RSS
wtorek, 02 maja 2017
Chyba obejrzę jeszcze raz...

Czasem człowiek uprzedzi się do czegoś/kogoś, nie wgłębiając się w istotę- trochę na zasadzie: tak bo tak! Tak miałam z Szumowską. Obejrzałam jej  "33 sceny z życia" i miałam dość. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że usiłowałam przewalczyć i zaczęłam oglądać "Sponsoring". Przerwałam po kilku scenach. Nie jestem delikatną mimozą a przecież poczułam się ogromnie zbrzydzona wulgarnością samego początku -może błąd, może trzeba było obejrzeć film w całości, żeby sobie wyrobić sensowną opinię... Nie dałam rady a niechęć do Szumowskiej tylko się utrwaliła. Obiecałam sobie, że żadnego jej filmu więcej.

I danego sobie słowa nie dotrzymałam.

W jakimś babskim piśmie jako dodatek był film "Body/ciało" a i cena całości nad wyraz przystępna, więc kupiłam. Trochę poleżał, ale wczoraj zaczęłam oglądać, z założeniem, że w każdej chwili oglądanie mogę przerwać. Obejrzałam do końca. Skończyłam z lekka ogłupiała, ale z poczuciem, że nie był to czas stracony a problemy tam poruszane mogą być ważne. Zaczęłam szperać i znalazłam:

http://www.film.gildia.pl/filmy/body-cialo/recenzja

Dla mnie to istotna recenzja. Zwróciła moją uwagę na elementy, które w trakcie oglądania przeleciały mimo. Zresztą kreacje trójki bohaterów są niebywałe! Chyba obejrzę ten film jeszcze raz...

10:12, babciabezmohera
Link Komentarze (9) »
niedziela, 30 kwietnia 2017
Kibicowanie

Czasem niejako z konieczności rzucam okiem na wyścigi rowerowe Tour de coś tam i nieodmiennie białej gorączki dostaję obserwując zachowania kibiców. Biegną równolegle z zawodnikiem, machają flagami- różnej wielkości zresztą, czasem wybiegają niemal do środka jezdni.

Zastanawiam się nad obowiązkami organizatorów, bo to co się dzieje, jest zwyczajnie niebezpieczne! Rowerzysta, zamiast skupiać się na swojej jeździe, musi jeszcze uważać, żeby nie potrącić kibicującego mu barana i samemu nie ulec wypadkowi.  Przepraszam za dobitne określenie, ale trzeba mieć jakieś ubytki w mózgu, żeby się tak nieodpowiedzialnie zachowywać!

O pseudokibicach piłkarskich wolę nie pisać, bo boję się, że na dobitnych określeniach by się nie skończyło...

Szlachetny sport jest piękny, kibicowanie- niekoniecznie!;((

16:45, babciabezmohera
Link Komentarze (5) »
środa, 26 kwietnia 2017
Warto obejrzeć

Kilka dni temu w PKiN, na IV piętrze otwarto wystawę 'Dali kontra Warhol'. Chcemy obejrzeć? Jasne. No to idziemy.

Bilety drogie- 35 zeta za ulgowy to jednak dość dużo jak na emerycką kieszeń, ale warto było. Na pocieszenie dodam, że zwiedzanie może być z przewodnikiem, z czego chętnie z H. skorzystałyśmy i byłyśmy z tej decyzji ogromnie zadowolone. Młody, sympatyczny chłopak dużo i ciekawie opowiadał, przy czym  zwracał  uwagę na takie detale, które przy samodzielnym zwiedzaniu z pewnością by umknęły.

Wchodzimy przez przezroczystą plastikową bramę z banknotami po obu bokach i na górze. Ważne miejsca z życia obu artystów to rodzaj korytarza, który prowadzi do pewnych tematycznych pomieszczeń.

Zbiory obejmują różne dziedziny twórczości.

Obrazy.

Projekt butelki w kształcie ust, projekty okładek płyt analogowych, sitodruki...

Chyba nie ma potrzeby przedstawiać?...

Dali i Gala- jego muza i partnerka, mająca ogromny wpływ na twórczość artysty.

Wreszcie- z krabem na głowie...

Już z tej prezentacji można się domyśleć, że Warhol zrobił na mnie dużo mniejsze wrażenie. Puszki zupy pomidorowej i powtarzalność jako cecha charakterystyczna do mnie niekoniecznie przemawiają, natomiast niesamowite wizje Dalego, jego lęki i obsesje uwiecznione w twórczości poruszają wyobraźnię widza, moją wyobraźnię.

Po obejrzeniu wystawy z przewodnikiem, posnułyśmy się jeszcze z H. od jednego dzieła do drugiego, żeby utrwalić wrażenia, żeby się do końca nasycić.

Bardzo interesująca wystawa!

15:42, babciabezmohera
Link Komentarze (5) »
piątek, 21 kwietnia 2017
Na rozpęd.

Potrzebowałam tego kopniaka i przyjacielskiego nawrzeszczenia.;( Gdyby nie to, jeszcze nieprędko zmobilizowałabym się do powrotu na blog. O czymkolwiek bym nie pomyślała, wszystko wydawało mi się marne, jałowe, bez wyrazu, bez sensu...

Nawiasem mówiąc- nadal mi się takie wydaje, ale przynajmniej doszedł bodziec, że niezależnie od tego, czy pisanie ma sens, czy go nie ma, to trochę głupio tak po prostu odejść w niebyt i nawet nie powiedzieć cześć na pożegnanie! ;(

No to jestem. I dalej popiszę jeszcze trochę o różnościach ważnych i nieistotnych, częściej, rzadziej- ale zawsze... To jakby tyle tytułem wyjaśnienia.  No to do! ;))

11:27, babciabezmohera
Link Komentarze (12) »
środa, 12 kwietnia 2017
Chyba potrzebuję urlopu...

A skoro potrzebuję urlopu, to jeszcze tylko wielkanocny uśmiech z buziakami i szczerymi życzeniami dobra wszelakiego dla Wszystkich:

I - do zobaczenia za jakiś czas!

                                                           Niech te Święta miną zdrowo, zgodnie i szczęśliwie!

                                                               WSZYSTKIM WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! :)

13:21, babciabezmohera
Link Komentarze (9) »
niedziela, 02 kwietnia 2017
Biografia a wywiad

Mam w ręku fascynującą rzecz- "Torańska dalej"- wywiady z 18 osobami, dotąd nie publikowane. Czytam je trochę tak, jak bym czytała własny pamiętnik- wspomnienia sprzed lat. A jednocześnie- jakby rozmowa ta czy inna dotyczyła czasów dzisiejszych. Przedziwne rozdwojenie a jednocześnie w jakimś sensie zlanie się  zachowań, reakcji, politycznych posunięć, ambicji, charakterów...

Z jednej strony potworny pesymizm, że wciąż powtarzane są stare błędy, z drugiej- nuta optymizmu, że skoro ta kotłowanina co jakiś czas jest Polakom przypisywana, to i z tej ostatniej- wcześniej czy później- przecież się wydostaniemy.

I jeszcze jedno: jako całość jesteśmy trudni do strawienia, natomiast jesteśmy bogaci w genialne jednostki. Ubywa ich- to prawda, ale wierzę, że pojawią się następne... Zawsze się pojawiają!

***

Nie przepadam za biografiami. Przede wszystkim z dwóch powodów: jakkolwiek by to dziwnie nie zabrzmiało- biografia ma w sobie coś z donosu, inwigilowania cudzego życia, szperania po archiwach, po ludziach, aby wydobyć jeszcze coś i jeszcze coś, żeby było czym czytelnika zainteresować. Ja wiem, że mój ogląd nie jest sprawiedliwy, że bywają /pewnie większość/ biografie obiektywne, wartościowe, które przybliżają przedstawianą postać. Ale we mnie pozostaje pewna niechęć do podglądactwa przez dziurkę od klucza. /Zresztą podobnie mam z listami do.../ Drugi powód to taki, że na ogół już przed połową ginę w szczegółach, koligacjach i czasach, w których coś się działo. Przestaję ogarniać i czytanie staje się dla mnie przedzieraniem się przez zasieki.

Za to uwielbiam wywiady i nie ma dla mnie znaczenia, czy są do bólu szczere, czy nieco podkolorowane. Ktoś, kto wywiadu udziela, chce się ze mną podzielić sobą, swoim doświadczeniem, swoim życiem- i to jest piękne i budujące.

Jasne, że nie każdy wywiad jest wart czytania, bo co może mi ofiarować Piprztycka czy Trolliński, o których istnieniu nie mam bladego pojęcia.

I to też nie jest pełna prawda o wywiadach, bo dobrze przeprowadzony wywiad pozwala przybliżyć postać dotąd najzupełniej obcą. Krótko mówiąc: wywiad to rodzaj tajemnicy, do której zostałam dopuszczona, to obdarowanie mnie cząsteczką siebie. To prezent. A kto z nas nie lubi prezentów?...;))

10:17, babciabezmohera
Link Komentarze (18) »
niedziela, 26 marca 2017
Pokonałam słabość

Jestem z siebie zadowolona. Pokonałam fizyczną słabość.

Staram się nie zanudzać na blogu chorobowymi przypadłościami, ale tym razem robię odstępstwo, choćby z tego względu, że zapanowałam nad buntem własnego organizmu. Każdy, kto doświadczył bólu kręgosłupa, wie, że człowiek robi się bezradny jak niemowlę. Trudno się przed tym dziadostwem ustrzec i nie sposób przewidzieć, kiedy dopadnie. Już się nauczyłam  rozpoznawać pierwsze objawy i kiedy jeszcze ból jest ledwie zauważalny, można z nim wojować  maściami czy żelami - na ogół się udaje. Ale nie zawsze.

To na poważnie zaczęło się w czwartek i tym razem rozhuśtało mnie na dobre. Przed samym marszem, na który już byłam umówiona z H. No, nie popuszczę. Wykupiłam rozpuszczalny lek przeciwzapalny i przeciwbólowy- powinno zadziałać. Wzięłam wieczorem i noc była w porządku a rano... z trudem zwlokłam się z łóżka. No przecież zwyczajnie nie dam rady pojechać do Warszawy.  Na TAKI marsz nie pojechać??!!! Niedoczekanie!

Poszłam do lekarza i chociaż nie byłam zapisana, to z bólem zostałam przyjęta. Wyłuszczyłam szczerze, jakie mam plany i że coś z tym fantem muszę zrobić. Dostałam od ręki końską dawkę leku w zastrzyku i receptę na kolejnych pięć- już normalnych, od poniedziałku /sobota i niedziela na tamtym rozpuszczalnym/.

Przyjęty w piątek zastrzyk tak skutecznie postawił mnie na nogi, że byłam na marszu, przeszłam całą trasę i wróciłam do domu rześka i radosna jak skowronek. ;))

No to tradycyjnie kilka wspominkowych zdjęć:

Fotoreporterzy mogą z wysoka ogarnąć rozmiar manifestacji. U mnie tylko nieporadne próby uchwycenia lasu unijnych flag.

Coś, co na każdym marszu robi na mnie wrażenie- łączenie obu flag.

 

Tym razem haseł było niewiele. I chyba dobrze. Bo marsz miał zupełnie inny charakter niż poprzednie. Radosny i uroczysty. W końcu było, nie było- 60-lecie Unii Europejskiej! Jest co świętować!

WOLNY BALKON jak zawsze był wolny, dodatkowo udekorowany teraz barwami UE. Ale i w wielu innych oknach powiewały flagi...

Na murku ustawiony oryginalny napis na parasolkach z cyklu - kocham cię , Europo! Pewnie wrażenie byłoby większe, gdyby udało mi się cały napis ogarnąć na jednym zdjęciu. Niestety, to nie było możliwe!

I dochodzimy do Placu Zamkowego.

Plac się powoli zapełnia. Ludzie ustawiają się do wspólnego zdjęcia. Ja już z tego rezygnuję. Dla mnie pamiątką są moje własne nieporadne fotki. Nie zostaję też na koncert Kuby Sienkiewicza. Zjeżdżam do tramwaju ruchomymi schodami. Wracam do domu. BYŁAM!! jestem szczęśliwa. :))

Złapałam tylko trochę kataru, ale z tym to już da się żyć! ;)))

19:48, babciabezmohera
Link Komentarze (16) »
czwartek, 16 marca 2017
Brak mi słów...

12:38, babciabezmohera
Link Komentarze (9) »
wtorek, 14 marca 2017
Średnio udany eksperyment.

Kto czasem tutaj zagląda, wie, że marna ze mnie gospodyni, bo wcale tego nie ukrywam. Dobrze wychodzą mi wigilijne pierogi, pasztet i schabowe. Żadnych niezwykłości nie próbuję robić, po prostu i zwyczajnie nigdy nie realizowałam się w gotowaniu- nie lubię kucharzyć, i tyle!

Pasztet robię dość często, bo nie ma specjalnych amatorów na gotowane mięso z zupy, ale powoli odpadają również amatorzy na pasztet, bo ile go w końcu można jeść?!... No i gdy pojawiła się kolejna porcja gotowanego mięsa, powiedziałam: dość! Przekręciłam przez maszynkę, dodałam szpinaku, przypraw, przesmażyłam i zrobiłam placki nadziewane tym eksperymentalnym farszem. Zawrotu głowy z zachwytu nikt nie dostał, ale jakoś się zjadło. Farszu zostało jednak tak dużo, że reszta poszła w pierogi.

Kiedyś to w końcu zmordujemy... Chyba za kiepsko doprawiłam farsz. Był za mało wyrazisty. Ale przynajmniej na pasztet będzie mniej mięsa! ;))

13:13, babciabezmohera
Link Komentarze (11) »
piątek, 10 marca 2017
A na serio

Miłego dnia wszystkim i dużo dobrej nadziei!! :)

15:43, babciabezmohera
Link Komentarze (7) »
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm