RSS
piątek, 31 lipca 2015
Dziś zdjęciowo.

Byłam wczoraj z A. w Muzeum Narodowym. Popędziła nas informacja, że zbiory sztuki japońskiej wystawiane będą do 06.08 albo 09.08, ale w każdym razie lada dzień wystawa będzie zmieniona a tę właśnie obie bardzo chciałyśmy zobaczyć. Do tej pory na drodze stały wściekłe upały i niechęć  chodzenia po warszawskich ulicach w tak wysokich temperaturach.

No, to zapraszam do obejrzenia zdjęć.

Uprzejmie proszę nie krytykować jakości wykonania. Sama mam świadomość, że ich wartość jest wyłącznie pamiątkowa. ;))

Zdjęcie wyjątkowo marne, bo i źle wykadrowane, i nieostre, i wszystko nie, ale jednak umieściłam, bo ujęła mnie kolorystka, precyzja wykonania i fakt, że nie zrobiłam więcej fotek rysunków ani tkanin- to zdjątko jest jedyne.

Zestaw przyrządów do malowania/pisania(?). W głębi fragment tacy ze zbiorem złotych motyli.

Złoty dzban i jakieś rybo-smoki zamiast uchwytów.

Kogut wygląda bojowo. W głębi na ścianie zawieszony fragment zbroi wojownika- osłona szyi przed ewentualnym ciosem.

Wyjątkowo piękny dzbanuszek do herbaty i subtelna zarówno w rysunku jak i kolorystyce taca.

A tu już z wystawy sztuki starożytnej. Znowu kłania się ostrość. ;(

***

A skoro jesteśmy przy muzealiach, przejdźmy może także na polskie podwórko i proponuję cymesik z renowacji krakowskiego kościoła /choć na granicy pewności podejrzewam, że to żart na temat/.

11:41, babciabezmohera
Link Komentarze (16) »
czwartek, 30 lipca 2015
Potęga interpunkcji

Być albo nie być- oto jest pytanie! Jeden mały przecinek a jak sens zdania zmienić potrafi!

MOJA STARA PIŁA LEŻY TERAZ W PIWNICY!

MOJA STARA PIŁA, LEŻY TERAZ W PIWNICY!

Już można zacząć się śmiać! ;))))

19:57, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
środa, 29 lipca 2015
Wyrok od ręki

Bywa, że przychodzi mi się zmierzyć z trudnym tematem. Zapadam się wtedy w sobie, muszę przetrawić, poukładać...

Narzeka się na sądownictwo, że działa opieszale, że niby proste sprawy ciągną się latami. Szczęśliwie nie doświadczyłam tego we własnym życiu, ale nasłuchałam się różności. I też diabli mnie brali po wysłuchaniu/przeczytaniu takiej czy innej historii.

Zmiana tematu- konkluzja będzie w zakończeniu.

Mówi się, że najwięcej jest lekarzy i sędziów. Lekarzy, bo każdy ma swoje sposoby na leczenie różnych przypadłości i chętnie się tą wiedzą z bliźnim podzieli a o niczym się tak długo i namiętnie nie rozmawia jak o chorobach. Wyjątkowo wdzięczny temat i zawsze na czasie, bo każdemu coś dokucza, albo dokuczało a jeśli nawet nie, to przyszłość przed nami! ;))

I drugi ogólnospołeczny zawód to sędziowie, bo do ferowania wyroków jesteśmy pierwsi i jedyni, i częstokroć nie trzeba nam nawet wysłuchania stron. Po co? Od razu widać, kto jest winien. Jasne, że on! I to on powinien ponieść karę- bardzo surową- ŻEBY SPRAWIEDLIWOŚCI STAŁO SIĘ ZADOŚĆ! I nie trzeba nam czasu- wyrok jesteśmy gotowi wydać od ręki!

"Wielki mistrz słowa" stwierdził kiedyś, że nie da sobie wmówić, że białe jest białe a czarne jest czarne! Dziś, w kontekście ferowania ludowych wyroków, przyznaję ze skruchą: białe nie musi być białe a czarne czarne, bo zarówno jedno jak i drugie ma znaczną otoczkę szarości i tak naprawdę niewiele jest spraw całkowicie jednoznacznych. Tym samym dość szybko sprawiedliwość może nabrać znamion braku sprawiedliwości i zaowocować krzywdą innych osób, poza tą już poszkodowaną.

Konkluzja: wymierzanie sprawiedliwości i orzekanie o winie to ogromnie trudna i skomplikowana materia, pozostawmy ją niezawisłym sądom, w których prokurator będzie dowodził winy, adwokat bronił a sędzia rozstrzygnie spór. Nawet jeżeli to będzie trochę trwało, to może jednak takie wyjście jest lepsze?...

Ja wiem, że każdy z nas wyrabia sobie własne zdanie o medialnie głośnej historii, ale warto chyba pobyć trochę sam na sam ze swoją racją, zanim się ją głośno wypowie. Tak mi się przynajmniej wydaje...Może wtedy chociaż emocje trochę opadną?...

17:28, babciabezmohera
Link Komentarze (13) »
sobota, 25 lipca 2015
Aniu!

ANIU! HANIU! HANECZKO! HANULKO!

 

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO W DNIU IMIENIN! - I NIE TYLKO! :))

                               

22:11, babciabezmohera
Link Komentarze (7) »
czwartek, 23 lipca 2015
Jestem cynicznym durniem

... bo mam odwagę napisać, że w moim kochanym kraju jest wolność i dobrobyt. Jeszcze jest, bo jeśli większość naszych współobywateli da sobie wmówić, że jest inaczej, to może się okazać, że wolność wkrótce stanie się utopią a i dobrobyt szlag trafi, bo pieniądze budżetowe będą wydatkowane w mało sensowny sposób, za to zgodnie z obietnicami. ;(

 

[MIAŁAM JUŻ 3/4 BARDZO EMOCJONALNEJ NOTKI I FIUKNĘŁO BEZ UPRZEDZENIA! A TYLE RAZY SOBIE POWTARZAŁAM, ŻEBY ZAPISYWAĆ CO KILKA ZDAŃ. I NAWET GDY POFRUNIE, TO JEDNAK WTEDY MAŁY FRAGMENT ŁATWIEJ ODTWORZYĆ.

ALE MOŻE JAK NA WNERWIENIE TEMATEM NAŁOŻY SIĘ WNERWIENIE UTRATĄ TEKSTU, TO TEŻ DA SIĘ COŚ SKLEIĆ? W KAŻDYM RAZIE BĘDĘ PRÓBOWAĆ!]

 

Pomyślałam, że może to różne rozumienie znaczeń? Jeżeli ktoś widzi dobrobyt jako leżenie wszystkich rodaków odłogiem pod palmami i sączenie przez słomkę napojów chłodzących, to zapewniam, że takiego dobrobytu nie było, nie ma i nigdy nie będzie. Nie tylko u nas, również w innych krajach, nawet tych najzamożniejszych. Każdy kraj ma swój obszar biedy i bezrobocia. Tak jest wszędzie, nawet w tej wytęsknionej przez niektórych Ameryce!

Mam inne spojrzenie na dobrobyt i jego brak. Tak się składa, że na dzisiejsze "ruiny i zgliszcza" naszego kraju patrzę z perspektywy przeżytych lat i tego co pamiętam. A pamiętam całkiem sporo.

Pamiętam chleb z wodą i z cukrem, bieganie boso nie ze względów prozdrowotnych, ale żeby oszczędzić na szewcu. Pamiętam załapywanie oczek w pończochach, bo nowe kosztowały fortunę, pamiętam łaty na poprzecieranych łokciach. Pamiętam ubrania noszone kolejno przez młodsze rodzeństwo, pamiętam zniszczone zupełnie swetry, prute, łączone w kilka nitek i robione na nowo. Pamiętam także ubożuchne chatynki, porozwalane płoty, błoto na podwórkach. Pamiętam wreszcie swoje zażenowanie, gdy pożyczałam od sąsiadki parę złotych do pierwszego, bo wyskoczył nieoczekiwany, zupełnie nieplanowany wydatek. To wszystko pamiętam i wiele, wiele więcej!

Jestem szczęściarą, bo pamiętam, bo na obecne 'dziś' mogę popatrzeć z dystansu, nakładając filtr 'wczoraj' i jaskrawo widzę tę niebywałą różnicę. To jest po prostu inna, nieporównywalnie lepsza rzeczywistość! Kiedyś pomyślałam, że jeśli rodzicom przyszłoby do głowy popatrzeć na dół z zaświatów, to nie poznaliby ani swojego domu, ani swojego miasta.

Nie, nie jestem posiadaczką kopalni złota ani nie dorobiłam się na naiwności współrodaków. Moja emerytura jest blisko tych z dolnej półki, mężowska niewiele wyższa, ale spokojnie sobie radzimy.I gdyby była tylko jedna, też byśmy sobie poradzili! Bo tamte trudne lata nas zahartowały, nauczyły planowania i oszczędności, życia w myśl powiedzenia: tak krawiec kraje jak mu materii staje. I bynajmniej z tego powodu nie jestem nieszczęśliwa. Wyprane ubranie z second handu może być równie oryginalne jak kreacja od Diora czy D&G. Wszystko kwestia wyboru! A na książkę, bilet do kina/ muzeum/ teatru czy koncert w tym układzie można sobie pozwolić. I świeże owoce postawić na stole. I nawet wnuczkom drobny prezent od czasu do czasu kupić. Jest o.k.!

I potwornie wkurzają mnie ci wszyscy narzekacze, których aspiracje rosną w tempie geometrycznym, jakby kompletnie zapomnieli, jak ogromne były powojenne zniszczenia i jak jałowy był czas komuny i że na dobrą sprawę te wszystkie korki starych i nowych samochodów, wypełnionych po brzegi półek sklepowych, te zadbane domy, czyściutkie ulice to efekt ostatnich wcale nie tak wielu lat!

Jestem cynicznym durniem, Kiro, bo wszystko to widzę, bo wszystko to doceniam, bo jestem z tego dumna! Bo jest w tym i cząstka mnie.

***

A wolność? Wolność to odpowiedzialność- przede wszystkim za własne wybory. I o tym warto pamiętać!

22:44, babciabezmohera
Link Komentarze (29) »
środa, 22 lipca 2015
Ucho Wielkiego Brata

Wczoraj pojawiła mi się przy Spotify informacja o potrzebie uaktualnienia. Zbystrzałam. Miałam co prawda wersję darmową, ale przy uaktualnianiu kto wie, czy mnie na garbusa nie wsadzą, lepiej być ostrożną. Syn właśnie wrócił z pracy, więc drep, drep do niego:-Zobacz, o co chodzi!

Przyznam, że pogłaskał moje ego, dziwiąc się, że mam swoją ulubioną muzykę na Spotify i że jej słucham. Uaktualnił, wróciłam do domu. Pierwsza rzecz sprawdzić, co się zmieniło. I niespodzianka!!!

Cały szereg propozycji: ponieważ słuchasz Nohavicy, to poznaj Petra Novaka; ponieważ słuchasz...i tak dalej, i tak dalej. Sporo nowych nazwisk, sporo fajnej muzyki, rzeczywiście klimatami zbliżonej do tej, której chętnie słuchałam.

Ambiwalentne odczucia: z jednej strony zachwyt, że oto otwiera się przede mną nowa przestrzeń muzyki, ale z drugiej lęk na pograniczu paniki- skąd "oni" wiedzą, czego słucham, co lubię?!... Więc można mnie prześwietlić z prawa do lewa i poznać mnie od podszewki???!! Nie chcę tego!

Co prawda spotkałam się już z informacją, że jeśli otwierasz jakieś strony, to będą ci wrzucać reklamy zgodne z wcześniejszymi poszukiwaniami. Ale nie sądziłam, że podobna inwigilacja zaczyna dotyczyć wszystkich dziedzin życia. Pomyślałam o kamerach na ulicach i w różnych pomieszczeniach, o podsłuchach, o donosach... i zmroziło mnie. Nie miałam jednak świadomości, że już żyję w kraju Wielkiego Brata, że oko patrzy a ucho słucha, że swoją prywatność, żebym nie wiem jak chciała ją chronić, mogę sobie głęboko w tylną kieszeń spodni wsadzić, bo nie będzie już specjalnie przydatna. A może tylko nie chciałam tego widzieć?!...

To jeszcze tylko w chwilach rozpaczy na pocieszenie można powtórzyć za Młynarskim: zamiast ronić łzy spod rzęsy, po prostu wyjedź w Bieszczady! ;(

14:52, babciabezmohera
Link Komentarze (14) »
wtorek, 21 lipca 2015
Wiwat WSPÓŁCZESNOŚĆ!

Czerwony podpis- w moim przypadku nieprawdziwy- bo z telefonem jestem za pan brat i powiem, że mocno się przyjaźnimy. A że ciągle jeszcze przydarzają mi się różne historie, to już całkiem inna sprawa. I dopisek o muchach wydaje mi się strzałem w dziesiątkę, bo tak: dzwonię do kogoś albo odbieram telefon, rozmawiamy w najlepsze a tu nagle rozmówca/czyni zaczyna głośno perorować. Ki czort? Nic szczególnego- zadziałały stare przyzwyczajenia, zbyt blisko ucho przyłożyłam i włączył się tryb głośnomówiący. Albo nagle rozmowa się urywa, bo coś tam. Straszliwie delikatna ta aparatura i trzeba uważać, żeby połączyć się z tą osobą, z którą właśnie chcę rozmawiać a nie przypadkowo wybraną z listy. ;)

Ostatnio miałam przygodę, której do dziś ostatecznie rozszyfrować nie potrafię. Komórka była naładowana. Bardzo tego pilnuję, żeby mnie nie zawiodła w najmniej oczekiwanym momencie. I zawiodła. Odwiedziła mnie znajoma i z pretensją:- Czemu nie odbierasz, jak dzwonię? - Jak to? Może dzwonka nie usłyszałam?... - ja do komórki a ona czarna: zero kompletne, klikam, klikam- nic! Żadnej reakcji.

No to już! Nacieszyłam się! Był i znikł. A taki piękny był-"amerykanski" ;(( Wiedziałam co prawda, że poprzedni właściciele bynajmniej po królewsku się z nim nie obchodzili, ale liczyłam, że przy mojej wyrozumiałości spędzimy ze sobą długie spokojne lata. I pudło!

Szczęśliwie moja ukochana stara NOKIA była pod ręką. Pochyliłam się nad nią z pokorą. Naładowałam, włożyłam nową kartę aktywacyjną i w razie czego- nie zginę! Awaryjnie mam z czego zadzwonić a z dotykowym poszłam do punktu sprzedaży, może coś poradzą. - Niestety, nie potrafię zdiagnozować, może ekran... trzeba jednak do serwisu.- No, trudno!

Ale w domu coś mnie tknęło. Włączyłam ładowarkę. Jakiś błysk. Działa!!!! Zostawiłam na noc a rano telefon miałam jak nowy! Nie wierzyłam we własne szczęście: SAM SIĘ ZREPEROWAŁ!

Do dziś nie wiem, co przycisnęłam, że rozładowałam go niemal natychmiast...

***

Ta sytuacja przypomniała mi rodzinną anegdotkę sprzed lat. Kupiliśmy niani naszych dzieci z jakiejś okazji zegarek, bo bardzo o nim marzyła. Długo nie trwało, przychodzi z lekka naburmuszona i oddaje mi zegarek z krótkim:- Nie chodzi!- Głupio mi się zrobiło, bo wyszło, że kupiliśmy jakiś śmieć, co wcale prawdą nie było. Ale ostatecznie trzeba było zmierzyć się z tematem. Wzięłam od starszej pani obiekt rozczarowania i udobruchałam ją, mówiąc, że na pewno oddam jej całkowicie sprawny zegarek. Pojechałam do zegarmistrza, zostawiłam, odbiór a zegarmistrz mówi:- Kochaneńka! Ale żeby zegarek chodził, to trzeba go nakręcić! /Kiedyś zegarki się nakręcało, nie było takich na baterie!! ;) to informacja dla tych, którzy starych czasów nie pamiętają!/

Anegdotka do dziś wspominana jest z uśmiechem, ale tak sobie myślę, że dziś to ja jestem starszą panią, która wpada w panikę w kontakcie ze współczesnością, chociaż z drugiej strony ogromnie sobie ceni wszelkie jej pozytywy! ;))

21:46, babciabezmohera
Link Komentarze (8) »
niedziela, 19 lipca 2015
Burza potraktowała nas łagodnie

Było ostro. Wichura, deszcz, błyskawice i pioruny. Psy powłaziły w kąty i nawet nosa nie wychyliły.

Nie lubię burzy. Jeszcze taka, która błyśnie i pomruczy byłaby do przyjęcia, ale to co się teraz dzieje, budzi przerażenie: połamane drzewa, pozrywane dachy, zalane pola i drogi. Burzowo ma być też w nocy. A może pogoda już się wysrożyła i da sobie i nam spokój?... Oby!

Po burzy niebo było przedziwne- z jednej strony jeszcze ciemne, z drugiej rozjaśnione słońcem, które pojawiło się niemal natychmiast.

Psy dopiero po burzy powyłaziły z kątów i wzięły się za chrupanie kolacji.

Wreszcie można było pootwierać okna, bo temperatura na zewnątrz dość szybko spadła i można było świeże powietrze do domu wpuścić. Wcześniej byłoby bez sensu, nie dałoby się wysiedzieć- w domu było chłodniej niż na dworze.

Dzień odpoczynku i  czeka nas kolejna fala upałów. Co za lato!

21:23, babciabezmohera
Link Komentarze (20) »
piątek, 17 lipca 2015
Drobna różnica

Miałam szczerą ochotę zamieścić dość zabawnego gifa, ale był za duży, blog nie przyjął a zmniejszać nadal nie umiem. :(

No, trudno- opowiem, choć cały dowcip szlag trafi! Dwa rysunki z zaznaczonymi trasami wędrówek po sklepie kobiety i mężczyzny. Kobieta miota się od wystawy do wystawy, zagląda do tego stoiska, do tamtego, cofa się- rysunek jest niemal nieczytelny, tyle tych splątanych ścieżek. A mężczyzna? Wchodzi, podchodzi do konkretnego stoiska, kupuje-lub nie- i wychodzi: dwie proste kreski przedeptanej trasy.

Zabawne ale prawdziwe. Generalnie kobiety tak mają. Przecież to cała przyjemność oglądania, porównywania, sprawdzania cen, przymierzania się do ewentualnego zakupu tak, żeby można było potem uznać, że zakup jest przemyślany i w efekcie udany. Czy można się zatem dziwić, że przy takiej rozbieżności zakupowych zwyczajów, kobiety bardzo niechętnie wybierają się do sklepów ze swymi partnerami? Ja tego do bólu nie znoszę! W towarzystwie kobiety mogę pół dnia przełazić, niczego nie kupić i całkiem zadowolona wrócić do domu. Z mężem się tak nie da!!

-Przecież nie po to przyszłaś!

-I co z tego? Ale chcę obejrzeć, nie wolno mi?

-Wolno, wolno, oczywiście!- ale mina taka, że całą przyjemność gapienia się na cokolwiek diabli biorą natychmiast.

Ja wiem, że nie należy uogólniać, bo są tacy i tacy, takie i takie. Zresztą ta sama kobieta jednego dnia przeszwenda się po sklepach do upadłego a innego zrobi szybki konieczny zakup i do domu. Ale jakaś prawidłowość to chyba w tym jednak jest! ;))

 

 

18:50, babciabezmohera
Link Komentarze (20) »
poniedziałek, 13 lipca 2015
Uchodźcy

Jeszcze nie ma burzy, ale już słychać pomruki. My mamy kogoś przyjmować na swój garnuszek?! A niby z jakiej racji?! Swoich bezrobotnych mamy wystarczająco dużo!

I powiem, że jest mi przykro. I jest mi wstyd. I jeśli słyszę pytanie -dlaczego?-to odpowiedź: bo tak trzeba, wydaje mi się niewystarczająca. I że należałoby dopowiedzieć:  weźmy tylu uchodźców, ilu Polaków zostało przygarniętych w okresie od zakończenia II wojny światowej aż do czasów obecnych, przez niemal wszystkie kraje, bo gdziekolwiek byśmy się pojawili, tam jakiegoś polskiego emigranta spotkamy.

I warto pamiętać, że nie wszyscy, którzy opuszczali Polskę, uciekali przed śmiercią albo prześladowaniami, byli i tacy, którzy zwyczajnie chcieli polepszyć swój los. I wszyscy byli przyjmowani, wszyscy znaleźli swą drugą ojczyznę.

Ci, którzy teraz u nas szukają pomocy, uciekają przed wojną, przemocą i bestialstwem. Czy naprawdę tak trudno to zobaczyć? Czy nie czas, żebyśmy choć częściowo zaczęli spłacać swój przez lata zaciągany humanitarny dług?...Warto chyba i w taki sposób popatrzeć na dramat tych, którzy ryzykują życiem, żeby ocalić choć niektórych członków swoich rodzin... To nie jest z naszej strony łaska, to moralny obowiązek!

18:32, babciabezmohera
Link Komentarze (46) »
 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm