RSS
piątek, 28 września 2012
Kto właściwie powinien przepraszać i za co.

Hasło "zbojkotować sejmową debatę smoleńską" wydało mi się bardzo przekonujące, ale stare przyzwyczajenia wzięły górę i jak zawsze zasiadłam przed telewizorem. Zaskoczenia w zasadzie nie było, chociaż nie- zaskoczeniem było chłodne merytoryczne wystąpienie Seremeta i zaskoczeniem był zmasowany obrzydliwy atak na... nie do uwierzenia- panią Kopacz!

Tusk w swoim wystąpieniu wyartykułował słowa przeprosin za ew. uchybienia czy niedopatrzenia, które w wyniku chaosu i gigantycznej skali wypadku mogły się w tej niecodziennej, dramatycznej sytuacji katastrofy lotniczej zdarzyć. Skierował je do wszystkich tych osób, które się takich przeprosin domagały. W podobnym tonie wypowiedziała się Ewa Kopacz.

Pamiętając o niebywałej staranności i dbałości o każdy szczegół przy sprowadzaniu zwłok do kraju, o godną oprawę ceremonii pogrzebowych, pamiętając o spełnianiu wszelkich możliwych życzeń rodzin, pamiętając o niebagatelnych odszkodowaniach finansowych, pamiętając o wielu innych rzeczach, zachodzę w głowę za co właściwie premier ma przepraszać- i kogo?!

Pamiętając o nieprawdopodobnym oddaniu pani Ewy Kopacz, o jej olbrzymim harcie ducha i wręcz samarytańskim poświęceniu, o wielkości jej człowieczeństwa i  odwagi w wypełnianiu misji lekarza w sytuacji ekstremalnej, stawiam dokładnie to samo pytanie- za co właściwie ma przepraszać- i kogo?! Tych, dla których była oparciem, za to że w tamtym strasznym czasie cała była dla nich?!

---------------------------------

To ja się grzecznie pytam: a kto MNIE przeprosi???!!

Kto mnie przeprosi za zawłaszczenie Wawelu, kto mnie przeprosi za obelgi, oskarżenia i insynuacje kierowane w stronę demokratycznie wybranych władz, kto mnie przeprosi za psucie życia politycznego w naszym kraju, kto mnie przeprosi za wojnę polsko -polską, za ponad dwuletnią bijatykę smoleńskimi trumnami, kto mnie przeprosi za...??!!

Nikt mnie nie przeprosi i na takie przeprosiny wcale nie czekam! To JA PRZEPRASZAM! Przepraszam premiera Tuska i marszałek Ewę Kopacz, przepraszam wszystkich opluwanych przez opozycję, przepraszam w imieniu wszystkich tych, którzy mają dobrą pamięć i myślą podobnie jak ja. Wierzę, że dożyję czasów, kiedy opozycja będzie pełnić taką rolę, jaką pełnić powinna a nie destruktora własnego kraju. Wierzę, że dożyję!

21:13, babciabezmohera
Link Komentarze (13) »
wtorek, 25 września 2012
Ostatnie jesienne podrygi

Dziś synowa zaproponowała mi wspólny marszo-spacer: ja z kijami, ona z wózkiem. Całkiem nieźle nam poszło i wytupałyśmy ładnych parę kilometrów a że pogoda była piękna- słoneczna i bezwietrzna, to i marsz był bardzo przyjemny.

Łabędzie wygrzewały się w południowym słońcu w towarzystwie dużego stada kaczek. Wokół trawa ozdobiona była kłębkami bialutkiego puchu. Pewnie zmieniają ubranka przed zimą...

Bobry przygotowują materiał na kolejną budowę...

... a krzewy wyglądają jak wielkie bukiety!

Jutro chyba też pójdziemy! ;)

18:56, babciabezmohera
Link Komentarze (13) »
niedziela, 23 września 2012
Przyszłem po półtorej roku

Przed chwilą rozmowa z Małyszem. Wielki człowiek, wybitny sportowiec, nasz wieloletni idol- i oby nadal nim był, bo w pełni na to zasługuje.

Kaleczy naszą ojczystą mowę niemiłosiernie i błędy gramatyczne sadzi takie, że zęby bolą, choć ostatnio i tak bardzo się wyrobił. Nie to, że jemu wolno popełniać błędy, jemu można to wybaczyć- swoją uwagę skupił na czym innym. Ale-  co można wybaczyć Małyszowi, tego w żaden sposób nie da się wybaczyć dziennikarzowi prowadzącemu i jeżeli dziennikarz docieka, jak widzi to czy tamto jego rozmówca "po półtorej roku", to ja dostaję gęsiej skórki.

Jeżeli nie chciał poprawną wypowiedzią peszyć pana Adama, to taki zabieg wydaje mi się zwyczajnie głupi, ale jeżeli sam mówi niepoprawnie i to w dodatku w mediach- to, przepraszam, to już jest zgroza!!!

A w ogóle to co za jakaś durnowata moda z tym "półtorej roku" czy "półtorej litra"??? Co drugi polityk bez najmniejszego zażenowania  takie błędy popełnia. To po co było uchwalać ustawę o ochronie języka, skoro jego poprawność ma się głęboko w tyle??!

Kiedyś się tego nie słyszało. Skąd się to, do cholery, wzięło??!! :(((

20:34, babciabezmohera
Link Komentarze (23) »
Nieplanowany koncert

Dziś rozpoczyna się 8. Warszawski Festiwal Skrzyżowanie Kultur. Koncerty w namiocie na Placu Defilad. W ramach festiwalu organizowane warsztaty, spotkania- no, będzie się działo!

Gdy doczytałam, że szefuje imprezie Maria Pomianowska, zastrzygłam uszami, bo choć mocno spóźniona jest moja miłość /dowiedziałam się o istnieniu tej kobiety rok, może dwa lata temu.../, to wielka i gwałtowna- od pierwszego wejrzenia/usłyszenia i w dodatku na śmierć i życie!

Zaczęłam grzebać w internecie w poszukiwaniu znalezionych w tekście artykułu nazwisk i... zafundowałam sobie w ten sposób niezwykły, fantastyczny koncert.

To tak na zachętę. A swoją drogą buszowanie po internetowych zasobach jest niezwykle przyjemne, poza tym, że poznaje się wiele nowych wspaniałych rzeczy, o których dotąd nie miało się pojęcia.

Szkoda, że nie mieszkam w Warszawie... Ale i taka internetowa namiastka daje dużo radości i satysfakcji. :)

09:15, babciabezmohera
Link Komentarze (5) »
środa, 19 września 2012
Ważni ludzie

Przewinęło się przez moje życie tyle różnych postaci, tyle charakterów i tyle najprzeróżniejszych życiorysów, że trudno zliczyć. I każdy człowiek jakiś ślad w pamięci zostawił. Czasami bywało tak, że spotkanie jakiejś osoby było tylko krótkim epizodem, wydawać by się mogło- nic nie znaczącym a jednak wciąż we mnie trwa, wciąż żyje.

I w gruncie rzeczy nawet nie ma specjalnie znaczenia, czy ktoś zaistniał w moim życiu pozytywnie, czy nie. Od każdego czegoś się uczyłam, każde spotkanie było lekcją do odrobienia. Czy byłam dobrym uczniem? Niekoniecznie. Niektóre lekcje musiałam wielokrotnie powtarzać i wcale nie mam pewności, czy wiedza jest już ugruntowana. I będzie tak jak u Tuwima:

............................................

Bóg mnie wyrwie, a stanę bez słowa.
Panie Boże - odpowiadać nie mogę,
Ja - wymawiam się, mnie boli głowa.

Trudna lekcja, nie mogłem od razu,
Lecz nauczę się, po pewnym czasie.
Proszę, zostaw mnie na drugie życie,
Jak na drugi rok w tej samej klasie.

Przesuwa mi się przed oczami galeria postaci. I czuję wdzięczność do losu, że były, że są, że może będą następne... Bo ludzie są dla mnie ważni. Wszyscy ludzie.

15:53, babciabezmohera
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 17 września 2012
Zaplątane życie

Dostałam dziś namiar na blogowy adres. Poczytałam trochę - kilka pierwszych wpisów, kilka ostatnich. Długo miałam o czym myśleć. Blog mówi o toksycznej żonie, a właściwie o toksycznej rodzinie, o dziwnych relacjach między małżonkami, o dążeniu do dominacji, o wybieraniu mniejszego zła bez świadomości, że to mniejsze zło cały czas niepokojąco rośnie i dawno już mniejszym złem być przestało. Przygnębiający blog...

Ten krótki czas spędzony w charakterze świadka cudzego życia, pozwolił mi na popatrzenie na rodzinne relacje z pewnej perspektywy i zrozumiałam, że zjawisko bitwy o dominację w rodzinie wcale nie jest tak odosobnione, jak mogłoby się wydawać, może tylko nie zawsze przybiera tak skrajne formy jak we wspomnianym blogu.

Nie dotyczy też wyłącznie relacji mąż-żona, równie dobrze może to być babcia-wnuczka czy zięć-teściowa oraz najrozmaitsze inne konfiguracje.

Czasem wydaje się, że należy ustąpić dla tzw. świętego spokoju i nie zauważa się lub nie chce się zauważyć, że tego świętego spokoju jak nie było tak nie ma a roszczenia przybierają na sile.

Nie ma jednej uniwersalnej recepty na stworzenie normalnej zdrowej rodziny, ale na pewno jest kilka przynajmniej warunków, żeby zamysł mógł się udać:

- członkowie rodziny muszą się NAWZAJEM SZANOWAĆ,

-każdy musi mieć świadomość, że ten drugi- mąż, żona, matka- ma takie same prawa jak ja i muszę je respektować, jeśli chcę, by respektowano moje prawa,

- kompromis jest trudnym do osiągnięcia efektem negocjacji, ale trzeba do niego dążyć, bo nic rozsądniejszego dotąd nie wymyślono,

-jak kiedyś mądrze powiedziała znajoma z blogowiska- trzeba rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać,

-warto czasem ustąpić w drobnej sprawie, ale WBREW SOBIE I SWOIM WARTOŚCIOM- NIGDY!

- NIGDY NIE WOLNO REZYGNOWAĆ Z SIEBIE, bo nie tylko ja na tym tracę, tracą wszyscy,

- wreszcie: warto czasem nieporozumienie zminimalizować, obrócić w żart.

Życie jest takie krótkie i takie piękne, czemu je sobie samemu zaśmiecać? A przecież wystarczy krzewić maksymę: "Żyj i daj żyć innym!"  I już. I dalej samo poleci ku zadowoleniu wszystkich zainteresowanych, nieprawda? :)

22:15, babciabezmohera
Link Komentarze (7) »
niedziela, 16 września 2012
W ramach leczenia śmiechem

Hasło dnia- Babcia bez mohera na premiera!

Że nikt nie podał mojej kandydatury? Nie szkodzi, właśnie przed chwilą sama ją podałam. Szanse na premierowanie mam mniej więcej takie samo jak poseł Cymański, zgłoszony przez Solidarną Polskę. A walorów wcale nie mniej:

1) jestem nawet bardziej kandydatką ponadpartyjną, bo do żadnej partii nie należę,

2) tak samo jak poseł nie znam się na gospodarce,

3) poparcie na starcie niewątpliwie będę miała mniejsze, ale jak się wezmę do roboty, jak poganiam po blogach, jak rozkręcę akcję propagującą moją kandydaturę, to kto wie...

4).....

5)..... itd!

Krótko mówiąc: głosujcie na Babcię! Takiego premiera... premierki... premii..., czy jak to jeszcze współcześnie i trendy by nie określić, jeszcze w Polsce nie było, więc warto spróbować! Lepiej może nie będzie, ale weselej- na pewno!- jak powiadał pewien kabareciarz. ;)))

08:33, babciabezmohera
Link Komentarze (18) »
środa, 12 września 2012
Nie lubię ruskich

... pierogów.

Taka oto dykteryjka krążyła swojego czasu, że na podkoszulce /obecnie: T-shircie/ z jednej strony był buńczuczny napis- nie lubię ruskich, z drugiej dokończenie myśli- pierogów. A wszystko po to, by podroczyć się z ludową władzą, podrażnić śmiechem, dowcipem, ale  jednocześnie zachować bezpieczny dystans.

Apel o pojednanie, uzgodniony między Episkopatem a przedstawicielem prawosławia Patriarchą Cyrylem, sprowokował mnie do postawienia sobie pytania, jaki właściwie jest nasz stosunek do wschodnich sąsiadów.

Być może obracam się w specyficznych kręgach, ale jakoś nie zauważyłam szczególnej nienawiści do Rosjan a jakby wręcz przeciwnie- mam wrażenie, że "zwykli" Rosjanie cieszą się u nas dużą sympatią, że cenimy ich poetów, pieśniarzy, że chętnie słuchamy ich muzyki, śpiewamy ich piosenki, oglądamy ich filmy i generalnie jesteśmy na "tak", bo potrafimy rozgraniczyć dramatyczne doświadczenia Rosjan od niekwestionowanych win SYSTEMU, jego przedstawicieli i  krzewicieli.

Nie rozumiem pełnego zapiekłej wrogości sprzeciwu księdza Isakowicza-Zaleskiego przed jakąkolwiek próbą pojednania obu narodów. Nie mieści mi się w głowie, że duchowny, którego życiową misją winno być głoszenie nauki Chrystusa, opartej na miłosierdziu, miłości i wybaczeniu jest w tak skrajnej opozycji do oficjalnie głoszonych przez siebie prawd.

Nie rozumiem, że więcej empatii i zrozumienia dla idei pojednania da się znaleźć w kręgach odległych od kościoła niż tych, które- wydawałoby się- funkcjonują nieledwie w symbiozie z kościołem. Paradoks jakiś!

Stosunki z Niemcami, naszym drugim trudnym sąsiadem, są przecież zupełnie dobre, by nie koloryzować z określeniem- bardzo dobre. I można było? To czemu tu się ma nie dać? W naszym własnym, dobrze pojętym interesie jest utrzymanie wszystkich dobrosąsiedzkich stosunków, bo im lepsze  międzynarodowe kontakty, tym bezpieczniejsze kraje i o to przecież chodzi.

18:45, babciabezmohera
Link Komentarze (29) »
niedziela, 09 września 2012
Dlaczego czarny PR?...

Agnieszka Jucewicz- red. nacz. Wysokich Obcasów ze zdziwionym ubolewaniem usiłowała dociekać, skąd do feminizmu tak szczelnie i mocno przykleił się czarny PR.

Pomyślałam, że gdyby p. redaktor uważnie przejrzała redagowany przez siebie dodatek, zapewne znalazłaby przynajmniej częściową odpowiedź na swoje pytania, bo w środku dodatku znalazła się taka oto perełka:

   Jest to- ni mniej, ni więcej- tylko plakat reklamujący mający się wkrótce odbyć IV Kongres Kobiet i adres strony www., na której można znaleźć dużo różnych informacji. Kajam się od razu, że to tylko fragment plakatu, ale całego nie odnalazłam. Mimo wszystko zdecydowałam się go umieścić,  bo nawet tylko ten fragment wystarczająco ilustruje tezę, którą chcę postawić- a po drugie takich plakatów będzie, jak sądzę, pełno na ulicach przed samym kongresem i można będzie obejrzeć całe i w rozmiarze XXL. ;)

To czas na moją tezę.

Otóż, jeśli panie feministki reklamują się takim plakatem, to niech się nie dziwią, że nie dość iż nie przyczynia się on do niwelowania czarnego PR-u idei feminizmu, to ma szansę go utrwalić a nawet pogłębić.

Daleka jestem od promowania stereotypu, że kobieta to biała gołębica, anioł pokoju, niewinna lelija i wszystko, co dobre, piękne i delikatne. ;) Pewnie taka gołębica żadnych praw by dla swojej płci nie wyrwała, ale propagowanie własnej siły i niezależności poprzez gest Kozakiewicza wydaje mi się ostrym przerysowaniem. I jakby nie na te czasy jednak!

Dla przypomnienia- żartobliwie ujęty prototyp:

O ile w zaciszu domowym, w chwili frustracji, taki gest może odnieść całkiem pozytywny skutek , o tyle wyniesienie go na sztandary, propagujące kobiecy ruch o dużych tradycjach, wydaje mi  się błędem. Ale to tylko moje zdanie. ;)

13:41, babciabezmohera
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 03 września 2012
Na raty

Może nerwica a może SKS /starość, k..., starość!/, w każdym razie sen na raty wcale nie jest zjawiskiem nadzwyczajnym i co jakiś czas daje się we znaki: godzina, dwie snu i przerwa dwu, trzygodzinna, czasem więcej, i drzemka, i przerwa i sen nad ranem. Po takiej ratalnej nocy jestem bardziej zmęczona niż po całym, czasem ciężko przepracowanym, dniu.

Ratunkiem jest radio. Wczoraj w Trójce wysłuchałam audycji o... wolności. Wolności od, wolności do, wolności w każdym przejawie społecznego życia- w pracy, w rodzinie, w międzyludzkich kontaktach, w zdrowiu i chorobie, czyli każdej możliwej sytuacji.

Redaktorka Grażyna Dobroń zaprasza ciekawą osobę i dyskutuje z nią na wcześniej zaplanowany temat. Dyskusja przerywana jest telefonami słuchaczy, wypowiedziami e-mailowymi i facebookowymi- od czasu do czasu muzyką. W sumie dobrze się tego słucha, tym bardziej, że dobór tematów jest interesujący i motywujący do własnych przemyśleń.

Jako się rzekło, wczoraj było o wolności.

Wydawałoby się, że dojrzały człowiek ma już sprecyzowany ogląd  rzeczywistości i niewiele potrafi go zaskoczyć a jednak! Zaproszony gość-współprowadzący przedstawił własną wizję wolności i ... na pewne sprawy otworzyły mi się oczy, bo dotąd nie brałam ich pod uwagę. Otóż- wedle tego pana /przepraszam, nie zapamiętałam nazwiska/ - jeśli na jednym końcu osi znajdzie się wolność, to na krańcu przeciwległym będzie... bezpieczeństwo! Bo wolność to prawo wyboru, ono zawsze wiąże się z ryzykiem, a tym samym przypadkowością, nieprzewidywalnością, czyli automatycznie utratą bezpieczeństwa. Chcąc odzyskać poczucie bezpieczeństwa, zgadzamy się na ograniczenie, bądź nawet odebranie wolności.

Niewątpliwie da się tę tezę obronić, bo człowiek szczęśliwy to człowiek wolny, podlegający tylko tym ograniczeniom, na które ma wewnętrzną zgodę /całkowity brak ograniczeń to nie wolność a anarchia, a ponadto wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innego człowieka!/- mówi się przecież, że człowiek został stworzony do wolności. A jednocześnie czasem ta wolność uwiera i człowiek marzy o bezpiecznym ciepełku, w którym mógłby się zanurzyć po same uszy!

Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak wiele lęku przed wolnością i taka tęsknota za bezpieczeństwem. Moje pokolenie wychowane było pod hasłem: przystosuj się, nie wychylaj się, staraj się upodobnić do otoczenia- tak łatwiej przetrwać. To prawda, rodziły się wolnościowe osobowości, jednostki, reszta stosowała prawo mimetyzmu-upodobnij się do podłoża, bądź niewidoczny i jakoś lepiej czy gorzej egzystowała, ale o wolności nie było mowy. Więc i teraz jest trudno a wolności trzeba się uczyć, trzeba jej próbować, poznawać jej smak, doceniać jej wartość. Naprawdę mamy taką szansę i grzechem byłoby ją zmarnować, nie wykorzystać jej, uciec w szarą ale bezpieczną beznadzieję.

I jeszcze jedno. Nie do końca jest tak, że skoro jest wolność, to nie ma bezpieczeństwa. Wariantów jest wiele: można nie doświadczać wolności i równolegle nie mieć poczucia bezpieczeństwa a można być i wolnym, i bezpiecznym, bo wolność to przede wszystkim stan ducha, samodzielność myślenia i odwaga dokonywania suwerennych wyborów.

Ale się wymądrzyłam! Za wszystkie czasy! ;)

17:04, babciabezmohera
Link Komentarze (23) »
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm