RSS
czwartek, 29 sierpnia 2013
Współczesna Mniszkówna, czyli coś o krytykanctwie i nie tylko.

Wracałam autobusem do domu. Nie zabrałam ze sobą żadnej gazety, więc usiłowałam jakoś zapełnić czas, po prostu gapiąc się w okno.

Po chwili miejsce przy mnie zajęła młoda dziewczyna- na oko: 24- 30 lat. Ani żaden wamp, ani kocmołuch. Powiedziałabym- normalna dziewczyna, jakich dziesiątki mija się na ulicy, nie wyróżniała się niczym szczególnym. Wyjęła książkę i zatopiła się w czytaniu.

Nie mam zwyczaju podczepiać się pod cudze lektury ale tu- dziwnym trafem- oko poleciało mi na górną część strony i zatrzymało się na słowie Grey. Zbystrzałam: - To chyba nie "ten" Grey? Na drugiej stronie u góry były pierwsze litery imion i nazwisko James, z czego wynikało, ze to jednak był  ten Grey!

Dziewczyna najspokojniej w świecie czytała, nie zwracając uwagi na to, co dookoła - ani wypieków na twarzy, ani skrępowania- normalka! Ma książkę, to czyta!

I dochodzimy do clou:

1. Oko mi jeszcze trochę polatało i udało mi się przeczytać ze trzy zdania dialogu- nudne jak flaki z olejem.

2. Pomyślałam , że literackie mody dziwnymi drogami krążą i że każdy czas ma taką Mniszkównę, na jaką zasługuje.

3. Zauważyłam, że w "moich czasach" nie do pomyślenia byłoby czytanie w autobusie tego typu książki...i...

Sama sobie się dziwię, ale wniosek z tej scenki nasunął mi się nieco karkołomny- jak to dobrze, że tamten "mój czas" minął, że młoda dziewczyna nie musi się przejmować tym, że jakieś babsko żurawia jej do książki zapuszcza i że sobie- nie daj Boże!- coś mało przychylnego pomyśli. Niech myśli, co chce, a kto by się tym przejmował! :))) I tak jest dobrze! I tak ma być!- niezależnie od jakości czytanej książki! :)

18:12, babciabezmohera
Link Komentarze (13) »
środa, 28 sierpnia 2013
Co prawda znowu jest o czym pisać, ale...

...zupełnie mi się nie chce!

Sejmowe ciąganie się za kudły rozpoczęło się z nową energią a mnie, przyznam, zupełnie to nie rusza. Dziś w "Polityce" kolejny analityczny artykuł Janickiego i Władyki na temat naszych ważnych. Wynika z niego bezspornie, że każdy z przywódców ma swój , całkiem pokaźny ból głowy i żaden z liderów nie jest spokojny o przyszłość: własną, partii a perspektywy na przyszłość są mocno przymglone. To może wystarczy?? Po co jeszcze i ja mam się martwić?! ;)

No to zupełnie z innej beczki- trochę rozrywkowo:

Powiem Wam w tajemnicy, że o ile przy pierwszym rzucie oka wyłuskiwałam dwie, trzy, no- może cztery twarze, to im dłużej przypatrywałam się rysunkowi, tym więcej twarzy odkrywałam. Normalnie mnożyły mi się jak króliki. A może liczyłam je po raz kolejny??

Wietrzę w tym nieco ponury żart autora testu, bo do schizofrenii nieszczególnie miałabym ochotę się przyznawać. ;(

19:11, babciabezmohera
Link Komentarze (13) »
niedziela, 25 sierpnia 2013
Wtyczka Flash

Nie wiem, co to za nowa moda, bo do niedawna prawie się z tym nie stykałam, może czasami. Teraz wystarczy cokolwiek otworzyć, żeby natychmiast nadziać się na propozycję- zainstaluj wtyczkę Flash.  Traktowałam tę propozycję z pełną godności obojętnością- nie będę się byle wtyczkami przejmować!- ale gdy na znajomym blogu zaczęły pojawiać się szare pola, które da się ożywić jedynie tą wtyczką, zaczęłam się zastanawiać nad zainstalowaniem tejże.

Jako że do wszelkiego rodzaju nowinek podchodzę jak pies do jeża, to najpierw sprawdziłam w googlach, co zacz i dowiedziałam się, że sprawa mnie nie dotyczy, ponieważ firefox nie współdziała z tą wtyczką a ja mam w komputerze właśnie firefoxa.

Przyznam, że ta informacja bynajmniej mnie nie zmartwiła, mało tego- odczułam wyraźną ulgę, że tym samym wykpiłam się z kolejnej trudności. Najwyżej nie będę oglądać zaflashowanych materiałów. Gorzej tylko będzie, jeżeli wszystko zacznie się wyłącznie wtyczkami otwierać, ale miejmy nadzieję, że nie. ;)

I jeszcze fajne zdjęcie na zakończenie lata- do oglądania bez wtyczki! :)) Dobrego nowego tygodnia! :))

15:09, babciabezmohera
Link Komentarze (12) »
piątek, 23 sierpnia 2013
Czym się wkupił??!!

Tusk blisko 80%, Gowin- nieco ponad 20%.

To, że Tusk wygra te wybory było dość oczywiste, ale wysoki wynik Gowina budzi niekłamane zdumienie. Przynajmniej u mnie! Nie jestem w stanie pojąć, jak można popierać kogoś, kto ryje doły pod własną partią?? I czym tak kupił to poparcie: świętoszkowatą miną czy napuszczaniem na Tuska, rozbudzaniem frustracji i nierealnych oczekiwań? Trawestując prezesa można byłoby insynuować, że to zakamuflowana opcja pisiorska. ;(

Zawsze wydawało mi się, że PO jest zbiorowiskiem względnie rozsądnych ludzi, którzy ważą za i przeciw a nie czeredą rozjuszonych frustratów, gotowych się utopić, jeśli jeszcze kogoś na dno pociągną. Bardzo się zawiodłam. Pewnie tym bardziej, że Gowin nigdy nie budził mojego zaufania, nie lubiłam go, wyraźnie mnie drażnił swoją postawą- i nie tylko w czasie kampanii.

No, cóż. Przynajmniej coś się wyjaśniło, ale  łatwiej wcale przez to nie będzie!

15:52, babciabezmohera
Link Komentarze (7) »
czwartek, 22 sierpnia 2013
Jonoforeza

Byłam wczoraj z wizytą u ortopedy. Przekazując mu dotychczasowy sposób leczenia powiedziałam, że w ramach rehabilitacji miałam cykl prądów- 10 zabiegów z lekarstwem przeciwzapalnym i przeciwbólowym. Lekarz spojrzał na mnie uważnie, a może tak mi się zdawało- i zapytał:- Jakich prądów?

Czarna dziura. Jak się to cholerstwo nazywało?!! Nic! Poczułam się jak głupowaty, niedouczony tłuk! Jak dziecko przy tablicy zaczęłam tłumaczyć, jak taki zabieg wygląda.- Aaaaa! Jonoforeza!- podsumował.

Ano! Jonoforeza! Też wiedziałam, tylko co ja poradzę, że akurat wtedy, kiedy nazwa właśnie jest potrzebna, to bezczelnie ucieka...:(

Kiedyś dłuższy czas usiłowałam sobie przypomnieć imię koleżanki, z którą ładnych parę lat razem pracowałam. Niby nie byłyśmy super kumpelami, ale zawsze... Całkiem poważnie zastanawiam się nad zdiagnozowaniem ew. Alzheimera. Już nawet adres lecznicy wyszperałam w internecie. W trakcie jakiejś nocnej audycji radiowej dowiedziałam się, że chorobę można w istotny sposób spowolnić. Ale najpierw trzeba zdiagnozować.

Może to tylko strachy na lachy? Może. Ale dopóki nie sprawdzę, będę się niepokoić.

Tak jak z rakiem- dałam sobie paznokieć zdjąć, żeby definitywnie stwierdzić, że to na pewno nie czerniak. No! I przynajmniej z tej strony mam spokój! ;))

11:56, babciabezmohera
Link Komentarze (13) »
środa, 21 sierpnia 2013
W słusznej sprawie

Niby gwiazda nie gwarantuje wartości filmu i ja o tym wiem, niemniej jakoś podświadomie głęboko tkwi we mnie przekonanie, że dobry aktor nie będzie się szmacił dla paru groszy w byle jakiej śmieciowej produkcji. Tym samym już samo nazwisko jest pewną wskazówką, zresztą zazwyczaj całkiem prawidłową. Często wybieram film, kierując się obsadą. Tym razem fatalnie się rozczarowałam.

TV7 - i Sean Connery w filmie "W słusznej sprawie". Starocie, ale niejedno starocie więcej jest warte od wielu współczesnych produkcji, więc to akurat przeszkody nie stanowiło. Tym bardziej nastawiłam się na oglądanie, że recenzja była znakomita, tematyka wskazywała na poruszenie ważkich problemów społecznych- krótko mówiąc: wszystko za!

Ale dziadostwo!!!

Kilka wątków, luźno i bezsensownie powiązanych, treść rozłaziła się w szwach, prawda psychologiczna wątpliwej jakości, przy czym całość podlana była sosem brutalności, przemocy i okrucieństwa. A jakby twórcy nie do końca byli przekonani, że okropności wystarczy, na wszelki wypadek dołączyli jeszcze atakujące aligatory, które nijak nie komponowały się z całością. Teoretycznie potęgowały grozę, wyłącznie teoretycznie. A i Sean Connery też nie błyszczał... No!

Czemu tak się pastwię nad tym filmem?

Bo trzy gwiazdki i dobra recenzja pozwoliły mi spodziewać się czegoś innego niż dostałam. Po obejrzeniu filmu nabrałam podejrzeń, że albo recenzent oglądał inny film niż ja, albo w ogóle nie oglądał i oparł się na czyjejś, z powietrza wziętej, opinii. Ponieważ nie pierwszy raz zdarza mi się trafić na taką rozbieżność między treścią recenzji a moim odbiorem, zaczynam się zastanawiać, czy ja mam tak wygórowane wymagania, czy recenzent jest olewajło? ;(

10:16, babciabezmohera
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Podróże kształcą

Wypadło mi przebyć trasę z centralnej Polski do Kielc i dalej, by po drodze zwrócić uwagę na różne dziwy-dziwności. Ogród rzeźb wszelakich diablo-anielskich głównie, wielkości człowieka. Niby przy samej trasie, niedaleko, ale niestety, nie zrobiłam zdjęcia, tak wyszło...

Ptaszarnia przed zajazdem "Oleńka". Muszę przyznać, że choć niezwykłych ptasich okazów nie zauważyłam, to z przyjemnością pogapiłam się na malutkie ruchliwe ptaszki, którym wysokie temperatury bynajmniej nie przeszkadzały- wykazywały się niespożytą energią.

Co prawda na zdjęciu bardziej widać oprzyrządowanie ptaszarni niż ptaszki, ale ptaszki też były- można mi uwierzyć na słowo! ;)

Powiedziałabym, że zjawiskiem samym w sobie były różne toalety- miejsca przez podróżujących często i chętnie odwiedzane. Na przykład stacja benzynowa gdzieś tam- nazwy celowo nie podaję, bo może się właściciele poprawią, a zresztą już chyba nawet nie pamiętam!- napis WC bije po oczach, więc spodziewam się Bóg wie jakiego luksusu a tu: drzwi się nie domykają, klamką przycinam sobie palce, kibel niezbyt czysty a kran nad umywalką przecieka. I wreszcie- trafiłam na dzieło sztuki! Duchamp niech się schowa ze swoim pisuarem- tu dopiero była twórcza wyobraźnia!!!

Miałam nieodparte wrażenie, że przemieszczam się śladami Ikroopki. bo byłam prawie pewna, że to ona wspominała na swoim blogu o tym arcydziele sztuki współczesnej. ;)) Ale wróciłam do domu i...nie mogłam znaleźć! Ikroopko! Jeśli to to samo miejsce, to naprawdę nie kradzież pomysłu. Byłam, widziałam, skorzystałam nawet, pośmiałam się i zrobiłam zdjęcie!

Jakoś nie wyobrażam sobie, że gdziekolwiek na świecie ktoś drugi mógłby wpaść na taki sam pomysł! Zatem ludkowie- oglądajcie a podziwejcie się, bo Polacy to zaiste zmyślny naród! ;)))

Chciałam jeszcze coś o jedzeniu, ale chyba kolejność nie byłaby zbyt zręczna. ;))

No i trudno! Kto nie chce, niech nie czyta. ;)

To tylko sygnał: jeśli liczy się czas to jednak tylko McDonalds, myśmy jedli w Zajeździe Burgundzkim- dużo, smacznie i niedrogo, ale czekania tyle, że szkoda gadać!

Wróciliśmy umordowani ale szczęśliwi, że już na miejscu, bo tak czy owak- jak zawsze sprawdzają się mądrości ludowe typu: wszędzie dobrze ale w domu najlepiej! :) A jak się psy cieszyły!!!

12:29, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
środa, 14 sierpnia 2013
Pielęgnuj w sobie Czecha!

Jak widzę naszą współczesność?

Zdziczenie obyczajów, tabloidyzacja wszelkich środków przekazu, także tych tzw. opiniotwórczych, pęd za pieniądzem, brutalna walka polityczna... i dalej, i dalej, i dalej- szaro, smutno, byle jak. Przynajmniej taki oto przygnębiający obraz maluje się podczas przygodnych spotkań, w kolejce do lekarza. Narzekactwo, ponuractwo, pretensja do innych o własne mało ciekawe życie.

Ale to może się zmienić. Jak? Oto recepta /Newsweek, Listy niewysłane- Grzegorz Markowski do Krzysztofa Materny/:

"W miejsce naszego >Bóg,Honor, Ojczyzna< Czesi zdają się wpisywać na swoje sztandary> Święty spokój, Pogodę ducha, Cieszenie się tym, co się ma<, czyli >żivot je krasny<. Z wpisywaniem na sztandary zresztą też jest kłopot, bo wygląda na to, że nasi południowi sąsiedzi unikają i sztandarów, i haftowania na nich dużych słów."

Więc:

"... postanowiłem,byśmy razem natychmiast odszukali Czecha w sobie. A najlepiej, by na te poszukiwania udało się z nami jak najwięcej współobywateli. Być może dzięki takiej zbiorowej wycieczce (...) nieco rzadziej doświadczać będziemy naszych narodowych specjalności: używania wielkich słów, które nijak mają się do czynów, dumy w miejscu, gdzie powinien pojawić się wstyd, czy wrzasku zamiast odrobiny autorefleksji.

(...) Czujesz ten dreszcz? Tak, to budzi się w Tobie Czech. Pielęgnuj go, proszę, a potem koniecznie przekaż dalej."

Ja jestem ZA!! Jak tam sobie kto uważa, niech tak robi. Ja zabieram się do szukania Czecha w sobie /i chyba go nawet troszeczkę znajduję! ;)/. Życie na pewno nabierze nowego blasku!

A dobry wojak Szwejk, ze swoim humorem i umiłowaniem życia, niech mi będzie patronem w tych poszukiwaniach! ;)))

17:09, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
wtorek, 13 sierpnia 2013
Pasztet

Nazbierało się mięs wszelakich sporo- trzeba zrobić pasztet. No to do roboty! Decyzja tym łatwiejsza do podjęcia, że nie ma upałów, więc i kuchenne prace przestały się jawić jako koszmar.

Haczyk chyba wyczuł, że moje zajęcie może być interesujące i nie odstępował mnie na krok. I faktycznie- co rusz to jakiś mięsny okruszek upadł na ziemię. Nie muszę chyba dodawać, że pies natychmiast "sprzątał" i podłoga była cały czas kryształowo czysta!

Nasza współpraca układała się tak harmonijnie a Cziko był tak zaangażowany, że po raz pierwszy nie zareagował na dźwięk odsuwanej bramy i mając do wyboru wolność i wylizywanie podłogi- wybrał to drugie! ;) No cóż! Byt kształtuje świadomość!

Śmieszny ten nasz psiak! :))

20:46, babciabezmohera
Link Komentarze (12) »
niedziela, 11 sierpnia 2013
Zagadka

Życiówka, żabkarka... z czym to się kojarzy?

Przyznam, że zawsze lubiłam nowo tworzone wyrazy a już te, których autorami są dzieci, są szczególnie wdzięczne, bo dzieci mają nieokiełznaną wyobraźnię i tyle przecudownych skojarzeń!

Nie wszystkie neologizmy i nie zawsze były trafione /patrz: PRL i przysłowiowy zwis męski/ i nie wszystkie przetrwały próbę czasu, ale wszelkie zabawy z mową polską przyjmuję z uciechą. Anglicyzmy mnie wkurzają, bo odbijają się w nich jak w lustrze wszystkie nasze kompleksy, natomiast wszelkie turlania językiem polskim- tylko przyklasnąć: rozwijają pomysłowość i wyobraźnię.

No to co to jest życiówka i żabkarka?? ;))

p.s. Poza satysfakcją z odgadnięcia prawidłowej odpowiedzi nagród żadnych nie będzie! :))

17:38, babciabezmohera
Link Komentarze (13) »
 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm