RSS
piątek, 31 października 2014
Wyciszenie

Melancholijny czas...

Odwiedzam ludzi, których już nie ma. Przez głowę przepływają obrazy sprzed lat. I przynoszą ukojenie, zgodę na LOS... Pewnie zgodę nieco wymuszoną świadomością, że na tenże los wpłynąć mogę w niewielkim zaledwie stopniu, ale dobra choć taka zgoda- bo daje spokój.

Przepływają obrazy z mojego życia, pytania, na które nie ma odpowiedzi... jest cicho, jest dobrze... Jestem, jeszcze jestem. Uśmiecham się do życia, do codzienności. Trwam mimo tęsknoty za tymi, których w moim bytowaniu tak boleśnie zabrakło.

13:05, babciabezmohera
Link Komentarze (5) »
środa, 29 października 2014
Usuń kontakt

W prasie króluje tematyka zaduszkowa- śmierć rozsiadła się wygodnie na wielu szpaltach. Traktowana jest filozoficznie, wspomnieniowo, użytkowo- praktycznie etc. Rzucam się na te teksty z dużą ciekawością, bo: 1) są interesujące a temat jedynie okazjonalnie na tapecie, 2) trzeba się z tą Panią Srogą oswajać i przynajmniej próbować zaprzyjaźnić.

W życiu codziennym też dominują cmentarze. Wczoraj syn mnie zawiózł na kolejny cmentarz. Rzadko tam jeżdżę, bo bardzo daleko /3,5 godz. w jedną stronę/. Idę na "swój" grób a potem odwiedzam mogiły przyjaciół, by choć raz w roku zapewnić ich o mojej pamięci i zapalić im lampkę. I niespodzianka- zmarł mąż koleżanki. Ich dzieci nas nie zawiadomiły, może gdzieś zawieruszył się numer telefonu.... A w tym roku zupełnie wyjątkowo zapomniałam zadzwonić z życzeniami w jego imieniny, przecież nie mając cienia niepokoju, że mógłby ich nie odebrać, bo...

I pomyślałam o kruchości ludzkiego życia. O tym, że już tylko telefoniczne-"usuń kontakt" i zostają jedynie wspomnienia.

Pojawiła się też całkiem błazeńska myśl, że człowiek odchodzi i wcale nie ma świadomości, co po sobie zostawi i jak będzie żegnany. I że może warto byłoby to sprawdzić niejako incognito?... Na przykład wstawić tu na blogu informację o swojej śmierci i czekać na komentarze?... Sama się dziwię, że mi taki kretyńsko-makabryczny żart do głowy przyszedł, ale - co ja poradzę- przyszedł i koniec! Może to też jedna z opcji obłaskawiania momentu przejścia?...

***

Ale naprawdę to nie zrobię takiego numeru- mogłabym później parę nieciekawych wiązanek zebrać a na tym mi bynajmniej nie zależy! ;))

14:57, babciabezmohera
Link Komentarze (17) »
piątek, 24 października 2014
Wkrótce

Wczoraj w nocy pierwszy przymrozek. Zwarzył ostatnie liście. Poopadały i ścielą się zielonym dywanem pod drzewami.

Jutro w nocy- zmiana czasu a już wkrótce...

Niby trzeba się z tym liczyć, ale szkoda odchodzącej ciepłej, łagodnej jesieni...

13:53, babciabezmohera
Link Komentarze (13) »
środa, 22 października 2014
Uzupełnienie

Miałam pisać o Sikorskim, ale co innego zwróciło moją uwagę.

Sikorski coś tam chlapnął o durnowatym żarcie sprzed 6-ciu lat i zrobiła się afera na miarę niemalże  wojny światowej. Tusk wyszedł na agresora, czyhającego na wyszarpanie okazałego kawała ziemi ukraińskiej, Sikorski wyszedł na plociucha, aroganta i człowieka mało poważnego a wreszcie Kopacz zaczęła usilnie naciągać buty Tuska i kreować się na jedynego sprawiedliwego a nieomylnego.

I w gruncie rzeczy o tym ostatnim chciałam napisać, bo początek jest tak absurdalny, że szkoda komentować. Przykładanie dzisiejszej miary do tego, co ktoś powiedział przed wielu laty jest zajęciem jałowym, bo wyrwanym z tamtejszego kontekstu. Nie bez racji króluje powiedzenie, że gdyby człowiek wiedział, że się przewróci, to by się położył. Ale to nie u nas! U nas wystarczy jedno słowo, byle pretekst, by media się rozszalały a politycy z pianą na ustach dawali wyraz swemu oburzeniu. No, dobra!

Wyobrażałam sobie i takie też snułam nadzieje, że pani premier, pamiętając niewątpliwie o błędach i wpadkach poprzednika, nieco zmodernizuje obecną politykę, ociepli ją, postawi na koncyliacyjność i demokratyzację we własnych szeregach. Wygląda mi jednak na to, że pani premier nie ma jednak jak dotąd autorskiego pomysłu na siebie i z uporem będzie powielała błędy Tuska, bądź usiłując ich uniknąć, popełni własne, jeszcze większe.

O ile deklarowanie, że "nie będę tolerować" w ustach Tuska brzmiało mało sympatycznie, ale miało jakieś uzasadnienie po kilku latach twardych rządów, o tyle pohukiwanie pani Kopacz brzmi nieco groteskowo, trochę jak zadzierzyste pianie kogucika, który jedynie płotu znaleźć nie może! Nie zaskarbi sobie tym ani sympatii elektoratu, ani szacunku partyjnych czy rządowych kolegów. Ponadto polityka otwartości bynajmniej nie polega na tym, by latać na przepytki do wyfraczonej Olejnik czy dociekliwego Lisa. Myślę, że im rzadziej pani premier będzie na wizji i jednocześnie im mniej będzie własne opinie prezentować, tym lepiej będzie i dla niej i dla Platformy.

Aha! I niech przynajmniej od czasu do czasu założy inną podkoszulkę. Złośliwiec ze mnie, no trudno!

***

Ostatnio oglądałam norweski film "Człowiek roku". Z zasady unikam jak ognia wszystkich filmów, które straszą w taki czy inny sposób. Ten zapowiadany był jako czarna komedia i się skusiłam. Co do czarna- pełna zgoda, natomiast polemizowałabym z określeniem komedia. Fakt jest faktem, że trudno całkiem serio traktować całej strzelaniny, hektolitrów rozbryzgiwanej krwi czy ilości trupów. To wszystko wzięte jest w tak duży nawias, że film w konwencji nieco przypominał mi Desperado, który też bardziej podobny był do baletu niż kina akcji.

Jakkolwiek nie przepadam za filmami przemocowymi, to ten oglądałam z przyjemnością /ależ to brzmi!- ale taka jest prawda! ;)/. Muzyka świetna, zimowe krajobrazy Norwegi- znakomite, film trzyma w napięciu, ale złych snów nie wywołuje- to i czego chcieć więcej?

21:49, babciabezmohera
Link Komentarze (8) »
niedziela, 19 października 2014
Może by jakiegoś fachowca?...

Przyznam, że wobec naszej premier Ewy Kopacz mam mocno mieszane uczucia.

Początek był bardzo obiecujący, teraz jest różnie. Odnoszę wrażenie, że panią premier targają sprzeczne przekonania. Zastrzegam, że nie wiem, jak jest, jedynie ze sposobu zachowania, wypowiedzi i mimiki mogę powiedzieć, jak panią premier odbieram:

1) Odnoszę wrażenie, że jest przerażona rolą, którą przyszło jej dźwigać i marsową miną i autorytatywnym tonem wypowiedzi usiłuje obywateli i samą siebie przekonać, że spokojnie poradzi sobie ze wszystkim. Nie twierdzę, że sobie nie poradzi, ale straciła gdzieś poprzednią naturalność, swobodę bycia i pewność siebie.

2) Nadaktywność wyraźnie jej szkodzi. Moim zdaniem nie ma obowiązku komentować każdego wydarzenia i to niejako od ręki. Przydałby jej się sztab doradców zarówno od spraw zasadniczych- kierunek rozwoju kraju i polityki zagranicznej jak też poznania etykiety i umiejętności jej stosowania.

3) Im mniej będzie ją widać i słychać, tym lepiej- przynajmniej do czasu aż  osadzi się na swoim nowym stanowisku i dobrze się na nim poczuje, aż znowu zacznie być sobą, zacznie być naturalna.

Przykro mi słuchać krytycznych a bardzo złośliwych uwag pod jej adresem- a tych nie brakuje. Wierzę, że ma wszelkie dane, by sobie poradzić w roli premiera, ale jednocześnie boję się, że ma niewystarczająco grubą skórę do tego stanowiska i zwyczajnie żal mi, że się spala.

18:04, babciabezmohera
Link Komentarze (14) »
wtorek, 14 października 2014
Wycisnąć temat do ostatniej kropelki.

Po wygranym meczu z Niemcami media dostały świra! Inne tematy przestały się liczyć, nie ma już teraz nic ważniejszego niż kolejny mecz- tym razem ze Szkocją. Balon pompowany jest do granic wytrzymałości i zwykłe kopanie piłki, które  dla naszej kadry było zajęciem dotąd wyczerpującym i nieefektywnym, awansowało do rangi tematu narodowego numer 1. Sami piłkarze i rozmowy o piłkarzach, rano, w południe i wieczorem, przed śniadaniem i na deser...

I tak będzie jeszcze co najmniej dwa, trzy dni, bo: jeśli nasi wygrają, to świętowanie sukcesu może zająć nawet dłużej a jeśli przegrają, to trzeba będzie mecz rozłożyć na czynniki pierwsze i próbować dojść do tego, jak to w ogóle było możliwe, że tacy świetni zawodnicy, którzy w historycznym zwarciu z drużyną niemiecką wygrali 2:0, tym razem jednak...

I ta słynna dziennikarska zadyszka, która ma sugerować, że w ograniczonym czasie antenowym chce się przekazać jak najwięcej, choć tak naprawdę do powiedzenia ma się już bardzo niewiele.

Dobra! Nie będę się wyzłośliwiać. Podobno dla nas 1:0, idę oglądać mecz! :)

Rysunek Remka Dąbrowskiego miałam dać przy innym temacie, ale ponoć Szkotów w spódniczkach dziś w W-wie na gęsto, to niech i rysunek dziś zaistnieje! ;)

Już 1:1!

Oglądać, nie oglądać- oto jest pytanie... Może być ciekawy mecz. Idę! :)

21:13, babciabezmohera
Link Komentarze (4) »
Ja też! Ja też!!

Na wielu blogach jesień. A co ja od macochy? U mnie też jesień a i roboty jesienne- też owszem, owszem!

Hortensje mają już bardziej buraczany kolor. Sama nie wiem, skąd mi się ten wściekły róż wziął? Widać aparat przekłamuje. W każdym razie kwiaty nadal trzymają się dzielnie i choć kwiatostan nieco przerzedziłam, żeby wstawić do wazonu, to nadal rośnie ich całkiem sporo!

Dzikie wino snuje się po jałowcu czy jakimś innym iglaku i dosłownie w ostatniej chwili ocaliłam ten obrazek, bo syn zdecydował się na prześwietlenie roślinności i iglaka już nie ma. Szkoda! Ale co zrobić, tak mu było widać przeznaczone...

Miłorząb jeszcze zielonożółty, ale nabiera koloru każdego dnia i dziś już bije złotem po oczach a listki żółtym deszczem sypią się na trawę.

Co ładne, to ładne; co rdzewieje i brunatnieje- też widać! Jesień, panie dziejku, jesień! I chyba taka właśnie, jaką lubię- trochę słońca, trochę mgieł, sporo ciepła. To ciepło jesienne jest inne niż letnie upały- spokojne, delikatne, przyjazne starym ludziom.

***

Wczoraj wykorzystałam ładną pogodę i poszłam zrobić trochę porządków na cmentarzu.  Jeszcze mi trochę roboty zostało, ale zasadnicza część zrobiona.

Wróciłam do domu. Syn akurat wziął się za cięcie winogron. Czas najwyższy, bo albo by poopadały, albo pomarszczyłby je pierwszy przymrozek. Dobrze, że już po winobraniu. Nie było jakiejś szalonej ilości, ale przy płukaniu, skubaniu i wekowaniu zeszło się do późnego wieczora. Przyznam, że zmęczył mnie ten dzień, choć zadowolona byłam bardzo, bo same dobre rzeczy się zadziały.

Dziś w ramach odnowy biologicznej byczę się z książką w fotelu! :)

16:42, babciabezmohera
Link Komentarze (7) »
niedziela, 12 października 2014
Fałszywy blask

Nie oglądałam wczoraj meczu, bo zakładałam, że Niemcy i tak spuszczą naszym łomot, więc nie ma się co podniecać. Ponieważ jednak telewizor był zajęty, uznałam, że najlepiej będzie obejrzeć na komputerze jakiś zaległy a niezły film w dobrej obsadzie. Padło na "Wielkie wesele". Trudno, żeby nie padło, skoro błyszczały  takie gwiazdy jak: De Niro, Sarandon, Williams, Diane Keaton- to było niejako gwarantem poziomu i obiecywało dobrą zabawę. No!

Ludzie! Podobnie prymitywnej i w złym guście rozrywki dawno już nie oglądałam! I nawet oglądanie gwiazd nie osłodziło mi zniesmaczenia  a nawet nie wiem, czy go nie spotęgowało.

Ja wiem, że każdy potrzebuje paru groszy, żeby zadbać o ziemską egzystencję ale położyć na szali dorobek artystyczny dla tychże paru groszy? Baaaaaardzo się zdziwiłam!

Do tej pory w doborze filmu bardzo często pomagała mi jego obsada. Tym razem zawiodłam się na całej linii! :(

10:20, babciabezmohera
Link Komentarze (7) »
sobota, 11 października 2014
Mocno spóźniona replika

Znana terapeutka postawiła tezę, że sposób przeżywania świata w gruncie rzeczy nie ma znaczenia. Krótko mówiąc: czy szklanka do połowy pusta, czy pełna to jeden czort! To wcale nieprawda, że optymizm chorego wpływa pozytywnie na przebieg leczenia. I pesymista, i optymista leczeni taką samą metodą uzyskają podobne wyniki. Dalej: umiarkowany pesymizm jest bardziej przydatny niż nadmierny optymizm, bo wyklucza późniejsze rozczarowanie.

Wiem, wiem, bo sama tę metodę Marudy " Nie uda się, na pewno się nie uda" z powodzeniem przez lata stosowałam. I faktycznie działało, bo starałam się jak ognia unikać trudnych sytuacji. ;( I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej!

Minęło sporo czasu a temat we mnie siedzi a bunt przeciwko takiemu postawieniu sprawy rośnie. W gruncie rzeczy nie mam podstaw, żeby mierzyć się z uznaną terapeutką, bo- jak sądzę- swoje tezy oparła na konkretnych badaniach i byłoby mi trudno kwestionować ich prawdziwość... a jednak pozwolę sobie na dołożenie swoich trzech groszy w obronie szklanki do połowy pełnej.

Tak po prostu: z kim czuję się lepiej- z optymistą czy pesymistą? I nie mówcie mi proszę, że nie można zarazić się cudzym nastrojem. Pesymista potrafi mi zepsuć pół dnia, o ile nie uda mu się zepsuć całego! Optymista może niekoniecznie od razu wyposaży mnie w dobry humor, ale niewątpliwie milej mi będzie prowadzić luźną rozmowę o niczym niż słuchać biadolenia na dowolnie wybrany temat.

Ja wiem, że realista to opcja najlepsza, ale nutka optymizmu przydaje się zawsze a cudze pozytywne nastawienie do świata pomaga się zmierzyć z własnymi problemami. Nie wiem, czy wszystkim- mnie na pewno! :)

19:13, babciabezmohera
Link Komentarze (11) »
piątek, 10 października 2014
Rozsądek kontra złudzenia

Wczoraj w GW był dodatek- płytka nr 1 do nauki angielskiego + informacja o książce, jeszcze jednej płytce i książce, czyli jakby 2 komplety. Nawet obiecywałam sobie, że spojrzę, co jest w zakresie przekazywanej wiedzy, ale... Wiadomo- złej tanecznicy przeszkadza rąbek u spódnicy! Nie zajrzałam i nawet nie wiem, dlaczego.

Dziś ten drugi dodatek- książka. Zerknęłam na miejscu, co by kota w worku nie kupować /tym razem książka z gazetą 11 i coś tam, pewnie bliżej 12 zł/. Wyglądało dość zachęcająco: przejrzysty układ, czytelny druk, sensowne rozmieszczenie na stronie. Prawie podjęłam decyzję- wezmę, może jak skompletuję... i tu palnęłam się w głowę: - Przecież takie samouczki, kiedyś jeszcze na kasetach magnetofonowych, co jakiś czas gromadziłam, wciąż pielęgnując złudzenie, że wiedza sama mi do głowy wejdzie. Nie weszła! No, gdybym ja umiała to wszystko, co przewracało się po domu, w książkach, na kasetach czy później płytkach, to ja bym dziś spikała, że ho! ho! ho! Z Tonym Blairem czy inną Margaret mogłabym swobodnie pogadkować nie tylko o pogodzie! ;))

Oprzytomniałam. Książki do nauki angielskiego nie kupiłam. Co najmniej dycha została w kieszeni. Muszę przemyśleć, w co ją sensowniej zainwestować. ;) W każdym razie jestem zadowolona, że rozum całkiem nie zrejterował przed wyobraźnią.

###

I dziś na dokładkę demotywator refleksyjno-zabawny, niezupełnie na temat, ale żal mi go nie wykorzystać!

 

Dobrego dnia! :))

09:42, babciabezmohera
Link Komentarze (15) »
 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm