RSS
sobota, 26 września 2015
Nie dołączam do chóru

Nie dołączam do chóru bluzgających jadem na Platformę, ale zdarzają mi się momenty rozczarowania, zniesmaczenia i bezsilności.

W trakcie obrad Sejmu upadł wniosek o postawienie Ziobry przed Trybunałem Stanu. Zabrakło 5 głosów- słownie: PIĘCIU!! Pani premier /też nie wzięła udziału w głosowaniu/ z rozbrajającą nonszalancją zdziwiła się, czemu pytają o jej nieoddany głos: gdybym zagłosowała, to i tak czterech by zabrakło!- i odeszła.

Przyznam, że w tym momencie- nie powiem co bym zrobiła i komu, bo nie wypada! Ale ręce same się w pięści zacisnęły.

Czy ktoś mądry może mi wytłumaczyć, o co w tym wszystkim chodzi??!!! Mariuszowi Kamińskiemu upiekło się z tego samego powodu, teraz Ziobrze. O Macierewiczu i Kaczyńskim nawet nie ma co wspominać. Taki wniosek w ogóle się nie pojawił. Co to właściwie ma znaczyć? Rodacy nic się nie stało? Rodacy nic się nie staaaaaaaaało!!! IV RP to był taki incydent w politycznych dziejach Polski, ale w ogóle to nie ma o czym mówić...było, minęło! - tak??!! Tak mam to rozumieć?!

Co to właściwie jest? Strach przed odwetem? Niechęć przed podjęciem niewygodnej decyzji? Zbagatelizowanie czarnej karty, bo to było dawno i nieprawda?...

Ależ jest mi gorzko!!! :(( Gówno ośmiorniczki!!! To zapamiętam! Cały czas stoi mi przed oczami z lekka hamowany triumfujący uśmiech prezesa.

19:53, babciabezmohera
Link Komentarze (22) »
czwartek, 24 września 2015
Zmęczona

Wczoraj i dziś byłam na grzybach. Nałaziłam się, nazbierałam trochę maślaków. Nie za wiele, nie jestem super grzybiarzem. Ale cieszę się i z tego, co zebrałam. A i na maślaki narzekać nie mam zamiaru. Na bezrybiu i rak ryba!

Po południu trochę ogarnęłam przed domem i jestem lekko padnięta.

Jutrzejszy dzień- pełny odpoczynek i zbieranie sił do następnego leśnego wypadu. Zapowiadają deszcze, noce jeszcze ciepłe, więc po niedzieli może będzie trochę więcej grzybów.

18:32, babciabezmohera
Link Komentarze (12) »
środa, 23 września 2015
Chwasty, ogrody i różne różności

O wystawie zatytułowanej "Chwasty" słyszałam i czytałam dużo wcześniej, nim zdecydowałam się na nią wybrać. Zapowiedź była fascynująca i sama w sobie stanowiła historię godną poznania i upowszechnienia.

Otóż autorka przemierzała ze swym chłopakiem leśnikiem wyludnione bieszczadzkie wsie, po rodzaju roślinności poznając jedynie, że tam rósł barwinek, więc wcześniej mogły być groby, w innym miejscu roślinność sugerowała, że powinny być pozostałości cerkwi itd., itd.

W tym miejscu pojawia się coś na kształt symbolu, że tych ludzi wyrzucono z ich ziemi, potraktowano jak chwasty do usunięcia...

Autorka postawiła sobie za punkt honoru oddać te chwasty na powrót społeczeństwu, przywrócić ich wagę, pokazać autentyk na warszawskiej wystawie. I tak zrobiła.

Wybrałam się z H. na tę wystawę.

I teraz, jak zrelacjonować własne wrażenia, żeby nie zrujnować całego obrazu, który w zamierzeniu był rewelacyjny? Otóż wydaje mi się, że autorka wybrała najgorszą z możliwych formę przekazu.

Gdyby to była forma książkowa, opowieść ilustrowana zdjęciami tak chwastów jak miejsc z niemal niewidocznymi fragmentami wypalonych wsi, gdyby wzbogacone to jeszcze zostało wspomnieniami odnalezionych uchodźców z tamtych terenów, mogłaby powstać rzecz wstrząsająca, dokument dramatu tamtych ziem...

W moim odbiorze pomysł przewiezienia fragmentu łąki, która /znowu w moim odbiorze/ niczym się nie wyróżnia od zachwaszczonej łąki z jakiegokolwiek innego terenu, spalił na panewce i nawet fakt, że tę namiastkę łąki wystawiono w oddziale Zachęty /na Gałczyńskiego/ nie był w stanie tego odbioru zmienić. W dodatku potraktowano nas tam, jakbyśmy były intruzami. Na pytanie, czy mogę zrobić zdjęcie, facet mruknął, że tak ale bez flesza a skąd ja biedna sierota mam wiedzieć, czy w komórce jest flesz, czy go nie ma?... I w końcu co wiązce zeschłych traw może przeszkodzić ewentualny błysk światła??! Na wszelki wypadek zrezygnowałam a zdjęcie zrobiłam z zewnątrz. Ale nie było udane!

Po 10 minutach oglądania zdjęć różnych roślin na ścianach i fragmentu usychającej łąki na podłodze było po wszystkim.

No to idziemy do Zachęty. Tam wystawa Ogrody i przegląd prac młodych artystów. Przyznam, że wyjątkowo opornie szło mi tym razem przyswajanie sztuki. Ale ciekawsze fragmenty pokażę, czemu nie... oczywiście ciekawsze z mojego punktu widzenia.

Hasło "można dotykać", więc podotykałam. Dość ostra faktura pojedynczych ścinków papieru, plastiku, może jakiegoś innego materiału poprzyklejana na ścianie.  Co to miało wspólnego z tytułem wystawy Ogrody- nie mam zielonego pojęcia: wir wiatru rozwiewający liście?... Może...

Następna sala:

Sympatyczne to było bardzo, ale właściwie nie wiem, co o tym można napisać... Trochę jak wietnamskie kapelusze.

Wystawione prace młodych artystów też nie pozostawiły jakiegoś niebotycznego zamętu w głowie, nie sprowokowały do dociekania, co mnie poruszyło, bo- wstyd się przyznać- nic mnie nie poruszyło! ;(

Wynagrodził nam wszystko trzeci element- na bocznych schodach wystawione kompozycje przedziwnych grzybów. I ten zapach... Ludzie! Fantastyczny zapach leśnej grzybni. TO NAPRAWDĘ WARTO BYŁO OBEJRZEĆ!!!

 

 

Ostatnie zdjęcie mało ostre, ale grzyb tak niezwykły, że zdecydowałam się pokazać.

Wyprawa bynajmniej mnie nie zniechęciła. To, że czasem coś do mnie nie trafia, wcale nie oznacza, że nie warto tego obejrzeć. Zawsze warto!

A poza tym spotkałam się z H. i miło sobie przy kawce pogawędziłyśmy. Czyli super! I trzeba pomyśleć nad kolejnym zagospodarowaniem wolnego czasu. :)

20:52, babciabezmohera
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 21 września 2015
Kocham Zbigniewa Hołdysa!!

Nie jako mężczyznę! Nie jako muzyka /choć doceniam dorobek, ale fanką nigdy nie byłam/! Jako felietonistę!!

Jest uważnym obserwatorem o diabolicznie ciętym języku. Bezbłędnie wychwytuje paradoksy naszego życia i naszych wyborów. Socjologom trzeba czasu na przeprowadzenie badań, jemu wystarczy bystre oko i umiejętność logicznego wiązania zaistniałych faktów. Jego felietony poruszają ważkie tematy. Z reguły czytam je jako jedne z pierwszych.

Dziś się szczególnie zachwyciłam i gdyby nie to, że najprawdopodobniej naruszyłabym prawa autorskie, to najchętniej cały felieton przepisałabym jako cytat- do przemyślenia i ku przestrodze. Ale skoro mi nie wolno, ograniczę się do wybranych zdań. I tak:

"Mamy coś w narodzie, że łykamy kit w ciemno. /.../ Garniemy się ochoczo do oferowanych przewałów, a potem skamlemy niczym kojoty na prerii, że nas ktoś wydymał. "

"To my jako naród zapragnęliśmy Stana Tymińskiego, peruwiańskiego oszusta... /.../ To my niedawno zapragnęliśmy widzieć mojego kolegę Pawła Kukiza na stanowisko prezydenta Polski. Totalny odjazd."

Wreszcie: "Tacy jesteśmy. Moglibyśmy operację transplantacji serca naszego dziecka powierzyć miłej pani z mięsnego zamiast prof. Zembali."

/Newsweek, 21-27.09.2015, s.50, z cyklu Mój świat: Zbigniew Hołdys- Kit./

Starczy. Czyta się świetnie! I zdecydowanie jest się nad czym zastanowić.

p.s.

Odnośnie wciskania kitu: prezydent Duda podpisał projekt ustawy o zmianie wieku emerytalnego celem skierowania do Sejmu, tym samym wywiązał się z podjętych zobowiązań przedwyborczych. Ha, ha, ha! :)))

16:42, babciabezmohera
Link Komentarze (18) »
sobota, 19 września 2015
Świadkowie się uaktywnili

Przyszło mi doświadczyć kolejnego szczebla ewangelizacji- poprzez ulotki i list.

Muszę przyznać, że do tej pory Świadkowie Jehowy nie byli zbyt natrętni. Wystarczało im, że stawali ze swoją biblioteczką na kółkach na rogu ulicy i cierpliwie czekali, czy trafi się ktoś chętny do rozmowy. Chyba tych chętnych za wielu nie było, bo głównie stali i rozmawiali między sobą. Nie byli natrętni, nikogo nie zaczepiali. Sympatyczni młodzi ludzie. Nawet nieco im współczułam, że to dosyć niewdzięczne zadanie, bo od wielu już osób słyszałam, że do "tych Jehowych" mają stosunek mocno niechętny.

Dziś w skrzynce znalazłam dwie ulotki i długi list przewodni - na całą stronę papieru podaniowego - pisany dość ścisłym starannym pismem. Oczywiście Świadkowie Jehowy.

Moja reakcja:- że też się komuś chciało tyle pisać!- bo nie sądzę, żebym jedynie ja była odbiorcą podobnego listu i pewnie sporo osób takie listy w swoich skrzynkach pocztowych znajdzie.

Widać człowiekiem małej wiary jestem, skoro tylko tyle mi się pomyślało... ;(

17:21, babciabezmohera
Link Komentarze (18) »
środa, 16 września 2015
Ooo! Taki pewniak??

Prezes chyba poczuł się mocno osadzony na powyborczym tronie, bo wylazł z ukrycia i zagrzmiał! Na sejmowej debacie w sprawie uchodźców. PiS podziękował mu owacją na stojąco- jakżeby inaczej?

Przyznam, że słuchałam mowy prezesa z nieukrywaną satysfakcją i sporą nadzieją. Jeszcze dwa , trzy podobne wystąpienia, jeszcze Macierewicza mógłby wypuścić  ze smoleńskim dochodzeniem i może wreszcie  zmienią się notowania a pisowskie słupki zaczną spadać.

A swoją drogą, jeżeli tak "ogromnie wykształcony" człowiek nie kojarzy zupełnie, co to znaczy być członkiem UE i uważa, że jesteśmy pod butem Brukseli... Tym samym wychodzi na to, że niejako pod własnym butem, bo przecież to my właśnie jesteśmy równoprawnym członkiem UE- niezła ekwilibrystyka, zaiste!

No, nie krył się ze swoimi przekonaniami. Powiało grozą.

Może Polacy odłożą sporty ekstremalne na nieco inne czasy?... Adrenaliny i tak będziemy mieli pod dostatkiem, bo obecne czasy mocno niespokojne! :(

21:50, babciabezmohera
Link Komentarze (27) »
wtorek, 15 września 2015
Rozczarowujący rekonesans

Dziś z samego rana koleżanka rzuciła hasło:- Są grzyby!! Syn po drugiej stronie drogi znalazł dwa prawdziwki!!

Wiadomość łyknęłam z szybkością błyskawicy. Tak może być, trochę popadało, teraz dość ciepłe noce... należałoby sprawdzić, co się w lesie dzieje. No i ruszyliśmy z mężem do lasu na rekonesans. Skoro tu, niemal pod ręką dwa grzyby, to w lesie będą ich tony.

Noooo!

Las jak był, tak jest! Ale grzybów- jak nie było, tak nie ma! Nawet psich!

Nawet sympatycznie spacerowało się po mchowych poduchach, ale rezultaty grzybowe żadne! Zero! A może my już nie umiemy grzybów zbierać?...

Co prawda natknęłam się na... szczerze mówiąc nie wiem na co. Wyglądało mi to na hubę przyrośniętą do pniaka, ale huba tak nisko?... Na grzyb jadalny w żaden sposób mi toto nie wyglądało a nie chciało mi się sprawdzać od spodu, żeby nie zniszczyć. A niech sobie rośnie na zdrowie, las dzięki temu ładniejszy! ;))

13:43, babciabezmohera
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 14 września 2015
Idę ulicą sam!

Wczorajszej nocy w RdC trafiłam na rozmowę z osobą bezdomną. Była to historia jej niezawinionej bezdomności, spowodowanej życiowymi okolicznościami, na które nie miała wpływu, choć nie rezygnowała i wszelkimi siłami usiłowała utrzymać się na powierzchni. Była mowa o bzdurnych przepisach, o bezdusznej biurokracji...

Ciężki, trudny temat.

Ale już zupełnie na czynniki pierwsze rozłożyła mnie kończąca audycję piosenka, w której powtarzały się słowa "idę ulicą sam". Bezradność, rozpacz, zniechęcenie, bunt. Jeżeli piosenka ma wpływ na myślenie człowieka, to ta przeorała mnie całkowicie. Towarzyszyłam tej samotności i bólowi odrzucenia, słuchałam szlochu człowieka z poczuciem bezsilności... Niesamowita piosenka, niesamowita interpretacja. Nie wiem, kto był wykonawcą, ale to było wielkie!

Dopiero nad ranem udało mi się usnąć... :(

12:36, babciabezmohera
Link Komentarze (15) »
niedziela, 13 września 2015
Cmentarna cisza

Kiedyś pasjami lubiłam chodzić na cmentarze. Spacer alejkami dawał poczucie zmiany optyki, porzucenia rzeczywistości na rzecz umownego bycia w zaświatach, dystansu do tego co jest w kontekście tego, co odeszło. Wędrówka między obcymi grobami nie sprawiała przykrości, poczucia straty, stawała się raczej czytaniem historii w parkowej scenerii.

Przyszedł czas, że grobów do odwiedzania robiło się więcej i więcej. I pojawił się opór. Ból wspomnień?- na początku na pewno tak a potem... chyba niezgoda na to, jak szybko nas ubywa, jak coraz mniej jest tych tu a coraz więcej tamtych tam... Przestałam lubić chodzić na cmentarze, zgubiłam tę przyjazną atmosferę wyciszenia.

I udało mi się ją odnaleźć- czy na zawsze, nie wiem. Poszłam na cmentarz nie z potrzeby serca a z poczucia obowiązku. Trzeba było zrobić trochę porządku po zaniedbaniach, spowodowanych upałami. I było mi tak dobrze, tak spokojnie. Odpłynął chaos, jazgot politycznych sporów... był tylko leciutki powiew wiatru i cisza. Byłam u siebie.

13:29, babciabezmohera
Link Komentarze (21) »
czwartek, 10 września 2015
Byli u nas

Gdziekolwiek nie zajrzeć, to sprawa uchodźców jest tematem nr 1 albo przynajmniej tematem bardzo ważnym. Trudno się dziwić, bo cała Europa tym żyje. Pełna rozbieżność opinii- od nienawiści do obcych do całkowitej bezwarunkowej akceptacji. Jakby nic nie dało się wypośrodkować.

Psychologowie twierdzą, że agresja jest córką lęku a lęk rodzi się tam, gdzie brak wiedzy. Nie twierdzę, że mam tę wiedzę. Opieram się głównie na logice i intuicji. I jakich takich obserwacjach, bo w pobliżu jest ośrodek, w którym co jakiś czas /być może ciągle/ kwaterowani są obcokrajowcy.

Widziałam matki zakutane w chusty /nie pytałam o narodowość/, prowadzące małe dzieci z tornistrami do szkoły, czasem widzę ciemnoskórych młodych ludzi spokojnie idących ulicą.  Przez wiele lat funkcjonowania ośrodka nie słyszałam o żadnych historiach, które mogłyby budzić niepokój.  Co się z tymi ludźmi dalej dzieje, nie dociekałam. Może dostawali skierowanie do innej miejscowości  już do stałego zameldowania, może emigrowali dalej?...nie wiem. W każdym razie w mojej pamięci nigdy nie byli bohaterami żadnej draki a miejscowość niewielka i wieści szybko by się rozniosły.

Jaki jest mój wniosek? Niewielka ilość ludzi innej kultury czy religii nie jest w stanie zaburzyć życia takiej czy innej miejscowości. Po prostu - strach ma wielkie oczy. Poznać- to przestać się bać, poznać- to zacząć szanować, może polubić jako sąsiada. Toż to ludzie tacy jak my. Może jednak o tyle inni, że zrozpaczeni, zdesperowani, przerażeni sytuacją, która jest tak trudna dla wszystkich: ich- przybyszów i nas- gospodarzy.

17:57, babciabezmohera
Link Komentarze (20) »
 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm