RSS
czwartek, 30 września 2010
Do serca przytul psa...

To nie jest ten pies do przytulenia...

I ten też nie!

Ale jakoś podobny. Wielki spokojny pies. Pies, któremu zakołysało się życie... Pies, który czeka na dobrą przyjazną duszę.

Przykro mi, że nie mogę tego właściwego psa pokazać. Nawet dostałam jego zdjęcia, ale widać w innym programie /jeśli plotę internetowe bzdury, proszę o wyrozumiałość!/, bo sama je -co prawda- obejrzałam, ale już nie mogłam umieścić ich na blogu- nie dawały się otworzyć. :(

Zdjęcia WŁAŚCIWEGO PSA- wabi się ROCKY- są umieszczone pod podanymi niżej adresami i tam je można obejrzeć.

 

http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/d3fla4114cfb428c.html

http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/35b115a108b14e0c.html

 

Czas na wyjaśnienia, jak to się stało, że ostatnio blog został "zapsiony". Dostałam wiele cennych uwag i wskazówek w związku z moimi kłopotami z Kurą. Jedyną możliwością odwzajemnienia się za życzliwość jest pomóc drugiej osobie /na miarę własnych możliwości/, co niniejszym staram się teraz uczynić.

Przechodzę do meritum:

ROCKY to mieszaniec bullmastifa z bernardynem. To duży pies /waży ok. 75kg/, ale łagodny i spokojny. Ma 2,5 roku.

Problemy życiowe właściciela /utrata pracy i mieszkania/ sprawiły, że psu groziło uśpienie. Ludzie, którzy chcieli psa ocalić, sami nie mają warunków ani możliwości, aby się nim zaopiekować, toteż poszukują dla niego nowych opiekunów.

Pies sprawdziłby się w domu z ogrodem /raczej bez innych psów a na pewno bez kotów- kotów nie lubi!/ u właściciela, który zna i lubi psy. Osoba, która przygarnie ROCKY'EGO, zyska wiernego towarzysza i przyjaciela.

Pies jest odpchlony, będzie odrobaczony i za kilka dni zaszczepiony i wykastrowany.

Warunki, w których jest obecnie, są możliwe do życia jedynie na czas oczekiwania na nowego właściciela i nie do zaakceptowania na stałe: jest umieszczony w kojcu na otwartym powietrzu. Gorąca prośba o pomoc w poszukiwaniu domu dla ROCKY'EGO!

 

Kontakt:

KINGA KAMIŃSKA

e-mail: Kinga481@gmail.com

tel.: 601 911 458

 

Kingo! Z serca życzę, żeby pies, któremu dałaś szansę  na dalsze życie, zyskał nowy szczęśliwy dom! :)

11:01, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
wtorek, 28 września 2010
Nowe problemy z Kurą

Wszystko zapowiadało się cacuszkowato, ale widać życie bez komplikacji byłoby zbyt monotonne i jałowe, więc... Kura daje nam popalić! I to całkiem serio!

Był czas, że zaprzyjaźniłam się z Kurą, po zajęciach z treserką mogłam uznać, że przestałam się jej bać /oczywiście Kury, nie treserki! ;) /, byłyśmy nawet w niezłej komitywie...

Dla lepszego zobrazowania problemu dodam, że panicznie boję się psów- dużych, małych, wszystkich! ZAWSZE noszę ze sobą gaz pieprzowy /użyłam go zresztą może ze 3 razy, ale świadomość, że mogę się obronić, jest dla mnie zbawienna!/ a gdy zdarzy mi się wyjść z domu i zapomnieć "odpsiacza" zabrać, wracam natychmiast z powrotem. No, cóż! Każdy ma tendencję do pielęgnowania własnego świra... :(

W moim przypadku zaprzyjaźnienie się z Kurą to akt nieledwie z pogranicza heroizmu i swoista terapia znosząca blokady lęku. Bo Kura jest naprawdę dużym psem!

To taka dygresja przed dalszym ciągiem.

Tak więc Kura się oszczeniła, z niewiarygodną troskliwością opiekuje się szczeniakami, nikomu nie pozwala podejść do nich, nawet gospodarzom- a ich kocha do szaleństwa i ufa bezgranicznie /chyba jakoś sobie zakodowała, że uratowali jej życie!/. Zaczęła powarkiwać i poszczekiwać, co nawet wydało się naturalne- w kontekście jej macierzyństwa. Nawet się nieco uspokoiliśmy, bo niepokoiliśmy się przedtem, że może mieć coś ze strunami głosowymi, jako że w ogóle nie wydawała żadnego dźwięku.

Szereg nowych doświadczeń i dłuższa obserwacja psa spowodowały, że znowu zaczęłam się Kury bać. Coś jej chyba siadło na psyche po tych przejściach, bo jest humorzasta i kompletnie nieprzewidywalna. Nasze zakumplowanie dawno straciło rację bytu- potrafi mnie obwarczeć i obszczekać jak kogoś zupełnie obcego. Niby zaraz ucieka i nie zdarzyło się, żeby zaatakowała, czyli można domniemywać, że jest to jej reakcja lękowo-obronna, ale licha to pociecha i mało satysfakcjonujące tłumaczenie,  że niby to ze strachu rzuci mi się któregoś dnia do gardła! :((

Zupełnie nie rozumiem jej zachowań, bo potrafi przyjść na pieszczoty i można się rozpłynąć w jej łagodnym spojrzeniu a za jakiś wcale niezbyt długi czas patrzy już inaczej: z pyskiem przy ziemi, hurgotem w gardle i nieufnością w oczach- jakby nie poznawała... a ja wtedy zaczynam drętwieć w środku. Ale zbieram się w sobie i idę w jej stronę z wyciągniętą pokojowo ręką- tak jak mnie nauczyła pani treserka. Wtedy Kura ogon pod siebie i ucieka- szczekając albo nie. Ale daleko jej do poprzedniej łagodności i chęci głaskania...

Co dalej będzie- nie mam pojęcia! Ale przyznam, że czarno to widzę. Zamiast z dnia na dzień coraz lepiej, to tak jakby było coraz gorzej. A przecież już z nami starymi też powinna się oswoić chyba, nie?... :(

17:43, babciabezmohera
Link Komentarze (19) »
poniedziałek, 27 września 2010
Klątwa?...

Klątwa jakaś nad nami czy co??!! Kiedy wreszcie uda się nam wygrzebać z czasu żałoby?? Znowu wypadek, makabryczny wypadek autokarowy, znowu zagrożenie powodziami... co się dzieje?! Wystarczy, że deszcze parę dni popadają i wody występują z brzegów rzek.. Który to raz w tym roku? Może ziemia jest nasączona jak gąbka i żądnej ilości już nie przyjmuje?...

Strasznie to wszystko ponure i beznadziejne! Wyjątkowo dramatyczny ten rok... :((

19:31, babciabezmohera
Link Komentarze (8) »
sobota, 25 września 2010
Słodkie lenistwo

Wszędzie takie piękne jesienne zdjęcia, to i ja u siebie wstawię- niech też będzie kolorowo! I co z tego, że nie przeze mnie robione i że do takich złocistości ładnych parę dni trzeba będzie jeszcze poczekać? Nic nie szkodzi! Za zdjęcie można pochwalić anonimowego slajdowego fotografa a ruda jesień- nadejdzie prędzej czy później! ;))

Rozleniwiłam się dziś, posiedziałam na słoneczku, skubnęłam winogron, usmażyłam kanie w jajeczku i bułce, posłuchałam wystąpienia Tuska i tak mi się dobrze zrobiło, optymistycznie, spokojnie. Pewnie nie wszystkie dobre chęci dadzą się w czyn przekuć, ale dobrze chociaż pozytywnych rzeczy posłuchać, bo Smolensk juz mi uszami wychodzi!

Tak więc rozwiązuję sudoku... i cieszę się słodkim lenistwem. ;))

17:23, babciabezmohera
Link Komentarze (17) »
czwartek, 23 września 2010
Przebrała się miarka

Na słupie ogłoszeniowym nadal jest jeszcze fragment nalepki wyborczej "Przebrała się miarka"... Drugą część hasła najpierw wypaliło słońce a potem zakleili reklamą internetu, ale pierwsza część prześwieca między reklamowymi czy ogłoszeniowymi plakatami i stanowi swoiste memento.  Mam nadzieję, że teraz straci już swój pisowski wydźwięk a stanie się przestrogą dla wszystkich chętnych do korzystania z przywilejów władzy.

Szczerze przyznam, że zaczęłam się trochę gubić w polityce. Tak się zakotłowało, że nic już nie jest jednoznaczne i przejrzyste.

Najbardziej ta sloganowa miarka przylgnęła teraz do kościoła, który padł ofiarą własnej pychy, żądzy władzy i zachłanności na dobra doczesne, przed którymi to tak żarliwie przestrzega swoje owieczki. Jedynym plusem ujawnionej afery może być jedynie rozpoczęcie procesu uzdrawiania relacji państwo- kościół, co samo w sobie byłoby ogromną wartością, bo rozparcie się kościoła w życiu publicznym stało się już bardzo dokuczliwe!

Palikot też nie wiadomo, w jakiej orkiestrze gra...

Nie wezmę udziału w jego zlocie Ruchu Poparcia Palikota. Zaczęłam się hasłom i poczynaniom bliżej przyglądać i odkryłam pewne rzeczy, które nie wzmacniają mojego zaufania- a wręcz przeciwnie. Obawiam się, że może nie być do końca lojalny wobec PO. Mimo wszystko dobrze mu życzę, bo wierzę, że ma dobre intencje i chęć działania- tyle, że mnie nigdy nie było blisko do radykałów, toteż i z Palikotem nie jest mi po drodze. Jestem człowiekiem środka, więc mogę panu posłowi życzliwie pokibicować, ale własnym działaniem wspierać go nie będę.

Utwierdziłam się w słuszności swojej decyzji, gdy: 1) wyraźnie zapowiedział, że jego ruch skierowany jest do młodych /a nic nie wspomniał o młodych duchem! ;)) /, 2) obsługa jego poczty e-mailowej nie odpowiedziała na moje pismo, co potraktowałam jako gest lekceważenia względem nie liczącego się sympatyka. Proszę nie podejrzewać mnie o małostkowość- tak sobie tylko myślę, że przy tworzeniu nowego ruchu, partii, stronnictwa czy czego by tam jeszcze zabiega się o sympatię i poparcie każdego, choćby zaledwie potencjalnego kandydata na uczestnika zlotu, bo od ich ilości wiele zależy a początki zawsze są najtrudniejsze.

18:31, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
wtorek, 21 września 2010
Najgorsze zawieruchy za nami

Najgorsze zawieruchy za nami- mam nadzieję. Sytuacja się ustabilizowała, choć do pełnej normalności jeszcze trochę brakuje. Kura wyspokojniała. Przedtem bardzo się bała, na każde stuknięcie, gwałtowniejszy ruch- ogon pod siebie i nura w ciemny kąt. W ogóle nie szczekała, czasem tylko ostrzegawczo mruczała, bo trudno nazwać warczeniem niegłośny hurgot z gardła. Generalnie bała się wszystkich i wszystkiego. Trudno ją było wywabić na dwór- bezpiecznie czuła się tylko u syna w domu.

Wspominałam, że do domu kilka razy przyjechała treserka. Po pierwsze- i najważniejsze- żeby zdiagnozować psa, czy nie jest agresywny, czy nie zaatakuje. Odwiedzają nas wnuki- także małe, nie mogą czuć się zagrożone. Po drugie- czy pies ma szansę dojść do siebie po wszystkich przejściach, które go spotkały, czy nie będzie nieobliczalny, czy będzie nas słuchał... itd, itd.

Wszystkie testy wypadły pozytywnie a i ja po godzinnym spacerze z treserką nabrałam pewności siebie i wiary, że szczerze zaprzyjaźnię się z Kurą. Minął mi też strach i duża nieufność wobec ostrych kurzych zębów.

Jak jest teraz? Coraz lepiej! Kura wybiega na dwór, nawet zaczyna poszczekiwać. Uwielbia swoich nowych właścicieli, akceptuje pozostałych domowników, trochę wybrzydza na obcych pojawiających się w domu, ale bez przesady- po prostu musi się oswoić z nowymi postaciami na jej terenie.

A poza tym opiekuje się dwójką swoich dzieci- pozostałe zostały uśpione. Maluchy rosną jak na drożdżach i są czarne jak matka. Kura spokojnie przeżyła oddzielenie od dzieci- a bardzo się wszyscy tego baliśmy. Synowa wyprowadziła ją na spacer na czas wizyty weterynarza. Po powrocie suka spokojnie położyła się przy dzieciakach i zaczęła je karmić.

Maluchy są jeszcze ślepe i głównie śpią i jedzą. Zaprezentuję je, jak odrobinę podrosną i zaczną łazić. :)

17:56, babciabezmohera
Link Komentarze (19) »
piątek, 17 września 2010
Nie tylko pod krzyżem...

Zostałam wywołana do tablicy, więc jestem, by powiedzieć, co sądzę na temat krzyża- oczywiście tego, którego już nie ma pod Pałacem Prezydenckim.

Najpierw do nadużywanego dwuwiersza pozwoliłam sobie dodać "nie", bo nie wyrażam zgody na dzielenie ludzi w Polsce i wcale nie uważam, że ów dwuwiersz mieści w sobie bodaj źdźbło prawdy. Polska jest Polską a Polak Polakiem zarówno pod krzyżem, jak i pod brzozą, przy pracy, na polu i pod budką z piwem, w sklepie rybnym i w kościele- wszędzie! I jest tak niezależnie od tego, czy nam się ten stan rzeczy podoba, czy nie i którego z Polaków mielibyśmy ochotę za drzwi wystawić!

Sporo na temat tego nieszczęsnego krzyża myślałam. Najpierw czułam niesmak i wyraźny dysonans między deklaracjami a faktami, potem pojawiła się wściekłość i chęć rozpirzenia na cztery wiatry religijnych szantażystów- sekciarzy wspieranych i umacnianych przez żądnych sensacji dziennikarzy oraz- jakżeby inaczej- rozsierdzonego prezesa i jego posłusznych podkomendnych- mocno rozczarowanych prezydencką porażką pana Jarosława. Potem przyszło rozbawienie i rodzaj satysfakcji, gdy młodzieży udało się odmitologizować absurd robienia ołtarzyków i składania wieńców na ulicy, ale drobna irytacja mnie nie opuszczała. Miałam pretensję zarówno do P. Gronkiewicz, jak i do Premiera Tuska a także duchowieństwa w całości, że o harcerzach nie wspomnę /którzy z dziecinną bezmyślnością podrzucili śmierdzące jajo, po czym uznali, że posprzątać to już nie oni!/. Wszyscy z lubością uprawiali spychologię, zostawiwszy Prezydenta samemu sobie z grupą wrogich mu osób naprzeciwko Pałacu.

Ale krzyż jak stał, tak stał i cały czas stanowił pretekst urządzania niby to-religijnych demonstracji. W końcu stało się to, co powinno stać się wkrótce po nieudanych przenosinach krzyża do kościoła. Gdy odrzucono kolejną możliwość ugody i "zagospodarowania" krzyża w pielgrzymce rodzin ofiar katastrofy do Smoleńska, po prostu nad ranem - bez szumu , błysków fleszy i zbędnych ceregieli przeniesiono krzyż do pałacowej kaplicy.

Czy dobrze się stało? Świetnie! Co prawda nie miałam wielkich złudzeń, że to zakończy awanturę wokół krzyża, ale oczyściło atmosferę + postawiło prezesa w nagiej i bolesnej prawdzie, że stanie się zwyczajnie śmieszny i groteskowy, gdy nadal będzie palił znicze na ulicy, na której nie ma już nic poza metalowymi barierkami. Równie dobrze mógłby teraz zapalić znicz pod Pałacem Kultury, przed własną chałupą czy w jakimkolwiek innym miejscu Warszawy, bo wszędzie tam jego brat mógł się był za życia przypadkiem pojawić i powód zapalenia znicza byłby identyczny.

Czy demonstracje powoli się wyciszą? Trudno powiedzieć. Może z czasem. Ale teraz sytuacja zmieniła się o tyle, że zadymy przeniosły się na ulicę i - jak sądzę- spokojnie już można użyć straży miejskiej i policji do legitymowania awanturników i wlepiania mandatów za zkłócanie porządku, ciszy nocnej czy czego tam jeszcze. Prezydent Komorowski przestał być bezbronny i pomoc ze strony miasta stała się oczywista a nie ma skuteczniejszej metody wychowawczej niż uderzenie po kieszeni /mandaty!/.

Ponadto wreszcie udało się odebrać prezesowi przywłaszczone sobie przez niego prawem kaduka jednoosobowe dysponowanie wszystkim, cokolwiek dotyczyłoby katastrofy lotniczej. Najwyższy czas, żebyśmy i my- zwykli, szarzy, przeciętni obywatele- zabrali głos w sprawie upamiętnienia tamtej katastrofy. I żebyśmy zastanowili się, czy z tym upamiętnianiem należy się aż tak bardzo spieszyć, skoro były prezydent wraz z małżonką spoczywa na Wawelu, na Powązkach stawiany jest pomnik poświęcony wszystkim tragicznie zmarłym pasażerom fatalnego lotu a tablic pamiątkowych jest dużo- w różnych miejscach, tak więc o nikim nie zapomniano!

Dostałam od koleżanki adres. Proszę, wejdźcie tam i przeczytajcie a jeśli ktoś zechce apel poprzeć- będzie super! Ja poparłam  i zrobiłam to z pełnym przekonaniem.

 

http://rzetelnosc.org.pl/apel-w-sprawie-pomnika-ofiar-katastrofy-smolenskiej.php

20:13, babciabezmohera
Link Komentarze (15) »
czwartek, 16 września 2010
Babcia po porodzie :((

Kura na dziś planowana była do sterylizacji. Zabieg się nie odbył- suka zaczęła się szczenić. USG, wykonane kilka dni wcześniej, wykazało, że jest na pewno 3 szczeniaki, choć może być ich więcej...tymczasem już urodziło się cztery i wcale nie jest powiedziane, że to już na pewno koniec.

Szczeniaczki są śliczne, ciemnej maści jak matka i "po kądzieli" czystej krwi owczarki. Teraz trzeba zacząć im szukać nowych właścicieli, którzy pokochaliby te maleństwa, tak bardzo pragnące żyć, że oszukały lekarzy w klinice weterynaryjnej co do terminu rozwiązania... Swoją drogą to dziwne, że nawet z wynikiem USG w ręku lekarz specjalista jest w stanie orzec termin porodu i ilość szczeniaków zaledwie w znacznym przybliżeniu...

 

***

Notkę zaczęłam pisać wczoraj. Tytuł dałam dość zadziornie-żartobliwy: "No, to mamy kurczaki!", ale z każdym nowym, pojawiającym się na świecie "kurczakiem" mina wydłużała mi się coraz bardziej. Dziś zupełnie przestało mi być do śmiechu- szczeniaków jest 8 /słownie: OSIEM!!!/ - i mam serdeczną nadzieję, że na tym się skończyło!

Już wczoraj obdzwoniliśmy wszystkie możliwe adresy, myśląc, że będzie cztery psiaki do oddania i efekt każdorazowo był taki sam:- Nie, nie planujemy mieć psa! -albo:- Zastanowimy się, ale za bardzo nie licz!, czyli - nic konkretnego, ale raczej ze wskazaniem na "nie". Szanse rozprowadzenia po ludziach ośmiu szczeniąt są zerowe!:((

Trudne decyzje przed nami i cała rodzina mocno przeżywa zaistniałą sytuację. Znowu miałam prawie bezsenną noc... :((

12:52, babciabezmohera
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 13 września 2010
Trzeba odreagować!

Po politycznych emocjach trzeba odreagować, żeby nie dpuścić do zatarcia się mózgu na zbyt wysokich obrotach. A na odreagowanie najskuteczniejszy jest spacer. I las.

Wiadomo, że prawdziwi grzybiarze zrywają się ciut świt i wtedy, gdy my drepczemy z kijami, oni już wracają z koszami wypełnionymi pod wierzch wszelakim leśnym dobrem.

Ale las jest wielkoduszny i spóźnialskim też coś tam zaoferuje:

To chyba też grzyby, nie? Tyle, że dziwadła nieprawdopodobne i samobójcy trzeba, żeby toto na patelnię wrzucić. ;))

A tu brązowawy muchomorek! Śliczny jestem jak malowanie, aż się słoneczko we mnie przegląda! :)

W końcu to też jest rodzaj grzyba- pewnie trochę zbliżonego do huby...

Ale tu to już czyste szaleństwo formy, kształtu i zdobnictwa!

Ale i z jadalnymi nie było tak źle, jak się po zdjęciach można by spodziewać. Znalazłam dwa prawdziweczki, kilkanaście podrzybków i... całą siatę maślaków. Nieprzebrane ilości! A piękne, zdrowiutkie, rosnące całymi koloniami. Tak to ja mogę grzyby zbierać! :) Aż żal było z lasu wychodzić! I zdrowo, i miło, i pożytecznie! Odreagowałam wszystkie emocje, nawet na zapas!! ;)))

19:40, babciabezmohera
Link Komentarze (18) »
sobota, 11 września 2010
11. IX.

Właściwie nie wiem, czy tytuł będzie adekwatny do wpisu, bo zarówno data, jak i wybrane zdjęcia, posłużą mi jedynie jako inspiracja do bardziej ogólnych przemyśleń.

Piękny dzień, błękitna woda, witająca przybyszów Statua Wolności, czyste niebo i... tylko... ta chmura. Skaza na idyllicznej widokówce. Jak niewiele trzeba, żeby świat zasnuł się czarnymi chmurami,  żeby wszystko zawaliły gruzy, żeby to- co stabilne i oczywiste- przestało takie być w jednej chwili.

I jak trudno zauważyć, kiedy się to wszystko zaczęło... i od czego?... Czego nie dopatrzyliśmy, co świat przegapił, zlekceważył, nie docenił?... Przecież to wszystko nie musiało mieć miejsca, na pewno nie musiało...

Zawsze zaczyna się od drobiazgu, czegoś prawie niedostrzegalnego, co rośnie w oczach i wywołuje kataklizm.

***

Czy wolność to znaczy, że wszystko wolno?!

Czy palenie świętych ksiąg w ramach protestu to jeszcze wolność, czy już agresja i atak na wartości wyznawane przez drugiego człowieka?

Czy wycie "Hańba!!" i "Zdrajcy!!!", opluwanie autorytetów i upokarzanie ludzi może być miarą patriotyzmu?

Czy krzyż i różaniec w ręku a religijna pieśń na ustach jest jedynym miernikiem miłości do Boga i dlaczego tak łatwo miłość do Boga daje się powiązać z nienawiścią do człowieka?

***

Sięgam pamięcią wstecz i nie mogę przypomnieć sobie narastania takich pokładów nienawiści i wrogości między Polakami jak obecnie!

-Nie palcie komitetów, zakładajcie własne!- Kuroń doskonale wiedział, że nienawiść to niszcząca i destrukcyjna siła.

-Ale chroń mnie, Panie, przed nienawiścią i od pogardy mnie zachowaj!- śpiewali w słynnej Modlitwie Kaczmarski z Gintrowskim.

- Kapłaństwo ks. Jerzego Popiełuszki przebiegało pod hasłem: "Zło dobrem zwyciężaj!"

- Jan Paweł II, w imię miłości chrześcijańskiej, przebaczył skrytobójcy, odwiedził go w więzieniu...

Co się stało z pamięcią o tych ludziach, ideach, które głosili, którymi żyli... Co się z nami stało, że tak łatwo zaraziliśmy się wrogością i nienawiścią wobec sąsiada z naprzeciwka?!... Czego nie zauważyliśmy, co zlekceważyliśmy?... Czemu daliśmy się zastraszyć i zmanipulować grupie szalonych fanatyków z obłędem i wrogością w oczach?

Wczoraj oglądałam przemarsz z pochodniami. Byłam przerażona! Nazizm też zaczynał się od jednego sfrustrowanego faceta... Jak się temu przeciwstawić, póki nie jest za późno??!!...

18:05, babciabezmohera
Link Komentarze (19) »
 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm