RSS
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Na życzenie

Na życzenie George_eliot.

Proponuję Ci hortensje gromadzone przez dwa lata. Niestety, już ich nie mam- wliczyłam w poremontowe straty. Musiałam je wyrzucić, bo były bardzo zniszczone. Czemu nie czekam do tegorocznych? Tak okazałego bukietu na pewno nie będę miała, bo w tym roku hortensja zakwitła zgoła symbolicznie i nie wiem, co mi się z tego nada do wazonu.

Przyznasz, że prezentuje się całkiem sympatycznie. Przykro mi, że nie podam Ci precyzyjnego przepisu, jak suszyć, bo generalnie zdaję się na intuicję- zresztą z różnym skutkiem. Powiem Ci jedynie to, co samej wydaje mi się ważne.

Ponoć z zasady kwiaty suszy się jak zioła- łodygami do góry- związać, zawiesić, czekać aż uschną. Nie trzymam się tej zasady, bo wolę, jak kwiaty pochylają się nieco w naturalny sposób, tak więc po ścięciu gałązki różnej długości wstawiam do suchego wazonu i- dziej się wola nieba!

Ważne jest, żeby nie ścinać zbyt wcześnie. Kiedyś tak zrobiłam i mi zwyczajnie zwiędły a potem zdechły. Trzeba wyczaić taki moment, kiedy gałązki są już lekko poddrewniałe, ale kwiaty nie stracą jeszcze całkowicie intensywności barw. Ale nie potrafię określić tego momentu- czysta intuicja! Jeśli masz dużo kwiatów, to próbuj- metodą prób i błędów. Za którymś razem się uda. Dodam jeszcze tylko, że lepiej przetrzymać niż ściąć za wcześnie. Hortensje- nawet calkiem podrudziałe- bo takimi się swojego czasu zachwyciłam u bratowej- też pięknie wyglądają w wazonie!

Powodzenia George_eliot! :))

10:44, babciabezmohera
Link Komentarze (17) »
piątek, 28 sierpnia 2009
I kto powiedział?

No to przyszedł czas na relaks z aparatem. I kto powiedział, że jesień jest smutna?

Delikatnie mówiąc- nie przepadam za pająkami, ale ten był tak fotogeniczny w obłoczku z upolowanych muszek, że nie mogłam sobie odmówić cyknięcia!

A tu- aż ślinka leci! Już dojrzewają. Słoneczne, soczyste, świetliste, słodziutkie- palce lizać!

I jeszcze hortensja w całej okazałości. Wielka kwietna kula- będzie się pięknie prezentowała w jesiennym wazonie po zasuszeniu...Srebrniki Judasza już czekają na jej przybycie! ;)

I zobaczyłam jeszcze coś, co mnie serdecznie i szczerze zdumiało. Uprzejmie proszę biologów, żeby ze mnie nie kpili, choć mam nieodparte wrażenie, że sama przyroda kpi ze mnie w żywe oczy i rży z uciechy. Czy możliwe jest, żeby konwalia miała całkiem spore czerwone owoce, czy coś mi się może między liśćmi konwalii wysiało?... Zrobiłam nawet 2 zdjęcia, ale oba były nieudane. Powtórzę jutro, jeśli dopisze pogoda a czerwone owoce nie okażą się przywidzeniem...A jeśli to fakt, to jak to możliwe, żeby dożyć jesieni życia /oględnie rzecz ujmując/ i nie wiedzieć, że konwalia owocuje na czerwono?!

Skoro o czerwonych owocach mowa, to jeszcze jedno zdjęcie. Owoce ponoć bardzo trujące!

Ale kształtem i kolorem- całkiem, całkiem, prawda?... ;))

20:17, babciabezmohera
Link Komentarze (14) »
środa, 26 sierpnia 2009
***

Popadłam w skrajne lenistwo- nawet myśleć mi się nie chce! Zwyczajne zmęczenie materiału? Może tak... a może odezwało się moje gorsze "ja" ? ;)

19:52, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
niedziela, 16 sierpnia 2009
Romantyczne kocopały

Remont ma się ku końcowi. Wpadł syn, zmiany zaakceptował i w zasadzie ocenił pozytywnie, skrytykował jedynie szklaną szafkę pod telewizor, która mu nijak nie komponowała się z resztą /córka zresztą wcześniej powiedziała to samo!/. W gruncie rzeczy nie miało znaczenia, że szafka stała w tym samym miejscu od lat i nikomu jakoś nie przeszkadzała, po remoncie ewidentnie wszystkich zaczęła kłuć w oczy! Stanęłam w jej obronie jak lwica i niekoniecznie z powodu niebywałej urody i przydatności szklanego mebla, po prostu dostaliśmy ją kiedyś "w spadku" od koleżanki /niestety, już ś.p./, której też do wystroju wnętrza nie pasowała. Szafka nabrała emocjonalnego połysku i nie zamierzałam się z nią rozstawać, bo nierozerwalnie kojarzyła się z M.

Kiedy syn za jakiś czas ponownie nadtrącił, że może by jednak...- wkurzyłam się, poszłam po całości i zaczęłam recytować:- Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy, choć sami macie doskonalsze wznieść. Na nich się jeszcze święty ogień żarzy i miłość ludzka stoi tam na straży...- Mama!- przerwał mi syn- A co ty mi za romantyczne kocopały opowiadasz?! Toć to tylko przedmiot!!

Zostałam z otwartą gębą, świętym oburzeniem i postanowieniem trwania przy swoim... ale wątpliwości zostały zasiane.

Przypomniało mi się powiedzenie, że jak ci ktoś powie, że z tyłu za tobą wlecze się ogon- zignoruj to; jak usłyszysz to od kogoś innego- zastanów się; a jak powie to trzecia osoba- lepie się obejrzyj! Mój ogon dojrzał do tego, żeby mu się przyjrzeć... i stwierdzić, że faktycznie do nowego wystroju zupełnie nie pasuje.- Toć to tylko przedmiot!- tłukło mi echo po głowie. Ale nie mogłam romantycznych kocopałów wyrzucić po prostu na śmietnik- nie i już! Ale widać szklany mebel już się u nas nastał i potrzebował zmienić otoczenie- przyszło mi do głowy, że sąsiadka zmienia mieszkanie, więc może jej się przyda... Oddam w dobre ręce! Z zadowoleniem przyjęła.

I wszyscy szczęśliwi. A ja się zastanawiam, czy ta tendencja do emocjonalnego związywania się z pamiątkami to tak na starość, czy człowiek się z tym rodzi? Czy sensowniejsze jest racjonalne podejście do życia- toć to tylko przedmiot- czy pielęgnowanie okruchów przeszłości? A jeśli to jest tylko dla mnie ważne i wszystkie z takim pietyzmem dopieszczane drobiazgi za jakiś czas hurtem pójdą na śmietnik?!... Szczęśliwie tego już nie będę widziała, bo chyba by mi serce pękło...

19:12, babciabezmohera
Link Komentarze (16) »
niedziela, 09 sierpnia 2009
Pomalutku...

Pomalutku zaczynam sobie przypominać, gdzie mieszkam i jak się nazywam...;)) Furda zmęczenie! Ważne, że dom już nie tylko z nazwy jest domem mieszkalnym.

Jeszcze do niedawna było tak:

... i tak:

A teraz jest tak:

... i tak:

A nawet jeszcze trochę lepiej, bo już niektóre meble wróciły na swoje miejsce. z przyjemnością wdycham zapach świeżej farby... ;)))

16:36, babciabezmohera
Link Komentarze (17) »
sobota, 08 sierpnia 2009
Karol Wielki

Wszystkie dobre duchy świata otoczyły mnie opieką i nie dość, że cuda się zdarzają, to ja jestem ich świadkiem i uczestnikiem - w piątek ok. godz. 18.00 zakończył się remont mojego mieszkania, tzn. ta część remontu, której nie dalibyśmy rady sami wykonać. Kompletnie niezwykłe, zważywszy, że odmalowane zostały /kolor!/ 3 pokoje a na biało kuchnia i sufity w przedpokoju i łazience, czyli odnawianie trwało zaledwie 5 dni- słownie: pięć! i samej trudno mi w to uwierzyć!

A było to tak!

Remont wisiał nam nad głowami jak chmura gradowa a już po wizycie kominiarza i Pana "Złotej rączki" stało się oczywiste, że w żaden sposób nie da się tego odciągnąć o kolejny rok, bo po prostu nie da się tak żyć!! Tyle tylko, że nikogo sensownego w polu widzenia nie było ani z polecenia, ani z anonsu. I nagle- telefon. Dzwoni kolega męża /nawiasem mówiąc: mieszkający na drugim końcu Polski/, że remontuje mieszkanie w W-wie i potrzebna mu pomoc, bo nie ma żadnego środka transportu do przewiezienia jakiejś tam ilości farb, gipsu itd.

Oczywiście tak, bez problemu- a mnie zapaliło się czerwone światełko a główka zaczęła pracować. Wiedziałam, że Karol jest niebywale pracowity, dokładny, niemal pedantyczny; że dorabia sobie do emerytury malowaniem właśnie; że jest rozchwytywany i ciągle ma jakąś robotę; że wreszcie jest od nas o rzut beretem i jak go poprosimy, to może... i wtedy mąż zaprotestował, że to kolega, że nie wypada, że to bardzo niezręczna sytuacja... a mnie szlag trafił! - Jak to niezręczna?! Przecież w ten sposób właśnie zarabia, to jaka mu różnica, w której chałupie będzie?! Małżonek spojrzał smętnie na okopcony do granic możliwości kominek, tragicznie brudne ściany i- spasował:- To jak chcesz, to ty z nim gadaj!

No to pogadałam i właśnie wdycham zapach świeżej farby a oczy mi się śmieją do jasnych, ciepłych ścian i krystalicznej bieli sufitów!

KAROL !  JESTEŚ WIELKI !!!

No, nie było lekko, nie powiem: przenoszenie lżejszych rzeczy z pomieszczenia do pomieszczenia, ostry dyżur w zaopatrzeniu, równolegle sprzątanie tam, gdzie to było możliwe + 3 posiłki dziennie, w tym obiad... dziwne, nawet nie bolały mnie ręce- bolały mnie nogi! Nigdy nie byłam domowym pedantem i nie latałam bez przerwy ze ścierką i odkurzaczem... a tym razem- ciężka fizyczna praca sprawiała mi autentyczną przyjemność! A gdy spojrzę na odnowione mieszkanie, jedyne, co przychodzi mi do głowy, to: WARTO BYŁO!!

Zostało jeszcze sporo sprzątania i malowanie otworów, ale to już pikuś- na luzie, powolutku, bez szaleńczego tempa... niewątpliwie przed zimą zdążymy!  ;)))

p.s. A tulipany dla Karola! Pewnie wolałby dobrą wódkę w ramach wdzięczności, ale nietrunkowa jestem!   KAROL ! JESTEŚ  WIELKI!!!  DZIĘKUJĘ!  DZIĘKUJEMY! :))

02:22, babciabezmohera
Link Komentarze (7) »
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm