RSS
sobota, 30 października 2010
Zastaw się- nasze polskie.

Dwa pogrzeby w jednym dniu: jeden w Łodzi- polityczny i o tyle dodatkowo przykry, że postać śp. Zmarłego zasłonięta została przemówieniami i obserwacjami, kto komu poda rękę czy też jej nie poda a sam bohater uroczystości został w ten sposób jakby przesunięty na drugi plan. Drugi pogrzeb tu na miejscu, o tyle niestandardowy, że po kremacji, co na prowincji nadal jest rzadkością.

O pierwszym pogrzebie nie chcę więcej pisać, dwa słowa o drugim.

Zmarła młoda kobieta. Kościół nabity ludźmi, morze kwiatów przed urną- olbrzymie wieńce, mniejsze wieńce, wiązanki. Czemu akurat teraz tak wyraziście to zobaczyłam? Bo przed laty moja Matka zmarła w podobnym czasie, na kilka dni przed Świętem Zmarłych i doszedł do mnie idiotyczny komentarz, który wwiercił mi się w mózg i do dziś jakoś mi jednak przeszkadza: -Wiedziała, kiedy umrzeć! Nie trzeba będzie nowych kwiatów kłaść na Wszystkich Świętych!

Idea pamięci i czci dla Zmarłej zderzyła się z praktyką i realiami codzienności i... przegrała.

Czy mogę mieć żal o tamten komentarz? Nie, był wyjątkowo szczery i bezpośredni, wypowiedziany zresztą w dobrej wierze- jak myślę. Po prostu zwrócono uwagę, że grób zasłany kwiatami prezentuje się wystarczająco okazale w zestawieniu z innymi grobami ozdobionymi teraz z racji święta.

Wystarczy  przejść przed 1.XI między grobami. Góry kwiatów, wieńców, wiązanek niemal na każdej płycie. I nie ma rodzin biednych czy bogatych- sądząc po wyglądzie cmentarza- wszystkie są bogate, co nijak nie ma odbicia w rzeczywistości. Więc dlaczego? Po co komu ten przepych, te dziesiątki i setki pozapalanych zniczy? Ja wiem, że pamięć, ja wiem, że symbol- sama stawiam kwiaty i zapalam lampkę, to nie o to chodzi!

Czasem mam wrażenie, że ten nadmiar wcale się naszym Zmarłym podobać nie musi, bo bywa, że istnieje kosztem żywych. :(

 

18:37, babciabezmohera
Link Komentarze (15) »
środa, 27 października 2010
Nostalgicznie...Złoty słoń.

Mała dziewczynka stoi w ogrodzie, między kwiatami.Trzyma w rękach złotego słonia, patrzy na niego z czułością i uwiebieniem- jest jej całym światem!

Ta dziewczynka to ja. Pojechałam z rodzicami do ich znajomych, może dalekiej rodziny?- nie pamiętam. W pokoju na serwantce stał złoty słoń. Pokochałam go od pierwszego wejrzenia. Chyba był z mosiądzu, może z mosiężnej blachy- był lekki i taki piękny. Spytałam, czy mogę go potrzymać i gdy uzyskałam pozwolenie, nie rozstawałam się ze słoniem przez cały czas pobytu.

Nie wiem, co mnie w nim zachwyciło. Pewnie dla zabiedzonego, wojennego dziecka był obrazem niebywałego luksusu, symbolem przygody, powiewem wielkiego świata... a może po prostu był dla mnie piękny, bo miałam tylko starą zniszczoną lalkę z obitym noskiem i choć bardzo ją kochałam, to przecież nie mogła konkurować urodą ze złotym słoniem.

Nie pamiętam, co się z nim stało. Wydaje mi się, że gospodarze, widząc moje zauroczenie, chcieli mi tego słonia podarować, ale rodzice nie wyrazili zgody, bo "nie wypada"... Wydaje mi się, że tak właśnie było, ale może było całkiem inaczej?... Pamięć nie może się już dogrzebać prawdy przeszłości, w każdym razie tamten złoty słoń z dalekiego dzieciństwa tak bardzo zapadł mi w serce, że do dziś go pamiętam, do dziś czuję pod palcami chłód metalu i idealną gładkość słoniowego ciała...

Coś mi ta tęsknota z dzieciństwa przypomniała, coś mi chodziło po głowie, męczyło domagało się przypomnienia... I przypomniałam sobie! Przypomniałam sobie prześliczną balladę o złotej karecie, którą śpiewał Tadeusz Chyła. Teraz chodzę i nucę ja pod nosem- jest w niej coś tęsknego, nostalgicznego... jest w niej coś z mojego złotego słonia.

21:30, babciabezmohera
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 25 października 2010
Szybki sprawdzian

Zdaje mi się, że przypadkiem odkryłam metodę wchodzenia na podany na pasku adres. Generalnie nie pasjonuję się iluzją, ale ten występ rzeczywiście jest niezwykły! :)

http://www.youtube.com/watch?v=qhnVY2nA89Y&feature=related

Jeśli znowu nie zmieni się kolor adresu, trzeba przytrzymać klawisz Ctrl i kliknąć w adres. Zaraz sama sprawdzę, ale w innym miejscu tak właśnie mi działało! ;)

Miłego oglądania! :))

10:41, babciabezmohera
Link Komentarze (15) »
piątek, 22 października 2010
Przepraszam za przepraszanie!

Przepraszam szanownych Rodaków, że bez znieczulenia usiłuje się zrobić z nich idiotów z pełnym przekonaniem, że "ciemny lud kupi" wszystko, cokolwiek zechce mu się wcisnąć- absolutnie każdy wybrakowany towar!

Przepraszam za mizerię intelektualną naszych dziennikarzy, którzy wszem i wobec uroczyście ogłaszają, że PREYDENT PRZEPROSIŁ!!!

Gdybym nie oglądała rozmowy Prezydenta z  Katarzyną Kolendą-Zaleską, to może nawet bym uwierzyła. Pani Kasia, którą skądinąd bardzo cenię jako dziennikarkę, uczepiła się jak rzep psiego ogona tego przepraszania i ani myślała odpuścić- że może gdyby..., a jakby tak..., i wierciła jak ból w zębie aż zniecierpliwiony Prezydent odpalił /mniej więcej tak/: - Przepraszam za... - tu rzucił kilka przypadkowych nazwisk, które mu się akurat skojarzyły i zakończył:- I co, sądzi pani, że to coś zmieniło?!

Potraktowanie tej wypowiedzi jako przeprosin uważam za tak duży brak umiejętności słuchania ze zrozumieniem na poziomie podstawowym, że wstyd się do tego przyznać! A dziennikarza to prawie dyskwalifikuje.

A jednak jest za co przepraszać!! I ja to niniejszym czynię:

Przepraszam za wszystkich nadgorliwych przepraszaczy, którym się wydaje, że przeprosiny cokolwiek zmienią w życiu politycznym i obyczajach politycznych. Nic bardziej błędnego! Tak długo, jak długo prezes będzie się obnosił ze swoim bólem, pretensjami, podejrzliwością i wrogością- nic się nie zmieni a niepotrzebne przeprosiny utwierdzą tylko przeciwników politycznych, że skoro nas przepraszają, to widać było za co przepraszać!

Nie oczekuję przeprosin od nikogo a już od prezesa w szczególności! Będę całkowicie usatysfakcjonowana, kiedy wreszcie odejdzie z polityki - dobrowolnie albo z pomocą kartki wyborczej ostatecznie pozbawionych złudzeń wyborców.

I jeszcze jedno: przepraszam, że się cieszę! A cieszę się całą sobą, że nie będę już musiała oglądać pana Śniadka! :)) Pana Dudy nie znam i niewiele o nim wiem, ale mam wrażenie, że każda zmiana może być zmianą wyłącznie na lepsze! I cieszę się z tego wyboru jeszcze z drugiego powodu, bo jest to widoma oznaka, że sami związkowcy nie chcą już upolityczniania związku.

I mam nadzieję, że kiedyś przestanie mnie bawić piosenka Tymona Tymańskiego:

 

P.s.

Właściwie na tym mogłabym skończyć, ale wczorajszy wywód prezesa Kaczyńskiego o wykluczanych z życia publicznego staruszkach, którym pochowano dowody, żeby nie mogły głosować /rozpacz po przegranych wyborach jest całkiem świeża u prezesa, choć już tyle czasu minęło! ;)- nadal się biedak nie umie pogodzić z oczywistą oczywistością, że go naród miał juz dosyć zaledwie po dwu latach!/ przypomniał mi drugą anegdotkę:

-Schowaj babci buty, niech głosuje na Bosaka!

Ciekawe, jak to by zinterpretował. Pewnie użaliłby się nad losem prześladowanej babci, że taka zimnica a jej boso każą chodzić. Przy pokrętnych interpretacjach prezesa nawet taka jest w pełni uprawniona! ;)))

12:03, babciabezmohera
Link Komentarze (22) »
wtorek, 19 października 2010
Kto jest za to odpowiedzialny?!

Ręce opadają! Żaden dramat nie będzie zostawiony w spokoju, każdy zostanie wykorzystany, przemielony po wielekroć i zainfekowany jadem. Przy czym pan prezes, specjalista od wykręcania kota ogonem, natychmiast wyłapie i osądzi wroga, natychmiast przerzuci na niego odpowiedzialność za własne jątrzenie i podsycanie nienawiści a z siebie będzie robił ofiarę!!

Już od jakiegoś czasu napięcie narastało: te pochodnie, ... racz nam wrócić..., ciągłe rozdmuchiwanie ognia pod tematem smoleńskim, i oskarżenia, i ataki, i spotęgowana agresja... Bałam się, że może to doprowadzić do niekontrolowanego wybuchu histerii...

Nawet nie wiem, czy winny jest sam Kaczyński... To człowiek chory z nienawiści i w nienawiści tylko znajdujący ukojenie... Dziwię  się jego otoczeniu, że nie zadba o zdrowie prezesa i nie zapewni mu fachowej opieki psychiatrycznej i psychologicznej- dla jego dobra, dla dobra jego partii i dobra całego kraju jak długi jest i szeroki. Dziś w Łodzi polała się krew. Na co jeszcze czekamy?! Aż dojdzie do rozruchów??!!

Nie usprawiedliwiam zamachowca, nie mam wytłumaczenia dla przemocy i agresji, ale takie ataki nie biorą się znikąd, bez przyczyny... Kto wiatr sieje, burzę zbiera! I niech się prezes nie waży obarczać odpowiedzialnością za łódzki dramat kogokolwiek poza sobą, bo to jego polityka dzielenia ludzi na dwa wrogie sobie obozy doprowadziła do takiego stanu rzeczy!

15:19, babciabezmohera
Link Komentarze (26) »
niedziela, 17 października 2010
Wyszło szczenię na podwórko

Pogoda piękna, całkiem przyzwoite ciepełko, kurczaki aż się rwą do spenetrowania najbliższego otoczenia...

Więc najpierw Kura sprawdzi otoczenie, czy można dzieciaki spokojnie na dwór wypuścić.

A potem już w drzwiach pojawia się pierwsze. Foka to czy Wacek? Nie mam bladego pojęcia! Według mnie są do siebie tak podobne, że nie do odróżnienia- w każdym razie ja nigdy nie wiem, które z nich akurat plącze mi się pod nogami. ;)

Pamiętam do dziś uroczy wierszyk jak nic pasujący do tej sytuacji:

Wyszło szczenię na podwórko,

zjadło trawkę, zjadło piórko...

Patrzy, aż tu dziw nieznany,

nigdy w domu nie widziany:

ani wielki, ani mały,

ani czarny, ani biały,

nie pachnący, szeleszczący...

zeschły listek- dziw szczenięcy!

Pewnie jakieś tam wersy ze środka mi pouciekały, ale wierszyk jest już mocno leciwy a i moja pamięć coraz słabsza. ;)

Już są oba maluchy. Niosą na futerkach wszystkie paprochy z okolicy, ale tym najmniej się przejmują! Dobrze im razem! :)

I tylko kura co jakiś czas sprawdza, czy wszystko jest w porządku i patrzy na mnie z miną: -Lepiej się zanadto do moich dzieci nie zbliżaj!...

Dobra matka, troskliwa bardzo!

To był fajny dzień. Ogromnie się cieszę, bo wygląda na to, że oba malce mają już zaklepane nowe, bardzo dobre domy. Będą jeszcze z nami jakieś 2 tygodnie a potem fruuu! do nowych właścicieli. / O ile nic nieprzewidzianego się nie zdarzy! Tfu! Tfu!- trzymam kciuki!/ :)

19:32, babciabezmohera
Link Komentarze (18) »
sobota, 16 października 2010
Wieeelka góra pieniędzy!!!-cd

Przepraszam! Chciałam wyjść na chwilę i kliknąć "Zapisz jako szkic"... no i źle mi się kliknęło! ;) Już kontynuuję!

Nie weszłam wtedy do gry, bo przecież byłam wyższa ponad tego typu gromadzenie pieniędzy... a pewnie bardziej doszedł do głosu mój sceptycyzm, że to funta kłaków będzie warte... Ale... okazało się, że w moim miejscu pracy sypnęło przekazami i X zgarnął tyle, Y- tyle a Z jeszcze więcej!

Mój stosunek do gry uległ istotnej zmianie, ale nikt już nie oferował żadnych list! ;)

Za to, gdy ruszyła druga fala popularności postanowiłam wziąć odwet za "straty" z I edycji- i zagrałam! Ale, niestety, było już za późno! Kto się obłowił, to się obłowił a ci, co stracili nie mieli już ochoty tracić po raz drugi i zostałam z tzw. ręką w nocniku- bo nie dość, że sama utopiłam jakieś tam pieniądze, to jeszcze niektórych z rodziny wsadziłam na garbatego osła i było mi po prostu głupio i wstyd!

Od tamtej pory unikam napalania się na łatwy zysk. Jakoś tak jest ze mną, że do darmochy nie mam szczęścia i czego własnymi pazurami nie wypracuję, to nie mam!

Ze skruchą przyznaję, że pieniężny łańcuszek zatrzymał się na mojej skromnej osobie, ale gdyby ktoś jednak bardzo chciał, to proszę o sygnał- wyślę natychmiast!! ;)))

11:44, babciabezmohera
Link Komentarze (9) »
Wieeelka góra pieniędzy!!!

Ostatnio po pocztach internetowych hasa sobie beztrosko kolejny łańcuszek, dotyczący szczęścia i pieniędzy- złote góry obiecujący oczywiście.Wystarczy pchnąć e-maila do kolejnych 8 frajerów a forsa sama będzie pchała się przez próg, drzwiami i oknami!! ;))

Otrzymałam pierwszego maila i uśmiechnęłam się. Przy drugim byłam lekko zdziwiona...ale gdy kolejny przybył z Australii i przeczytałam: "An interesting fact about October 2010:"- i dalej: "This OCT. has 5 Fridays, 5 Saturdays and..." itd, itd- zesztywniałam z wrażenia! Angielskiego co prawda nie znam, ale pewien drobny zasób inteligencji jeszcze gdzieś tam drzemie- wystarczyło porównać teksty, żeby wszystko stało się jasne! Chęć posiadania nie zależy od szerokości geograficznej ani nawet od aktualnego stanu posiadania. ;) Zawsze to dobrze byłoby mieć jeszcze trochę więcej. ;)

Ja tu sobie lekko podkpiwam, co wcale nie oznacza, że obca mi jest chęć posiadania czy zdobycia łatwych pieniędzy. Też miałam piękne doświadczenie w tym temacie! ;)))

Było to lat temu ...dzieścia a może nawet ...dzieści. To była gra za pośrednictwem poczty. Już dobrze nie pamiętam zasad, ale bodajże dostawało się 10 nazwisk, na pierwsze z listy wysyłało się przekazem pocztowym pieniądze a swoje nazwisko wpisywało się na ostatnią pozycję i szukało się kolejnych 10-u jeleni, którzy zechcieliby tę listę wziąć- i oczywiście uczestniczyć w grze.

11:17, babciabezmohera
Link Komentarze (4) »
czwartek, 14 października 2010
Czym się różni...

Uprzedzam osoby wrażliwe- notka będzie niepoprawna politycznie i nie tylko, ale nosi mnie, żeby to jednak wyartykułować.

Czym się różni śmierć od śmierci, wypadek od wypadku, mgła od mgły... Jak to możliwe, że wypadek drogowy, w którym zginęło 18 osób przestał być zauważalny, zanim jeszcze minął 3-dniowy termin ogłoszonej w dwóch województwach żałoby a o tym wcześniejszym, lotniczym- to prawda, że ze stratami niemal 6-krotnie większymi- plecie się w kółko to samo przez pół roku - i końca tego nie widać!

Tu i tam zginęli ludzie! Czy na pewno obie te straty są równie dojmujące? Czy pierwszej straty nie ubieramy w nieprawdopodobnie czarny kir, bo zginęli ludzie z pierwszych stron gazet, rozświetlani błyskami fleszy i światłem reflektorów?! A w czym mniej ważni byli prości sezonowi robotnicy, którzy dla zarobienia paru groszy godzili się na każde warunki?! Tak po prostu, zwyczajnie, z ludzkiego punktu widzenia... dla rodzin, dla bliskich...

Zaczyna mnie odrzucać moralny szantaż, któremu jestem poddawana- tak to przynajmniej czuję. Nie chcę przeżywać żałoby, "bo tak należy" albo "bo tak wypada". Żałoba wymaga ciszy. Ciszy, skupienia i refleksji... A mnie zaczyna coraz bardziej drażnić bijatyka na krzyże, pochodnie i wieńce oraz ten nieustanny jazgot, który odziera z powagi i zadumy największe ludzkie tragedie, jazgot, który prawdziwy ból i poczucie straty zmienia w telewizyjny spektakl, powtarzany kadr po kadrze w różnych ujęciach i konfiguracjach. I mam już tego serdecznie dość!

Nie interesują mnie wyniki śledztwa, bo przyczyny obu tych straszliwych wypadków wydają się być do siebie niezwykle podobne: - brawura i lekkomyślność, brak rozwagi i niczym nieuzasadniona wiara, że  "... mnie nic złego spotkać nie może!" I dodatkowo presja czasu...

Pochylam się nad każdą z tych bezsensownych i niepotrzebnych śmierci- oby nas wszystkich czegoś nauczyły!

A życie ma się toczyć dalej!

22:26, babciabezmohera
Link Komentarze (20) »
Mocarze

Zakończona górnicza akcja- wszyscy uratowani!!

To jest coś niezwykłego, coś, co wymyka się normalnemu rozumowaniu, przekracza wyobraźnię! Człowiek jest wielki, człowiek jest mocarzem! Gdy słyszę o takich historiach, podziw miesza się z pokorą i uznaniem dla potęgi ducha, która trzyma przy życiu w warunkach ekstremalnych, która dodaje nadziei, nie pozwala na opuszczenie głowy i poddanie się okrutnemu losowi... I jednocześnie widzę, jak bezgraniczne musi być zaufanie do innych, że nie opuszczą, że nie zostawią, że zrobią wszystko, aby żywych przywrócić życiu!

Moja wyobraźnia usiłowała przenieść mnie tam, na dół- w ciemność i lęk, i niepewność, co dalej, bo przecież wcale nie było pewne, że do odciętych górników w ogóle uda się dotrzeć, przecież tyle czasu byli zupełnie sami, skazani tylko na siebie, własną rozpacz i frustracje. Nie ma odpowiedniej formy, żeby należycie uhonorować wielkość sztygara, który nie dopuścił do paniki, przejął dowodzenie i odpowiedzialność za współtowarzyszy. To heroizm w czystej formie!

Potem było już odrobinę łatwiej- odrobinę, bo nawiązał się kontakt ze światem zewnętrznym, ale nadal nie było gwarancji powodzenia akcji ratowniczej. Prawie 70 dni poza rzeczywistością... blisko 2 i pół miesiąca!!! Wreszcie te niesłychane samotne powroty w ciasnej kapsule, niemal bez ruchu, sam na sam z myślami przez kilkanaście minut... coś potwornego! Klaustrofobii można dostać mocując się z własną wyobraźnią.

Moja ewidentnie się zbuntowała, nie byłam w stanie ogarnąć całej sutuacji, dopuścić do głosu empatii! Ale wczorajszy dzień był dla mnie piękny, był afirmacją życia, miłości, nadziei i wiary w ogromną ludzką solidarność, był odbiciem piękna prawdziwego człowieczeństwa, braterstwa tak naprawdę obcych sobie przecież ludzi...

CZŁOWIEK- TO BRZMI DUMNIE !!

12:04, babciabezmohera
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm