RSS
wtorek, 17 kwietnia 2018
Dzień jak co dzień

Utknęłam w kryminałach. Bardzo to dziwne, bo miałam wieloletni okres niechęci do tego typu literatury.

Tym razem sama siebie nie poznaję: włażę po uszy w najstraszliwsze morderstwa, przyglądam się nieboszczykom i ich pokancerowanym ciałom i śledzę z uwagą posuwające się do przodu śledztwa.

Na tapecie mam Camillę Lackberg i kolejną powieść z jej kryminalnej sagi o Fjallbace. Przyznam, że dwie rzeczy są dla mnie fascynujące: niebywała wyobraźnia autorki i ciekawość, ilu jeszcze mieszkańców tej niewielkiej szwedzkiej miejscowości uda się przenieść autorce śmiercią gwałtowną w zaświaty tak, aby Fjallbacka całkiem się nie wyludniła.

Ale czyta się dobrze. Średnio grubawą książkę łykam w dwa dni.

Chyba zacznę kochać kryminały... ;)))

12:03, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
piątek, 13 kwietnia 2018
Zdziwienia

Umówiłyśmy się z H. na ponowne odwiedzenie Muzeum Polin. Przede wszystkim nowa wystawa a dalej - jak czas i zmęczenie pozwoli.

Zaczęłam od Dworca Gdańskiego. Nie mogłam być w rocznicę marca, ale przynajmniej wiedziałam już, gdzie szukać tablicy.

Pierwsze zdziwienie: jak to się stało, że nie wiedziałam o wmurowaniu tej tablicy. Drugie, że taka mała, nie rzucająca się w oczy i wmurowana dopiero po trzydziestu latach.

 Ale cieszę się, że ją zlokalizowałam, że czasem zatrzymam się w tym miejscu.

Z Placu Bankowego ruszyłam na piechotę i... trafiłam na ciekawostkę przyrodniczą: drzewo z konarami na ziemi. Pod wpływem własnego ciężaru? Tak to wyglądało.

 

Jak dla mnie- widok był zjawiskowy!

Miałam chwilę czasu, bo dotarłam pierwsza a H. była jeszcze w drodze. Zajrzałam do namiotu obok muzeum. W środku ekran, wyświetlany jest jakiś film. Rzut oka na ścianę frontową- wystawa prac. Nie dopytałam o rodzaj prac, nie chciałam przeszkadzać, zresztą weszłam tu tylko na chwilę. Może potem, zobaczymy...

Ale gdy stanęłam przy tym zdjęciu, obrazie, fotomontażu (?), nie mogłam odejść- wrażenie było piorunujące. Nie chcę pisać o swoich odczuciach, skojarzeniach... Mam wrażenie, że w ten sposób coś ważnego bym straciła...

No i wystawa. Zdjęcia, artykuły, fragment filmu. przemówienie Gomułki, relacje wyjeżdżających i tych, którzy z takich czy innych powodów wyjechać nie mogli, nie chcieli...

Powrót do tamtych strasznych lat- i kolejne zdziwienie: czemu o tamtych czasach tak mało wiem?...

Młodzi, którym nie było wszystko jedno...

Ja też wtedy byłam młoda a przecież wypadki marcowe przeszły jakby obok mnie. Miałam małe dziecko, byłam całkowicie na nim skupiona. Może dlatego...

I kolejne zdziwienie.  Nie przypuszczałam, że tak bardzo uaktywni się południe Polski. To było dla mnie duże zaskoczenie. Z buntem kojarzyłam przede wszystkim centralną Polskę...

Jeszcze hasła. To o prasie wydało mi się dosyć uwspółcześnione...

Przysiadłyśmy przy stoliku, żeby pogadkować, spróbować koszernych specjałów. Baaardzo słodkie!

***

Dziś w gazecie przeglądałam rozpiskę wydarzeń kulturalnych na następny tydzień.  ...Upamiętnienie dramatu matek, które oddały swoje dzieci na aryjską stronę...  I znowu brak tchu: jest nadzieja ale i potworny lęk, i kompletny brak pewności- horror!! Przez moment poczułam tę mieszaninę uczuć... i nie chciałabym tego poczuć nigdy więcej!  NIGDY!!!

 

18:10, babciabezmohera
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 09 kwietnia 2018
Tekst sprzed 8 lat

Najprawdopodobniej wzięłam ten tekst z demotywatorów, albo mi ktoś e-mailem podesłał- nie pamiętam. Wersję skróconą typu: jak dojść do Placu Kaczyńskiego?  stosunkowo niedawno widziałam, ale nie ściągnęłam jej a teraz już nie udało mi się odszukać. ;(


"SZLAKIEM LECHA-stronka Artura

Krakowskie Przedmieście za 10 lat…

Nie wiecie, jak się skończy spór o krzyż smoleński? To przeczytajcie, jak zapewne będą wyglądać wycieczki po Pałacu Prezydenckim za 10 lat.
Warszawa, rok 2020. Wycieczka szkolna uczniów szkoły podstawowej zwiedza stolicę.
- Uwaga, dzieci, dochodzimy do ulicy Lecha Kaczyńskiego, która przez wiele lat była nazywana Krakowskim Przedmieściem - mówi pani nauczycielka.
- Jak to? Przecież przed chwilą byliśmy na ulicy Lecha Kaczyńskiego!
- Oj, Piotrusiu, znowu nie uważałeś. To nie była ulica, tylko aleja, i nie Lecha Kaczyńskiego, tylko Prezydenta Kaczyńskiego.
- Psze pani, a co to za budynek?
- To Sanktuarium Lecha Kaczyńskiego Jedynego Prezydenta IV RP, dawniej był to Pałac Prezydencki. Chciałabym wam zwrócić uwagę na stojące przy bramie krzyże. Wiecie skąd się wzięły?
- Kogoś tu ukrzyżowali?
- Nie, Wojtusiu. No jak to? Nie wiecie?
- Nie wiemy, psze pani.
- No przecież macie w tygodniu po 5 lekcji z historii życia Lecha Kaczyńskiego.
- No tak, ale w podstawówce przerabia się tylko młodzieńcze lata Kaczyńskiego, ostatnio mieliśmy lekcje o Pierwszej Komunii pana prezydenta.
- Jak to młodzieńcze lata? A reszta?
- Resztę żywota Lecha Kaczyńskiego przerabia się dopiero w gimnazjum i liceum, psze pani.
- Aaaa, chyba, że tak. No więc słuchajcie, drogie dzieci. Ten wielki krzyż postawiono tu po śmierci pana prezydenta, aby oddać cześć jego pamięci i przez długie lata toczono walki, aby mógł tu pozostać. Na szczęście teraz może tu stać i nikt go nie zabierze.
- Psze pani, a można sobie przy nim zrobić zdjęcie?
- Można Martynko, ale uważaj, aby go nie dotknąć, bo jest na nim metalowa siatka, która jest pod wysokim napięciem. To takie zabezpieczenie, gdyby ktoś próbował zabrać stąd krzyż.
- A ten mniejszy krzyż to skąd?
- Ten mniejszy postawiono, aby uczcić pamięć tych, którzy bronili tego dużego krzyża.
- Psze pani, a wejdziemy do środka pałacu?
- Niestety, nie możemy, bo właśnie jest w nim remont. Włoscy malarze malują olbrzymi fresk na suficie.
- Psze pani, a co to jest fresk?
- Takie malowidło na suficie, widzieliście przecież fresk w Kaplicy Sykstyńskiej.
- Ja nie widziałem.
- Jak to, Wojtusiu? Nie byłeś z nami rok temu na wycieczce Śladami Wielkiego Męża Stanu - misje zagraniczne Lecha Kaczyńskiego?
- Nie, bo byłem wtedy chory.
- A, psze pani, a co będzie na tym fresku namalowane?
- Arcydzieło, moje drogie dzieci. Będzie na nim przedstawione jak Bóg przekazuje Lechowi Kaczyńskiemu berło i koronę, aby zaprowadził porządek na Ziemi.
- Oj, to szkoda, że nie można wejść do środka i zobaczyć.
- Mówi się trudno, ale możemy obejrzeć pałac, to znaczy sanktuarium z zewnątrz, też jest co oglądać.
- Ooo, a co to są za tablice?
- To 14 stacji przedstawiających mękę Lecha Kaczyńskiego, jaką przeszedł w czasie swojego życia.
- "Stacja 7 - Lech Kaczyński kłóci się z Donaldem Tuskiem o krzesło w Brukseli po raz drugi" - fajne!
- A patrzcie tu: "Lech Kaczyński przez Niemców kartoflem nazwany"!
- No już starczy, musimy iść dalej - mamy jeszcze tyle do zobaczenie w Warszawie.
- O kurcze! Patrzcie to! Co to za wielkie bryły, psze pani?
- Oj, Piotrusiu, przecież widać, że to buty.
- A po co ktoś postawił taki wielki pomnik butom?
- To nie jest pomnik butów, tylko pierwszy element budowanego pomnika Lecha Kaczyńskiego. Na razie zrobili mu tylko buty, ale cały czas budują resztę postaci.
- Ale psze pani, ten pomnik będzie tak wielki, że jego głowy w ogóle nie będzie widać z ziemi!
- No, w Warszawie na pewno nie da się zobaczyć twarzy pana prezydenta, ale za to z Moskwy jego srogie spojrzenie będzie widoczne doskonale..."

 

No proszę- wizjoner jakiś czy co? Bo wystarczyło 8 lat, by place , ulice, skwery i inne ozdobiły się pomnikami, tablicami i oczywiście zmianami nazw nie tylko na brata prezesa - Lecha Kaczyńskiego ale i mamy /też gdzieś ma swoją ulicę!/.

Jutro na Placu Piłsudskiego odsłaniają schody- kolejny architektoniczny pomnik -koszmarek i pewnie teraz tam prezes będzie dochodził. Po sondażowych spadkach jedynie słusznej partii może wreszcie do niego dotarło, że obstawione policją i barierkami miesiączki  na Krakowskim  Przedmieściu zbyt dużo jednak kosztują?...I suwerenowi może przestać się to w końcu podobać?... Ano, zobaczymy.

 



22:06, babciabezmohera
Link Komentarze (6) »
piątek, 06 kwietnia 2018
Zawierucha

Prezes wpadł w panikę i takie duby smalone plecie, że wydaje się to wręcz niewiarygodne! Najpierw podpuszcza "naszą Beatkę", potem się wszystkiego w żywy kamień wypiera i to wszystko w obrębie kilku dni, więc niemożliwe, żeby suweren zdążył zapomnieć. Zresztą dowody są w autoryzowanym wywiadzie- tym samym znowu wypływa do wierzchu butne przekonanie, że "ciemny lud to kupi!". A jak nie kupi, panie prezesie, to co?... ;)

Jest takie piękne powiedzonko: "Dopóty dzban wodę nosi, dopóki się ucho nie urwie". Mam wrażenie, że uchwyt tego dzbana jest już mocno zarysowany.

Prezes wymyślił sobie, że jak każe pozwracać wielotysięczne nagrody a przy okazji przejedzie się po opozycji i samorządowcach, to wróci do łask swoich wyborców. Może tak, może nie, ale cnotę to się już straciło- prawda, panie prezesie?... Pokora tylko w gębie to trochę za mało jednak!

Nawiasem mówiąc - może by tak zacząć od siebie i zrezygnować np z ochrony osobistej, która się zwykłemu posłowi za cholerę nie należy, może zrezygnować z wielotysięcznej obstawy policyjnej, barierek i anektowania kolejnych warszawskich miejsc- grabieży przestrzeni wspólnej?...

No to ze szczerą dedykacją- do przemyślenia:

11:15, babciabezmohera
Link Komentarze (13) »
piątek, 30 marca 2018
Niech...

Niech te Święta będą dla Was tak urocze, sympatyczne i cieplutkie jak te kurczaczki. Najlepszego Wszystkim! Zdrowia, spokoju, wiary w niedaleki powrót normalności! Radosnych Świąt! :))

12:43, babciabezmohera
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 19 marca 2018
Zastój

Niby powinno się tryskać energią i entuzjazmem, jako że wiosna przez brudne szyby ciekawie do mieszkania zagląda, a tu... jakieś resztki zimowego rozmamłania, trudne do pokonania lenistwo, niechęć...

Zadzwoniłam dziś do kolegi z ogólniaka. Imieninowo. Numer nieaktywny czy jakoś tam. Może usiłowałam dzwonić do nieobecnego?... Miał raka prostaty, nie ukrywał tego, ostatnio mówił o wznowie...

Ja wiem, że moja półka jest na odchodnym i całkiem sporo nas jest po tamtej stronie, ale chociaż staram się przyjmować to jako naturalną kolej rzeczy, to przecież każde następne odejście jest dla mnie trudne do zaakceptowania.

No cóż. Poczekam do świąt. Jeśli nie zadzwoni z życzeniami /a zawsze był w tej materii bardzo akuratny i dodatkowo chyba mnie lubił.../, to będzie znaczyło, że nie ma go między nami. Smutne! I chociaż mogę sobie powtarzać, że życie w którymś momencie dla każdego się skończy i że po prostu taki jest porządek świata i życia, to jednak  poczucie przygnębienia i tak pozostanie...

20:49, babciabezmohera
Link Komentarze (15) »
wtorek, 13 marca 2018
Ciekawe, czy zdążymy przed mrozem...

Przyznam, że zapadłam w mentalny letarg. Nic mi się nie chce.

Niedługo minie tydzień, jak wysiadł nam piec CO. Ściągnąć fachowca na już- graniczy z cudem! :( Zdobyliśmy telefon takiego "godnego zaufania", po czym tenże fachman obiecał przyjechać za dwa dni. No trudno. Trafiło akurat na wyjątkowe ocieplenie, to może chałupa tak od razu się nie wyziębi- przetrwamy. Czekaliśmy cierpliwie, doraźnie dogrzewając olejakiem, po czym fachman przestał odbierać telefony, nie racząc nawet powiedzieć tradycyjnego: pocałujcie mnie w...

Czas ucieka, dom się wyziębia, trzeba szukać następnego.

Udało się. Obiecał przyjechać w niedzielę. W NIEDZIELĘ?!!! Może usłyszał w głosie rozpacz?... Ale jednak w niedzielę nie przyjechał. Przyjedzie w poniedziałek rano. Oczywiście w domu jest coraz chłodniej, mimo że staramy się dodatkowo podgrzewać. Poniedziałek rano okazał się godziną +/- 15.00, ale faktycznie pan przyjechał.

Obejrzał piec, oczyścił go na miarę możliwości i orzekł, że trupa reanimować się nie da. To znaczy dać się da, ale przy wymianie iluś tam zużytych elementów koszt naprawy byłby całkiem okazały a piec nadal byłby starociem.

W gruncie rzeczy byliśmy przygotowani na taką diagnozę, bo piec dobrze nam służył przez kilkanaście lat a w końcu nic nie jest wieczne. Umówiliśmy się na montaż nowego.  Ma być w czwartek. Pan od gazu coś tam pomajstrował  przy starym piecu i powiedział, że może grzać do środy, ale równie dobrze może przestać grzać za godzinę- on żadnej gwarancji dać na to nie może. Ale kaloryfery zrobiły się gorące a temperatura w domu się podniosła.

Niestety, długo tego szczęścia nie było. Wieczorem piec przestał grzać.

Teraz cierpliwie czekamy na zamontowanie nowego pieca. Idzie fala mrozów. Mam nadzieję, że zdążymy. Dogrzewamy olejakiem , kominkiem, czym się da. Jakoś da się wytrzymać, ale mrozów się boję...

21:31, babciabezmohera
Link Komentarze (17) »
czwartek, 08 marca 2018
Tak bardzo chciałam!

Nie wyszło!

Teatr Żydowski i Fundacja Shalom zapraszają na spotkanie pod tablicą na Dworcu Gdańskim upamiętniającą tych, którzy wyjechali. Tablica z cytatem Henryka Grynberga „Tu więcej zostawili po sobie niż mieli” została odsłonięta przez Fundację Shalom w 1998 roku, od tego czasu corocznie 8 marca pod tablicą spotykają się emigranci marcowi i wszyscy, dla których ważne są dramatyczne wydarzenia.

Po spotkaniu na Dworcu Gdańskim, który przez lata nabrał symbolicznego wymiaru, przypominając wszystkie dworce, z których emigranci marcowi opuszczali Polskę, odbędzie się spektakl plenerowy „Spakowani, czyli skrócona historia o tym, kto czego nie zabrał” w reżyserii i według scenariusza Agaty Dudy-Gracz. Będzie on sumą przerwanych historii. Opowieścią o tym, co tak naprawdę traci człowiek tracąc drugiego człowieka. I o tym, czego nie da się ze sobą zabrać.

----------------------------------------------/ zdjęcie i tekst wzięte ze strony Teatru Żydowskiego/



Znowu w domu choroba. Wyskoczyła znienacka. Wygląda na nawrót wirusówki. Tym samym, chociaż już byłam umówiona z H. na spotkanie i wspólne uczestnictwo w spektaklu, musiałam zrezygnować. Żałuję bardzo, ale trudno! Tak bywa. Już sobie obiecałam, że pojadę tam, jak tylko będę mogła, w najbliższym możliwym terminie.

09:37, babciabezmohera
Link Komentarze (13) »
piątek, 02 marca 2018
Przedobrzyłam.

Mam w domu sporo kwiatów. Jakaś okazja - buch kolejna doniczka na parapet.   To i się trochę nazbierało przez lata.

Dogaduję się ze swoimi kwiatami w bardzo prosty sposób: informuję je, że jestem, jaka jestem a pamięć mam, jaką mam i albo zaakceptują nieregularne podlewanie, albo wylądują na kompoście. Ponieważ jest to tzw. propozycja nie do odrzucenia, to kwiaty przyjęły ją bez szemrania i jakoś się wspólnie do siebie przyzwyczailiśmy.

Przyznam, że mam  trzy kwiaty, na których mi szczególnie zależy, bo wiążą się z pamięcią bliskich mi a już nieobecnych osób i są ze mną od wielu, wielu lat. Jednym z tych kwiatów jest choja.

Miałam z nią trochę nieporozumień, ale ostatecznie się dogadałyśmy, wylądowała w miejscu, które jej pasowało i rosła jak szalona- nawet zaczęła kwitnąć. Do czasu. W tym roku zaczęła gubić liście i zrobiła się już mocno przejrzysta. Zachodziłam w głowę, co mogło jej zaszkodzić. Wykluczyłam wszystkie możliwości i wyszło mi, że może należałoby podkarmić ją jakimś naturalnym nawozem. Kupiłam bio-humus i przy okazji pogadkowałam z panią w kwiaciarni. Wypytała o objawy, wyciągnęła książkę o pielęgnacji kwiatów i wyszło, że mogłam tę moją choję po prostu przelać. Czyli - dobrymi chęciami... Zbytnia dbałość o kwiat też może mu zaszkodzić. ;(

No, cóż, zobaczymy. Ograniczę znacznie podlewanie i może uda mi się choję uratować przed nadopiekuńczą właścicielką... ;(

16:53, babciabezmohera
Link Komentarze (12) »
środa, 28 lutego 2018
Uwaga na wirusówkę

U mnie w domu przetoczyła się jak burza.

Zaczęło się od wnuczka. Najprawdopodobniej przywlókł ją z przedszkola.

A potem już poszło po całości. Ja byłam na końcu. I nie wiem: albo choroba straciła moc, albo ja się częściowo uodporniłam /parę lat temu przechorowałam bardzo mocno/, w każdym razie zostałam najwyraźniej potraktowana bardzo ulgowo - skończyło się na jednym dniu. Dziś już wszystko w porządku, z czego ogromnie się cieszę.

Unikam skupisk ludzkich, bo na powtórkę najmniejszej ochoty nie mam.

15:51, babciabezmohera
Link Komentarze (7) »
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm