RSS
środa, 20 sierpnia 2008
Nie rozumiem!

Co jakiś czas potykam się o wielkie zdziwienie. Ostatnio zdziwiłam się zdziwieniem, że nie interesuję się statystyką. Zaraz potem natknęłam się na dwa blogi, przy czym w jednym były pełne euforycznego zachwytu dane, jak często i którego dnia strona jest odwiedzana, a w drugim refleksje na temat popularności blogów, bycia na fali, sycenia się sławą i sukcesem, by potem z trudem przełykać gorycz porażki i zapomnienia. Tu otworzyły mi się oczy na motywacje prowadzenia blogu: 1.zaistnieć i olśnić własną oryginalnością; 2. zaskoczyć hecnością wpisu- otwierałam już i takie, które składały się z samych symboli; 3.przekazać istotne treści, z takich czy innych powodów warte upowszechnienia; 4. zarazić innych własną pasją czyli blogi tematyczne; 5. znaleźć pokrewne dusze, poznać nowych ludzi... Być może są i inne motywacje, te przede wszystkim rzuciły mi się w oczy.

Moja motywacja? Nie zmurszeć i nie zasklepić się w swoich czterech kątach, poznać nowych, interesujących ludzi. Muszę przyznać, że internetowe wycieczki okazały się dla mnie bardzo łaskawe- nie dość że nowopoznani młodzi i starsi blogowicze jawili mi się jako ciekawe osobowości, to dodatkowo przyjęto mnie z dużą życzliwością i wyrozumiałością /a bardzo się bałam krytycznych i raniących wpisów Młodych Gniewnych- na szczęście przyjęty babciowy pseudonim skutecznie tychże Młodych odstrasza./

Moje drugie zdziwienie dotyczy tego, jak wiele kobiet  przyjmuje pseudonimy mało zachęcające /moja "babcia" to absolutny miód-malina/, od "bab" z dodatkami i bez aż się roi. Z czego to się bierze? Czy delikatność i wrażliwość duszy koniecznie trzeba opancerzyć twardą powłoką nie do przebicia dla ewentualnego napastnika? Czy jest to rodzaj stymulatora do brania się za bary z życiem, które- dalibóg-często daje równo do wiwatu? Babie łatwiej niż mimozie? Może tak?... I takie mam trochę dwój-myślenie: z jednej strony nie porafię zaakceptować postawy "słodka idiotka"  wyłącznie do kochania, z drugiej genderowe /to teraz takie modne emancypacyjne określenie- mam nadzieję, że nie pomyliłam.../ myślenie powoduje, że znaczna część najbardziej wartościowej kobiecości przecieka gdzieś między palcami.

I wreszcie trzecie na dziś zdziwienie nie dotyczy już internetu- dotyczy polityki. Mój  Boże, wspólczesna polska polityka to jedno przeogromniaste zdziwienie!! Ale do rzeczy. Co jest, że wystarczy posmakować władzy, aby natychmiast poczuć w sobie święty ogień Naprawiacza świata, który  m u s i  skierować ludzi na jedynie właściwą moralnie ścieżkę, który bez cienia wątpliwości powie autorytatywnie, co jest dla  w s z y s t k i c h  najlepsze!! No, dziś na deklarację pani Kopacz /dla której zresztą miałam zawsze dużo sympatii i szacunku/, że doprowadzi do uznania za błąd w sztuce lekarskiej wykonanie cesarki na żądanie- ręce mi opadły! Pani doktor naprawdę jest przekonana, że cesarki to takie zachciewajki-fanaberie rozpieszczonych kobieciątek?! A może by tak głębiej spojrzeć na problem, pani doktor, co?! Może pod tymi zachciewajkami zobaczy pani lęki ludzkie i prawdziwe dramaty?!

Nie piszę więcej, bo coraz bardziej się nakręcam. Na dziś starczy. Trochę mi ulżyło!

16:43, babciabezmohera
Link Komentarze (5) »
sobota, 16 sierpnia 2008
Zamknąć kolejne drzwi...

Dużo się dzieje, za dużo i za szybko- nie ogarniam wszystkiego! Czuję się zmęczona. Jak to jest, że wciąż nawarstwiają się zaległości? Lodówka pęcznieje od przyczepianych na zewnątrz karteczek z rzeczami, które nie dadzą się załatwić od ręki. Zawsze bardzo się cieszę, gdy udaje mi się zmiąć karteczkę i uroczyście, z westchnieniem ulgi, wrzucić do kosza: - to już odfajkowane, te drzwi zamknęłam, mogę do tego nie wracać!

Czasem tęsknię do stagnacji, nudy, żeby tak nic a nic się nie działo! Gdzieś tam, na jakimś blogu wymądrzałam się w komentarzach, że zmiany są wpisane w ludzkie życie i trzeba je po prostu przyjmować z dobrodziejstwem inwentarza. Otóż akceptacja zmian to wcale niełatwy proces. I trzeba wykrzesać z siebie dużo odwagi, by móc szczerze powiedzieć:- tak, godzę się na tę zmianę, spróbuję się z nią zmierzyć!

Pomyślałam też kiedyś, że wyczyszczenie wszystkich swoich spraw na ziemi to iluzja, bo zawsze otworzą się kolejne drzwi i zawsze zostanie jeszcze coś otwartego, niezałatwionego...

Chyba mam dziś wyjątkowo zły dzień. Napięcie i szum w głowie. Odwiedziła mnie znajoma. Złe wyniki badań - są przerzuty, niedługo rozpocznie kolejny cykl chemii. Szczerze ją podziwiam, o swojej chorobie mówi normalnie, z akceptacją ostatecznego wyniku, jaki by nie był. Cieszy się tym, co dziś, co tu i teraz- i wcale nie myśli składać broni, bo ciągle jeszcze przecież jakieś drzwi są otwarte i jest po co żyć!

Czy mnie byłoby stać na taki stosunek do rzeczywistości? Nie wiem, ale bardzo mocno powątpiewam...Ja i moja dzielność poszłyby pewnie całkiem różnymi drogami! 

16:02, babciabezmohera
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 04 sierpnia 2008
Kto mi dał prawo?!...

Znowu psychologiczna czkawka. Zaczęło się dość niewinnie- trochę pobuszowałam po różnych blogach. Jedne takie, że uciekam bez zbytniego wgłębiania się, inne sympatyczne, przyjemne w czytaniu, jeszcze inne dramatyczne- prawie wołające o pomoc. W gruncie rzeczy po to się bloga pisze, żeby go chętni czytali- na tym etapie nie mam sobie jeszcze nic do zarzucenia. Ale poszłam dalej. Jest "skomentuj", to skomentuję, czemu nie. W którymś momenie zorientowałam się, że mam ochotę zacząc naprawiać czyjeś życie. W porę oprzytomniałam!

A któż ci, babo, dał prawo pakowania się w cudze życie ze swoimi dobrymi radami?! I skąd masz pewność, że one są rzeczywiście dobre?! Kto i kiedy upoważnił cię do zajęcia pozycji "ja wiem lepiej, co jest dla ciebie dobre"?!

Każdy człowiek odpowiada za własne życie i za własne wybory i nic mi do tego, czy ktoś podejmuje takie czy inne leczenie, czy nie zamierza w ogóle go podjąć; czy ciąga się za kudły z mężem/ żoną/ partnerem czy też przyjmuje rolę ofiary...

Pychą jest przekonanie, że mogę naprawiać świat, skoro własne życie kleję pieczołowicie dzień po dniu i godzina po godzinie, potykając się co i rusz na popełnianych przez siebie błędach. Ale mi wstyd! Jedynym usprawiedliwieniem mogą być jedynie czyste intencje, chęć niesienia pomocy drugiemu człowiekowi, tyle, że jak mądre ludowe przysłowie powiada: -Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane!

Muszę to sobie wielkimi literami napisać i zakotwiczyć magnesikiem na lodówce, aby w porę ugryźć się w język, gdy znowu najdzie mnie pokusa, aby udzielić komuś "zbawiennej rady"! 

19:55, babciabezmohera
Link Komentarze (9) »
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm