RSS
wtorek, 23 października 2012
***

Zmarła moja siostra.

Pewnie tu wrócę... za jakiś czas...

19:00, babciabezmohera
Link Komentarze (22) »
czwartek, 18 października 2012
Kowal zawinił a Cygana powiesili.

Właściwie miałam się nie wypowiadać, bo sportowy entuzjazm EURO dawno ze mnie wyparował i, na dobrą sprawę, musiałam dopytywać się o niektóre rzeczy, żeby wyrobić sobie jakieś zdanie, bo pierwszy odruch był typowy: totalna kompromitacja!

To, że kompromitacja była- nie zmieniłam zdania, natomiast obarczanie winą wszystkich dookoła, poza właściwym adresatem jest nie w porządku. Jakoś tak jest, że organizator sportowej imprezy jest od spijania śmietanki a baty za błędne decyzje dostaje zupełnie kto inny! A już gdy na targu usłyszałam kąśliwe komentarze, że tyle milionów wyrzucono w błoto- niby, że nowy stadion a tak spartolony, że grać się na nim nie da-szlag mnie trafił.

I pomyślałam, że feministyczna uwaga jednej z czytelniczek jest całkiem zasadna: wszystkiemu winni faceci i gdyby kobiety były odpowiedzialne za organizację, wszystko chodziłoby jak w zegareczku!! Toż proste jak kij od szczotki, że kiedy zbliża się deszcz, to trzeba zorganizować zadaszenie- ze względu na komfort kibiców, żeby im deszcz nie lał się na głowy! Toż mecze są dla kibiców właśnie i przede wszystkim o ich wygodę trzeba zadbać a nie rozważać piramidalne bzdury, czy piłkarze trenowali pod dachem czy nie. W końcu mózg służy do tego, żeby go używać a nie traktować jak nieprzydatną masę do wypełnienia czaszki. ;(

15:12, babciabezmohera
Link Komentarze (17) »
czwartek, 11 października 2012
Znowu babcię nabrali!

Zachwyciłam się kiedyś pomysłem rozjaśniania świata bez większych nakładów finansowych. Ogłoszenia drobne z urywanymi karteczkami:

No po prostu genialne! Uśmiech sam na gębę włazi i cały dzień jest już sympatyczny!

Toteż... gdy będąc w Warszawie zobaczyłam na słupie przyklejoną kartkę z wielkimi kulfonami ułożonymi w pytanie: "Czego ci trzeba?", natychmiast podeszłam, żałując, że nie wzięłam ze sobą aparatu fotograficznego.

Na pionowych karteluszkach był cały wachlarz możliwości- od zdrowia po przyjaźń. Uważnie je przestudiowałam i oderwałam dwie uznając, że może zdrowie nie najlepsze, ale jakoś mi jednak służy, natomiast ciągle jeszcze mam pewien niedosyt wolności i tolerancji tak w sensie ogólnym jak i osobistym.

Oderwane karteczki włożyłam do kieszeni i... dopiero w domu odkryłam, na czym hak polegał. Otóż po lewej stronie wydrukowany był adres. W pierwszej chwili pomyślałam, że w ramach oszczędności wykorzystano jakąkolwiek zadrukowaną stronę i że to czysty przypadek.  To nie był przypadek! Na drugiej karteczce był ten sam adres, równie starannie wydrukowany. ;) Całkiem niegłupio pomyślana reklama a ja ją łyknęłam- jak to było?- jak pelikan cegłę w ZOO.

 

Oj, naiwnaś ty, babciu, naiwna jednak! ;(

Ale adres przykryłam, a co! ;)) Nie będę reklamować kogoś, kto posłużył się moją naiwnością. Nie ma tak dobrze!! :))

17:25, babciabezmohera
Link Komentarze (17) »
wtorek, 09 października 2012
Pompowanie balonu... czy robienie w balona?

-Każdy na świecie chciałby to zobaczyć!

-Co on wtedy poczuje, jak pan myśli, panie Karolu?

-Właściwie nie można być w 100% pewnym, że poleci...

I tak przez 6 godzin z przerwami. A mnie gula rośnie! Jeśli ktoś bardzo chce obejrzeć, jak robi się program o niczym i w dodatku rozpaczliwie usiłuje się wzbudzić szalone emocje, których wzbudzić się nie da, to zapraszam do TVN24- cały czas nadają!

W czym rzecz? Ano, od 7 lat przygotowuje się próbę swobodnego spadania człowieka /Austriak- nawiasem mówiąc/ z wysokości nieco ponad 36km. I dziś właśnie ma skoczyć! Po co? Nie wiem! To że świrusów na świecie nie brakuje, żądnych bicia najbardziej absurdalnych rekordów- to jedno, ale jest i drugie: być może analiza tego skoku z wyprowadzonej balonem na taką wysokość kapsuły, przyczyni się do stworzenia nowych rozwiązań w dziedzinie badań kosmicznych- pewnie tak, bo dla głupiego kaprysu nie zaangażowałoby się tyle poważnych instytucji.

Mnie chodzi zupełnie o coś innego.

O sztuczne kreowanie emocji - nie tylko teraz, w różnych programach. Nadmuchiwanie balonu bez oglądania się na to, czy jest go czym nadmuchać.

Pamiętam transmisję- pierwszy krok na Księżycu. To były emocje! Bez podsycania, w ciszy, w środku nocy całe rodziny wlepiały wzrok w ekran telewizora! Bo to było fascynujące!

Teraz emocjonowanie się tym, czy balon równo ułożyli i czy da się go napełnić bez przeszkód, jest nie dla mnie. No niby można wyłączyć telewizor albo zmienić program, ale- nie jestem w domu sama! Więc wyszłam. ;(

19:55, babciabezmohera
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 08 października 2012
Spacer z wężem

Któregoś z ostatnich pięknych jesiennych dni porwałam wnusia z wózeczkiem na spacer. Pogoda była iście spacerowa i nie ja jedna pomyślałam o chwytaniu ostatnich ciepłych chwil. Naprzeciwko mnie wędrowała grupka maluchów z pobliskiego przedszkola. Jedna z pań na początku, druga zamyka pochód. Dzieciaczki idą równiutko, jakby parami, jakby nie parami, bo między sobą coś niosą.

Przyglądam się, bo strasznie fajnie to wygląda! Wąż! Wielki wypchany wąż z materiałowymi pętlami po bokach. Każde z dzieci trzyma swoją pętlę i pewnie w ten sposób uczą się chodzić parami, nie rozłazić się na boki, nie zostawać z tyłu... taki wąż nie zostawia wiele możliwości oderwania się od grupy. A jak uczy współdziałania, odpowiedzialności za "zwierzynę"...

Super sprawa, super pomysł! Niby prosta rzecz a tyle uciechy! ;))

13:13, babciabezmohera
Link Komentarze (22) »
sobota, 06 października 2012
Wróciła do życia

Ależ wczoraj miałam koszmarny dzień!

Kura została pod moją opieką. Wieczorem zgubiła gdzieś zabezpieczający ceratowy but. Przepatrzyliśmy każdy skrawek ogródka- jak kamień w wodę! Ani śladu! Albo zjadła, albo zakopała... W nocy zerwała opatrunek. Nie ma buta, nie ma opatrunku- nie wiadomo, co robić. Na krótkie poranne siusiu zabezpieczyłam jej łapę plastikową torbą, ale to nie jest wyjście na dłuższą metę. Telefoniczne narady z młodymi i zapada decyzja- rana jest zbyt głęboka, by jej nie osłonić, więc weterynarz ma przyjechać do domu i założyć jej nowy opatrunek. W tak zwanym międzyczasie kupiłam inny but- dużo gorszy od zgubionego ale jedyny tego rozmiaru, jaki w ogóle był w sklepie.

Przyjechał weterynarz i Kura normalnie dostała świra- skakała i szarpała się, nawet mowy nie było o założeniu opatrunku. Lekarz zaordynował jej "głupiego jasia" i suka padła. Opatrunek został zmieniony, weterynarz pojechał a psi zewłok został na podłodze. No, musi dojść do siebie. Godzina, dwie, bez zmian. Potem usiłowała wstać, przewracała się. Dostała wody i jakby nowe życie w nią wstąpiło- stanęła na cztery łapy. Wyprowadziłam ją na dwór, żeby dostała świeżego powietrza. Znowu padła i ani ją ruszyć. Głowa na boku, łapy wyprostowane- no, pies nieboszczyk. Znowu minęło kilka godzin. Jakoś przywlokłam ją do domu. Padła na swoje legowisko i tak przebyła całą noc. Rano nie chce wstać a ja mam wrażenie, że jest gorzej niż poprzedniego dnia, bo nawet głowy nie podnosiła i oczy miała takie dziwne, mętne.

Wolę nie pisać, co myślałam i jak się czułam- byłam zdruzgotana.

Szczęśliwie za jakiś czas Kurze powolutku zaczęło się poprawiać, a gdy po raz pierwszy potruchtała do furtki- odetchnęłam z ulgą: wreszcie byłam pewna, że Kura wróciła do życia!

Teraz wychodzimy na krótkie spacerki, wracamy do domu, Kura poleguje to tu, to tam, oddech ma nieciekawy, ale już widać, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Jestem taka szczęśliwa, ze chce mi się śpiewać!

Na noc muszę jej założyć materiałowy kaganiec, żeby znowu nie poszarpała zabezpieczenia na łapie.

Zastanawia mnie, skąd wzięła się taka silna reakcja i myślę, że albo dawka leku była zbyt duża, albo za krótka przerwa między znieczuleniem szyciowym a tym przy zmianie opatrunku. Jeszcze jedno psie doświadczenie. JAK DLA MNIE- BARDZO TRUDNE DOŚWIADCZENIE.

17:06, babciabezmohera
Link Komentarze (14) »
czwartek, 04 października 2012
Pechowa suka

Kura znowu jest inwalidką. Wlazła na coś ostrego i rozwaliła nogę. Musiała być szyta pod narkozą. Teraz chodzi w takim ceratowym bucie, ale nie jest tym zachwycona i pewnie długo go nie ponosi. To już drugie poważne skaleczenie. Kiedyś źle podskoczyła i naderwała ścięgno. A w ogóle ma alergię pokarmową i specjalne żarcie. Trzeba bardzo uważać, żeby nic innego do pyska nie brała, bo zaraz są sensacje żołądkowe. Szczęśliwie przynajmniej zapalenia uszu się pokończyły- tfu, tfu!- odpukać!

Co za hrabiowski pies- delikatny jak puszek na wietrze! ;)

11:01, babciabezmohera
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 01 października 2012
Mamy nowego premiera!!... na uchodźctwie

Wyjaśniło się. Jest zapasowy premier! Grabowski czy Grabiński, w każdym razie na G- jakoś nie widzę powodu, by sprawdzić, choć- owszem- miły starszy pan! Socjolog podobno.

Zaraz... zaraz... socjologia zajmuje się społeczeństwem, nie? Tym samym socjolog to fachman od stosunków społecznościowych, wzajemnych relacji i zależności... chyba, prawda? No, nie chciałabym podawać w wątpliwość naukowych czy zawodowych kompetencji przyszłego pana premiera, ale jeśli jego celem głównym jest zakończenie wojny polsko-polskiej i wspólny marsz ku jasnej, świetlanej przyszłości z Jarosławem Kaczyńskim za plecami, to życzę sukcesu! On jest marzyciel i utopista a nie realista, proszę państwa,  choć... w świecie fantasmagorii to może właśnie taki lepszy??- sama nie wiem.

Ale dobrze, że już wiemy, kto zacz i co nas czeka, bo ciekawość była ogromna!

W pierwszej chwili nawet pomyślałam, że na premiera może być desygnowany pan Tymochowicz. Sprawny jest w gębie niebywale, teatrum polityczne zna całkiem nieźle a i funkcję królika z kapelusza już piastował /patrz: kogo swojego czasu skaptował do siebie Palikot i jaki zrobił z tego cyrk! ;))/, więc pierwsze koty za płoty- początki praktyki ma!

No, nie trafiłam! A szkoda, z Piotrem Tymochowiczem z pewnością byłoby weselej! ;)))

17:35, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm