RSS
piątek, 21 kwietnia 2017
Na rozpęd.

Potrzebowałam tego kopniaka i przyjacielskiego nawrzeszczenia.;( Gdyby nie to, jeszcze nieprędko zmobilizowałabym się do powrotu na blog. O czymkolwiek bym nie pomyślała, wszystko wydawało mi się marne, jałowe, bez wyrazu, bez sensu...

Nawiasem mówiąc- nadal mi się takie wydaje, ale przynajmniej doszedł bodziec, że niezależnie od tego, czy pisanie ma sens, czy go nie ma, to trochę głupio tak po prostu odejść w niebyt i nawet nie powiedzieć cześć na pożegnanie! ;(

No to jestem. I dalej popiszę jeszcze trochę o różnościach ważnych i nieistotnych, częściej, rzadziej- ale zawsze... To jakby tyle tytułem wyjaśnienia.  No to do! ;))

11:27, babciabezmohera
Link Komentarze (12) »
środa, 12 kwietnia 2017
Chyba potrzebuję urlopu...

A skoro potrzebuję urlopu, to jeszcze tylko wielkanocny uśmiech z buziakami i szczerymi życzeniami dobra wszelakiego dla Wszystkich:

I - do zobaczenia za jakiś czas!

                                                           Niech te Święta miną zdrowo, zgodnie i szczęśliwie!

                                                               WSZYSTKIM WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! :)

13:21, babciabezmohera
Link Komentarze (9) »
niedziela, 02 kwietnia 2017
Biografia a wywiad

Mam w ręku fascynującą rzecz- "Torańska dalej"- wywiady z 18 osobami, dotąd nie publikowane. Czytam je trochę tak, jak bym czytała własny pamiętnik- wspomnienia sprzed lat. A jednocześnie- jakby rozmowa ta czy inna dotyczyła czasów dzisiejszych. Przedziwne rozdwojenie a jednocześnie w jakimś sensie zlanie się  zachowań, reakcji, politycznych posunięć, ambicji, charakterów...

Z jednej strony potworny pesymizm, że wciąż powtarzane są stare błędy, z drugiej- nuta optymizmu, że skoro ta kotłowanina co jakiś czas jest Polakom przypisywana, to i z tej ostatniej- wcześniej czy później- przecież się wydostaniemy.

I jeszcze jedno: jako całość jesteśmy trudni do strawienia, natomiast jesteśmy bogaci w genialne jednostki. Ubywa ich- to prawda, ale wierzę, że pojawią się następne... Zawsze się pojawiają!

***

Nie przepadam za biografiami. Przede wszystkim z dwóch powodów: jakkolwiek by to dziwnie nie zabrzmiało- biografia ma w sobie coś z donosu, inwigilowania cudzego życia, szperania po archiwach, po ludziach, aby wydobyć jeszcze coś i jeszcze coś, żeby było czym czytelnika zainteresować. Ja wiem, że mój ogląd nie jest sprawiedliwy, że bywają /pewnie większość/ biografie obiektywne, wartościowe, które przybliżają przedstawianą postać. Ale we mnie pozostaje pewna niechęć do podglądactwa przez dziurkę od klucza. /Zresztą podobnie mam z listami do.../ Drugi powód to taki, że na ogół już przed połową ginę w szczegółach, koligacjach i czasach, w których coś się działo. Przestaję ogarniać i czytanie staje się dla mnie przedzieraniem się przez zasieki.

Za to uwielbiam wywiady i nie ma dla mnie znaczenia, czy są do bólu szczere, czy nieco podkolorowane. Ktoś, kto wywiadu udziela, chce się ze mną podzielić sobą, swoim doświadczeniem, swoim życiem- i to jest piękne i budujące.

Jasne, że nie każdy wywiad jest wart czytania, bo co może mi ofiarować Piprztycka czy Trolliński, o których istnieniu nie mam bladego pojęcia.

I to też nie jest pełna prawda o wywiadach, bo dobrze przeprowadzony wywiad pozwala przybliżyć postać dotąd najzupełniej obcą. Krótko mówiąc: wywiad to rodzaj tajemnicy, do której zostałam dopuszczona, to obdarowanie mnie cząsteczką siebie. To prezent. A kto z nas nie lubi prezentów?...;))

10:17, babciabezmohera
Link Komentarze (18) »
niedziela, 26 marca 2017
Pokonałam słabość

Jestem z siebie zadowolona. Pokonałam fizyczną słabość.

Staram się nie zanudzać na blogu chorobowymi przypadłościami, ale tym razem robię odstępstwo, choćby z tego względu, że zapanowałam nad buntem własnego organizmu. Każdy, kto doświadczył bólu kręgosłupa, wie, że człowiek robi się bezradny jak niemowlę. Trudno się przed tym dziadostwem ustrzec i nie sposób przewidzieć, kiedy dopadnie. Już się nauczyłam  rozpoznawać pierwsze objawy i kiedy jeszcze ból jest ledwie zauważalny, można z nim wojować  maściami czy żelami - na ogół się udaje. Ale nie zawsze.

To na poważnie zaczęło się w czwartek i tym razem rozhuśtało mnie na dobre. Przed samym marszem, na który już byłam umówiona z H. No, nie popuszczę. Wykupiłam rozpuszczalny lek przeciwzapalny i przeciwbólowy- powinno zadziałać. Wzięłam wieczorem i noc była w porządku a rano... z trudem zwlokłam się z łóżka. No przecież zwyczajnie nie dam rady pojechać do Warszawy.  Na TAKI marsz nie pojechać??!!! Niedoczekanie!

Poszłam do lekarza i chociaż nie byłam zapisana, to z bólem zostałam przyjęta. Wyłuszczyłam szczerze, jakie mam plany i że coś z tym fantem muszę zrobić. Dostałam od ręki końską dawkę leku w zastrzyku i receptę na kolejnych pięć- już normalnych, od poniedziałku /sobota i niedziela na tamtym rozpuszczalnym/.

Przyjęty w piątek zastrzyk tak skutecznie postawił mnie na nogi, że byłam na marszu, przeszłam całą trasę i wróciłam do domu rześka i radosna jak skowronek. ;))

No to tradycyjnie kilka wspominkowych zdjęć:

Fotoreporterzy mogą z wysoka ogarnąć rozmiar manifestacji. U mnie tylko nieporadne próby uchwycenia lasu unijnych flag.

Coś, co na każdym marszu robi na mnie wrażenie- łączenie obu flag.

 

Tym razem haseł było niewiele. I chyba dobrze. Bo marsz miał zupełnie inny charakter niż poprzednie. Radosny i uroczysty. W końcu było, nie było- 60-lecie Unii Europejskiej! Jest co świętować!

WOLNY BALKON jak zawsze był wolny, dodatkowo udekorowany teraz barwami UE. Ale i w wielu innych oknach powiewały flagi...

Na murku ustawiony oryginalny napis na parasolkach z cyklu - kocham cię , Europo! Pewnie wrażenie byłoby większe, gdyby udało mi się cały napis ogarnąć na jednym zdjęciu. Niestety, to nie było możliwe!

I dochodzimy do Placu Zamkowego.

Plac się powoli zapełnia. Ludzie ustawiają się do wspólnego zdjęcia. Ja już z tego rezygnuję. Dla mnie pamiątką są moje własne nieporadne fotki. Nie zostaję też na koncert Kuby Sienkiewicza. Zjeżdżam do tramwaju ruchomymi schodami. Wracam do domu. BYŁAM!! jestem szczęśliwa. :))

Złapałam tylko trochę kataru, ale z tym to już da się żyć! ;)))

19:48, babciabezmohera
Link Komentarze (16) »
czwartek, 16 marca 2017
Brak mi słów...

12:38, babciabezmohera
Link Komentarze (9) »
wtorek, 14 marca 2017
Średnio udany eksperyment.

Kto czasem tutaj zagląda, wie, że marna ze mnie gospodyni, bo wcale tego nie ukrywam. Dobrze wychodzą mi wigilijne pierogi, pasztet i schabowe. Żadnych niezwykłości nie próbuję robić, po prostu i zwyczajnie nigdy nie realizowałam się w gotowaniu- nie lubię kucharzyć, i tyle!

Pasztet robię dość często, bo nie ma specjalnych amatorów na gotowane mięso z zupy, ale powoli odpadają również amatorzy na pasztet, bo ile go w końcu można jeść?!... No i gdy pojawiła się kolejna porcja gotowanego mięsa, powiedziałam: dość! Przekręciłam przez maszynkę, dodałam szpinaku, przypraw, przesmażyłam i zrobiłam placki nadziewane tym eksperymentalnym farszem. Zawrotu głowy z zachwytu nikt nie dostał, ale jakoś się zjadło. Farszu zostało jednak tak dużo, że reszta poszła w pierogi.

Kiedyś to w końcu zmordujemy... Chyba za kiepsko doprawiłam farsz. Był za mało wyrazisty. Ale przynajmniej na pasztet będzie mniej mięsa! ;))

13:13, babciabezmohera
Link Komentarze (11) »
piątek, 10 marca 2017
A na serio

Miłego dnia wszystkim i dużo dobrej nadziei!! :)

15:43, babciabezmohera
Link Komentarze (7) »
Nic na to nie poradzę...

... że wczoraj miałam masę frajdy a i dziś, mimo pewnego zmniejszenia emocji i perspektywicznego spojrzenia na to, co się wydarzyło, ponura i zacięta twarz p. Szydło więcej budzi złośliwej satysfakcji niż współczucia a internetowe memy nadal wywołują uśmiech!

Albo ten:

I jeszcze:

 

15:39, babciabezmohera
Link Komentarze (13) »
sobota, 04 marca 2017
Manchester

Chyba już schodzi z ekranów, bo w niewielu kinach grają. Ja jeszcze zdążyłam.

Niesamowity film! Dawno już w kinie nie płakałam. Tym razem trudno mi się było uspokoić. W domu następnego dnia obejrzałam trailer "Manchester by the sea", chcąc go tu wstawić dla dodatkowego zareklamowania filmu. Zrezygnowałam. Mam wrażenie, że niczego sensownego nie mówi o filmie.

To spróbuję ja- może nieudolnie, ale od serca. Dramat psychologiczny, który wbija w ziemię i zostaje w człowieku na długo. Oskar za rolę pierwszoplanową nie mógł być inny. Film jest długi i choć narracja snuje się powoli, siedziałam z zaciśniętymi pięściami- żeby dłonie zbyt mocno nie drżały- i nie zauważałam upływającego czasu.

Polecam z całkowitym przekonaniem, że warto. Mocny film do przemyśleń!

12:10, babciabezmohera
Link Komentarze (5) »
środa, 01 marca 2017
W jakim wieku mogą być Wyklęci?

Może to wpływ propagandy pisowskiej, ale chyba zaczęłam być ostatnio podejrzliwa.

Kątem oka zerknęłam dziś na wypowiedzi żyjących tzw. Wyklętych i pojawiły się pewne wątpliwości. Na mój rozum 'leśni' po wojnie musieli być w sile wieku /sądząc chociażby  po publikowanych zdjęciach/, w ostateczności mogli być nastolatkami /bliżej 20-tki/, czyli obecnie mieliby po 90 kilka lat... Albo się tak dziarsko trzymają jak na swoje lata, albo mi się coś matematycznie pomyliło.

No i nadawanie stopni osobom nieżyjącym wydaje mi się jakieś dziwne /podobnie zresztą jak degradowanie innych- też nieżyjących/.

Coraz częściej dziwię się różnym rzeczom.

20:45, babciabezmohera
Link Komentarze (13) »
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm