RSS
piątek, 15 lutego 2008
Kochajmy się!

Miałam wtrącić swoje 3 grosze na temat Walentynek, Walentynki szczęśliwie minęły i, szczerze mówiąc, trochę mi się odechciało. Ale chociaż dwa słowa. Jest jakaś prawidłowość, że jak się komuś nie chce w taki czy inny sposób uaktywnić, to nie uznaje święta, mało: wykpiwa je i wyszydza na wszelkie możliwe sposoby, żeby usprawiedliwić własne lenistwo i olewactwo a dodatkowo zniechęcić do świętowania innych. W ten sposób 8 marca stał się świętem komuchów- a więc niegodnym świętowania /cały rok żonę tłucze a w Dniu Kobiet kupi zdechłego tulipana i cały szczęśliwy, że się wywiązał!/ a Walentynki w zbliżonej interpretacji to po prostu święto supermarketów, dzień tłuczenia szmalu i szmiry na potęgę!

Pewnie w takim myśleniu też jest coś sensownego, ale czy to na pewno jedyna opcja?! Czy to taki wysiłek uczcić ten dzień bezgotówkowo a sympatycznie- pójść razem na spacer, zanurzyć się w przeszłośc, pooglądać wspólnie zdjęcia... - w końcu ile ludzi tyle pomysłów. Chodzi mi o to, że przy tej brutalnej młócce, która dopada nas ze wszystkich stron, liczy się każdy sympatyczny gest i każdy jest pożądany. I nigdy ich za wiele! Bodajże jesienią Wrocław ogłosił Dzień Życzliwości- jakże mi się to podobało! Nie wiem, ile miast podchwyciło, ale głównie chodzi chyba o to, żeby docenić i przyklasnąć zamiast krytykować. Może wtedy wszystkim nam byłoby trochę milej i przyjaźniej na świecie.

16:24, babciabezmohera
Link Komentarze (2) »
wtorek, 12 lutego 2008
Blada furia

Są takie dni, kiedy mnie nosi, złe emocje buzują jak krupnik w garnku i tylko czekam, kiedy nie utrzymam ciśnienia i eksploduję! Jakieś małe niechęci i drobne złości nakładają się na siebie, by potem spęcznieć i szukać sobie ujścia albo zdarzy się, co prawda jeden za to ostry, incydent i gotowe- budzi się blada furia!

Tak powstał ten blog- ze złości i sprzeciwu. Zakwestionowano i ocenzurowano moją wypowiedź przed wyborami. Musiałam się gdzieś rozładować, chciałam mieć świadomość, że istnieje miejsce, w którym będę pisała dokładnie to, co chcę napisać. No i w ten sposób przy technicznej pomocy syna pojawiła się w internecie "babcia bez mohera" pełna optymizmu i zapału do pisania. Stara a taka naiwna!! W swoich rozbuchanych planach zupełnie nie wzięłam pod uwagę, że poza cenzurą istnieje coś o wiele groźniejszego- autocenzura. Dostałam na dzień dobry dwa szalenie sympatyczne wpisy, wzmacniające, podtrzymujące na duchu. No to hulaj dusza- kochajmy się! Można mnie akceptować, ależ ja fajna jestem!... Po czym się okazało, że ciągle coś mi się nie podoba, ciągle mi coś przeszkadza- jak tym wstrętnym babom przekupom z lat mojej młodości, z gębami pełnymi sarkastycznych uwag typu:- No, wie pani, pani kochana, ta dzisiejsza młodzież!... Niezłe lustro przed sobą postawiłam! Ale pomogło mi ono sprawdzić, do czego właściwie ten blog jest mi potrzebny, jaką ma dla mnie wartość.

Otóż ma wartość ogromną, wartość terapeutyczną- pozwoli bezpiecznie lub względnie bezpiecznie pozbyć się złych emocji, przede wszystkim w obrębie polityki, która mnie permanentnie wkurza. Zbyt wiele we mnie samokrytycyzmu i pokory, żeby włączać się w nurt dyskusji na blogu J.Paradowskiej a tu mi wolno- każda moja uwaga może być spokojnie wzięta w nawias- w końcu nie jestem żadnym politycznym komentatorem, po prostu  babcia bez mohera wyrzuca z siebie różne wkurzenia!

Wkurzenie nr 1 dotyczy wczorajszej wypowiedzi posłanki Szczypińskiej w sprawie utrzymania ochrony dla Jarosława Kaczyńskiego, kiedy to stwierdziła lekceważąco:- A cóż to za pieniądze?! /czy wydatek- coś w tym rodzaju/. Otóż, pani Jolanto, dość szybko zatraciła pani właściwy wymiar wartości pieniądza. Moja Babcia powiadała- "zapomniał wół jak cielęciem był". Dość szybko zapomniała pani, ile miesięcznie zarabia pielęgniarka, prawda? Dla pani ochrona finansowana z pieniędzy podatnika to drobiazg, dla mnie nie, więc skoro pan Kaczyński tak bardzo boi się rodaków a pani tak zależy na jego bezpieczeństwie, to proszę sfinansować jego ochronę z własnej poselskiej pensji a nie sięgać do mojej dziadowskiej emerytury.

Wkurzenie nr 2 dotyczy zaniechania podjęcia śledztwa w sprawie zniszczonych laptopów, komórek,etc. I nie chodzi o wartość przedmiotów a o ich zawartość, bo tylko dziecko może uwierzyć w przypadek a nie celowe zacieranie śladów, choć szczerze mówiąc wątpię, by nawet dziecko uwierzyło w taką bzdurę! Być może nie udałoby się niczego udowodnić, co przecież nie oznacza, że należy rezygnować nawet z próby wyjaśnienia całej sytuacji! Grzech zaniechania odbije się gorzką czkawką, bo świętego spokoju i tak się nie kupi, nie ma na co liczyć.

Ale sobie ulżyłam, starczy na dziś! 

15:20, babciabezmohera
Link Komentarze (4) »
niedziela, 03 lutego 2008
Wiadomości

To mógł być błąd pilota... Zaginął 7-letni chłopiec... W pożarze... materiały pirotechniczne... Jak teraz będzie żyła rodzina młodego Polaka po wyroku za... Strajk w...

I tak w każdych kolejnych wiadomościach, kilka razy dziennie?... co godzinę?... I zawsze z tym modulowanym napięciem w głosie, z wypiekami na twarzy- sensacja goni sensację, różnej wagi, wartości i miary, ale- jest!! Czy jesteśmy pierwsi?! Czy da się raz jeszcze przenicować ból rodziny po stracie, pokazać, zapytać o uczucia? Ależ zeszliśmy na psy! Tragedia za tragedią, horror za horrorem, ciągłe budowanie napięcia, wzmaganie niepokoju. Nic pozytywnego, optymistycznego... tak się przecież nie da normalnie żyć! Nasze społeczeństwo staje się chore, anormalne... albo media chcą je takim pokazać!

A potem zdziwienie i oburzenie, że znieczulica społeczna, że przemoc w rodzinie, że rozwydrzenie i zdziczenie młodzieżowych obyczajów, że narkotyki i seks, że strach wyjść na ulicę. Kochani, sami to sobie fundujemy: filmy- albo takie, gdzie krew się wiadrami leje a przeżyje wyłącznie reżyser, albo upiory, wilkołaki, wampiry czy odpowiednie wymieszanie tego wszystkiego po trochu, bo pojedynczo przestaje już działać, albo dla odmiany kretyńskie kabarety, gdzie należy śmiać się z tego, że aktor sepleni albo przydeptuje sobie nogawkę obszarpanych i brudnych portek. Co się z nami stało?! Naprawdę tacy jesteśmy?!! Bo przecież ktoś to wszystko, do cholery, ogląda! Oglądalność jest bogiem- widz chce oglądać, to niech ma- wszystko dla widza! Nie umiem się z tym pogodzić. Pora umierać!/podobno świetny film, jeszcze nie widziałam./  

10:01, babciabezmohera
Link Komentarze (2) »
środa, 30 stycznia 2008
Wiosna w zimie

Pogoda taka, że żyć się chce na nowo! Powietrze wilgotne i pachnące, świeża, intesywnie zielona trawa, pąki na drzewach...gdybym nie zaglądała do kalendarza, bez zająknięcia zawyrokowałabym- wiosna! Rozum podpowiada mi, że jeszcze nie ma się z czego cieszyć, bo równie dobrze kolejne dwa miesiące mogą obfitować w trzaskające mrozy, a jeśli nawet nie- to w wiele chłodnych i całkiem zimnych dni. Ale rozum swoje a wiosenny optymizm swoje.

I nawet polityka już tak bardzo nie przeraża.  Żal mi premiera, bo widzę, ile go kosztują te koszmarnie trudne początki, ale wierzę, że da radę, że mu się uda, że nam wszystkim się uda!  Bo Polacy to generalnie mądry naród,  choć bywa, że  czasem zachowują się nieracjonalnie i nieobliczalnie. Myślę, że najgorsze już za nami. Swojego czasu  "Polityka" krzyczała na okładce : -Tusku, musisz! To był początek dobrych zmian a tyle jeszcze przed nami. Czy starczy siły, wytrwałości, rozsądku? Rząd bez społecznego poparcia niewiele będzie mógł zrobić. Czy utrzyma poparcie? Wierzę, że tak, bo...Polacy to generalnie mądry, otwarty  i wrażliwy naród. Zresztą chyba wystarczająco boleśnie doświadczyliśmy konsekwencji poprzednich wyborów, by tego samego błędu drugi raz już nie popełnić- tym razem całkowicie świadomie. Te trzy lata do kolejnych wyborów prezydenckich jakoś przetrwamy, a potem będzie już tylko lepiej!

17:27, babciabezmohera
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 stycznia 2008
Jestem!!

Mój komputer był wyraźnie ze mnie niezadowolony, a ponieważ teraz wszyscy strajkują na potęgę, więc i on uznał za stosowne zastrajkować. Naprawa przedłużyła się do przeszło tygodnia czasu i nie pozostało mi nic innego jak trenować bezsilność i codziennie rano powtarzać:- nie mam wpływu na termin naprawy!

Cała sytuacja- jak wszystko w życiu- miała swoje dobre i złe strony: złe, bo całkowicie odcięła mnie od świata; dobre, bo pokazała mi czarno na białym, że bez internetu i komputera da się żyć zupełnie normalnie, czyli nie jestem od nich uzależniona. 

I tu wyobraźnia poniosła mnie maksymalnie, bo wyobraziłam sobie grono babć moherowych i niemoherowych, jak w grupie jakiejś Poradni Zdrowia Psychicznego spowiadają się terapeucie z własnych internetowych uzależnień - cudne! Na szczęście świat nie do końca zwariował i normalne życie / oczywiście pomijając politykę!/ jest na wyciągnięcie ręki. Jutro jadę do wnusia do przedszkola na Dzień Babci i Dziadka a wieczorkiem siądę do komputera i obejrzę ostatnio zakupiony wraz z gazetą film. No i proszę, jak ładnie da się pogodzić retro ze współczesnością!

18:43, babciabezmohera
Link Komentarze (2) »
niedziela, 13 stycznia 2008
A Orkiestra gra!

Od lat patrzę z podziwem na orkiestrowych wolontariuszy- starych i młodych, grubych i chudych, energicznych i flegmatyków- wszystkich! Każdy z nich w tym jednym dniu ma w oczach światło a w postawie- życzliwość i sympatię dla całego świata. Wszyscy jak jeden mąż deklarują, że świetnie się bawią i mimo, że widzę ich zaczerwienione z zimna policzki i słyszę zachrypnięte głosy, to JA IM WIERZĘ! Wierzę, bo wiem, jak smakuje entuzjazm i poczucie wspólnoty w dobrej sprawie. Jak bardzo jest to zaraźliwe- pozytywnie zaraźliwe! 

Co roku odzywają się krytycy, nasi rodzimi wybrzydzacze, którzy najchętniej by wyśmieli, obmówili, dokuczyli w taki czy inny sposób, wreszcie przeszkodzili może... I co? I nic! Orkiestra gra! Kończę, bo zaraz "światełko do nieba" a chcę je obejrzeć!

19:59, babciabezmohera
Link Komentarze (1) »
wtorek, 08 stycznia 2008
Kolejna techniczna wpadka.

Kochane moje! Dziękuję za uwagę i zainteresowanie a także wiele ciepła, które od Was dostaję.Wczoraj cały dzień zmarnowałam, żeby dojść do tego, jak prowadzić z Wami mini korespondencję pod tekstem i chyba doszłam, choć wcale z konkluzji zadowolona nie jestem. Mam wrażenie, że nie potwierdziłam przysłanego mi adresu i zwyczajnie szlag go trafił. Tym samym chyba trzeba będzie postarać się o kolejny adres, bo w poprzednim adresie jakiś URL /pies wie, co to takiego- nawet google nie pomogły mi w rozjaśnieniu sytuacji/ jest dla mnie nie do rozszyfrowania.

A wracając do zasadniczego tematu niepokojów religijnych, tak to już u mnie bywa, że próbuję sobie pewne rzeczy uporządkować, osadzić się w nich i dobrze poczuć, po czym- jak przy burzy- jeden błysk, drugi, trzeci i następuje rozdarcie nieba na pół, leją się na mnie strugi zimnej wody a ja stoję przemoczona i zniechęcona. Wiem, że sama muszę się uporać z własnymi rozterkami i buntem /nie pierwszym i nie ostatnim zapewne!/, nauczyć oddzielać opinie hierarchów kościoła od własnej wrażliwości i raczej jej zaufać- bez poczucia winy, w które to kościół z upodobaniem zawsze usiłuje nas wepchnąć.

Czasem myślę sobie, że dobry Bóg patrzy na mnie z życzliwością i wcale nie ma mi za złe, że widzę to, co widzę; słyszę to, co słyszę i czuję to, co czuję... 

10:38, babciabezmohera
Link Komentarze (8) »
sobota, 05 stycznia 2008
Nie ma to jak poprawna diagnoza!

Nosiło mnie po kątach przez kilka dni, miejsca sobie znaleźć nie mogłam i zupełnie nie umiałam sobie z tym stanem poradzić. Miałam wewnętrzne przekonanie, że w jakiś sposób została naruszona moja wewnętrzna równowaga, ale co ją naruszyło- nie wiedziałam. Syndrom pustego gniazda? Dzieci i wnuki rozjechały się po świętach i dziadkowie zostali sami? Bez przesady- to już od dawna zdążyłam oswoić i przywyknąć, że taka jest kolej rzeczy! Więc co?

Dziś przeglądałam stare, ileś lat temu nagrywane, kasety video. Wzięłam jedną z nich do ręki. "Przystanek Alaska"- cudownie ciepły serial, który swojego czasu przykuwał do telewizorów znaczną część Polski. Włączyłam z głupia frant i na chybił-trafił. Siadłam i... już nie otrząsnęłam się z zaczarowania aż do końca odcinka. Bohaterowi /Żydowi- bo to ważne!/ zmarł wujek, którego kochał i cenił, i bardzo chciał za niego odmówić kadisz, do czego jednak niezbędna była bodajże 10-osobowa grupa Żydów, współuczestniczących w tej modlitwie. Wszystko fajnie, tylko weź i znajdź 10-ciu Żydów na Alasce- nie takie to proste! Mieszkańcy miasteczka stanęli na wysokości zadania, ogłosili stan pełnej gotowości i dalejże szukać! Znależli, nawet więcej niż było trzeba, tyle że to wszysko nagle stalo się puste i kompletnie straciło sens. Bo co to za modlitwa z ludźmi nie dość, że obcymi, to sprowadzonymi za pieniądze- jak towar na zamówienie?... To się nie mogło udać. A przecież się udało, tylko zupełnie inaczej. I kiedy na specjalnej uroczystości doktor Flaischman /mam nadzieję, że względnie poprawnie to nazwisko napisałam, nie mogę- niestety- sprawdzić/ wyjaśnia, że tych 10-ciu Żydów to symbol wspólnoty i że dla niego prawdziwą wpólnotą są właśnie mieszkańcy miasteczka i prosi ich, aby wspólnie z nim odmówili kadisz, aby każdy pomyślał o kimś bliskim i drogim sobie i pomodlił się, tak jak modli się zawsze... poczułam w gardle skurcz i sięgnęłam po chusteczkę do nosa.

I już wiedziałam, co mnie tłukło przez tyle dni. Ostatnio miało miejsce kilka zdarzeń, które ostro naruszyły mój i tak nie do końca stabilny obraz kościoła. Zobaczyłam bardzo wyraźnie, prawie boleśnie, ile jest we mnie tęsknoty do kościoła bogatego w miłość i ekumenizm i ile niechęci przed naszym kościołem: zaborczym, rozliczeniowym, bezdusznym. I żal, że moja wiara nie może się, niestety, w tym kościele odnaleźć, choć tak bardzo się staram... 

17:11, babciabezmohera
Link Komentarze (2) »
piątek, 04 stycznia 2008
Noworoczna chandra

Święta, po świętach, Sylwester- taki, że szkoda gadać, wyć się chciało... Teraz dni mijają jeden za drugim, puste jakieś, bez sensu...

Zawsze powtarzam sobie /i innym/ powiedzenie o szklance do połowy pustej lub pełnej, co zależy wyłącznie od patrzącego. Staram się w najgorszej sytuacji widzieć coś pozytywnego, znaleźć jakąś ciepłą iskierkę... Dziś moja szklanka nie dość że nie jest w połowie pusta, to pusta jest prawie w całości- a ja nie umiem przekierunkować własnego spojrzenia. Snuję się po domu rozdrażniona, zniechęcona, niezadowolona z siebie i ze wszystkiego.

Dosyć! Może coś z siebie wyduszę innym razem, jak już mi przejdzie ta beznadziejna chandra... 

16:45, babciabezmohera
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 grudnia 2007
Przedświąteczna krzątanina

Coraz bliżej do świąt i czas jakby nabrał przyspieszenia. Czuję lekki niepokój, czy uda się ze wszystkim zdążyć i choć wiem, że to bez sensu, bo do tej pory jeszcze się tak nie zdarzyło i wszystko zawsze było na czas,  to niepokój wcale nie myśli mnie opuszczać. A przede mną najbardziej pracochłonne zajęcie kulinarne - pierogi o trzech smakach: z kapustą i grzybami- wiadomo, bez nich chyba nie byłoby Wigilii; z soczewicą- ostatnio posmakowały wnuczkowi, więc chcę mu zrobić przyjemność; wreszcie- na słodko, z bakaliami- te najbardziej smakują córci. Wszystkich trzeba zrobić sporawo, bo rodzina ciągnie do gniazda a pierogi każdy lubi.

A ja tak lubię świąteczny biało nakryty stół, zapalone świece i kocham tę moją, pałaszującą z apetytem wigilijne potrawy, rodzinę. Cieszę się, że jesteśmy razem, że to jeszcze jedne nasze wspólne dobre Święta. Oby przyniosły nam wiele ciepłych wzruszeń. 

19:22, babciabezmohera
Link Dodaj komentarz »
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm