RSS
środa, 31 października 2007
Oswajanie śmierci

Okres zaduszkowy sprzyja refleksjom, wspominkom, spotkaniom rodzinnym i nie tylko- przy sprzątaniu grobów i później w trakcie uroczystości- normalnie, jak co roku.

Przyjechała do nas koleżanka /mamy rodzinne groby na jednym cmentarzu/. Pogaducha przy herbatce o tym i owym, wycieczki w przeszłość, rozmowy o Tych, Którzy Już Odeszli, tematyka rozszerzyła się na śmierć kliniczną w kontekście lęku przed umieraniem, po czym poszłyśmy na całość planując własne ostatnie dyspozycje, zawartość mów pogrzebowych, roztaczałyśmy wizje przepełnionych kościołów i tłumnych konduktów żałobnych... nawet nieźle nam się gadało! Nie było w tym lęku przed odejściem, raczej świadomość nieuchronności i akceptacja faktu, że - w gruncie rzeczy- może się to stać w każdej chwili. Kiedyś podobne pomysły w ogóle nie przychodziły mi do głowy, widać człowiek do wszystkiego dojrzewa. Może na tym polega obłaskawianie śmierci, oswajanie się z nią?...

Wazeliniarstwo Kuchcińskiego jest już nie do strawienia- patrzyłam dziś na niego jak na dziwoląga, super fantazję matki Natury i prawie czułam przeciąg w jego opustoszałej z oryginalnych myśli głowie. Wykombinował dzisiaj, że wyraz "przepraszam" jest "przejawem szczególnej arogancji" wobec pana prezydenta - no, no, no, kto by pomyślał?! A pan prezydent na pana Kuchcińskiego się wypiął i wymuszone słowa Tuska przyjął za dobrą monetę /skądinąd chyba nie miał już innego wyjścia/!

Jeżeli Tuskowi uda się zneutralizować trujący jad nadal płynący strumieniami, to winien być nominowany do pokojowej nagrody Nobla, bo byłby to wyczyn na miarę światową!

16:50, babciabezmohera
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 29 października 2007
Gdzie jest Pan Prezydent?...

Przez kilka dni nie było mnie w domu. Po powrocie zdumienie- cała Polska zachodzi w głowę, gdzie po ogłoszeniu wyników wyborów podział się Pan Prezydent? Pierwszy odruch: - nie chce się pokazywać, to niech się nie pokazuje, może tak nawet lepiej?... Ale wszyscy dociekają, więc i ja spróbuję zabawić się w detektywa i pospekulować, jakie mogą być przyczyny nieobecności Pana Prezydenta na forum publicznym.

Hipoteza I - obraził się!

Jak to?! Na kogo- na cały naród, że śmiał zagłosować inaczej, niż Pan Prezydent by sobie życzył?! Przecież to niepoważne, niedojrzałe. Tylko mali chłopcy obrażeni włażą pod stół, manifestując swoje niezadowolenie, gdy nie spełnia się to, czego pragną; dojrzali mężczyźni inaczej reagują i inaczej rozwiązują problemy, więc- niemożliwe!

Hipoteza II - przestraszył się!

Własnego narodu?! Może i nie jest przez ten naród szczególnie dopieszczany, ale to doprawdy jeszcze nie powód do lęku, czyli - niemożliwe!

Hipoteza III - jest chory!

a) Choroba jelit... może, ale przecież hipoteza II została wykluczona, zatem- niemożliwe! b) Filipinka...  może? Niby nie było kontaktu bezpośredniego, ale pośredni- przez brata Pana Prezydenta? Wróć! Orzeczono, że filipinka nie jest chorobą zakaźną, więc - niemożliwe! c) Depresja powyborcza- najbardziej prawdopodobna i gdyby zaistniała, pewnie skrzętnie by ją skrywano, więc- kto wie?...

Mimo powyższych hipotez najbliższy jest mi nadal pierwszy odruch- nie chce, to nie! Wcale nie odczuwam bólu z powodu braku widoku Pana Prezydenta. 

21:40, babciabezmohera
Link Komentarze (1) »
piątek, 19 października 2007
Cynthia- jesteś wielka!

Siadłam do komputera bez wielkich nadziei- i niespodzianka! Balsam na moją udręczoną duszę. Ostatnie kilka dni było straszne: polityka sączyła się do środka uszami, nosem, porami skóry- chyba się uzależniłam! Każda rozmowa- z koleżanką, ze znajomą, na ulicy, w sklepie- zaczynała się i kończyła tym samym: trzeba głosować, bo zwariujemy. Dziadek nie przepuścił nawet hydraulikowi!

Dziś powiedziałam  d o s y ć ! Czułam, że orwellowskie seanse nienawiści są czułym szeptem w porównaniu z tym, co jest w stanie wyrzucić z siebie wykrzywiony wściekłością PREZES. Patrzyłam na niego ze zgrozą, ale i pewnym zainteresowaniem: ...żeby mu tylko żyła nie poszła!! /moja babciowa pamięć podpowiada mi, że to kwestia Smolenia z "Ostrego dyżuru"/. No jeszcze tylko przetrwać wieczorne orędzie i ewentualnie to, co wymyśli na ciszę wyborczą.

Cynthia- jesteś wielka! Dziękuję za wahanie, wierzę, że przerodzi się w pewność potrzeby głosowania; wierzę, że każde nowe kłamstwo, kolejna obelga wreszcie uderzą tego, który kłamie! Tak mocno trzymam kciuki, że aż mnie palce bolą! 

19:04, babciabezmohera
Link Komentarze (1) »
środa, 17 października 2007
Jaki jeszcze numer mi wytniesz?

    Jako się rzekło, trudności są- wywiało mi napisaną notkę gdzieś w przestrzeń elektroniczną. Może tak i lepiej, bo pod wpływem silnych emocji przedwyborczych wysmażyłam taką agitkę patriotyczno-rewolucyjną, że niechcący mogłam osiągnąć efekt odwrotny do zamierzonego. Więc inaczej:

    Na stoliku koło komputera są dwa rozpłaszczone drewniane kaczory: jeden siedzący, drugi padł plackiem na dziób. Oba mają głupio zdziwone miny, jakby kompletnie się nie spodziewały, że może im się to przytrafić. Patrzę na nie uważnie i doczekać się nie mogę, kiedy te same pozycje i te same miny zobaczę w realu. Mam nadzieję, że niedługo, za trzy dni- i już się cieszę na ten widok!

A dzisiejszy tytuł? Obsesyjnie wraca do mnie ballada z czasów stanu wojennego /chyba - nie chce mi się tego sprawdzać/: 

        Jaki jeszcze numer mi wytniesz,

        w którą ślepą skierujesz ulicę?

        Ile razy palce sobie przytnę.

        nim się wreszcie klamki uchwycę?...

    To pewnie będą bardzo trudne i bardzo nerwowe trzy dni, ale to tylko trzy dni - wytrzymamy!

---------------------------------------------------------------------

Pięknie dziękuję za słowa otuchy Paniom/Panom: babcia.petronela, jeszczebezmohera, cynthia 76
 i pozdrawiam.

19:01, babciabezmohera
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 15 października 2007
No to zaczynam.

No to zaczynam i boję się jak diabli, bo niedawno nauczyłam się obsługiwać komputer.             Przewodnikiem po wirtualnym świecie jest mój dorosły syn, który wyobraża sobie,że wszystkie te nowe dla mnie rzeczy są proste jak kij od szczotki i dlaczego to właściwie do mnie nie dociera?! Od czasu do czasu z pełnym zaangażowaniem skaczemy sobie do oczu, ale dzięki tym twórczym wymianom poglądów Alzheimer - jak dotąd-  trzyma się ode mnie z daleka a ja poznaję coraz to coś nowego i uporczywie ćwiczę mózg.

Wiem, że zawsze najtrudniejsze są początki i ufam, że nie taki diabeł straszny... Jakoś sobie poradzę!

 

15:07, babciabezmohera
Link Komentarze (4) »
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm