RSS
środa, 21 listopada 2007
Wrocławski Dzień Życzliwości

Właśnie mija propagowany przez Wrocław dzień poświęcony życzliwości i ludziom życzliwym. Pierwszy odruch to obśmiać, bo tyle się tych różnych dni ku czci namnożyło, że włos się jeży, ale zaraz potem pojawia się myśl:- a czemu niby nie? W powodzi codziennej  niezmiennej gburowatości, ponuractwa i entuzjastycznej chęci dokopania bliźniemu, wrocławski pomysł musi budzić szacunek. Dobry i jeden dzień, od czegoś trzeba zacząć. Zaraz, zaraz...Wrocław może a Warszawa to co- od macochy?! Warszawiacy też umieją być życzliwi- i to nawet dłużej! Proponuję do końca tygodnia. Ja osobiście deklaruję życzliwość do końca miesiąca /już tylko parę dni zostało.../, a jak mi w krew wejdzie, to i o grudzień zahaczę!

Rozmarzyłam się: młodzian ustępuje miejsca kobiecie z siatami, kierowca nie potrąca staruszki na pasach, nikt nie wpycha sie bez kolejki do...wszystko jedno gdzie, ludzie uśmiechają się do siebie na ulicy- ale super! Jak w amerykańskim filmie! I niech mi nikt nie mówi, że Polacy są zagonieni, zapracowani, zestresowani a więc niecierpliwi i wyładowujący własne frustracje na tym, kto akurat pod ręką, bo wcale tak być nie musi.

No i na koniec kilka pytań, które dostałam w poczcie e-mailowej właśnie z okazji 21.XI - Dnia Życzliwości:

Chcesz mieć słońce nawet jesienią?

Chcesz mieć wszędzie przyjaciół?

Chcesz, żeby świat był lepszy?

Chcesz mieć przyjemną pracę?

Chcesz być lepszy?

Chcesz być bogatszy?

Chcesz być piękniejszy?

Chcesz być silniejszy?

Chcesz być szczęśliwy?

To proste. Bądź życzliwy!  /www.terazwrocław.pl/

A tak między nami: jeśli generalnie lubi się ludzi, to do życzliwości wcale nie trzeba się aż tak bardzo zmuszać. Pojawia się sama z siebie! 

21:43, babciabezmohera
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 listopada 2007
Wesołych Świąt!

No to nasi szczęśliwie wygrali i bez mojego kibicowania. Nawet na chłopaków nie popatrzyłam, tak się zajęłam komputerem. Przed telewizorem pokazałam się, jak było już po meczu. Ale ja dziś nie o tym.

Już ze dwa dni wcześniej zauważyłam świecące lampki choinkowe w witrynie sklepu spożywczego- jakoś nie do końca do mnie dotarło, że coś jest nie tak, tym bardziej, że jeden rekordzista właściwie prawie cały rok zdobił wystawkę choinkowymi światełkami /poza latem, bo dzień długi i światełek zwyczajnie nie widać!/. Dziś mnie sieknęło! Wracaliśmy z imienin Elżbiety- a tu w poprzek halek, staników i majtek w sklepie bieliźniarskim puszy się okazały napis: WESOŁYCH ŚWIĄT! Przetarłam oczy- omam jakiś czy ki diabeł?! Nie! Jest cały czas, nie znika!

Zastanowiło mnie, o jakie święta tu chodzi? Zaduszki minęły dwa tygodnie temu, jeszcze na większości grobów stoją wiechcie poczerniałych od przymrozków chryzantem i niby co w tym wesołego?! Nie, zdecydowanie nie tych świąt wesołych nam pożyczono. To jakie inne? Najbliższe byłoby Święto Niepodległości, ale ono bardziej sztywno patriotyczne niż wesołe, zresztą też już minęło. Na nic zaklinanie rzeczywistości, nie ma się co oszukiwać- chodzi o święta Bożego Narodzenia. I choć życzono wesołych, to mnie zrobiło się smutno.

Smutno, bo poszybowałam wspomnieniami w czasy swojego dzieciństwa i zasmakowałam w pamięci tej samej tęsknoty wypatrywania pierwszej gwiazdki, wieczorów klejenia bibułkowych jeżyków i główek Mikołajowych z wydmuszek; zrobiło mi się żal tej ekscytacji ceremonią ubierania choinki... i całej tej niezwykłej atmosfery świąt. A dziś? Zginęła podniosła atmosfera, pojawił się jakiś niezdrowy pośpiech, niecierpliwość, stąd pewnie i świąteczne dekoracje w listopadzie, i kolędy, i masowy wysyp poprzebieranych Mikołajów- a wszystko to pod hasłem: kupuj,  k u p u j, KUPUJ!!!

Pomyślałam, że będę szczęśliwym człowiekiem tak długo, jak długo uda mi się ocalić niepowtarzalny zapach świąt i bogactwo wspomnień dzieciństwa.

---------------------------------------------------------------------------------------------------

Pięknie dziękuję wszystkim wpisywaczkom. Muszę jeszcze sporo się nauczyć, zanim odważę się wpisać coś od siebie na Waszych blogach- tymczasem przesyłam serdeczności! 

18:13, babciabezmohera
Link Komentarze (1) »
sobota, 17 listopada 2007
Jak pokochać piłkę?
Mecz się albo zaczął, albo za chwilę zacznie a ja miejsca sobie znależć nie mogę! Nic na to nie poradzę- zupełnie nie interesuje mnie ta transmisja. "Polska biało-czerwoni!!!" drą się kibice z twarzami wymalowanymi w narodowe barwy, a ja się czuję trochę jak odszczepieniec a w żaden sposób nie umiem zarazić się ogólnonarodowym entuzjazmem. Wielki Boże! Wygrają to dobrze, nie wygrają, to też dziury w niebie nie będzie! Tyle razy dostawali łomot, że raz więcej albo raz mniej- jakie to może mieć znaczenie?... A jednak źle mi z tą moją obojętnością i samowykluczeniem z kibicowania, tak jakbym coś ważnego traciła, więc jak by tu pokochać piłkę?...albo przynajmniej polubić?
20:58, babciabezmohera
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 12 listopada 2007
W żaden sposób się nie da!

Tak po cichu marzyłam, że teraz już będzie spokojnie i nudno, że będę pisać o wszystkim i o niczym, a tu masz ci, babo, placek- za nic nie można oderwać się od polityki! Ciągle  jakieś napięcia, prowokacje lub próby prowokacji, atmosfera niepewności i niepokoju.

Będzie desygnowanie na premiera czy nie? Było. Mizerne bo mizerne ale było! Teraz- zaprzysiężenie rządu. W międzyczasie afera o Sikorskiego, o mandat poselski dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego- ciągle coś się dzieje i końca tego nie widać. Wygląda na to, że płonne są nadzieje na normalne funkcjonowanie rządu i parlamentu. PiS-owi i kategorii biologicznej długo jeszcze nie zabraknie pomysłów, jak koalicji utrudnić działanie a Polakom obrzydzić życie. Starczy na całe 4 lata a może i dłużej!

W sumie jest to dość niezwykłe, bo cięgi wyborcze pokazały, że oferta permanentnego wojowania nie wydaje się być dla wyborców szczególnie atrakcyjna. I co? I nic!! Ten typ tak ma! Oni po prostu inaczej nie umieją. Tylko jak się to ma do szczególnej inteligencji i genialności strategii?!... Z dnia na dzień poparcie PiS-owi leci w dół- a oni furt swoje! Totalnie niereformowalni. W tym wszystkim jedyna pociecha, że jak tak dalej pójdzie, to w kolejnych wyborach parlamentarnych podzielą los swoich dotychczasowych przystawek, a prezydent zaprzepaszczoną reelekcję będzie mógł z żałobną miną obnosić jedynie wobec najbliższej rodziny.

Ale są i pozytywy tej sytuacji. Takiego wysypu dowcipów i żartów dawno już nie było! Wczoraj czytałam komentarze w blogu Janiny Paradowskiej "Skrót myślowy". Między innymi był przedruk ze strony Matki Kurki na temat podwórkowego wychowania.  Absolutnie cudne! Czysta poezja! Najpierw pofrunęłam pamięcią w tamte lata i w moje dziewczyńskie zabawy na przydomowej uliczce /u nas nie było podwórka/ i wzruszyłam się prawie do łez a gdy już się wywspominałam do syta, wróciłam tu i teraz i pomyślałam, że teksty Matki Kurki mogłyby się ukazać w wydaniu książkowym.  Z pewnością znalazłyby wiernych czytelników!

18:26, babciabezmohera
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 listopada 2007
List do fajnych babek

Do wszelkiego rodzaju łańcuszków szczęścia mam stosunek więcej niż niechętny- z kilku powodów:            1) adresat traktowany jest jak idiota; 2) w zakończeniu z reguły zawarta jest pogróżka /jeżeli nie, to.../, co można traktować jako szantaż emocjonalny; 3) nie widzę najmniejszego sensu w podrzucaniu kukułczego jaja iluś tam następnym osobom, które pewnie wkurzyłyby się równie mocno jak ja.

Dziś zrobiłam odstępstwo, bo dostałam właśnie tak sympatyczny i dowcipny list - łańcuszek, że po raz pierwszy chcę się nim podzielić. No, to zaczynam:

"Gdy byłam młodsza i ważyłam parę kilo mniej, nie potrzebowałam wciągać brzucha, mając na sobie obcisłą sukienkę. Dzisiaj jestem już starsza i moje ciało się wyzwoliło: istnieje pewna forma elastycznego komfortu tam, gdzie kiedyś była talia; włoskie buty muszą być większe o dwa numery, żebym w ogóle mogła wsadzić je na nogi, a krok w rajstopach zbyt często znajduje się na poziomie kolan.

Zrozumiałam za to, że nie ma znaczenia, jeśli nawet coś złego się przydarzy lub jeśli czarny jest dzisiejszy dzień - życie  toczy się dalej i jutro będzie lepiej!

Zrozumiałam, że o człowieku świadczy, jak sobie radzi z trzema rzeczami. Będą to: 1) deszczowy dzień; 2)zagubiony bagaż; 3) splątane łańcuchy z lampkami na choinkę.

Zrozumiałam, że obojętnie jaki ma się stosunek do rodziców i tak zatęskni się za nimi, gdy ich już nie będzie.

Zrozumiałam, że zarabiać dobre pieniądze i móc sobie pozwolić na wiele rzeczy, to nie to samo, co mieć dobre życie.

Zrozumiałam, że życie daje czasem jeszcze jedną szansę.

Zrozumiałam, że przez życie nie można przejść z rękawicą baseballową na obu rękach - czasem trzeba też wyrzucić piłkę!

Zrozumiałam, że jeśli postanowię coś głęboko z serca, to najczęściej jest to właściwa decyzja.

Nauczyłam się, że jeśli sama jestem zraniona, to wcale nie znaczy, że mogę ranić innych.

Nauczyłam się, że każdego dnia należy do kogoś wyciągnąć rękę, bo każdy potrzebuje serdecznej myśli i przyjaznego klepnięcia po plecach.

Zrozumiałam, że muszę się jeszcze dużo nauczyć.

Zrozumiałam, że ludzie zapomną, co im powiedziałam albo uczyniłam, ale nigdy nie zapomną uczuć, jakie w nich wzbudziłam.

Wyślij ten list do pięciu fantastycznych kobiet a na pewno wydarzy się coś przyjemnego!

Powiedz przynajmniej jednej kobiecie, że uważasz, że jest fantastyczna i być może sprawisz, że się uśmiechnie.

Jeśli tego nie zrobisz...Twój błyskawiczny zamek się zepsuje, rajstopy opadną do stóp a włoskie buty będą Cię uciskać! 

Mówię Ci...  j e s t e ś   f a n t a s t y c z n a!!!  Pozdrawiam."

Tekst mnie absolutnie urzekł - trafił w sam środek mojego uśmiechniętego JA! / Nie mówiąc o tym, że zgodnie z łańcuszkowymi obietnicami teraz zaczną już na mnie spływać łaski wszelakie a nieprzebrane, co w końcu też nie jest bez znaczenia!!!/ 

18:07, babciabezmohera
Link Komentarze (2) »
niedziela, 04 listopada 2007
Przemówi, nie przemówi?...i co to będzie?!

Już było parę dni względnego spokoju i atmosfera znowu zaczęła gęstnieć a cała dziennikarska brać z wypiekami na twarzy śledzi poczynania- a właściwie brak poczynań- pana prezydenta i namiętnie docieka, czy przemówi w Sejmie, czy w Senacie, a może będzie obecny ciałem- ale duchem już nie, a jakie ma samopoczucie i na kogo się tym razem obraził i ewentualnie o co?...- krótko mówiąc paranoi ciąg dalszy! Temat nr 2, to- komu tym razem naubliża z trybuny sejmowej  w ą ż  stanu / cudna perełeczka Piotra Najsztuba na określenie dotychczasowego pana premiera/ i jakich inwektyw do tego użyje?

 Dziwi mnie, że dziennikarze to kupują, jakby nic lepszego nie mieli do roboty. Myślę, że najlepszym lekarstwem na fochy i stany depresyjne prezydenta i premiera byłby brak zainteresowania tym stanem rzeczy ze strony mediów.
 Tak jak mądra matka nie pozwoli się szantażować bachorowi wrzeszczącemu i rzucającemu się na podłogę w sklepie. Gdy dzieciak zorientuje się, że matka nie jest zainteresowana jego zachowaniem, szybko zbierze się z podłogi i potulnie ruszy poszukać, w którą stronę się oddaliła.

Nie ja pierwsza i nie ostatnia dostrzegam niedojrzałość reakcji od dawna już pełnoletnich panów polityków. Ale cóż? Człowiek uczy się podobno przez całe życie, więc pozwolę sobie na skromną radę- proszę wspomóc się lekturą Julii Duszyńskiej "Cudaczek- Wyśmiewaczek". Szczególnie polecam rozdział- Pan Złośnicki spojrzał w lustro- i drugi: o Pannie Obrażalskiej. Same tytuły sugerują, że książeczka może być bardzo przydatna.

------------------------------------------------------------------------------------------------

Raz jeszcze wszystkim dziękuję za słowa akceptacji i sympatii. 

16:51, babciabezmohera
Link Komentarze (1) »
środa, 31 października 2007
Oswajanie śmierci

Okres zaduszkowy sprzyja refleksjom, wspominkom, spotkaniom rodzinnym i nie tylko- przy sprzątaniu grobów i później w trakcie uroczystości- normalnie, jak co roku.

Przyjechała do nas koleżanka /mamy rodzinne groby na jednym cmentarzu/. Pogaducha przy herbatce o tym i owym, wycieczki w przeszłość, rozmowy o Tych, Którzy Już Odeszli, tematyka rozszerzyła się na śmierć kliniczną w kontekście lęku przed umieraniem, po czym poszłyśmy na całość planując własne ostatnie dyspozycje, zawartość mów pogrzebowych, roztaczałyśmy wizje przepełnionych kościołów i tłumnych konduktów żałobnych... nawet nieźle nam się gadało! Nie było w tym lęku przed odejściem, raczej świadomość nieuchronności i akceptacja faktu, że - w gruncie rzeczy- może się to stać w każdej chwili. Kiedyś podobne pomysły w ogóle nie przychodziły mi do głowy, widać człowiek do wszystkiego dojrzewa. Może na tym polega obłaskawianie śmierci, oswajanie się z nią?...

Wazeliniarstwo Kuchcińskiego jest już nie do strawienia- patrzyłam dziś na niego jak na dziwoląga, super fantazję matki Natury i prawie czułam przeciąg w jego opustoszałej z oryginalnych myśli głowie. Wykombinował dzisiaj, że wyraz "przepraszam" jest "przejawem szczególnej arogancji" wobec pana prezydenta - no, no, no, kto by pomyślał?! A pan prezydent na pana Kuchcińskiego się wypiął i wymuszone słowa Tuska przyjął za dobrą monetę /skądinąd chyba nie miał już innego wyjścia/!

Jeżeli Tuskowi uda się zneutralizować trujący jad nadal płynący strumieniami, to winien być nominowany do pokojowej nagrody Nobla, bo byłby to wyczyn na miarę światową!

16:50, babciabezmohera
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 29 października 2007
Gdzie jest Pan Prezydent?...

Przez kilka dni nie było mnie w domu. Po powrocie zdumienie- cała Polska zachodzi w głowę, gdzie po ogłoszeniu wyników wyborów podział się Pan Prezydent? Pierwszy odruch: - nie chce się pokazywać, to niech się nie pokazuje, może tak nawet lepiej?... Ale wszyscy dociekają, więc i ja spróbuję zabawić się w detektywa i pospekulować, jakie mogą być przyczyny nieobecności Pana Prezydenta na forum publicznym.

Hipoteza I - obraził się!

Jak to?! Na kogo- na cały naród, że śmiał zagłosować inaczej, niż Pan Prezydent by sobie życzył?! Przecież to niepoważne, niedojrzałe. Tylko mali chłopcy obrażeni włażą pod stół, manifestując swoje niezadowolenie, gdy nie spełnia się to, czego pragną; dojrzali mężczyźni inaczej reagują i inaczej rozwiązują problemy, więc- niemożliwe!

Hipoteza II - przestraszył się!

Własnego narodu?! Może i nie jest przez ten naród szczególnie dopieszczany, ale to doprawdy jeszcze nie powód do lęku, czyli - niemożliwe!

Hipoteza III - jest chory!

a) Choroba jelit... może, ale przecież hipoteza II została wykluczona, zatem- niemożliwe! b) Filipinka...  może? Niby nie było kontaktu bezpośredniego, ale pośredni- przez brata Pana Prezydenta? Wróć! Orzeczono, że filipinka nie jest chorobą zakaźną, więc - niemożliwe! c) Depresja powyborcza- najbardziej prawdopodobna i gdyby zaistniała, pewnie skrzętnie by ją skrywano, więc- kto wie?...

Mimo powyższych hipotez najbliższy jest mi nadal pierwszy odruch- nie chce, to nie! Wcale nie odczuwam bólu z powodu braku widoku Pana Prezydenta. 

21:40, babciabezmohera
Link Komentarze (1) »
piątek, 19 października 2007
Cynthia- jesteś wielka!

Siadłam do komputera bez wielkich nadziei- i niespodzianka! Balsam na moją udręczoną duszę. Ostatnie kilka dni było straszne: polityka sączyła się do środka uszami, nosem, porami skóry- chyba się uzależniłam! Każda rozmowa- z koleżanką, ze znajomą, na ulicy, w sklepie- zaczynała się i kończyła tym samym: trzeba głosować, bo zwariujemy. Dziadek nie przepuścił nawet hydraulikowi!

Dziś powiedziałam  d o s y ć ! Czułam, że orwellowskie seanse nienawiści są czułym szeptem w porównaniu z tym, co jest w stanie wyrzucić z siebie wykrzywiony wściekłością PREZES. Patrzyłam na niego ze zgrozą, ale i pewnym zainteresowaniem: ...żeby mu tylko żyła nie poszła!! /moja babciowa pamięć podpowiada mi, że to kwestia Smolenia z "Ostrego dyżuru"/. No jeszcze tylko przetrwać wieczorne orędzie i ewentualnie to, co wymyśli na ciszę wyborczą.

Cynthia- jesteś wielka! Dziękuję za wahanie, wierzę, że przerodzi się w pewność potrzeby głosowania; wierzę, że każde nowe kłamstwo, kolejna obelga wreszcie uderzą tego, który kłamie! Tak mocno trzymam kciuki, że aż mnie palce bolą! 

19:04, babciabezmohera
Link Komentarze (1) »
środa, 17 października 2007
Jaki jeszcze numer mi wytniesz?

    Jako się rzekło, trudności są- wywiało mi napisaną notkę gdzieś w przestrzeń elektroniczną. Może tak i lepiej, bo pod wpływem silnych emocji przedwyborczych wysmażyłam taką agitkę patriotyczno-rewolucyjną, że niechcący mogłam osiągnąć efekt odwrotny do zamierzonego. Więc inaczej:

    Na stoliku koło komputera są dwa rozpłaszczone drewniane kaczory: jeden siedzący, drugi padł plackiem na dziób. Oba mają głupio zdziwone miny, jakby kompletnie się nie spodziewały, że może im się to przytrafić. Patrzę na nie uważnie i doczekać się nie mogę, kiedy te same pozycje i te same miny zobaczę w realu. Mam nadzieję, że niedługo, za trzy dni- i już się cieszę na ten widok!

A dzisiejszy tytuł? Obsesyjnie wraca do mnie ballada z czasów stanu wojennego /chyba - nie chce mi się tego sprawdzać/: 

        Jaki jeszcze numer mi wytniesz,

        w którą ślepą skierujesz ulicę?

        Ile razy palce sobie przytnę.

        nim się wreszcie klamki uchwycę?...

    To pewnie będą bardzo trudne i bardzo nerwowe trzy dni, ale to tylko trzy dni - wytrzymamy!

---------------------------------------------------------------------

Pięknie dziękuję za słowa otuchy Paniom/Panom: babcia.petronela, jeszczebezmohera, cynthia 76
 i pozdrawiam.

19:01, babciabezmohera
Link Komentarze (1) »
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm