RSS
poniedziałek, 30 września 2013
Taxi A

Już nie pamiętam, jak ten film znalazł się u mnie, ale miałam go już od dłuższego czasu. Nie oglądałam, bo obwoluta wyraźnie mnie zniechęcała: i wściekła kolorystyka, i w ogóle całość projektu. Dla mnie antyreklama. Ale postanowiłam się z nim uporać i wreszcie zobaczyć, co zacz.

Spędziłam przemile czas!

To taka niby współczesna baśń, niby moralitet, ale podane tak lekko, z takim wdziękiem, że właściwie uśmiechałam się przez cały film. Nie jest to komedia do uchachania i bólu brzucha, to raczej miły pogodny film głaszczący znerwicowaną psyche. Dla mnie perełeczka- do oglądania przy zniżce nastroju.

Odszukałam w Webfilm "obrazek"ilustrujący film i przy okazji poczytałam trochę recenzji. Recenzja wiodąca- czyli długa analiza wszystkich "przeciw"- była miażdżąca, wdeptująca film całkowicie w ziemię. Szczęśliwie inne opinie nieco się różniły. Najbardziej podobało mi się zdanie: "Czy na pewno oglądaliśmy ten sam film?" Bo faktycznie- treściowo wszystko się zgadzało, odbiór całkowicie odmienny! Odetchnęłam z ulgą, że większość opinii była zbliżona do mojej, bo już zaczęłam się niepokoić, że nie nadążam. ;)))

Żeby nie było samych superlatywów, to scenka z przemądrzałą dziewczynką i jej mamusią wydała mi się- nawet jak na konwencję tego filmu- wyjątkowo sztuczna i irytująca.

Jak to dobrze, że powstają tak różne filmy, nie tylko te rozliczeniowe- z przemocą, seksem i wulgaryzmami zamiast przecinka. Jak dobrze! :))

10:57, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
niedziela, 29 września 2013
Nigdy SEVERIN !!!

Estetka, psia mać!

Zacznę od tego, że nie lubię prasowania. A już prasowanie byle jakim żelazkiem to prawdziwa katorga!

Miałam żelazko jakieś tam, żadnej znanej firmy, ale przez jakiś czas całkiem nieźle mi służyło. Ale wszystko się zużywa i kiedy zaczęło przepuszczać wodę, miałam dość! Uznałam, że należy kupić nowe. No i. Na półce w sklepie były różne- za śmieciowe pieniądze i zupełnie drogie. Uznałam, że za śmieciowe pieniądze będzie śmieciowa jakość, toteż rozejrzałam się po dolnych cenach tych droższych modeli. Spodobało mi się jedno, zasięgnęłam jeszcze języka u sprzedawcy i kupiłam.

To był najgorszy z możliwych wyborów, bo poza niewątpliwie estetycznym wyglądem- nic nie działa tak jak trzeba: jest lekkie, trzeba mocno dociskać, żeby zagniecenia choć trochę rozprostować, nawet na maksymalnej temperaturze grzeje średnio, przy nawilżaniu pruje wodą przed siebie a nie pod kątem na bieliznę, przy cofaniu żelazka zostawia mokre plamy, które trudno potem dosuszyć. Teoretycznie powinnam wrócić do starego żelazka, którego szczęśliwie nie zdążyłam jeszcze wywalić a to nowe oddać do reklamacji. Tylko co ja mam reklamować, jak ono w całości jest do .... i dawno się tak nie naklęłam jak przy ostatnim prasowaniu!

Nie wiem, czy to firma, czy nazwa żelazka, czy jedno w drugim- wiem, że NIGDY WIĘCEJ SEVERIN!!! Szkoda zdrowia i pieniędzy!

12:39, babciabezmohera
Link Komentarze (13) »
piątek, 27 września 2013
Tematy zastępcze

Dziś znowu w sejmie posłowie ochoczo chwycili się za czupryny. Obywatelski projekt całkowitego zakazu aborcji. Odrzucono w pierwszym czytaniu.

Debatę /o ile tę przepełnioną inwektywami i oskarżeniami pyskówkę w ogóle da się określić jako debatę/ oglądałam wyrywkowo, jako że wiedziałam, czego się spodziewać a ponadto argumenty /patrz: poprzednia moja uwaga w nawiasie/ były stare i wyświechtane od częstego używania.

Żal mi, że sprawy ważne i poważne, takie właśnie jak aborcja czy katastrofa smoleńska, są regularnie deprecjonowane, wyciągane z kąta na potrzeby chwili jako użyteczna broń do przetrzepania skóry przeciwnika politycznego, temat zastępczy, który o każdej porze dnia i nocy może zostać użyty, bo role dawno już są rozpisane i nie sposób pomylić czegoś, co od lat zna się na pamięć!

Jednocześnie byłam mocno zdegustowana bytnością na galerii wycieczki dzieci ze szkoły podstawowej. I dla mnie niespecjalne ma znaczenie, czy były tam 5 czy 20 minut, czy może tylko tamtędy przeszły. Jeśli choć przez chwilę były świadkami poselskiej nawalanki, to wychowanie obywatelskie + zasady kulturalnego prowadzenia dyskusji mają już w małym paluszku / że o tematyce dyskusji nie będę przypominać/.

Żal, bo przy braku zacietrzewienia i minimum kultury, teoretycznie dałoby się pewnie wprowadzić wiele całkiem sensownych zmian. DLA WSZYSTKICH korzystnych.

12:34, babciabezmohera
Link Komentarze (14) »
czwartek, 26 września 2013
JEST SZANSA!...

Sprawa Dominika, który ledwo z życiem uszedł z rąk pracodawcy i jego pomocnika. Pokaleczony fizycznie i psychicznie, pokaleczona jego rodzina, reagująca lękiem nawet na krótkie chwile jego nieobecności /przedłużające się wyjście na papierosa/. Długotrwałe leczenie i rehabilitacja. Przyszłościowy powrót do wyuczonego zawodu wielce problematyczny z racji nabytego w bandyckim napadzie inwalidztwa! No, po prostu dramat!

I gdy w informacjach czytam, że: " JEST SZANSA /podkreślenie moje/, że kosztami leczenia będą obciążeni jego oprawcy", to włos mi się jeży na głowie i zaczynam mieć wątpliwości, czy świat nie zwariował. Ja wiem, że najpierw należy się upewnić, czy sam nie obciął sobie palców maczetą, nie pokaleczył i nie próbował sam się pochować, po czym się jednak rozmyślił... Jest SZANSA!!!, więc jeszcze nie ma pewności!

Przepraszam, że pozwoliłam sobie na ironizowanie, ale są sytuacje tak ewidentne, że nie ma co dzielić włosa na czworo. Po pierwsze- schwytać prześladowców, po drugie- zabezpieczyć ich majątek, po trzecie- z tegoż majątku wypłacać Dominikowi dożywotnią WYSOKĄ rentę, która choć w części zrekompensowałaby doznane krzywdy i jednocześnie pozwoliłaby zadbać o zdrowie.

Gdzie w tym wszystkim jest zwykłe ludzkie poczucie sprawiedliwości? Nie może być tak, by konsekwencje bandyckiego czynu poniosła ofiara a nie jego sprawca. Nie może tak być- i już!!

11:32, babciabezmohera
Link Komentarze (27) »
poniedziałek, 23 września 2013
Zazdroszczę Niemcom

Angela Merkel wygrała wybory.

Zazdroszczę Niemcom ich ustabilizowanej demokracji, braku naszego rozedrgania, zazdroszczę rozwagi i umiejętności kalkulacji, co dla mnie i dla mojego kraju będzie bardziej korzystne, zazdroszczę wreszcie wysokiej frekwencji- tego osobistego wzięcia odpowiedzialności za podjętą wyborczą decyzję.

Nie mam wielkich złudzeń. Za mojego życia do przynajmniej zbliżonej stabilizacji chyba u nas, niestety, nie dojdzie! :((

09:08, babciabezmohera
Link Komentarze (13) »
sobota, 21 września 2013
Po rozum do głowy

Nie mogłabym być dziennikarką. Dziennikarze obracają temat na 300 mln sposobów, zachodzą go z lewa i z prawa, z góry i z dołu- i ciągle jeszcze mają coś do powiedzenia.

Jasne! Jedni są w tym bardziej sprawni, inni mniej, ale generalnie wszyscy o tym samym mogą pisać w nieskończoność. Ja tak nie umiem. Mam wrażenie, że jeśli jakiś temat po swojemu przedstawiłam a nie wydarzyło się nic nowego, to o czym tu gadać?

Pewne rzeczy wiadome były od początku praktycznie dla każdego, toteż cokolwiek mnie zdumiewa  zajęcie oficjalnego stanowiska wobec rzeczonych ekspertów komisji Macierewicza i wyników ich "badań" przez naukę polską - dopiero teraz!!!

Swojego czasu prof. Kleiber- prezes PAN-u dopuścił nawet możliwość naukowej dyskusji między ekspertami Państwowej Komisji a profesorami z zespołu Macierewicza, którzy za takich ekspertów chcieli uchodzić. Byłam oburzona i zniesmaczona, bo taka sugestia niejako z automatu uwiarygadniała wszystko to, co rzeczeni "eksperci" raczyli byli wymyślić! Zastanawiałam się nawet, co jest podłożem takiego stanowiska: wiek, skleroza czy lęk przed prezesem i podatność na cudze manipulacje, bo przecież- do diabła- nie rzetelność naukowa!!

No i wreszcie mleko się rozlało!

Zobaczyliśmy czarno na białym, co mają do powiedzenia naukowcy pana Macierewicza. I to nie poprzez jakiekolwiek nagonki gazetowe! Oni sami z siebie, poprzez własne wypowiedzi /telewizyjne, więc widzę i słyszę!/prezentowali się tak, że człowiek łapał się za głowę. A już przyznam, najbardziej rozczuliła mnie p. Kochanowska- żona ś.p. RPO, która /w radiu tym razem/ stwierdziła autorytatywnie, że to wredny atak i panowie naukowcy mają rację, bo ona też przeprowadzała badania i stwierdziła na ubraniach trotyl!! Boże! Ty słyszysz i nie grzmisz!! W tej sytuacji i ja mogłabym być ekspertką, bo- jak mniemam- potrafię czytać ze zrozumieniem i wyciągać w miarę logiczne wnioski a i resztek rozsądku Bozia mi dotąd jeszcze nie odebrała!! ;)))

PiS oczywiście idzie w zaparte i broni zawzięcie tego, co żadną miarą obronić się nie da!

Chociaż, czy ja wiem?... Może nie bez kozery całe to gadanie nazwane zostało religią smoleńską? Religia to dogmaty a z dogmatami się nie dyskutuje. Wiara to wiara - i tyle! Więc pewnie i teraz to rozlane mleko niewiele da, bo nie jest łatwo nawet przed samym sobą /a może przede wszystkim przed samym sobą!/ przyznać, że człowiek dał się ogłupić i duby smalone przyjął za pełnowartościową wiedzę; bo jak tu po kilku latach krzyknąć, że król jest nagi- to wcześniej tego widać nie było??!!

A swoją drogą cieszę się, że przynajmniej nauka polska wreszcie jednak poszła po rozum do głowy!

17:43, babciabezmohera
Link Komentarze (24) »
piątek, 20 września 2013
CSN

Wczoraj odbiłam za tamten mało udany piątek. Umówiłam się z H. na łazęgę po Warszawie. Warszawianka ze mnie kiepska, tzn. jeśli mi gdzieś potrzeba, to trafię z planem miasta w ręku lub "koniec języka za przewodnika"- zawsze działa. Ale żeby mieć orientację, w którym miejscu jaka kafejka na pogaduchy- to już gorzej! Ostatecznie umówiłyśmy się w Złotych Tarasach.

A stamtąd już tylko rzut beretem do CSN, czyli dawnej meblowej Emilki. Zawsze mnie interesowało, co tam jest i nigdy nie było okazji, żeby to sprawdzić. Poszłyśmy i przełaziłyśmy bite dwie godziny. Zawartością nie różni się właściwie od Zamku Ujazdowskiego, ale tam jest Centrum Sztuki Współczesnej, tu- Centrum Sztuki Nowoczesnej. Co za różnica: współczesna czy nowoczesna- nie wiem, ale widocznie ma to jakieś znaczenie.

Tak czy owak czas tam spędzony  dał nam wiele satysfakcji i przyjemności.

Lubię rzeczy nieoczywiste, dające do myślenia. Nie zawsze czytam informacje, czasem wolę zdać się na własny  intuicyjny odbiór i wcale nie musi on być zbieżny z intencją autora. Myślę, że na tym polega uniwersalność dzieła, by każdy mógł  wyłuskać coś "swojego"...

To zapraszam na subiektywny wybór wystawianych prac:

Burłacy Pawła Althamera. Robi niesamowite wrażenie! To tylko część- moją małpką całości nie dało się ogarnąć, tzn. pewnie by się dało, ale przy zminiaturyzowaniu praca wiele by straciła.

Wygląda jak Jan Paweł II! Sprawdziłam- faktycznie. Autor: Piotr Uklański. Z czego on to poukładał? Podeszłam bliżej i normalnie mowę mi odebrało! No, trzeba mieć wizję i fantazję nieprawdopodobną, nie mówiąc o wyobraźni przestrzennej!

Nie będę prezentować dużej ilości prac, choć sporo zdjęć natrzaskałam. Kto zainteresowany, sam się wybierze. Ale chcę zwrócić uwagę na jeszcze jedną pracę Uklańskiego. Nawiasem mówiąc tej akurat pracy nie sfotografowałam a odnaleziona w internecie już tak po łbie nie daje!

Wielki styropianowy orzeł. Nasz polski, zespolony z orłem niemieckim. Nasza koronowana głowa, pazury i ogon- tamtego skrzydła. Niesamowity wydźwięk. Groza tamtych skrzydeł została jakby zneutralizowana, oswojona- to już nie wróg, jesteśmy razem. Te mocne, groźne kiedyś skrzydła pomogą nam się unieść w górę! Nie szukajmy ciągle zagrożenia, układajmy dobrosąsiedzkie stosunki! Dobrze odebrałam Pana pracę, Artysto?... Musiała być dla mnie bardzo ważna, skoro nie umiem o niej zapomnieć, skoro ciągle mam ją pod powiekami!

***

Może to trochę niesprawiedliwe, że padły tylko te dwa nazwiska. Artystów mnóstwo! Prac mnóstwo! A ile emocji, przemyśleń...

Wkrótce następne spotkanie. Obie byłyśmy bardzo zadowolone ze wspólnej eskapady! :)

15:21, babciabezmohera
Link Komentarze (7) »
wtorek, 17 września 2013
Dowód rzeczowy

Pisałam kiedyś, że w ramach gimnastyki szarych komórek biorę się czasem za "jolki". Pociągają mnie te czwartkowe z DF. Nie dość, że są i tak trudne słownikowo, to jeszcze skojarzenia są tak niemożliwe, że można kombinować godzinami.

Czasem brakuje mi cierpliwości i rzucam w diabły, ale na ogół zawzinam się i po dwóch, czasem trzech dniach krzyżówka jest rozwalona. Czemu aż tak długo to trwa? Po pierwsze tego typu jolka jest wielka, po drugie jest trudna i mocno zagmatwana, po trzecie zmęczony umysł domaga się odpoczynku, i wreszcie po czwarte- nigdzie mi się nie spieszy i nikt mnie przecież nie pogania! ;) Ale jestem uparta i wracam!

Nieraz zdarzają się złe skojarzenia lub nie ma żadnych, no bo komu by przyszło do głowy, że dawniej śmierć określano nie jako zgon czy zejście ale zdech??!! I takich dziwolągów jest całkiem sporo. Nic więc dziwnego, że tyle jest skreśleń i poprawek. Niekiedy przychodzi mi do głowy, że autor/autorka samodzielnie tworzy określenia, bo tak jej z literek wychodzi... ;)) Ale sprostać temu mimo wszystko jakoś trzeba, więc...

Obkładam się słownikami, szperam w internecie a niektórych haseł i tak znaleźć nie można. A samo ustawienie pewniaków w diagramie to też problem, bo wyrazów o tej samej liczbie liter może być więcej i trafienie na właściwe miejsce, gdy nie ma żadnej zaczepki, jest prawie niemożliwe.

Za to po rozwiązaniu całości SATYSFAKCJA JEST NIEPRAWDOPODOBNA!!! ;)) I aż mi uszy puchną z samozadowolenia! ;)))

p.s. Przy "normalnym" pisaniu jestem nieco bardziej staranna. ;))

10:43, babciabezmohera
Link Komentarze (31) »
niedziela, 15 września 2013
Pechowy piątek

A zapowiadało się tak pięknie!

Córka zaprosiła mnie do teatru- bilety gratis, spektakl zamknięty. "Damy i huzary". Traf chciał, że na mojego e-maila niemal równolegle przyszła reklama:

No, no, no! Papcio Fredro zdrowo poświńtuszy!- pomyślałam. Ale, nic to! W końcu jestem dorosła, Wojtyszko cieszy się uznaniem jako reżyser, sztuki nie znam- można obejrzeć. Ale spektakl o 19.00 a córcia pracuje, trzeba samodzielnie rozplanować dzień.

Pierwszy pech dopadł mnie już w kinie. Poszłam do Kinoteki na Blue Jasmine. Bojąc się ryku głośników wzięłam bilet bliżej końca sali. Okazało się, że głośność była całkiem przyzwoita, za to napisy były niemal nie do przeczytania. Ponieważ na sali trudno się było doliczyć 20 osób, bez większych problemów zmieniłam miejsce o kilka rzędów w dół. Wydawało mi się, że już będzie dobrze, ale się przeliczyłam, litery mi się zlewały- szczególnie na białym tle- i czytanie było mocno utrudnione, co nie wpłynęło korzystnie na odbiór filmu. :(

Po filmie planowałam pójść do muzeum w dawnej Emilce, ale rozpadał się deszcz i zdecydowałam, że w Muzeum Techniki dawno nie byłam- a tu sporo bliżej.  Ta decyzja kosztowała mnie spore rozczarowanie, bo zanim zorientowałam się, że z ciekawszych rzeczy mogłabym uczestniczyć w wyprawie w morskie głębiny, było już po herbacie! No, cóż! Gapowe się płaci! Poza tym muzeum sprawiło na mnie wrażenie zapyziałego i zapomnianego- nie takie pamiętałam!

Wreszcie wieczorny spektakl. Podobno darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda, więc i ja miłosiernie spuszczę zasłonę milczenia. Niech brak recenzji będzie recenzją. Oczywiście jak najbardziej subiektywną.

I jak tu wierzyć, że piątek 13-ego nie przynosi pecha??!! ;(

Ale nie do końca. W tym tygodniu planuję następny wyjazd. Jeszcze nie jestem ostatecznie zdecydowana, czy będzie to Zachęta czy Centrum Sztuki Współczesnej i liczę na sporo wrażeń! ;)

19:18, babciabezmohera
Link Komentarze (15) »
środa, 11 września 2013
Na zdrowy chłopski rozum

Od dziś zaczyna się okupacja Warszawy- współczuję warszawiakom, lekkiego życia raczej nie będą mieli! Zlot gwiaździsty, potem miasteczko związkowe, pewnie palenie opon- kupa atrakcji!

Niezłomny jest związek! Jak nie stanie na jego, to nie ma o czym gadać! Pole do negocjacji? Jakie pole??!! Ma być tak jak Duda zagra - i zbyte!! Jak się ma do tego Solidarność, troska o wszystkich? Nijak! Solidarność już lata całe z solidarnością nic wspólnego nie ma! Jeszcze im tylko koślawy napis pozostał, który kiedyś nosiło się z dumą, na który dziś patrzy się z niechęcią.

Patrzę, słucham, czytam- i nie rozumiem.

Aktywiści związkowi opłacani są przez pracodawcę, pracodawca dostarcza lokal /jak sądzę- za friko!/, zbiera składki związkowe- coś tu jest chyba porąbane! Komu właściwie związki są potrzebne? Teoretycznie pracownikom do ochrony ich dóbr, żeby nie byli krzywdzeni. Wypełniają tę rolę? Mam spore wątpliwości. Ostatnio ukazało się sporo artykułów o dawnych członkach i działaczach Solidarności, żyjących na granicy ubóstwa. Czy aktualni działacze tegoż związku zatroszczyli się o ich los? Występowali w ich imieniu? Zgłaszali jakieś inicjatywy? Nic jakoś o tym nie słyszałam.

Natomiast wyżywają się i w pełni realizują w wykrzykiwaniu obraźliwych haseł, przepychankach i paleniu opon- strasznie są wtedy bohaterscy i niebywale aktywni! Czy przynajmniej płacą z własnych związkowych składek za te ukochane formy protestu? Boję się, że też nie, że koszty tych zabaw spadają na całe społeczeństwo. To przyznam, że mnie się taka solidarność z narodem niekoniecznie podoba!

Niech będą samofinansującym się związkiem, poza zakładem pracy- a więc wtedy w pełni niezależnym - i proszę bardzo! Niech strajkują do woli! Ciekawe tylko, czy sami związkowcy wyrażą zgodę na takie właśnie zagospodarowywanie ich ciężko zapracowanych pieniędzy i czy zobaczą w takiej formie skuteczną obronę własnych praw...

12:43, babciabezmohera
Link Komentarze (23) »
 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm