RSS
wtorek, 22 września 2009
P.S.

No, nie! Jeszcze jedno- koniecznie, bo to jakby podsumowanie moich wcześniejszych romyślań.

No i do kogo oko bardziej leci- chudej jak szczapa modelki czy normalnej kobiety, co?...

21:40, babciabezmohera
Link Komentarze (15) »
Wielkie odchudzanie

Wystarczy przespacerować się po blogach, by sprawdzić, że waga kobiecego ciała /chociaż nie tylko, ale przede wszystkim!/ to jeden z poważniej traktowanych tematów. Wiele kobiet to w mniejszym lub większym stopniu dotyka, bo albo się kiedyś odchudzały, albo robią to teraz, albo zamierzają w najbliższej przyszłości, natomiast te najbardziej zdeterminowane z tematem się nie rozstają i mozolnie wyszukują i stosują diety-cud... dzisiaj, jutro, zawsze!

Kiedyś już przymierzałam się, żeby o tym napisać, bo sprowokowała mnie sesja mody w Wysokich Obcasach. Przeraźliwie chude modelki o skołtunionych włosach i oczach skutecznie podbitych odpowiednim makijażem, z za dużymi butami na piszczelowatych nogach sprawiały wrażenie, jakby się o własne nogi potykały a cmentarny smutek na twarzy dopełniał demonicznego wyglądu.

Przekopałam dzisiaj ponad 50 stron z modą, w nadziei, że uda mi się odnaleźć tamte zdjęcia, które mnie tak zszokowały. Tamte Obcasy chyba ktoś z domowników wyrzucił, nie mogłam ich znaleźć. Znalazłam inne, nieco mniej szokujące, ale też ciekawe.

Młodziutka dziewczyna cienka jak wykrzyknik.

A tu piękna młooda kobieta, ale tak zabiedzona, że żebra można policzyć. Szkielet nie kobieta. To jest wzorzec urody?!!...

Zastanawiam się, jak bardzo trzeba nienawidzić kobiet, żeby motywować je do takiej destrukcji własnego organizmu... I jak niską samoocenę mają te piękne kobiety, skoro pozwalają sobie wmówić, że brak ciała jest miernikiem urody...

Boże-ż ty mój! Przecież to strach się bać! Nie chciałabym takiej modelki spotkać o zmierzchu na pustej ulicy...

Jeszcze parę zbliżonych fotek ściągnęłam, ale nie chcę ich już prezentować. Jest tego towaru wszędzie na pęczki!

Czemu o tym piszę? Bo młodym kobietom pada na mózg ich waga, bo dały sobie wmówić, że ich wartość mierzy się ilością kilogramów, bo gotowe są wpędzić się w anoreksję, bulimię czy inne diabelstwa, byle osiągnąć wymarzony wygląd stojaka na płaszcze. Co za absurd- chudną i brzydną, żeby "ładniej" wyglądać. I nigdy ze swojego wyglądu nie są zadowolone! Wygląd zaczyna rządzić ich życiem i wszystko poza tym staje się mniej ważne.

Jakże to bardzo zawęża świat, jak zuboża życie...

Moja znajoma, pani koło 50-tki, pulchna- nie gruba, ma do swojej wagi dość racjonalny stosunek. Śmieje się i mówi:- Mąż jest zdania, że kochanego ciała nigdy dość! Jestem jaka jestem!

Bardzo mi się podoba taka postawa. Bo- żeby była jasność- uważam, że chorobliwą nadwagę należy leczyć pod okiem dietetyka specjalisty z racji zdrowotnych, ale normalną puszystość, szczególnie w wieku balzakowskim, po prostu zaakceptować i polubić, bo naprawdę lepiej wygląda niż zwisające fałdy pomarszczonej skóry na chudych rękach. ;))

21:23, babciabezmohera
Link Komentarze (29) »
niedziela, 20 września 2009
Dewaluacja pojęć

Zupełnie nie wiem, jak sobie poradzę z tematem, bo z jednej strony mam potrzebę zrzucić z siebie to, co mnie uwiera i dokucza, z drugiej- mam świadomość kontrowersyjności tego, o czym chcę mówić. No, skoro jako tako obłaskawiłam zagadnienie- to do rzeczy!

Odnoszę wrażenie, że mentalnie cofnęliśmy się o dziesiątki lat i przeżywamy swoistą "powtórkę z rozrywki", doświadczając ponownie niewygody dwój-myślenia i coraz bardziej wyrazistego rozjeżdżania się realiów z deklaracjami.

Patriotyzmem nazywa się medialny wrzask przeciwko narodowym sąsiadom, szperanie w ideologicznej czystości przodków i urocze zabawy w Powstanie Warszawskie bądź inne również historycznie ważne momenty- nie jest nim natomiast pozbieranie kipów, rozsypanych przy ulicznej śmietniczce; patriotyzmem jest akcja "sprzątania świata", ale nie jest nim już podpisanie umowy na wywóz śmieci i oczyszczenie szamba...

Solidarnością jest wyszarpywanie ze wspólnej kasy tyle, ile się da, bez oglądania się na to, kto do tej kasy musi dołożyć- nie jest nią natomiast odłożenie roszczeń na spokojniejsze i bezpieczniejsze czasy...

Religijnością jest systematyczny udział w kościelnej obrzędowości oraz obowiązkowy lament nad życiem poczętym, in vitro i eutanazją, związanymi w zgrabny pakiet wzorcowej moralności,  a jakoś nie jest nią własne uczciwe życie i szacunek dla drugiego człowieka, jego przekonań i jego wolności...

W gruncie rzeczy można by mnożyć tę listę rozbieżności deklaracji i czynów, fałszywej demagogii, braku wątpliwości i skrupułów, bezwstydnej bigoterii i dwulicowości... tylko po co? Jest jak jest, tylko coraz bardziej nabrzmiewa, coraz mocniej dokucza, coraz bardziej przeszkadza... aż kiedyś pęknie, bo pęknąć musi, bo nie da się żyć w schizofrenicznej rzeczywistości, kiedy co innego się myśli, co innego się mówi a jeszcze co innego robi!

Co jakiś czas wraca jak echo modlitwa z "Kwiatów polskich":

"Lecz nade wszystko- słowom naszym,

Zmienionym chytrze przez krętaczy:

Jedyność przywróć i prawdziwość /.../

Niech więcej Twego brzmi imienia

W uczynkach ludzi niż w ich pieśni /.../"

Bo naprawdę nie chodzi o to, że człowiek ma być ideałem- nigdy nim nie będzie! Moja tęsknota jest całkiem zwyczajna: żyć w kraju wolnym- bez ideologicznych łańcuchów. Może kiedyś... może dożyję... Taki kraj łatwiej by mi było kochać...

13:16, babciabezmohera
Link Komentarze (21) »
poniedziałek, 14 września 2009
Przypadkowa martwa natura

Dziś parę ciepłych jesiennych zdjątek, zrobionych trochę przypadkiem, trochę dla przyjemności. I tak na przykład rzut oka za płot: - Martwa natura ci to czy pomidory rozsypane na stole?

I jaka to różnica? Martwa natura to pieczołowicie przygotowana kompozycja plastyczna, uwieczniana potem przez mistrza na płótnie.

Wychodzi więc na to, że to żadna martwa natura tylko zwykłe, wyłożone na stole pomidory. A ja się nie zgadzam! Bo skoro natychmiast pognałam po aparat, to coś mnie w tym obrazie urzekło i chciałam go zatrzymać. Więc może jest to taka nieplanowana i zupełnie przypadkowa martwa natura?...

A tu kolejne dziwadło:

JAKOŚ MI TRUDNO SIĘ ZDECYDOWAĆ:

CZY MAM ZAKWITNĄĆ, CZY OWOCOWAĆ?...

Ale dwie gałązki dalej decyzja zapadła i siedzą sobie w kupie, przytulone do siebie, szczęśliwe, żółciutkie, chwytające słońce każdym porem gruboszowatej skórki. Piękne! Jak malowane!

I to by było na tyle!- jak powiedziałby zapewne nieodżałowany profesor mniemanologii stosowanej Jan Tadeusz Stanisławski. No, może jeszcze na koniec jedno, ostatnie- chwytania kolorów jesieni. ;))

16:10, babciabezmohera
Link Komentarze (14) »
środa, 09 września 2009
Życie zamknięte w słowach.

Wypożyczyłam książkę z biblioteki i nawet trudno mi się było do niej zabrać. Sięgałam po lżejsze, typowo "wakacyjne" lektury a tamta cierpliwie czekała. Wiesław Myśliwski- "Traktat o łuskaniu fasoli".

Niezwykła książka o zwykłych ludziach, o zwykłym życiu. Niby można zaryzykować, że to książka o niczym. Przypadkiem spotyka się dwóch facetów, z których jeden jest samotnikiem, pilnującym domków działkowych, drugi- nie wiadomo kim. Jego obecność potrzebna jest chyba tylko po to, by monolog samotnika był w ogóle do kogoś skierowany, by mógł wysłuchać go człowiek a nie jednie towarzyszące mu zawsze psy...

Myślę, że tak mogły wyglądać gawędy starego Sabały. Strzępy wspomnień, skojarzenia czasów i przedmiotów, rozważania o ludzkim losie z dystansem ale i zrozumieniem filozofa.

Dałam się porwać tokowi opowieści, popłynęłam z jej nurtem, smakowałam każde zdanie, każde niemal słowo...

I pomyślałam, że taką powieść może stworzyć tylko człowiek dojrzały, który wiele przeżył i wiele zrozumiał. Pomyślałam też, że nie ma nieciekawych ludzi i nieciekawych życiorysów, że każdy z nas nosi w sobie fascynującą powieść i tylko brakuje pisarza, który by ją przeniósł na karty książki. I pomyślałam, że życie ludzkie jest jak rozsypane puzzle, które pod koniec składamy pieczołowicie kawałek do kawałka, by coraz jaśniej widzieć sens tego, co nam się przydarzyło, by zadumać się nad wartością ludzkiej egzystencji...

20:02, babciabezmohera
Link Komentarze (13) »
niedziela, 06 września 2009
Toksyczni/?/ rodzice...

W radiowych nocnych rozmowach miał być rozwikłany problem: żyć wedle oczekiwań innych czy w zgodzie ze sobą, bez oglądania się, co inni mają na ten temat do powiedzenia. Kanwą dyskusji miała być książka, której nikt poza panią redaktor jeszcze nie czytał z prostego powodu- jeszcze się nie ukazała na rynku. Już to, samo w sobie, wydało mi się dość kuriozalne, ale ponieważ pani redaktor sukcesywnie zapoznawała z bohaterką i jej życiem, z którym ona bohaterka zupełnie nie umiała sobie poradzić a i sam temat wydał mi się interesujący, więc cierpliwie słuchałam szczebiotania obu pań- redaktorki i autorki powieści.

Wszystko byłoby cacy, gdyby obie panie nie usiłowały przeforsować własnej wizji okrutnego świata i toksycznych rodziców, którzy taki garb przytwierdzają swemu dziecku do grzbietu, że nie da się z nim normalnie i zdrowo żyć- i to nieszczęsne dziecko z góry spisane jest na straty i skazane na zagładę!

Ale i to nie wszystko! W końcu panie mogą mieć taką wizję, słuchacze inną- i , dopóki każdy jest równoprawnym dyskutantem, wszystko jest o.k. Tu było nieco inaczej. Każdy, kto usiłował polemizować z paniami, natychmiast był sprowadzany do parteru a jego zdanie poddawane w wątpliwość.

Powiem, że te nocne rozmowy irytowały mnie coraz bardziej a już zupełnie rozwaliła mnie scenka z życia pani autorki, opowiedziana w przypływie szczerości. Otóż pani autorka w dzieciństwie marzyła o grze na jakimś instrumencie, ale nie było jej to dane. Marzenia są jednak uparte i po latach zostały przeniesione na córkę, u której pani autorka przeczuwała duży talent muzyczny. Chodziło więc dziecko na zajęcia tu i tam, wydawało się, że muzyka sprawia mu przyjemność, miewało takie czy inne osiągnięcia czy nawet sukcesy aż do dnia, kiedy to dziewczynka po powrocie z zajęć rzuciła torbę na podłogę i powiedziała, że więcej tam nie pójdzie. - Dobrze!- zgodziła się w międzyczasie psychologicznie wyedukowana matka, obarczona poczuciem winy, że chciała dziecko obuć we własne buty. I na tym stanęło! I tu- uwaga: clou programu! Córka dorosła, żyła w przyjaźni z matką i gdy kiedyś rozmawiały, matka zapytała, czy córka obciąża ją jakimś błędem wychowawczym. -Tak!- rozpłakała się dziewczyna- Nie powinnaś mi była pozwolić rzucić muzyki, teraz bym grała!

No i powiem, że szczęka mi opadła, bo o takiej manipulacji dawno nie słyszałam, a pani autorka, mocno psychologicznie wyedukowana, łyknęła zaprawiony łzami zarzut córki jak kaczka kluchy. Z audycji wynikało, że pani matka może mieć ok. 50 lat, tym samym jej córka raczej nie ma więcej niż 30. To, przepraszam, co stoi na przeszkodzie, żeby wzięła do ręki instrument, skoro muzyka jest sensem jej życia i wielbiła matkę do końca dni swoich, że zapewniła jej taki dobry start! Broń mnie Panie Boże przed czerpaniem mądrości od takich pań pisarek...

16:56, babciabezmohera
Link Komentarze (14) »
czwartek, 03 września 2009
Parę uwag o pieniądzach

Przyszło to do mnie  wczoraj jako "Przysłowia chińskie". Co prawda przysłowia nieco inaczej mi się kojarzą, ale co tam, niech będą przysłowia. No to zapraszam:

Za pieniądze możesz dom kupić, ale nie ciepło domowe.

Za pieniądze możesz kupić zegar, ale nie czas.

Za pieniądze możesz kupić łóżko, ale nie sen.

Za pieniądze możesz kupić książkę, ale nie wiedzę.

Za pieniądze możesz kupić lekarza, ale nie zdrowie.

Za pieniądze możesz kupić pozycję, ale nie szacunek.

Za pieniądze możesz krew kupić, ale nie życie.

Za pieniądze możesz kupić seks, ale nie miłość.

Trudno z tym dyskutować, bo stwierdzenia mają charakter oczywistości- nie da się kupić życia, zdrowia, miłości, szacunku... Stajemy przed odwiecznym wyborem wartości: być czy mieć -i pytaniem, gdzie jest ta granica,  po przekroczeniu której odbieramy własnemu życiu kawałek po kawałku sens istnienia, bo zaczyna się liczyć jedynie pieniądz i pogoń za pieniądzem.

Ale to wszystko nie jest wcale takie proste, bo jak XYZ / przepraszam, zapomniałam!- niestety, coraz częściej zdarza mi się zapominać!/ zauważył żartobliwe: "Pieniądze, co prawda, nie dają szczęścia, ale o ileż łatwiej znosić z nimi nieszczęście!"  I bądź tu, człowieku, mądry! ;))

18:24, babciabezmohera
Link Komentarze (16) »
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm