mówi, albo jest tak cyniczna, że gotowa jest na wszystko, byle tylko wygrać jesienne wybory a później już niech się dzieje, co chce! Osobiście stawiam na tę drugą ewentualność, bo o brak rozumu jednak jej nie podejrzewam.

4) Prezes z kamienną twarzą słuchał jej wystąpienia, obracając jedynie kluchy w gębie. Niby klaskał wraz z innymi w odpowiednich momentach, ale nie sprawiał wrażenia jednego z elementów rozentuzjazmowanego tłumu. Ciekawe, co w nim przeważy- zadowolenie z trafnego kiksu, który może dać PiS-owi wygraną, czy zraniona miłość własna, bo nagle tu i teraz jakaś kobieta odebrała jemu przynależny show i nikt nawet się nie zająknie- Jarosław, Polskę zbaw! Obatel klaszcze, wszyscy klaszczą- co jest grane?!

To jakby tyle.

W zestawieniu z tym wystąpienie premier Kopacz na Konwencji PO było miałkie i nijakie, co zauważam z dużą przykrością. Jeżeli Platforma nie przestanie się samoudręczać i dodatkowo robić rozpaczliwych ruchów celem pozyskania wyborców, to mamy pozamiatane, bo PiS prze do przodu jak taran, nie oglądając się na boki. A co to oznacza, już chyba nawet tłumaczyć nie trzeba- czeka nas IV RP podniesiona do kwadratu. I gorycz w gębie! :((

19:46, babciabezmohera
Link Komentarze (26) »
piątek, 19 czerwca 2015
Wyszło szydło z worka!

Właściwie jeszcze nie wyszło, ale to tylko kwestia czasu.

Podobno prezes szykuje p. Szydło na przyszłego premiera rządu. I prawdopodobnie całkiem sporo ludzi kupi ten teatr. I można krzyczeć do zachrypnięcia i demistyfikować fałsz, przypominać, jak to drzewiej bywało z wymiennością premierowania i że Marcinkiewicz całkiem niedługo cieszył się stanowiskiem zanim został z siodła wysadzony, ale czy moje krzyki zostaną usłyszane? Wątpię.

Zresztą, co ja się dziwię, skoro wydawałoby się poważny dziennikarz- p. Jacek Żakowski przyjął tabloidowy sposób prowadzenia antenowych rozmów. Kiedyś należało sprawdzić wiadomość, zanim poszła w eter. Teraz wystarczy dodać znak zapytania i już można pchnąć każdą plotę, nawet się przy tym nie sumitując, przy czym powołanie się na brukowca ma być wystarczającą podstawą do nagłośnienia ploty.

Wyraźnie kurczy się zestaw dotąd szanowanych przeze mnie dziennikarzy. Wielka szkoda, że tak ten zawód schodzi na psy! :((

20:56, babciabezmohera
Link Komentarze (11) »
czwartek, 18 czerwca 2015
Pojechać 40 km na szklankę piwa?!

Właściwie mogłabym zacząć - osiołkowi w żłoby dano!

Ale po kolei.

Kiedyś wyraziłam życzenie obejrzenia jakiejś sztuki w Teatrze Współczesnym, ot po prostu, żeby sprawdzić, czy teatralne odloty awangardowych reżyserów byłyby dla mnie do strawienia. Taka sobie luźna gadka-szmatka i nawet specjalnej wagi do tego nie przykładałam. I co? Na urodziny dostałam dwa komplety biletów do tegoż teatru na "Jasia i Małgosię" i "Tit Anik". No, super! Jaś miał być grany 17.06.

Dogadałam się z synową, że razem pojedziemy, jako że mąż nie był zainteresowany współczesnymi sztukami. Kilka dni przed spektaklem przychodzi do mnie synowa z informacją, że dopiero sprawdziła i okazało się, że na ten sam termin ma bilety do Teatru Polskiego na sztukę:

Według listów Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory. I może wolałabym na to pójść? Przyznaję uczciwie, że oczy mi się zaświeciły. Pies drapał współczesność, Osiecka to Osiecka- wiadomo! Ale te bilety urodzinowe trochę mnie w sumienie drapały, bo jakże to tak nagle zrezygnować z czegoś, o czym się samemu mówiło... Szczęśliwie dzieci mam wielkoduszne i wyrozumiałe. Nie ma sprawy, bilety się zwróci, pewnie, że idź na to, co sprawi ci więcej przyjemności!

Bilety na "Jasia i Małgosię" zostały zwrócone. Po czym, na dzień czy dwa przed spektaklem,  okazało się, że synowa też nie może jechać i na gwałt trzeba szukać chętnego, bo przecież czysta zgroza by była, żeby taaaakie bilety się zmarnowały!! O dziwo, było z tym trochę zachodu- chociaż rozumiem, bo to wszystko w ostatniej chwili- ostatecznie umówiłam się z siostrą męża i jej koleżanką /były 3 bilety/.

W środę do Warszawy pojechałam sporo wcześniej, żeby zlokalizować miejsce. Kasy biletowe przy Krakowskim Przedmieściu, ale sala teatralna jest gdzie indziej, więc wejdę i zapytam, najlepiej mnie poinformują. No i informację otrzymałam taką, jak się patrzy! Spektakl jest odwołany, wznowienie być może dopiero jesienią. Mogą zwrócić pieniądze, albo zamienić na "Emigrantów", w tej samej cenie. Gdyby to było tego samego dnia, pewnie bym się zdecydowała, ale znowu kombinować i układać ludziom grafiki- dałam sobie spokój! Wzięłam forsę i ruszyłam na spotkanie. Wściekła, rozczarowana, zniesmaczona, że niechcący kogoś dodatkowo wpuściłam w maliny!

Ja to mam szczęście!

Obie panie były wyraźnie rozbawione i wcale nie miały mi za złe. Poszłyśmy na piwo i pogaduchę i było nad wyraz przyjemnie, tyle że ja siedziałam nad mineralną, bo piwa nie lubię. Do domu wróciłam sporo przed zapowiadanym czasem.

***

W poniedziałek wybieram się na tę drugą sztukę. Z krótkiej notki wynika, że to całkowity odlot! No, cóż. Zobaczymy /jeśli nie odwołają! ;(/.

21:11, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
wtorek, 16 czerwca 2015
Ostrożna nadzieja

Po uświęceniu prezydenta elekta upadającą hostią i po jego dość wyraźnym samookreśleniu a także po powołaniu nowych trzech ministrów i propozycji na nowego marszałka sejmu przez PO trochę odetchnęłam.

Wygląda na to, że Platforma jeszcze ostatniego słowa nie powiedziała. Ważny jest każdy nowy haust powietrza. Jeśli przez czas do wyborów będzie podobna tendencja, to może być całkiem nieźle. I nawet nie chodzi o to, żeby PO rządziła /choć niewątpliwie bym wolała/, ale żeby była silną i skuteczną opozycją, żeby nie pozwoliła zbyt wiele stracić z tego, co już osiągnięto- bo że po przejęciu władzy przez PiS straty będą wyraźnie odczuwalne, nie mam najmniejszych wątpliwości!

W każdym razie wspieram dotychczasowy rząd we wszystkich przyszłych mądrych decyzjach! I mam nadzieję, że rozwaga zwycięży i ostatecznie będzie dobrze. :)

17:35, babciabezmohera
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 15 czerwca 2015
Toksyczne matki

A dlaczego nie ojcowie? A dlaczego nie rodzice? A dlaczego toksyczne?!...

Jeszcze parę lat temu trąbiłam w tę samą trąbę, obarczając odpowiedzialnością rodziców- matkę szczególnie- za to, że jestem, jaka jestem, że popełniałam w życiu błędy, jakie popełniałam, że...

Żeby tylko to! Bo obciążyć odpowiedzialnością kogoś za własne niepowodzenia jest całkiem przyjemnie, na zasadzie: ja jestem cacy i gdyby tylko wychowano mnie odrobinę inaczej... Ja poszłam dalej! Skoro sama jestem rodzicem i popełniałam rodzicielskie błędy, to znaczy, że jestem rodzicem toksycznym a moje dzieci... mam mówić dalej? Zanurkowałam w poczucie winy prawie do dna, niemal się utopiłam. Jakoś udało mi się z tego wykaraskać. Zrozumiałam, że nie ma rodziców idealnych, że każdy większe lub mniejsze błędy popełnia i nawet miłość do dziecka nie jest zastrzykiem uodparniającym na życie i jego pułapki.

I gdy dziś przeczytałam, że co druga matka jest matką toksyczną, tzw. szlag mnie trafił.

Wszyscy jakoś tam jesteśmy zainfekowani, bo nie ma ludzi idealnych- i nigdy nie będzie. Dlaczego? Bo do wzrostu, do dojrzałości potrzebne jest rozumienie dobra i zła. A dobro i zło poznaje się poprzez doświadczenie. Sama teoria nie wystarczy. Nie uzyska dojrzałości człowiek wychowany w puchu. Musi pokaleczyć kolana, żeby nauczył się chodzić. Błędy i ich naprawa determinują dojrzałość i odpowiedzialność. I chyba właśnie to jest miernikiem dorosłości- starać się naprawiać popełnione błędy, bo można próbować ich unikać, ale całkowicie uniknąć ich nie sposób.

13:02, babciabezmohera
Link Komentarze (23) »
piątek, 12 czerwca 2015
Cholerne ośmiorniczki

Przeprosić wyborców PO, wszystkich obywateli, może jeszcze kraje ościenne?!... Miałam dać sobie spokój z przytaczaniem tekstu, ale wyjątkowo mocno trafia w moje odczucia. Sporo wcześniejszy, ale wymowa wciąż aktualna.

"Lewandowski jako pierwszy komentator powiedział to, co jest głównym problemem Polski od 10 lat. Nie chodzi o to, że Kaczyński czy Macierewicz są tacy czy inni. Chodzi o to, że Kaczyński od 10 lat zohydza Polakom Polskę. Zaszczepia w Polakach dla swoich chorych ambicji niechęć a wręcz nienawiść do kraju wielu sukcesów. Szerzy malkontenctwo, popiera takie odwieczne maruderstwo i męczeństwo. Zamiast cieszyć się życiem (bo Polacy na co dzień, w rodzinie, w weekendy itd. są zadowoleni ze swego życia, co potwierdzają wszystkie badania), nauczył Polaków narzekać na wszystko i wszystkich dookoła. Że Niemcy wykupują, że bieda, że głód, że zamach, że Komoruski, że banki, że wyzysk, że markety, że kondominium itd. Nie widzi niczego pozytywnego w Kraju, choć wiadomo, że obok sukcesów są porażki i niedogodności - jak wszędzie na świecie. Kaczyński postawił na to, że zohydzając wszystko i wszystkich, ludzie zwrócą się prędzej czy później czy do niego. Tak jak Rydzyk jest zbrodniarzem na społeczeństwie polskim bo rozbija Kościół, tak Kaczyński jest zbrodniarzem, bo jest winien rozbicia poczucia godności, radości i sukcesu w ludziach.(...)"

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,17900665,Wybory_prezydenckie_2015__Lewandowski__Kaczynski_zebral.html#ixzz3Zw0IaVlh



Wracając do ośmiorniczek i przeprosin. Niezależnie od tego, co zrobiła, czy czego nie zrobiła Platforma, zawsze była winna. I nie było błędów- były wyłącznie afery! Gigantyczne afery, choćby w grę wchodziło nieparlamentarne słownictwo podsłuchanej prywatnej rozmowy! Bombardowanie zawsze było wielkokalibrowe i nieustające. Ta wieloletnia nagonka na rządy PO-PSL zrobiła swoje. Nie wierzyłam, że można aż tak stracić zdroworozsądkowe, perspektywiczne myślenie, ale jednak...

Ja nie mam zamiaru nikogo przepraszać. Wręcz przeciwnie. Chcę Platformie podziękować. Za lata spokoju i stabilizacji, za rozwój kraju, za to, że mogę być z Polski dumna. Nie wiem, w którą stronę się sytuacja rozwinie, ale - jak dotąd- wszystko wskazuje na to, że PO utraci rządy. Trudno powiedzieć, czy rodacy zdążą oprzytomnieć po wyborczym amoku. Tak czy owak nadal jestem wyborcą Platformy. Nie bezkrytycznym. Przeniosę swoje sympatie na nową partię, która będzie bliższa moim oczekiwaniom, ale jeszcze nie teraz. Teraz trzeba utrzymać jakąś przeciwwagę dla szalejącego bezhołowia i słownego terroryzmu. Prezydent elekt taką przeciwwagą z pewnością nie będzie!

15:40, babciabezmohera
Link Komentarze (15) »
 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm