RSS
poniedziałek, 13 lutego 2017
Na razie bez zastrzeżeń

Tfu, tfu- nie zapeszyć, ale- jak dotąd- realizuję wszystkie swoje lutowe plany. Oglądałam film dokumentalny o kobiecej /głównie/ aktywności w wieku mocno dojrzałym w trakcie spotkania z paniami, które taką aktywnością właśnie się cieszą. Baaardzo sympatyczny wieczór!

Byłam też na pierwszym brydżowym spotkaniu. Poszłam z duszą na ramieniu, bo w brydża nie grałam ...dzieści lat, a i wtedy, kiedy grałam nie byłam zbyt dobrym graczem i grałam głównie intuicyjnie. Do niepokoju można jeszcze dołączyć  starcze zapominanie- i będzie komplet!

Okazuje się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują, że całkiem sporo jeszcze pamiętam i radzę sobie z rozgrywką zupełnie przyzwoicie. Z wrażenia ręce latały mi jak przy Parkinsonie- i po co?... wcale nie było powodu! ;)

Chyba zaczęłam wierzyć, że dam sobie radę i mogę całkiem przyjemnie spędzać czas raz czy dwa razy w tygodniu.

P.s.

W sobotę obejrzałam film "Moje córki krowy". Z nóg mnie nie zwalił, ale obejrzałam z zainteresowaniem. Zdziwiło mnie tylko, że zaanonsowany został jako komediodramat, bo jako żywo nie zauważyłam ani jednej komediowej sceny.

I rzecz, której się konsekwentnie czepiam w polskich filmach to niechlujna dykcja. Może równoległe napisy sprawiłyby, że odbiór byłby lepszy? Tak tylko plotę- przecież wiem, że to nierealne!

21:44, babciabezmohera
Link Komentarze (8) »
niedziela, 12 lutego 2017
Wypić do dna dany nam czas, czyli: MOCAK

Trzecia i ostatnia relacja z pobytu w Krakowie. Proszę uzbroić się w cierpliwość, bo będzie sporo zdjęć. ;)

Już jadąc do Krakowa planowałyśmy, że co jak co ale MOCAK trzeba zobaczyć i powrót do Warszawy zaplanowałyśmy na godziny popołudniowe.

Architektura przyciągająca spojrzenie. Nie tylko ta zewnętrzna. Wnętrzem rządzi przestrzeń.

Po raz pierwszy zobaczyłam podłogę ze szklanych tafli.Powiedziałam - zobaczyłam, bo choć wydawała się całkowicie bezpieczna, nie miałam odwagi na nią wejść.

A tak widać z dołu.

Przymierzałam się, żeby oprowadzić po wystawach, pomądrzyć się trochę ale- zrezygnowałam. Ani nie mam tyle wiedzy, ani tyle umiejętności przekazu, żeby to zrobić w interesujący sposób, toteż ograniczę się do tego, co na mnie zrobiło duże wrażenie- i nawet nie będzie to kącik 'Warhol by Lupa'. Z góry przepraszam za chaos, bo wyrywam dzieła z różnych wystaw różnych autorów, bardziej skupiając się na tematyce ekspozycji.

Różnorodność kompozycji:

Odniosłam wrażenie, że wiele dzieł przesyconych jest drapieżnością ludzkich postaw, bezgłośnym krzykiem przeciw okrucieństwu i obojętności wobec tego okrucieństwa.

Ta część wystawy z dodatkową pryzmą butów w kącie, podobnie zresztą jak przepiękny dywan utkany z ludzkich włosów- jako żywo skojarzył mi się z Oświęcimiem.

Ta ekspozycja wydaje się neutralna i niewinna, ale... W miseczkach są kolory farb z miejsc masowych morderstw, zagłady ludzi- Srebrnica...Rwanda...Grozny... Byliśmy tam, obtarliśmy ręce jak Piłat, ubrudzeni tym kolorem a udajemy, że nas nie było. Ludzkość zamknęła oczy na cierpienia, ale zostały w gablotach ślady na szmatach z tamtych miejsc, więc nie odwracajcie się tyłem i nie  mówcie, że was przy tym nie było...

To jakby kwintesencja ludzkiego dualizmu: agresja i łagodność... która część bardziej do mnie pasuje?... jednak groźnego psa. Nie wiem, czy odczytałam wymowę dzieła zgodnie z intencją twórcy. A może przybieramy różne twarze wobec różnych sytuacji?...

***

Nie sposób przedstawić wszystkich wystawionych dzieł, nie sposób podzielić się doznaniami, w każdym razie muzeum zostanie ze mną na długo i niewątpliwie zechcę je kiedyś jeszcze odwiedzić.

Na ulicy szereg zmotoryzowanych "dorożek" do zwiedzania Krakowa. Pewnie warto, bo jest co zwiedzać a mieszkańcy Krakowa to kulturalni, otwarci ludzie.

Nam już, niestety, na takie zwiedzanie czasu zabrakło. Może kiedyś?...

16:12, babciabezmohera
Link Komentarze (11) »
sobota, 11 lutego 2017
Koncert

Cd relacji:

Żeby płynnie przejść od kosmicznych doznań do koncertu, powiem o formie poruszania się po mieście. Oczywiście aplikacja internetowa, firma UBER. Usiłowałam zrozumieć, jak możliwe jest znalezienie się nawzajem kierowcy i zamawiającego pasażera, w dodatku w ogromnym tłumie innych ludzi, przy czym nie zauważyłam żadnego wyraźnego oznakowania samochodu. Córka usiłowała mi przybliżyć, jak to działa. Z bólem stwierdzam, że jednak nie dotarło i nadal pozostaje dla mnie głęboką tajemnicą. ;(

Samochód podjechał, wsiadłyśmy i jedziemy. Poczułam niepokój:- Nie mówisz panu, dokąd? -Pan już wie.-odpowiedziała córka. Rzeczywiście wiedział. Wysadził nas przy dogodnym dojściu do TAURON ARENA. Zapłaty też nie było- wszystko drogą elektroniczną! /Ja już na co dzień nie odnalazłabym się w tym świecie!/

Miejsca mamy na płycie stadionu.

Po wejściu wrażenie ogromne- jak rzut oka w studnię. Przyznam, że zakręciło mi się w głowie. Zeszłyśmy w dół, odszukałyśmy swoje miejsca i był jeszcze czas na rozejrzenie się po wnętrzu. Widzowie powoli się schodzili.

Po bokach sceny, u góry, dwa telebimy, na których będą pojawiać się napisy- tytuły utworów i filmy, z których pochodzą. Będą też rzuty oka na fragmenty orkiestry, solistkę no i oczywiście kompozytora i dyrygenta w jednej osobie- bo sam Ennio Morricone dyryguje orkiestrą i chórem.

Jest już starym człowiekiem- to 60-lecie jego pracy twórczej!- zmęczony i schorowany. Taki koncert to dla niego ogromny wysiłek a przecież daje radę. Jedyne ustępstwo, na które sobie pozwala, to dyrygowanie na siedząco. Jestem pełna bezbrzeżnego podziwu, że ogarnia ten ogrom ludzi na scenie, że panuje nad każdą nutą...

Już za chwilę rozpocznie się koncert. Na scenie przygotowania- chór i orkiestra. Już. Wchodzi dyrygent. Brawa.

Nie jestem mocna w pisemnym przekazywaniu emocji. Nie odważę się ich odtwarzać. Powiem jedynie, że kiedy kątem oka  zauważyłam łzy na twarzy córki, ja miałam w gardle potężną gulę a ciarki chodziły mi po plecach. Muzyka to niesamowita moc! To coś , co porywa, unosi, dodaje skrzydeł, sprawia, że my znikamy a jest, króluje tylko ona- muzyka! I w takiej niebywałej przestrzeni ona zagarnia wszystko!

Piękny koncert! I tak niewiele tych znanych i lubianych melodii /ja znałam tylko muzykę do Misji, Kino Paradiso i któregoś filmu Sergio Leone, reszta- dla mnie całkowita nowość!/ a przecież każda kolejna porywała, brała słuchaczy we władanie, niosła w przestworza...

Ale wszystko musi się kiedyś skończyć. Owacje na stojąco, potrójne bisy i ciągle jeszcze poczucie niedosytu, żal, że to już...

Stadion pustoszeje. Potężna fala ludzi wylewa się na zewnątrz. UBER jakimś nadzmysłem wyszukuje nas w tym mrowiu ludzkim, wracamy do hotelu.

I bardziej nawet dla siebie, dla powspominania- trochę tej niebywałej muzyki.

12:30, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
piątek, 10 lutego 2017
Przerzucona w inny świat...

Żeby nie było, że mam pretensje do bycia światowcem, powiem, że uważam się za dość skromną i niewiele oczekującą od życia osobę, toteż prezent, który otrzymałam, był dla mnie szokiem niemal kosmicznym.

Dla jasności: był to prezent dla mnie i dla męża od trojga naszych dzieci dla zaakcentowania wagi wydarzenia, tj. okrągłej i dość wyraźnej rocznicy ślubu. Nie powiem której, bo i tak wiadomo, że skoro babcia, to rocznica nie może być 15-ta ani nawet dwudziesta. ;)))

Otóż dzieci szarpnęły się niebagatelnie, bo zafundowały nam przejazd Pendolino do Krakowa na koncert Ennio Morricone, z noclegiem w przyzwoitym hotelu.

Dodam jeszcze tylko, że z racji zdrowotnych mój małżonek zrezygnował z wyjazdu na rzecz córci, co obie przyjęłyśmy bez szczególnego protestowania.;) I tyle byłoby tytułem wstępu. Dodam jeszcze tylko, że relację podzielę na 3 części: podróż i zakwaterowanie, koncert i krakowski MOCAK.

Zapraszam.

Pociągu z zewnątrz nie fotografowałam, bo sylwetka jest znana. Pierwsze wrażenie ze środka- trochę jak w samolocie, może tylko więcej udogodnień: rozkładane stoliczki do laptopa czy posiłków, lampka między fotelami, dająca światło z góry, nisko między fotelami gniazdka do ładowania telefonów czy laptopów. Na górnych monitorach powtarzające się informacje, reklamy.

Pociąg płynie. Jest tak cichy, że można nie zauważyć, kiedy rusza ze stacji. 2 godziny 17 minut i jesteśmy na miejscu. Już Kraków.

Niemal naprzeciwko stacji mamy hotel. Wygląda całkiem okazale.

Pokój mamy na V piętrze.

I tu po raz pierwszy doświadczyłam błogosławieństwa bycia z córką, która we współczesności czuje się jak ryba w wodzie! Ja, chociaż całkowicie niekumata nie jestem, najprawdopodobniej siadłabym na podłodze i rozpłakała się w głos! Bo - żadnych kluczy z drewnianą gruszką na kółku; karta magnetyczna, bez której jesteś bezradny jak niemowlak. Z nią pojedziesz windą, ona będzie kluczem szczęścia do wszystkiego.

I tak: otwierasz kartą drzwi pokoju i... zapala się światło! A ciąg dalszy już na tablecie. Dotknięcie takiej czy innej ikony powoduje, że zmieniasz rodzaj oświetlenia, włączasz telewizor /na pół ściany/ etc.

-Pukaj w tablet, bo woda nie leci!- wołam do córki. Okazało się, że pudło i tylko nie pod takim kątem ustawiłam kran. To nie jest hotel dla starych ludzi!- że pozwolę sobie strawestować tytuł filmu. ;) Ale lokum do spania- owszem, owszem!

Mimo pełnego komfortu nie najlepiej spałam. Nie masz to jednak jak we własnych domowych pieleszach.

Motyw na ścianie jest motywem przewodnim tego hotelu. Jest w restauracji, na wykładzinie dywanowej w pokojach i na korytarzach. Zmienna może być tylko kolorystyka, ale jest stonowana i przyjazna dla oczu. Powtarzający się motyw nie męczy a wręcz działa wyciszająco.

Jeszcze rzut oka na hotelową restaurację:

I hotelowy restauracyjny kącik z podusiami, chyba pozostałościami po minionych świętach. Ale psiaki - przesympatyczne!! :)

I tyle na dziś! :))

CDN.

13:23, babciabezmohera
Link Komentarze (12) »
niedziela, 05 lutego 2017
Judy

Punkt pierwszy kulturalnego planu zrealizowany!

Byłam na spektaklu "Judy". W gruncie rzeczy określiłabym go jako monodram, bo chociaż na scenie pojawiają się trzy osoby, to ostatecznie jest to monolog aktorki wcielającej się w postać Judy Garland. Zniszczona, pijana, przygotowuje się do występu i snuje opowieść o swoim tragicznym życiu, przerywając tę opowieść co jakiś czas  piosenką.

Niesamowity wstrząsający przekaz i piękne  sugestywnie śpiewane piosenki /druga osoba prowadzi akompaniament na pianinie/.

Trochę przeszkadzały mi śmiechy na sali w początkowej fazie dramatu, kiedy publiczność nie do końca załapała, że tak naprawdę nie ma się z czego śmiać... Generalnie- mocne wrażenie i bardzo udany wieczór.

21:12, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
czwartek, 02 lutego 2017
Ostre przyspieszenie

Luty zapowiada się dość atrakcyjnie. Zaraz na początku spektakl teatralny w DK na miejscu i wyjazd na koncert, potem spotkanie w klubie i film dokumentalny, w planach wyjazd do Warszawy, spotkanie z H. i film a pod koniec miesiąca znowu spektakl teatralny- tym razem w Warszawie.

Jak na jeden - w dodatku najkrótszy- miesiąc , to całkiem imponujące plany!

                                                    *

Na hortensji pojawiły się malutkie zielone zawiązki liści. Czyżby już wiosna?... No, nie mam nic przeciwko! ;)))

16:22, babciabezmohera
Link Komentarze (13) »
niedziela, 29 stycznia 2017
Jak to drzewiej...

Bardzo sympatyczne nieoczekiwane spotkanie.

Młodzi ludzie, w wieku naszych dzieci, a przecież świetnie nam się rozmawiało! Ich wspominki z lat dzieciństwa, nasze z lat późnej młodości... tyle wspólnych tematów. Aż wierzyć się nie chce, że różnica pokoleń ma znaczenie czysto umowne.

Super przyjemnie spędziliśmy czas! ;))

17:42, babciabezmohera
Link Komentarze (10) »
czwartek, 26 stycznia 2017
Może znajdę swoje miejsce...

Muszę powiedzieć, że trochę powiało optymizmem. Nowy klub dla starych aktywnych, choć pewnie nie tylko starych, wchodzi w fazę wstępnego rozruchu.

Dowiedziałam się, że dnia... o godzinie... ktoś tam będzie, więc postanowiłam sprawdzić, co tam się dzieje i jakie plany. Faktycznie było kilka osób. Potraktowano mnie z takim entuzjazmem, jakby spodziewano się, że nikt nigdy poza mną nie przyjdzie i że to już ostatnia deska ratunku. Nie powiem, było mi miło, ale trochę boję się układać peany, by nie zapeszyć. Piękne i obiecujące początki wcale nie muszą oznaczać atrakcyjnego rozwinięcia.

Pożyjemy, zobaczymy!

Miejsce jest a czy uda się to miejsce fajnie wykorzystać, to już będzie tylko od nas zależało. W każdym razie jestem dobrej myśli. :)

19:52, babciabezmohera
Link Komentarze (14) »
niedziela, 22 stycznia 2017
Jakoś bylo cicho...

15.I.2017r. zmarł ksiądz Mieczysław Maliński.

Dziś przeczytałam wspomnieniowy artykuł o księdzu, który w pewnym okresie czasu stał się dla mnie ogromnie ważną postacią. Ojcem? przyjacielem? powiernikiem? przewodnikiem  duchowym?... O tyle to dziwne, że nigdy Go nie spotkałam, nie słuchałam Jego kazań a relacje z Nim były jedynie poprzez napisane przez Niego książki.

Kupowałam je i czytałam zachłannie. Nie były łatwe, choć miał dar prostego pisania, były WAŻNE, bo trafiały w środek serca, w środek sumienia. Wierzyłam Mu bez zastrzeżeń. Bardzo chciałam kiedyś do Niego pojechać, poprosić o rozmowę... nigdy tego nie zrealizowałam.

Kiedy rozpętała się nagonka na Niego, boleśnie ją przeżyłam. Wysłałam wyrazy wsparcia. Czy doszły, czy złagodziły mu tamte oskarżenia, nie wiem. Dla mnie był kapłanem z prawdziwego zdarzenia, bez cienia minoderii, kapłanem z powołania. Usiłowano Go zniszczyć... Istoty dobra, miłości, współczucia, prawdy tak zwyczajnie, po prostu zniszczyć się nie da!

Dla mnie ksiądz Mieczysław Maliński zawsze będzie wzorem kapłaństwa takiego, za jakim tęskni się w tym rozpasanym i pełnym fałszu świecie.

[*] [*] [*]  NIECH ODPOCZYWA W POKOJU!

                                                   

15:07, babciabezmohera
Link Komentarze (9) »
czwartek, 19 stycznia 2017
Poczucie obcości

Wydawało mi się, że po założeniu nowego bloga na Blogspocie wszystko natychmiast stanie się cacuchowate. Nie stało się! Niby prowadzę jakoś tam tego bloga, ale nadal nie czuję się u siebie. Mam poczucie, jakbym wynajęła u kogoś mieszkanie a właściciel przyglądał mi się podejrzliwie z niemym pytaniem w oczach- kiedy się, do cholery, wreszcie wyprowadzę? ;(

Tu jestem wśród swoich i jeśli nawet czasem odwiedzi mnie ktoś, niekoniecznie z siatką dobrych życzeń, to nie zrobi to na mnie wielkiego wrażenia i wierzę, że dam radę się obronić. Tam - czuję się jak zbędny dodatek do zagospodarowanego już miejsca.  Chyba wiem, na czym to polega: tu jestem od lat i dobrze mi przez zasiedzenie, tam jestem od niedawna, wielu rzeczy nie znam, toteż nie czuję się swobodnie. Chyba mądrze zrobiłam, że nie trzasnęłam drzwiami, wnerwiona na Bloxa, musiałabym teraz wracać z podkulonym ogonem... ;(

Nie ma to jak u siebie! :))

Pierwotnym zamiarem było przenieść się tam a tu zaglądać od czasu do czasu. Wszystko wskazuje na to, że będzie odwrotnie! ;)

17:19, babciabezmohera
Link Komentarze (12) »
Archiwum
Zakładki:
Ciekawostki internetowe
Http://piosenka-turystyczna.w.interia.pl/Zlota%20kareta.htm